Z życia wzięte, niepojęte!


Zwykłam mawiać, że kobiety są głupie. Ten pogląd wynika z tego, że spotkałam w życiu naprawdę niewiele naprawdę mądrych kobiet. Statystyki mówią, że mężczyźni są tak samo inteligentni jak kobiety, ale utrzymuję, że to prawda jedynie w statystykach. Po prostu jest więcej kobiet przeciętnych, a mało poniżej i powyżej normy - wśród mężczyzn jest wielu powyżej normy i wielu poniżej, a niewielu przeciętnych.

Przejdźmy jednak do rzeczy. Przed chwilą wróciłam ze sklepu. Po parkingu przed sklepem chodziła pani (z 4 siatkami z zakupami, torebką i pieskiem), która pytała wszystkich podchodzących do swoich samochodów mężczyzn, czy są pewni, że to ich samochód. Po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej pytała następnego, aż w końcu na parkingu zostało tylko kilka samochodów. Zdesperowana pani wetknęła kluczyk do drzwiczek pierwszego z brzegu. Zabrzmiał alarm. Przy drugim trafiła.

Zapomniała, jak wygląda jej samochód...

Z komentarzy:
Lu: To czym w takim razie jest glupota? Od kiedy to skrajne roztargnienie jest glupota?

Aga: Ja myślę, że to nie był jej samochód, tylko jej męża, pożyczyła go po raz pierwszy i ostatni. Biedna!

rokropna: A ja znałam FACETA, który zawiadomił policję, że mu skradziono samochód. Autko stało tymczasem zasłonięte jakimś vanem... Twoja teoria bierze w łeb :-)

Fatamortigana: Eee, trochę się uparłaś. Akurat dziś spotkało mnie coś takiego: podeszłam na parkingu do auta. Strefa z cytrynką? Z cytrynką. Samochód taki jak nasz? Taki. Pociągam za klamkę - zamknięte. Obchodzę, żeby zajrzeć od strony kierowcy czy siedzi i się zamknął, czy jeszcze nie wrócił. Zaglądam - nie ma. I nagle wzrok mój przykuło migające niebieskie światełko od alarmu. Myślę sobie "Jak to? Przecież mamy czerwone!" I dopiero wtedy przyszło mi na myśl, żeby zerknąć na rejestrację. Oczywiście nie nasza. I to ma przesądzać o mojej głupocie? Tak samo przesądza jak kolor włosów...

I podsumowanie: lepszym określeniem tego, co rozumiem przez kobiecą głupotę, jest 'bezmyślność'. Bywa, że wynika z roztargnienia czy zmęczenia, bywa, że jest wyuczona. Niezależnie od powodu, częściej spotykam inteligentnych, rozsądnych i intelektualnie wartościowych mężczyzn niż takowe kobiety.

A jestem feministką. Serio-serio.

Międzynarodówka


Międzynarodówka

Jeden z wielu poranków. Tulimy się w łóżku przed wstaniem. Mnie śnili się Francuzi, więc mu opowiadam.
- Miłość francuska też ci się śniła? - pyta On przebiegle.
- Skoro jest miłość francuska, to pewnie jest i niemiecka... i polska... i w ogóle każda - zastanawiam się, sprytnie unikając odpowiedzi.
- Oczywiście, że jest! - przytakuje On.
- Taaak? To niemiecka to jaka?
- Schnell, schnell, schnell... raus! - komenderuje On.
- Ach, stosunek przerywany... - domyślam się. - A polska?
- "Stój, bo strzelam", czyli miłość partyzancka - odpowiada pewnie On.

30 października 2007

Pomyłka freudowska 2


Pomyłka freudowska 2

Mamy dom bez klamek, a raczej łazienkę bez wewnętrznej klamki. Drzwi trzeba zamykać od zewnątrz.

On leży w wannie. Ja zamykam drzwi.
- Czy możesz mi podać jeszcze z koszyczka... - komenderuje On przez szparę w zamykanych drzwiach - obcążki i pilnik?
- Obcążki i pilnik... - posłusznie grzebię w koszyczku.
- Obcążki do obciągania... obciążania.

Jeden z siedmiu


Jeden z siedmiu

Siedmiu krasnoludków, oczywiście.

Dziś - zmywając - nucił roboczą piosenkę krasnoludków.
Takie "hay-hooo, hay-hooo" z kuchni dobiegało.

Mędrek, Gburek, Apsik, Śmieszek, Śpioszek, Gapcio czy Nieśmiałek?
Każdy po trochu, w zależności od sytuacji.
Taki mam siedmiopak.

29 października 2007

Sen


Sen

- Śniło mi się, że mieliśmy brać ślub, [...] ale do niego nie doszło, bo nie umiałam znaleźć spódnicy.

- O - wyraża spokojnie swoje zdziwienie On. - I byłaś tylko w bluzce?
- Tak. A w ogóle to nie było w kościele, tylko w takiej jakby wielkiej stodole - dodaję. - Ale miałam bluzkę i pończochy! Tylko spódnicy nie miałam!
- Kochanie... co ty paliłaś? Przyznaj się!
- Eee... Świeczki.

28 października 2007

Kto jest kobietą?


Kto jest kobietą?

Polska jest kobietą.

I jesień też jest kobietą.
Nadchodząca zima też jest kobietą.

To ja się już nie stroję w jesienne i zimowe stroje.
Po co?
Dla kobiety?

26 października 2007

O pięknie


O pięknie

Z okazji wolnego dnia ubrałam się domowo i zabrałam za sprzątanie mieszkania. Po skończonych porządkach poszłam Mu się pochwalić.

- Ależ masz piękne mieszkanie... I piękną kobietę...
- Wszystko mam piękne. Prócz twarzy - odburknął On.

Nobody's perfect.

Wałek


Wałek

On żąda placka ze śliwkami.

- Ale do tego muszę mieć porządną blachę...
- Kupię ci blachę! - postanawia On.
- I wałek. Przede wszystkim wałek - dodaję z naciskiem.
- O... to nie, już nie mam ochoty na placek - odpowiada zalęknionym głosem On.

On odmówił kupienia mi wałka, bo twierdzi, że wtedy będę Go biła.

25 października 2007

Ciemność widzę..!


Ciemność widzę..!

"- Methinks, I see...
- Where?
- In my mind's eyes."

Poranek. On śpi, ja stoję przed szafą w bieliźnie i wybieram spodnie.
On nagle otwiera oczy.
- O! - mruczy całkiem rześko.
- O co? - odmrukuję, skupiona na rozważaniu kolejnych kombinacyj ciuchowych.
- Widzę... - rzuca On natchnionym tonem.
- Co widzisz?
- Widzę... jak przez mgłę... - ciągnie On nadal z rozmarzeniem.
- Pfff - prycham.
- Przez mgłę całkiem ładne ciałko - kończy przytomnie.

23 października 2007

Woman from Tokyo


Woman from Tokyo

Wieczór. Chory On jęczy.

- Moje biedactwo... Potrzeba ci czegoś? - rozczulam się* nad Nim.
- Potrzebuję kochanki... z Japonii... - charczy On.
- To ja ci już nie wystarczam? - pytam przekornie.
- Nie jesteś z Japonii. Nie spełniasz podstawowego kryterium.

Gorączka mu minie, Japonia okaże się za daleko...

---
* Wszak wiadomo, że od chorego mężczyzny w domu gorsze jest tylko siedem plag egipskich. Tę sprawę trzeba traktować poważnie.

21 października 2007

Molestowanie


Molestowanie

Telefon mi bzyczy - SMS. On nie pozwala mi odebrać.

Telefon bzyczy ponownie. On znów nie pozwala mi odebrać.

- Ale ktoś mnie tam... no, molestuje! - protestuję.
- Nikt cię nie molestuje! Ja cię będę molestował! - grozi On.
- Naprawdę? - pytam, zachwycona tą nagłą, kuszącą perspektywą.
- Nie naprawdę - odburkuje On.

Epidemia


Epidemia

Wracamy do domu po wypełnieniu obywatelskiego obowiązku. On kaszle i kicha, bo się przeziębił.
- Nie idziesz jutro na zajęcia - zarządzam kategorycznie. - Nie będziesz na nikogo kaszlał i nikogo zarażał.
- Ale... muszę iść... - protestuje słabo On.
- Musisz? Żeby nakaszleć na swoją grupę?
- Właśnie! Zrobię ankietę, kto był na wyborach i nakaszlę na tych, którzy nie byli. A na tych, którzy byli i głosowali na XxX, nakaszlę dwa razy!

Oby tylko epidemii nie wywołał...

2x2


2x2

Po drodze na przystanek przechodzi się na skróty przez trawniczek, na którym liczne stopy wydeptały ścieżkę. Jako że spadł śnieg i zaraz stopniał, ścieżka zamieniła się w błoto.
On idzie bardzo ostrożnie, żeby nie upaprać czystych jeansów.
- Ojej... - mruczy zawiedziony, patrząc na kilka plamek z błota na nogawce.
- Ojej, dwie plamki - wzruszam ramionami.
- Cztery - poprawia z naciskiem On.

Już się boję, czy dadzą się wywabić.
Dwie to jeszcze, ale cztery..?

19 października 2007

Kop!


Kop!

- Zasadzę ci kopa w tyłek! Znowu zostawiłaś okulary przy wannie - zżyma się On.
- Jesteśmy na blogu u Karoliny jako "codzienność zakochanych" - komunikuję Mu beznamiętnie w odpowiedzi.

18 października 2007

IV Rzeczpospolita


IV Rzeczpospolita

Jeśli nie zagłosujesz...


A On wyjaśnił mi wczoraj zawiłości sondaży w Polsce.
I przyczyny tego, dlaczego rzeczywistości nie odpowiadają.
Podczas podróży autobusem.
W 20 minut.

Papiórek na wybory wzięłam - my idziemy.
Swoją drogą według Komisji Wyborczej mieszkamy w innej dzielnicy niż mieszkamy.
Administracja, urna ich mać.

16 października 2007

Zupa ogórkowa a kiszenie


Zupa ogórkowa a kiszenie

- Od kilku dni mam ochotę na ogórki kiszone. Jutro zrobię zupę ogórkową - oznajmiłam Mu.
- Zakiszę ci ogóra - obiecał On.
- Co zrobisz? - spytałam chwilę po tym, jak mi przeszło osłupienie.
- Zakiszę ogóra. Słyszałem kiedyś w szkole takie określenie, pasuje, nie?
- Będziesz musiał jeszcze odcedzić kartofelki... - dodałam pękając ze śmiechu.

15 października 2007

Piosenka


Piosenka

- Była mała, ja znalazłem ją w ogródku,
wyglądała jak 49 smutków.
Taka mała, taka bura,
nie ma domu ani siura,
więc ją wziąłem, przygarnąłem - no i jest.

Razem ze mną suka bura
penetruje dziurę jaszczura... -
zaśpiewał mi On dziś z rana.

12 października 2007

Cute morning


Cute morning

Wiedząc, że mam rano wstać, On obudził mnie punkt 7.
Z kubkiem herbaty w dłoni.
Herbaty dla mnie.
Cute.

Zwykle kiedy proszę "zrób mi herbatę", to muszę sama ją wybrać i sama pilnować, żeby się parzyła przez odpowiedni czas - On tylko wsypuje do koszyczka i zalewa wodą.

Oczywiście od razu zepsułam liryczny nastrój.
- A wiesz, co mi się śniło?
- Co za idiotyczne pytanie! Niby skąd miałbym wiedzieć, co ci się śniło? - rzucił zniecierpliwiony On.

11 października 2007

Golono, strzyżono


Golono, strzyżono

- Po co się golisz, jeśli jutro rano wyjeżdżam? - spojrzałam podejrzliwie na Jego pokryte pianką odbicie w lustrze.
- Bo... jestem nieogolony... i mam jutro zajęcia... i w ogóle... - zaplątał się w zeznaniach On.
- W ogóle co? - uniosłam brwi.
- No dobra, zapraszam dziwkę.

***

Przytuliłam się do Niego.
- Oj, no nie rób mi, jak się golę... - machnął On maszynką. - Jeszcze sobie podetnę jakąś żyłę albo coś...
- Albo coś - zgodziłam się potulnie.

10 października 2007

Wybory


Wybory

Wyjeżdżam na weekend do znajomego.

- Gdzie ty tam będziesz spała? - zatroskał się On.
- Pewnie na jakiejś kanapie czy coś... - wzruszyłam ramionami. - Powiedział, że da mi cztery możliwości wyboru miejsca spania.
- Ta... U jego lewego boku, u prawego boku, pod nim i na nim? - zaryzykował zgadywankę On.

8 października 2007

Zamawiam budzenie!


Zamawiam budzenie!

Zaganiam Go do łóżka.

- Idź spać, bo zaśpisz.
- Nie zaśpię. Obudzisz mnie - odpowiada z niezachwianą pewnością On.
- Nie obudzę... Nie wstanę tak wcześnie - protestuję słabo.
- Wstaniesz, bo ja cię obudzę - oznajmia chytrze On.
Patrzę na Niego nic nie rozumiejąc.
- Zadzwoni budzik, ja się obudzę, trącę cię, powiem: "wstawaj, ty tyłku" i pójdę spać.

A mówią, że to mężczyźni myślą racjonalnie...
Swoją drogą, czy antonimem do tyłka jest przodek?

7 października 2007

Paznokcie


Paznokcie

Podsuwam Mu puszeczkę z koncentratem pomidorowym.

- Otwórz... - patrzę błagalnie. - Nie chcę sobie połamać paznokci.
- A ja chcę sobie połamać paznokcie? - pyta znad puszki On.
- Ty możesz.
- Życie nie jest sprawiedliwe - wygłosił On, jednym ruchem otwierając puszkę.

Pewnie. Stoję przy garach i jeszcze mam sobie łamać paznokcie?

4 października 2007

Zdzir


Zdzir

Gram.
- Osz, zdzira! - nie wytrzymuję i klnę na wytwór komputera utrudniający mi rozgrywkę.
- Co, kochanie? Wołałaś mnie? - wynurza się On z korytarza.

Czy męska zdzira to zdzir?

Przebranie krowy


Przebranie krowy

Idziemy na spacer. Dochodzimy do wzniesienia, które urywa się malowniczo nad niewielką dolinką.

- Teraz wspiąć się tam na samą górę... - mówi rozmarzony On.
- Możemy się wspiąć - zapewniam Go żarliwie.
- ...wspiąć się tam i zeskoczyć w dół w przebraniu krowy... - ciągnie nadal rozmarzony On.

Zdębiałam.

1 października 2007

Jądro ciemności


Jądro ciemności

Prasuję.

- Co tu masz? - pyta rozbawiony On stając za mną i macając mnie po kieszeni jeansów.
- E... chyba chusteczkę higieniczną - rzucam rozeźlona. (Nienawidzę prasowania.)
- Taka kulka?
- Taka kulka. A co, myślisz, że jądro mi wyrosło?
On oddala się zniesmaczony.
- Jądro ciemności... - dorzucam mhrocznym tonem.

Wodowstręt?


Wodowstręt?

Od rana próbuję Go namówić na kąpiel. On uparcie odmawia i wynajduje sobie coraz to nowe nie-cierpiące-zwłoki sprawy przy komputerze. Wreszcie...

- Dobra, JUŻ idę się myć, tylko się pożegnam z siostrą i powiem jej, że idę, bo chcesz komputer.
- Powiem jej, że idę, bo nie myłem się OD RANA i śmierdzę POTEM - podpowiadam Mu z naciskiem.
- Nie potem. Przedtem.