Kiss me, Kate!


Ostatnio zbyt często muszę się domagać. Może dlatego, że gorąco.
Dzisiaj poprosiłam jednak o buzi. Ot, taki kobiecy kaprys.

- Jestem ładna?
- Uhm.
- To chyba zasłużyłam na buzi, prawda?

Zamknęłam oczy i wystawiłam usta jak Piotruś Pan do naparstka.

Czekam i czekam, buzi ni widu ni słychu, a już najbardziej nie czuciu! Otwieram ostrożnie oczy, a tam On siedzi spokojnie z taką samą miną jak ja. I też bezczelnie podgląda spod półprzymkniętych powiek!

23 lipca 2005

W Krainie Deutschowców II


W Krainie Deutschowców II

- Nie chce mi się już iść.
- Mnie też.
- Jakoś tak ciężko mi się idzie.
- Mnie też.
- Nogi mnie w ogóle bolą.
- Mnie też.
- Bo te buty w ogóle się nie nadają do chodzenia po kocich łbach.
- Mnie też.

Chwilę się namyślił i wypalił:
- Boli mnie przyrodzenie.
- Mnie też.

18 lipca 2005

W Krainie Deutschowców III


W Krainie Deutschowców III

Chwyciłam go zębami za brodę. Szarpnął się.
- Auć!
- To czemu się ruszasz?
- Jestem człowiekiem! Muszę się ruszać, bo nie wyglądam wtedy jak martwy!

Tyle krzyku o jeden wyrwany włos...

17 lipca 2005

W Krainie Deutschowców I


W Krainie Deutschowców I

- Zgłodniałem - słyszę koło ucha.
- To zrobimy tak - mówię - ja zrobię obiad, a ty posprzątasz łazienkę.
- Nie ma mowy, nie wrobisz mnie.

Nie dał się złapać. Postanowiłam przedstawić mu plan B, niemożliwy do wykonania (tym samym musiałby przyznać, że mój plan A jest jedynym możliwym).

- To może ja posprzątam łazienkę, a ty zrobisz obiad.
- Dobra! - wykrzyknął z entuzjazmem.

Tego się nie spodziewałam.
- Ale... umiesz zrobić obiad? - badam ostrożnie.
- Zaraz obiad. Kanapki jakieś zrobię i już.

13 lipca 2005

Szafeczka


Szafeczka

- Wiesz - mówię - że w IKEI mają coś, co się nazywa tak samo jak ja? Widziałam wczoraj wieczorem, kiedy przeglądałam katalog.
- Na pewno coś dużego. Jakąś szafę trzydrzwiową albo komodę.

***

- Moja ty szafeczko...
- No wiesz!
- ... nocna szafeczko.

9 lipca 2005

Kiedyś...


Kiedyś...

Śpiewam piosenkę o słoniach.

Dla niezorientowanych:
"Cztery słonie, zielone słonie,
każdy kokardkę ma na ogonie,
ten pyzaty, ten smarkaty
- kochają się jak wariaty..."


- ...ten włochaty, ten... Ty jesteś włochaty słoń. A ja jaki jestem słoń?
- Cycaty.
- Cooo??? - oczy stanęły mi dęba ze zdziwienia.
- Cycaty słoń.
- Gdzie? - spytałam z lekką pretensją w głosie.

Zdziwione spojrzenie, ton jak do dziecka:
- No, TUTAJ.

Brzuszek?


Brzuszek?

- O, masz Fritta. Dostanę kawałek?
- Nie.
- Czemu? - spytałam z autentycznym żalem. Uwielbiam Fritty, a ten jest wiśniowy, mój ulubiony (poza truskawkowym, cytrynowym i coca-colowym).
- Bo jesteś gruba. O, zobacz - ciągnie, macając mnie po brzuchu - tu masz tłuszczyk, zobacz.
 
Z oburzenia prawie nie mogłam złapać tchu.
- Ale tylko kawałek...
- Nie, zjadłaś już dzisiaj trzy Schogotteny.
- Dwa.
- Trzy.
- Dwa.
- Ale wczoraj zjadłaś cztery.
- Ale to ma niedużo kalorii.
- Dużo ma! Ze dwa tysiące jeden taki Schogotten.
- Jasne - obraziłam się - a dieta tysiąca kalorii polega na jedzeniu dziennie połówki Schogottena!

"Nie śmiej się"


"Nie śmiej się"

On często się ze mnie śmieje. Na przykład wczoraj. 

- Po prostu pozwól, że czasem będę się śmiał... - mówi On, kiedy już mu minęło.
- "Czasem" czyli kiedy? - pytam podejrzliwie.
- Na przykład teraz.