Dieta na cellulit


Przez ostatnie trzy tygodnie siedziałam sobie sama i kułam do sesji. Z nerwów schudłam 2 kg.

Z pomocą kosmetyków i pierwszego schodka na antresolę wykorzystywanego jako steper zredukowałam cellulit do stopnia 1. On stwierdził, że powinnam się teraz zaprzeć czterema nogami i zredukować go do stopnia zerowego.

A ja po przejrzeniu zasobów internetowych zrozumiałam, dlaczego większość kobiet ma cellulit.
Po prostu, walka z nim wymaga zakupu (i spożycia) pasty tahini, rokpola, oleju z wiesiołka, tofu i cykorii. Warto mieć też grill, blender i sokowirówkę...

20 września 2006

Tori! Tori! Tori!


Tori! Tori! Tori!

Z braku laku oglądamy film o upadku moralnym postaci granej przez Tori Spelling. On wyraźnie wolałby zająć się mną, co okazuje poprzez myzianie.

- Nie rób! - strząsam Jego rękę.
- Czemu? Mam przestać?
- Przestań, bo mi się zrobi odruch warunkowy i będzie mi przyjemnie tylko kiedy będę widzieć Tori Spelling!
- Fakt, to byłaby tragedia - przyznał On.

Po czym wyłączył telewizor.

Same Fusy, Warszawa


Same Fusy, Warszawa

Błądzimy po Starówce warszawskiej, szukając jakiejś miłej knajpki na herbatę - knajpki, nie ogródka piwnego.

Scena 1.
Dochodzimy do Rynku Nowego Miasta.
- Co to za miasto! - sarka On. - W Krakowie byśmy już dawno coś znaleźli!

Scena 2.
W drodze powrotnej przywabia nas zapach i muzyka z Samych Fusów (Nowomiejska 10). Wchodzimy. Zamawiamy herbatę i tiramisu.

Scena 3.

Kelner przynosi zamówienie.
- Oto herbata... - prezentuje stawiając naczynia na stole - i tiramisu... tak zwane...

Scena 4.

On idzie zapłacić. Kelner proponuje Mu współudział w zbrodni wepchnięcia kolegi Kelnera Prim do imbryczka na herbatę.

Obsłudze Samych Fusów dziękujemy, obiecujemy powtórkę z rozrywki.
A "tak zwane tiramisu" polecam - przepyszne.

"Dziecko Rosemary"


"Dziecko Rosemary"

Obejrzeliśmy ostatnie umówione mieszkanie, w którym dosłownie się zakochałam. Idziemy ulicą, ja ogarnięta euforią podskakuję jak balonik.

- Ale nie ekscytuj się tak! - upomina mnie On, kiedy widzi, że już zbyt wysoko podskakuję z radości.
- Muszę! Przecież znaleźliśmy PIĘKNE mieszkanie! - mówię z emfazą.
- Uspokój się, w filmach zawsze jest tak, że para znajduje piękne mieszkanie, a później... wiesz... - zawiesza znacząco głos - ..."Dziecko Rosemary"!