Porządki


On ma na dysku prawie 200 GB muzyki.
Posegregowanej według sobie tylko znanego systemu.
Twierdzi, że to bardzo logiczny system.

Razem z Jego Siostrą dziś rano szukałyśmy pewnego zespołu przez dobrych kilkanaście minut. Logiczny system zawiódł.

Dodam, że wyszukiwanie systemowe jest zepsute.

PS. Kilka dni temu napisałam posta krytykującego Onet. Mimo że kliknęłam "publikuj", nie pojawił się jeszcze. Cenzura..?

29 listopada 2007

Dzień bez Zakupów


Dzień bez Zakupów

- Do sklepu naprzeciwko pielgrzymują ludzie od rana - raportuję Mu po powrocie z trzepaka.

- Już otworzyli?
- Uhm. Dzisiaj rano, o 8.
- W Dzień bez Zakupów... - wybucha śmiechem On.

Świetnie trafili.

28 listopada 2007

Jaś & Małgosia


Jaś & Małgosia

Zaczęłam ostatnio liczyć kalorie, bo przytyć by mi się przydało.

Spowiadam się Mu ze śniadania.
- Miseczka owsianki na słodko... Kawa zbożowa ze śmietanką... Banan w drodze na zajęcia... Tabliczka czekolady w przerwie między zajęciami...
- Mhmmm... - mruczy On, biorąc w dwa palce fałdkę skóry na moim brzuchu. - Ale jeszcze nie nadajesz się do jedzenia - cmoka zdegustowany.

No to idę smażyć naleśniki...

27 listopada 2007

Star Wars: scena łóżkowa


Star Wars: scena łóżkowa

Nie mamy drzwi w dużym pokoju.
Tam stoi komputer, więc drzwi do sypialni izolują od irytującego szumu.
Wczoraj nie zamknęliśmy.
- O nie... - jęknął On, kiedy umościliśmy się już wygodnie pod kołdrami.
- Nie zamknąłeś drzwi..? - domyśliłam się od razu.
- Dlaczego, DLACZEGO nie zapisałem się do akademii mistrzów Jedi zamiast na UJ? - wymamrotał z urazą On wygrzebując się z ciepłego legowiska.
- Yyy..?
- Nauczyliby mnie przesuwać przedmioty samą siłą umysłu... - westchnął On melancholijnie.

21 listopada 2007

Komplement długofalowy


Komplement długofalowy

Wykładam koledze teorię komplementów długofalowych.
- Długofalowy komplement = taki, który później sobie przypominam i aż się uśmiecham na samą myśl. Nie takie zwykłe "ładnie wyglądasz".
- Masz uśmiech jak wykres funkcji x2/2 - oznajmia po krótkim namyśle kolega.
- To BYŁ komplement długofalowy - opiniuję natychmiast, po czym pytam Go, o co mogło chodzić.
- Ueee, nie wysilił się - podsumowuje On.

Za to On się wysila, hm?

19 listopada 2007

Tekst miesiąca?


Tekst miesiąca?

- Gdybym miał macicę, to bym dostał jej wścieku - zawarczał On sprzed komputera, kiedy łącze nam się zakrztusiło.

Dwudziestolatki


Dwudziestolatki

- Ja to rozumiem, też kiedyś miałam piętnaście lat - oświadczam tonem starej ciotki.

- Ja nigdy - wzdycha naburmuszony On.

Zaproszenie do miłości


Zaproszenie do miłości

Grochowiak tak zapraszał...

A jak zaprasza On?

- Chodź, kochanie, zryję ci berecik.

Po czym zawija mnie w kołdrę jak sushi w wodorosty i łaskocze do utraty tchu.

18 listopada 2007

Singlem być...


Singlem być...

- Gdybyś była dobrą żoną... - zaczyna ostatnio swoje wymówki On.

- Ale nie jestem twoją żoną - zwykłam się odcinać.
- I nie będziesz, jeśli nie będziesz... - tu On wymienia coś, co powinna robić dobra żona.

Dziś On tarł ser, ja mieszałam szpinak, a A. uświadamiała Mu, że nie może wymagać ode mnie spełniania obowiązków żony, skoro nie jestem żoną.
- Kiedy się jej oświadczysz, to będziesz miał poskładane skarpetki, obiad podany pod nos i to wszystko, czego tak pragniesz - podsumowała A.
- Nie oświadczę się! Jestem zdeklarowanym singlem! Nigdy się nie ożenię! - wybuchnął On.

17 listopada 2007

Suszarka ludzka


Suszarka ludzka

On cały dzień się obijał.

O 23:50 zapowiadam, że idziemy spać.
- Ale ja jeszcze muszę umyć włosy! - oznajmia On.
- Nie licz, że będę je suszyła - cedzę przez zęby, już mocno wkurzona. (On ma włosy do pasa, mycie zajmuje dużo czasu, a ja później je suszę suszarką w specjalny sposób, żeby się nie splątały.) - Nie wiem, DLACZEGO nie mogłeś zrobić tego wcześniej.
- Pewnie dlatego, że... jestem taka fajna d... - zaczyna nucić On.

16 listopada 2007

Ciemno wszędzie...


Ciemno wszędzie...

Wczoraj wieczorem stało się coś strasznego.


Mieliśmy awarię prądu. (To jeszcze nie jest to straszne.) Na dużym kawałku osiedla. Awaria. (To też jeszcze nie to.)

Widząc, że nie zanosi się na poprawę, porozkładałam po całym domu świeczki. Zrobiło się jaśniej, na tyle jasno, że mogłam wyjąć z piekarnika obiad dla Niego i Mu podać. I na tym kończyła się moja aktywność.

Komputer odpadał z wiadomych względów.
TV także, nie dlatego, że nie mamy.
Przy świeczkach nie da się czytać.
Ani robić kolczyków.
Ani sprzątać.
Ani prasować.
Nie można słuchać muzyki - całą mam na komputerze.
Bez muzyki też trudno tańczyć.
Aktywność telefoniczna nie wchodziła w grę - akurat telefon mi się wyładował.

Zdałam sobie sprawę, że bez prądu mogę w domu jedynie siedzieć i patrzeć przez okno, jak pada śnieg.
To jest to straszne.
Zawsze myślałam o sobie jako o osobie, która ma dużo zainteresowań i rzadko się nudzi. A tu taka przykra niespodzianka.
Ech.

Im ciemniej, tym przyjemniej


Im ciemniej, tym przyjemniej

Kładę się do łóżka, w którym już leży On.

- Zabierz tę kołdrę z mojej połówki - oznajmiam Mu.
- Wkurzasz mnie... - wzdycha On, wykonując polecenie.
- Nie chcę cię wkurzać, chcę być dla ciebie śliczna.
- To zgaś światło...

Ta mała piła dziś...


Ta mała piła dziś...

- Jaka ty śliczna jesteś! - rozpływa się On nade mną po powrocie z zajęć, jeszcze w przedpokoju.

- Tak? - uśmiecham się promiennie czekając na powtórzenie komplementu.
- Śliczna! Ciekawe, co piłaś, że taka śliczna jesteś... - rzuca podejrzliwym tonem On.

Najgorsze, że herbatę.
Z rumem.

Jak? Tak!


Jak? Tak!

Oblekam świeżą pościel.

- Ja chcę tą w kółka! - rezerwuje sobie On.
- Nie mogę, bo ty masz dużą poduszkę. Na dużą poduszkę pasuje tylko ta w listki - wyjaśniam Mu, skupiona na uklepywaniu jaśka. - Jeśli oblekę ci w kółka, to będziesz miał poduszkę w listki i... nie wiem, jak to będzie wyglądało - wzdycham zrezygnowana.
- Jak to jak?
- No, nie wiem jak.
- To właśnie tak. Że nie wiesz jak.

Aha.
Oblekłam Mu w listki.

14 listopada 2007

Grobowo w piekarniku


Grobowo w piekarniku

Robimy obiad. On przy desce do krojenia, ja przy zlewie.

Wkładam świeżo umytą blachę do piekarnika.
- Blacha w piekarniku... Jak trup w szafie - zagaja znad deski On.
Patrzę na niego zaintrygowana.
- ...a skeleton in the cupboard - wzdycha melancholijnie On.

Coś dobrego na obiad


Coś dobrego na obiad

- Czy dzisiaj na obiad może być coś... coś... dobrego? - pytam Go mając na myśli jakieś mało czasochłonne gotowanie.

- Coś dobrego? Tak dla odmiany? - uśmiecha się złośliwie On.

Dla odmiany od pysznego - coś dobrego.

11 listopada 2007

Ma100dont


Ma100dont

- I co, mój mastodoncie malutki..? - zagaduje mnie On.

Tarta a la Pascal


Tarta a la Pascal

Pascal podpowiedział mi przepis na tartę, ale nigdy nie robię wszystkiego dokładnie według przepisu, więc go nieco zmodyfikowałam. Koleżance zaproszonej na kolację chyba smakowało, On zapowiedział, że MOŻE się ze mną ożeni, jeśli mu dalej tak będę gotować.


Zatem oto droga przez żołądek do serca:
(zachęcam do dalszych eksperymentów)

Potrzebna będzie forma na tartę - podane proporcje na taką o przekroju 28 cm.

Pokrojone w kostkę 3 piersi kurczaka lub indyka wrzucamy do garnka, w którym bulgocze 1 litr wody z rozpuszczonymi w nim 2 kostkami bulionu warzywnego. Mieszamy, żeby się nie posklejały, zostawiamy na minutkę na ogniu, następnie zdejmujemy i odstawiamy do ostygnięcia.


Z zawartości 2 puszek pomidorów odławiamy same pomidory i wyciąwszy z nich szypułki wrzucamy na patelnię - nie dodając tłuszczu (idealna więc byłaby patelnia teflonowa). Mieszając co jakiś czas czekamy, aż odparuje z nich woda i zostanie tylko pomidorowa papka. Dodajemy do niej 2 ząbki czosnku, rozgniecione lub drobno posiekane - i mieszamy. Zawartość patelni zgarniamy do miski, patelnię przecieramy i znów stawiamy na ogniu.


9 dorodnych pieczarek
obieramy i kroimy w plasterki. Wrzucamy na rzeczoną patelnię z odrobiną tłuszczu, lekko solimy i podsmażamy przez kilka minut, zdejmujemy z ognia i zgarniamy do miski, w której jest już papka pomidorowa.

Przygotowujemy po 2 łyżki stołowe posiekanej bazylii, majeranku i natki pietruszki. (Najlepiej świeże, ale suszone też się nadadzą. Zamiast bazylii i pietruszki można dodać domowe pesto.) Formę na tartę wkładamy ciastem francuskim (hipermarkety, półka z półproduktami, chłodzone, rolka ok. 3 zł). Jeśli zabraknie, można dokleić boki - ważne, żeby tworzyło "miseczkę". Nakłuwamy je widelcem, żeby nie wyszło z piekarnika. Nakłute posypujemy połową mieszanki ziół, resztę wsypujemy do miski z pieczarkami i pomidorami. Wrzucamy do niej także wyłowione z bulionu warzywnego mięso. (Na bulionie można później zrobić zupę, lepiej go nie wylewać.) Mieszamy dokładnie to, co w misce, jeśli za mało ostre,
doprawiamy pieprzem i solą, i wykładamy na ciasto. Posypujemy startym żółtym serem (20 dkg wystarczy), najlepiej jakiś ostry gatunek.

Całość wsuwamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180 stopni i kontemplujemy przez szybkę przez pół godziny.

10 listopada 2007

Odwracać kota ogonem


Odwracać kota ogonem

Maluję oko.

On wchodzi do łazienki i zaczyna wybijać na moich pośladkach perkusyjny rytm.
- Nie klep mnie, jak maluję oko! - upominam Go.
- To ty nie maluj oka, jak cię klepię! - odpowiada On z łobuzerskim uśmiechem.

Monologi waginy


Monologi waginy

Mówię coś do Niego, zdejmując pranie z suszarki.

- ...maginka... - dobiega do Niego za parawan.
- Waginka? - pyta od razu z zainteresowaniem On.
- MA-GIN-KA - sylabizuję. - Kobieta-mag - precyzuję.
- Aaa... - skrywa rozczarowanie On.
- Ja ci dam waginkę... - grożę Mu.
- Dawaj! - wypina klatę On.

Mieszkanie w Rossmanie


Mieszkanie w Rossmanie

On układa kosmetyki na półce w łazience. W rządkach, jak w sklepie.

Przestawiam je tak, żeby było z nich wygodniej korzystać.
On poprawia.
- Nie, kochanie, to NIE wygląda dobrze - mówię z naciskiem.
- Za to wygląda źle, jak jest takie... porozwalane.
- To się nazywa artystyczny nieład - wyjaśniam Mu. - Robi się go po to, żebyśmy się nie czuli, jakbyśmy mieszkali w żydowskim* sklepie.
- Tego się po tobie nie spodziewałem... - mówi On, patrząc na mnie z urazą.

* żydowski sklep - On wiedząc, że nie znoszę antysemityzmu i rzucania określeniem "żydowski" na prawo i lewo ciągle mnie tym drażni. "Żydowski sklep" jest standardowym Jego określeniem Rossmana, jeśli tylko znajduję się obok i mogę się podenerwować na jego głupie dowcipy.

9 listopada 2007

Otwieracz


Otwieracz

Otwieracz do puszek i obieraczkę do jarzyn przywiozłam z domu - oba sprzęty mają już trochę lat i są pordzewiałe, ale bardzo wygodne w obsłudze. Otwieracz do konserw jest chyba starszy niż ja.

On robił zakupy i nabył puszkę bez dzyncelka.
Wręczam Mu otwieracz do puszek i samą puszkę.
- Co mam z TYM zrobić? - On wpatruje się w otwieracz jak w znalezisko archeologiczne nieznanej proweniencji.
- Otworzyć TYM - to - wskazuję kolejno na otwieracz i na puszkę.
- Chyba żartujesz! Przecież TO jest całkiem... całkiem... - On szuka odpowiedniej obelgi, mocując się z puszką.
- Całkiem retro - uśmiecham się słodko.

Jego mina wskazywała, że nie to słowo miał na myśli.

Otwieracz


Otwieracz

Otwieracz do puszek i obieraczkę do jarzyn przywiozłam z domu - oba sprzęty mają już trochę lat i są pordzewiałe, ale bardzo wygodne w obsłudze. Otwieracz do konserw jest chyba starszy niż ja.

On robił zakupy i nabył puszkę bez dzyncelka.
Wręczam Mu otwieracz do puszek i samą puszkę.
- Co mam z TYM zrobić? - On wpatruje się w otwieracz jak w znalezisko archeologiczne nieznanej proweniencji.
- Otworzyć TYM - to - wskazuję kolejno na otwieracz i na puszkę.
- Chyba żartujesz! Przecież TO jest całkiem... całkiem... - On szuka odpowiedniej obelgi, mocując się z puszką.
- Całkiem retro - uśmiecham się słodko.

Jego mina wskazywała, że nie to słowo miał na myśli.

Kolacja bez Tiffany'ego


Kolacja bez Tiffany'ego

W czwartki On wraca do domu późno. Czasem tuż przed północą.


Czwartkowy wieczór, 23:57.
On zrobił sobie kanapkę z ostatnim plastrem szynki.
- Będę udawał, że jeszcze nie jest piątek - mruczy do siebie krzepiąco, zażerając się kanapką.
- Nie musisz udawać - komunikuję rzuciwszy okiem na zegar. - Ale się pośpiesz, masz 3 minuty. Tylko się nie udław.

Czwartkowy wieczór, 23:20. Podaję mu kolację złożoną z barszczu i krokietów z mięsem.
- Gorące, więc uważaj. Aha, masz 40 minut na zjedzenie - oznajmiam beznamiętnie stawiając przed nim talerzyk.

8 listopada 2007

Róża jest róża


Róża jest róża

Poskarżyłam się Mamie, że On narzeka na brak roślin w mieszkaniu. Dostałam 2 krzaczki róż miniaturowych.

- Co to za podłużne tobołki leżą w kuchni? - pyta mnie On.

- To? A, to są róże - rzucam nieuważnie w odpowiedzi.
- Róże? A... róże nie są... no wiesz..? - On wykonuje kilka gestów mających zobrazować kształt krzaczka róży.

Blondynka bis


Blondynka bis

Rozmawiamy o znanym prezenterze TV, Igrekowskim.

- ...i przeczytałam, że Igrekowski chyba tęskni za kobietą, bo wszystkie uczestniczki programu X całuje i tuli.
- Przecież on ma żonę - zauważa trzeźwo On.
- A nie rozwiódł się..?
- Nie wiem...
- No tak, Anna Igrekowska to jego żona przecież - przypominam sobie.
- A skąd wiesz, że to jego, a nie innego Igrekowskiego? Igrekowskich może być kilku - uświadamia mnie On.
- Jest jeden. Bo ja znam tylko jednego - stwierdzam z niezachwianą pewnością.

7 listopada 2007

Okno dla blondynki


Okno dla blondynki

Pisałam już, że kiedy wieje wiatr, w mieszkaniu słychać potępieńcze wycie.

Najpierw myślałam, że to między gałęziami drzew.
Później, że w przewodzie wentylacyjnym.
Dopiero dziś uświadomiłam sobie, że to... nieszczelne okna.

Nawet potępieńcza dusza ugnie się, kiedy do okna przykleić uszczelkę.

Większa myśl


Większa myśl

Opowiadam Mu o odcinku "Ally McBeal", który oglądałam - traktował o niezobowiązującym romansie głównej bohaterki z panem bardzo szczodrze obdarowanym przez naturę.

- ...i w końcu ona się z nim przespała, i to było tak ciekawie pokazane, wiesz...
- CO było ciekawie pokazane? - pyta podejrzliwie On.
- No... oni i tak w ogóle...
- Nie wyobrażałaś sobie czasem tego pana całego? - dopytuje się nadal On.
- Nie wyobrażam sobie takich rzeczy! - parskam oburzona.
- Na pewno?
- Na pewno. W głowie by mi się to nie zmieściło...

...ostał mi się ino sznur!


...ostał mi się ino sznur!

Z powodu wymarznięcia poniedziałkowego choróbsko mnie jakieś podgryza. Ubieram się ciepło do spania - piżama, skarpetki, ciepła bluza...

- Mogę sobie nawet szyję obwiązać! - zapewniam Go stanowczo.
- Najlepiej sznurem... - podpowiada On skwapliwie.

6 listopada 2007

Jak rozczulić kobietę? Instrukcja


Jak rozczulić kobietę? Instrukcja

Wracając do domu zmarzłam i skostniałam, bo On się spóźniał.
Owinięta w kołdrę położyłam się na kanapie i popijałam herbatę z rumem, ciągle trochę obrażona na Niego. On siedział przy komputerze i, jak stwierdził, eksperymentował. Mnie wszystko jedno, bo nadal marzłam. Nagle coś mi się przypomniało.

- A wiesz, że Janusz Radek wydał nową płytę?
- Tak..? - rzucił On bez zainteresowania.
- Nazywa się "Dziękuję za miłość" - dodałam.
- Aha - mruknął nieuważnie On, nadal skupiony na swojej klawiaturze.
- Możesz mi kupić w prezencie - wygłosiłam tonem łaskawej królowej.
- Mogę..? Aha.
- MUSISZ. 6 grudnia są Mikołajki, okazja w sam raz - dodałam wyniośle, zatapiając się w lekturze nowego Elle Decoration.
A wtedy z głośników popłynęły pierwsze takty "Dziękuję za miłość"...

3 listopada 2007

Ulubione. Chyba.


Ulubione. Chyba.

Dzwonię do Niego, żeby spytać, czy przywieźć Mu z domu kawałek domowego obiadu.

- A ja to lubię?
- No, jadłeś, to lubisz chyba... - tracę powoli pewność siebie.
- A, jadłem? No to chyba chcę - odpowiada On.

No to chyba przywiozę.

2 listopada 2007

Zoologicznie


Zoologicznie

Robię porządek w smsach, usuwając te stare.

- Tu jest esemes o króliczku... Tu o kurczaczku... Fajnie mnie nazywają, nie? - marszczę nos z dezaprobatą. (Nie przepadam za zoologicznymi spieszczeniami.)
- Ja cię mogę nazywać świnią, jeśli chcesz - komunikuje mi spokojnie Braciszek.

A może by tak... karibu?