Niespodzianka II


Niespodzianka zakończona.
Z racji tego, że On jest teraz w Warszawie, mogę napisać, co to jest... Cóż takiego On wziął za prezerwatywę.

Mianowicie, przetłumaczyłam zupełnie sama napisy do filmu, który On bardzo lubi - "School of Rock". Nie jest to Jego ulubiony film, ale na pewno mieści się w pierwszej dziesiątce. Ściągnął z sieci napisy do niego, ale niestety były straszne - nie dość, że połowa ominięta, to jeszcze fatalne tłumaczenie.
Siadłam i zrobiłam tłumaczenie z napisów angielskich.
Zajęło mi to prawie dwa tygodnie, mniej więcej po godzinkę dziennie.
I wreszcie koniec.
Wysyłam za chwilę.
Ciekawe, czy Go to rozczaruje - to w końcu tylko napisy...

20 września 2005

Niespodzianka


Niespodzianka

Przygotowuję dla Niego niespodziankę. Taką malutką. 

- A pamiętasz o tym, że obiecałaś mi niespodziankę? - dopytuje się On.
- Tak, pamiętam. Mam nadzieję, że Cię nie rozczaruje, ona jest naprawdę drobna.
- Hm.
- Jest zupełnie małą niespodzianką.
- Hm.
- Wiesz, właściwie to użyjesz jej chyba tylko raz, ale jeśli ten raz dostarczy Ci radości, to już będzie dobrze.
- Ekhm - odchrząknął On - czy to... no... czy to jest... ekhm... prezerwatywa?

O jedzeniu


O jedzeniu

Kazał mi opowiedzieć swoją niedzielę. Opowiedziałam.
- Wiesz co, czy ty musisz tak dużo czasu poświęcać mówieniu o jedzeniu? - przerwał z lekką irytacją.
- Ależ... nie mówię znowu tak bardzo dużo tylko o jedzeniu - zdziwiłam się.
- Mówisz. Bez przerwy mówisz o jedzeniu, a inne rzeczy pomijasz milczeniem, potem się dopiero dowiaduję, że coś robiłaś, ale mi nie powiedziałaś, bo jedzenie było ważniejsze - zauważył zgryźliwie On.
- Hm - zamyśliłam się - może faktycznie mówię tyle o jedzeniu... Ale ja wczoraj naprawdę niewiele zrobiłam oprócz jedzenia. A jeśli Ci to przeszkadza, to co mam zrobić w takim razie?

Szatański chichot w słuchawce.
- Schudnąć!

17 września 2005

Z zupełnie innej beczki


Z zupełnie innej beczki

Ciekawe jest to, że jeśli na blogu onetowskim (onetowym?) wyświetla się reklama np. szkoły językowej albo herbaty, albo testu ciążowego, to jest ok. Nikt nie wrzuca nad nią napisu "Płatne ogłoszenie firmy X".
Może dlatego, że i tak wszyscy wiedzą, że taka i taka firma musiała zapłacić portalowi onet.pl, żeby zamieścił ich reklamę.
W takim razie po co nad bannerem pana-który-ukradł-był-Księżyc widnieje informacja, która upewnia wszystkich co do tego, że jego Komitet Wyborczy zapłacił za to, że ten banner się tu pojawia?

Wiem, co powiecie.
Powiecie, że takie są przepisy. Że firmy nie mogą ujawniać swoich protegowanych (chociaż i tak "powszechnie wiadomo", że firma X jest lewicowa, a firma Y popiera kandydata Z).
Przepisy w takim razie pozwalają mieć oficjalnie ulubioną markę herbaty, prezerwatyw, syropu na kaszel, ciastek, bielizny itd.
A nie pozwalają mieć ulubionego człowieka wśród pewnej grupy.

Nienaturalne troszkę, nie?

11 września 2005

W ciuchci


W ciuchci

W moim mieście co roku odbywa się coś w rodzaju festynu. Zwie się toto Gwarki i jest absolutnie masowe, czego nie cierpię. Wczoraj rozmawialiśmy przez telefon, a moja rodzina wybyła na Gwarki właśnie.
- A ty nie poszłaś na Gwarki? - pyta On.
- Nie poszłam.
- A czemu?
- Bo tam nie ma nic interesującego. Wyjątkiem są migdały prażone w karmelu, ale obiecali mi dostawę do domu. Wiesz, dawniej chodziłam na Gwarki tylko w jednym celu... Przyjeżdżały blaszane ciuchcie, takie bary. W środku siedziała pani i miała tam kuchenkę, a na kuchence cztery garnki.
W pierwszym garnku były ziemniaki. W mundurkach. Takie wielkie, jak dwie pięści.
W drugim garnku były brokuły. Leciutko ugotowane, takie prawie chrupiące.
W trzecim garnku były...
- Już wiem! KOTY!

Ależ natchnienie. Widać, że nie gotuje. Przecież koty podaje się z jabłkami.

5 września 2005

Ze ślepym o kolorach, z głuchym o muzyce


Ze ślepym o kolorach, z głuchym o muzyce

Rozmawiamy przez telefon. On wylicza, jakie albumy ściągnął ostatnio z internetu.
- Asia... bla, bla, bla... Arena... bla, bla, bla... John Wetton... bla, bla, bla... piosenka dla Doroty, ona go zna... bla, bla, bla... Bijelo Dugme... bla, bla, bla... Jon Lord... bla, bla, bla... Krzysztof Kiljański... bla, bla, bla... rytm... bla, bla, bla... perkusja... bla, bla, bla...
- Kochanie - przerywam potok słów - czy nie mógłbyś znaleźć sobie kochanki, której będziesz opowiadał o tej całej muzyce..?
Chwila ciszy.
- Nie, nie mógłbym.
- Ja jestem idealna, bo nigdy nie mówię, że mnie to nudzi?
- Właśnie.

Może powinnam zacząć.
Mówić, że mnie to nudzi.
Tylko że to byłoby kłamstwo...