Faworki


Faworki smażyliśmy we dwoje.
On wałkował. Ja wrzucałam na głęboki, dobrze rozgrzany tłuszcz.
W woku.

No co? Kuchnia fusion.

Przepis na chrust, czyli faworki - tradycyjny, autorstwa mojej Babci:
0,3 kg mąki
3 żółtka
2-3 łyżki kwaśnej śmietany
1 łyżka spirytusu
szczypta soli
0,5 kg tłuszczu do smażenia

Moherowe berety


Moherowe berety

- Mój ty moherowy bereciku... - mówi czule On.
- Dlaczego bereciku? - dziwię się.
- Bo moherowy - odpowiada tonem wyjaśniającym.

27 grudnia 2005

Rewirginizacja


Rewirginizacja

Przeglądam artykuły na o2. Jest jeden o odtwarzaniu błony dziewiczej - modnym ostatnio zabiegu wśród mężatek w Ameryce Północnej i Łacińskiej.

- Zostaw już ten artykuł - mówi Mama.
- No przeczytam... Ale nie będę robić - mówię.
- Ale pokaż, ile kosztuje? - ożywia się On.

LPR


LPR

Po przytuleniu - poprawiam Mu brew.

- Co jest? - pyta zaniepokojony On.
- Nic, kochanie, rozczochrałeś sobie brew.
- O, wyglądam jak LPRowiec? - nagle poweselał On.

26 grudnia 2005

Eppur si muove


Eppur si muove

A jednak się kręci. Życie oczywiście. Męskie. Wokół jednego jeno tematu.

- Czy możemy zmienić temat? Ostatnio rozmawiamy tylko o religii albo o polityce - zauważył On.
- Dobrze, skarbie, zmieniamy temat. O czym chciałbyś ze mną porozmawiać?
- Jak to o czym? O seksie albo o czymś takim...

23 grudnia 2005

Smooth jazz


Smooth jazz

- Wyłącz te smuty!
- [z oburzeniem] Ale to jest Smooth Jazz Ever..!
- No właśnie, Smuty Jazz!

[z pozdrowieniami dla Mortigan]

21 grudnia 2005

Sennheiser


Sennheiser

On rozpływa się nad nowymi słuchawkami audiofilskimi, które dostał na wcześniejszą Gwiazdkę. Podaje mi specyfikację techniczną, barwnie opisuje wspaniałą jakość dźwięku, rozczula się futerkiem wokół nauszników i tym, co usłyszał w "Dark Side of the Moon", kiedy słuchał przez nowe słuchawki.
Ja tymczasem zajadam kanapkę, którą zrobił mi Tata.

- I wiesz, i te głosy są zupełnie niezrozumiałe, jak się słucha na mp3, a teraz rozumiem każde słowo, to jest cudowne!
- Uhm - mruczę rozkoszując się kanapką.
- I one mają tylko 1% zniekształceń dźwięku przy 100 dB, a takie zwykłe "pchełki" do uszu to mają aż 8%, wyobrażasz sobie?!
- Uhm.
- I mają trzymetrowy kabel, mogę je sobie podłączyć do wieży albo do komputera i słuchać leżąc w łóżku!
- Uhm - mruczę.
- I żadnych komentarzy? - dziwi się On.
- Wiesz, ja nic nie mówię, bo tak jak Ty uwielbiasz słuchać muzyki, to ja chyba uwielbiam jeść... I właśnie Tata mi zrobił kanapkę, mówię Ci, czysta poezja!

On milczy, zgorszony moją trywialnością.
- Taka kanapka to normalnie... no... jak orgazm wielokrotny! Z czego się śmiejesz?
- Bo skąd ty niby wiesz, jak smakuje orgazm wielokrotny? - spytał On łagodnym tonem.

Ej no, pewnie że wiem. Smakuje jak kanapka z pasztetem z gęsi ze śliwką plus żółty ser plus majonez plus świeżo mielone zioła rusticana. O.

19 grudnia 2005

Kolesiostwo


Kolesiostwo

Nie lubię słowa 'koleś'. Większe dreszcze na plecach wywołuje u mnie jedynie 'gostek', na zasadzie niemiłych skojarzeń. On zawsze mówi 'koleś', co doprowadza mnie czasem do ostateczności.

- Nie mów 'koleś' - proszę jękliwie głosem Zbolałego Kurczątka. (Jak wiadomo, działa on świetnie na Prawdziwych Mężczyzn.) - To nieładne słowo.
- Wcale nie.
- Wcale tak. Od 'kolesia' bardzo blisko do 'kola'.
- O, 'kolo' przez gardło mi nie przejdzie! - zaperza się On.

Sięgam do ostatecznego argumentu - hipisi i metale nie cierpią skejtów i dyskomułów.
- Ale 'koleś' jest skejtowski!- wypalam. Cisza. Czekam w napięciu.
- To co? Ja jestem bardzo eklektyczny.

18 grudnia 2005

Przydatne zalety


Przydatne zalety

W moim domu kabel zamontowano prowizorycznie 20 lat temu, więc nawet czasem przerywa, kiedy jest duży wiatr i wtedy trzeba czekać do wiosny - nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby mieć telefonu kosztem jednego z członków rodziny, który spadł z dachu. Rozmawiamy przez telefon. Za oknem zawieja, więc telefon trzeszczy. Rozmowa tyczy Jego rzekomych wad.

- Przecież oprócz wad masz też zalety - przekonuję.
- Tak, ale moje zalety są zupełnie nieprzydatne - odpiera On. Najwyraźniej nie chciał dać się pocieszyć.
- Nieprawda - oponuję. - Gdybyś potrafił chodzić po dachu na rękach, jednocześnie gwiżdżąc i robiąc balony z gumy do żucia - to dopiero byłoby nieprzydatne. Chyba że do cyrku.
- To akurat byłoby przydatne. Mógłbym wam wtedy wymienić kabel telefoniczny - jęczy dalej On, przekonany o swojej całkowitej nieprzydatności.
- Nie mógłbyś. Umiałbyś wtedy tylko chodzić po dachu na rękach, jednocześnie... etd.
- Gdybym umiał to wszystko, wymiana kabla byłaby pestką! - wybucha wreszcie On. Po czym zapadło kłopotliwe milczenie.

16 grudnia 2005

Fu - nie dla wrażliwych


Fu - nie dla wrażliwych

Zebrało nam się wczoraj na obrzydlistwa.
[Jeśli komuś się skojarzyło, niech czym prędzej naciśnie alt+F4, bo obrzydlistwa to nie to samo co świństewka :-)]

Mianowicie, rozmawialiśmy o najróżniejszych ohydnych chorobach, a wcześniej o wielokrotnym gwałcie (we wtorek na zajęciach oglądałam "Dzięciątko z Macon" Greenawaya i bardzo mną wstrząsnął, nie polecam ludziom wrażliwym). On zaczął mnie wkręcać, że istnieje nowotwór, w którym po rozkrojeniu znajduje się włosy, zęby, czasem nawet wątrobę.
Nie uwierzyłam.

A jednak to prawda..!

Swoją drogą, takie obrzydlistwa są przerażające, ale jednocześnie dziwnie mnie fascynują. Ktoś też tak ma..?

4 grudnia 2005

O komentarzach


O komentarzach

Uprzedzam lojalnie, że wszelkie komentarze w rodzaju "joł, fajnie tu, wpadnij na mój blogasek i zostaw komcia" będą bezlitośnie usuwane. Nie odzywaj się, chyba że możesz ulepszyć ciszę - jak powiedział pewien pan w pewnej powieści dla młodych panien.

"Idiota"


"Idiota"

On ma pretensje.
- Czemu tak rzadko na blogu coś piszesz? Wchodzę codziennie, a tam pusto.
- Bo nie mam o czym pisać - próbuję się tłumaczyć.
- Jak to nie masz o czym? - żołądkuje się On. - Bez przerwy przecież idiotę z siebie robię, żebyś tylko miała o czym pisać!

3 grudnia 2005

Jak Rasputin z "Anastazji"


Jak Rasputin z "Anastazji"

Rozmawiamy przez telefon.
On: [kicha potężnie]
Ja: [milczę]
On: [milczy]
Milczenie się przedłuża.
Ja: No i..?
On: Czekaj, oko mi wypadło.