Na co komu dziś wczorajsza...


- I na co taka ładna pupa? - pyta On, patrząc na mnie z uwielbieniem.
- Nie wiem. A na co ma być?
- Oj, bo taka ładna, a nic z nią konstruktywnego nie można zrobić.
- Możesz podziwiać. Ewentualnie pomacać.
- I nic więcej... - wzdycha On.
- Możesz wymontować i zrobić spluwaczkę. Albo pisuar - błyskam pomysłem a la Duchamp.
- No dobra, wystarczy. Idź sobie - z wyraźnym niesmakiem wypycha mnie z łóżka On.

Indyjska szyja


Indyjska szyja

Wieczór. Wchodzę do sypialni. On czyta.

Okno przesłania tylko cienka firanka. (Nie mamy jeszcze zasłon.)
Widząc kuszącą pustą ścianę, na której ślicznie odznacza się mój cień, odczuwam Nieodpartą Ochotę do Tańczenia.
Składam dłonie nad głową i zaczynam ćwiczyć "indyjską szyję".

- Co ty wyprawiasz? - pyta zniecierpliwiony On.
- Uczę się tańca! - odpowiadam równie niecierpliwie.
- I pół osiedla uczy się z tobą... - oznajmia cierpko On.

16 grudnia 2007

Bad Hair Day & Hard Day's Night


Bad Hair Day & Hard Day's Night

Miałam bad hair day, więc w akcie rozpaczy skręciłam włosy w ślimaczki i upięłam z tyłu głowy. Wieczorem rozpuściłam włosy, oczywiście skręciły się dość mocno, a la cherubinek.

- Co ci się stało? - pochylił się nad cherubinkiem On.
- Miałam spięte włosy, to się skręciły. Zaraz umyję. MUSIAŁAM spiąć, miałam bad hair day.
- Teraz masz worse hair day, bidulko... Uczesać cię?

Curaçao


Curaçao

Lukrujemy pierniczki.

W celu urozmaicenia kolorów lukru - biały i czekoladowy - barwimy odrobinę białego syropem Blue Curaçao (czyt. kiraso)
Kolor wychodzi obłędny - intensywnie niebieski, prawie fluorescencyjny.
- Możesz teraz sobie wylać na bluzkę i nie będzie widać! - oznajmia rozentuzjazmowany On.

Nirvana?


Nirvana?

Mamy pustą ścianę w dużym pokoju.

Wspólnie z Mamą zastanawiam się, jak by ją zagospodarować.
Wymyślamy nadrukowany na folii tekst. On ma zdecydować, co to będzie za piosenka.
- Jaka piosenka powinna wisieć tu na ścianie? - zagaduję Go.
- Piosenka?
- Może inaczej: jaki tekst piosenki kojarzy ci się z tym pokojem?
- Eee... "Rape me my friend"? - proponuje On.

Myślałam raczej o "Comfortably numb"...
Swoją drogą, trzeba być nieźle pokręconym, żeby nazwać grunge'owy zespół Nirvana.

Wódeczki..?


Wódeczki..?

Spłaszczona paskudną chandrą kulę się na kanapie.

- Nalać ci likieru? - pyta troskliwie On.
- Nie.
- A wódki?
- Nie!
- Czemu nie?
- Bo od wódki rozum krótki.
- I cyc malutki - dopowiada On.
- To tym bardziej nie!
- Nie rozumiem kobiet - wzdycha On.

Cał(k)owanie


Cał(k)owanie

- Bo cię scałkuję! - zagroził mi ostatnio On.

Cokolwiek by to nie znaczyło...
Ja tam wolę być całowana niż całkowana.

14 grudnia 2007

Pająk


Pająk

- Powinieneś powiedzieć "moja ty dzielna dziewczynko" - oznajmiam Mu.

- Tak? A czemu? Zabiłaś pająka?
- Zabijanie pająków nie wymaga dzielności. One są mniejsze ode mnie - nadymam się z lekka.
- Zabiłaś pająka większego od siebie?! - wytrzeszcza oczy On.

Ablucje


Ablucje

On czyści gitarę po wczorajszym koncercie.

- Dbasz o nią bardziej niż o mnie! - obrażam się.
- Ależ skąd! - On podnosi na mnie najniewinniejszy wzrok na świecie. - Myję ją, bo sama nie potrafi. Ty umiesz sama się umyć.

Niedokładnie o to mi chodziło.

Kolanko


Kolanko

- Chodź tu, mam zdjęcia z wczorajszego koncertu - zawołał mnie do swojego komputera On.
- A mogę obejrzeć siedząc ci na kolanach? - spytałam z nadzieją.
- Nie zdążysz. Zdjęć jest tylko sześć - zgasił mój zapał On.

12 grudnia 2007

Drink


Drink

On zrobił sobie drinka i dał mi spróbować.

Było takie ohydne, że aż się skrzywiłam.
- O, tylko na to czekałem! - zawołał On, obserwując w napięciu moją skrzywioną twarz. - Jeszcze łyczek - podetknął mi szklankę pod nos.
- Ja zrobię tę minę bez picia tego ohydztwa - zaprezentowałam skrzywienie.
- Pij, pij. To nie to samo.

On by mnie cykutą napoił...
...żeby tylko się pośmiać.

11 grudnia 2007

Stałe menu


Stałe menu

Zrobiłam zapiekankę.

- Smakowało ci?
- Uhm... - odmrukuje On.
- To świetnie! Bo zostało tyle, że zjemy ją jeszcze jutro... I pojutrze... I po-pojutrze...

On tylko westchnął w odpowiedzi.

Jego okiem


Jego okiem

- Idę siku - zakomunikowała mi Ona.

- Powodzenia - mruknąłem.
- Dzięki - wymamrotała.

- Następnym razem się nie odzywaj! - huknęła na mnie po powrocie. - Podziękowałam i się NIE UDAŁO!

10 grudnia 2007

Piekarnik


Piekarnik

Mamy mały piekarnik elektryczny, w którym robimy sobie grzanki.

(Nomen omen, nazywa się Alaska.)
Żeby się rozgrzał, trzeba włączyć tryb grzania, a później ustawić minutnik. Czasem używamy też minutnika do odmierzania czasu parzenia herbaty, wtedy tryb grzania musi być wyłączony. Ja zawsze, kiedy używam Alaski, zapominam przekręcić pokrętła grzania. On zawsze komunikuje mi zrezygnowanym głosem: "Kochanie, nie wyłączyłaś piekarnika."

Dziś On wrócił z zajęć wcześniej, bo bolała Go głowa.
- Kochanie, nie wyłączyłaś piekarnika - westchnął On męczeńsko.
- Nie, to TY, kochanie, nie wyłączyłeś piekarnika - oznajmiłam ucieszona, przypomniawszy sobie, że na śniadanie On jadł grzanki, a ja owsiankę.
- Niemożliwe! - wyparł się natychmiast On.

Są rzeczy na niebie i ziemi...

Monkish


Monkish

On zrobił sobie test sprawdzający, jak bardzo jest monkowaty.


On - "totally monkish"...
Są z Monkiem jak bliźniacy.
Oczywiście.
Dlatego ogląda Monka jak... jak szalony.
Dla porównania, ja jestem "a little bit monkish".

Zachęcam do porównania wyników.
(Test w języku angielskim.)

Psuja


Psuja

- Kochanie, i wiesz, co zrobiłam? - pytam Go tonem niespodzianki.

- Co takiego? I czy trzeba to nareperować? - wzdycha zrezygnowany On.

Coffee & cigarettes / Tea & honey


Coffee & cigarettes / Tea & honey

Jest taki film Jarmusha "Kawa i papierosy". Składa się z 11 filmików krótkometrażowych. W piątym pt. "Renee" występuje dziewczyna, która siedzi w barze. Widzimy, jak starannie odmierza cukier i wsypuje go do filiżanki... Widzimy też, jak kelner podchodzi i dolewa jej kawy. "Dlaczego pan to zrobił? Miała idealny kolor i temperaturę. Była w sam raz." - karci kelnera dziewczyna.


Wczoraj zrobiłam sobie herbatę w sam raz. W dużym kubku, z odpowiednimi proporcjami cytryny i miodu. Prawie szlochałam, kiedy na dnie zostało tylko kilka kropel.
- Co się znowu stało? - spytał zniecierpliwionym tonem On.
- Miałam ci ja idealną herbatę... Alem ją wypiła.
- Trzeba sobie było zostawić - podsumował On.

Dziś rano sięgnęłam po zwykły kubek, ale odłożyłam go i wrzuciłam herbatę do Jego kubka, który jest niemal identyczny z tym, w którym wczoraj robiłam Idealną Herbatę.
- Czemu bierzesz mój kubek? - spytał zniecierpliwionym tonem On.
- Bo w tamtym nie zrobię Idealnej Herbaty. Wychodzi tylko w tym moim.
- Więc nie wyjdzie, bo ten jest mój - podsumował On.

Najgorsze, że RZECZYWIŚCIE nie wyszła!

9 grudnia 2007

Biurko wibracyjne


Biurko wibracyjne

Cisza w mieszkaniu.

Nagle słychać trzask pięści o obudowę komputera.
- Co ty wyprawiasz?! - pyta On.
- Uciszam komputer. Całe biurko mi od niego wibruje - skarżę się.
- Zboczone biurko, zboczone biurko, zbo-czo-ne-biur-ko... - zaczyna skandować On.

Szczoteczka do zębów też mi wibruje. Bidula.

Coś słodkiego


Coś słodkiego

- Jest w domu coś słodkiego? - pyta zbolałym tonem On.

- Nie.
- A zupa z obiadu została?
- Została.
- To zjem.

"Ze wszystkich słodyczy najbardziej lubię boczek" by Musierowicz.

Lewis Carroll miał rację?


Lewis Carroll miał rację?

Skoro istnieje bliźniacza galaktyka do naszej, to może istnieje też bliźniaczy, odbity w lustrze świat? I jeszcze wpływa na nasz świat... Jak wszystkie zagadnienia astronomiczne, także i to jest dla mnie niepojęte.


I przez to jakie fascynujące.

8 grudnia 2007

Te rozstania i czasem powroty...


Te rozstania i czasem powroty...

On poszedł na próbę.
Kazał sobie przysłać SMSem autobusy powrotne o 21 i o 22.
Zapowiedział, że wróci wcześniej, bo chce się wreszcie wyspać.

O 1 w nocy przysłał SMSa, że będzie o wpół do drugiej. I dla pocieszenia, że od razu pójdzie spać. "Ja już śpię" - odpisałam z łóżka. "Ale nie mam kluczy" - odpowiedział On prostolinijnie.

I oto czemu nie śpię.

5 grudnia 2007

Maź


Maź

Otworzyłam szafkę, w której trzymamy ziemniaki.

- Od jutra jemy ziemniaki, popatrz, ile tu tego - powiedziałam.
- Możesz zrobić tą... maź kartoflaną - odpowiedział On.
- Maź kartoflaną?! - wytrzeszczyłam oczy, próbując w myślach przyporządkować osobliwą nazwę do potrawy.
- No, maź... kartoflaną... - powtórzył On cierpliwie.
- Ach... Krem ziemniaczany!

A przepis na maź: tutaj.

4 grudnia 2007

Bombki dla alergików


Bombki dla alergików

Alergia - straszna rzecz.


Kłopot pojawia się, kiedy chcemy położyć sianko pod obrusem, a goście wigilijni zaczynają kichać. Znalazłam jednak rozwiązanie. Dziś, na Rynku w Krakowie. Przezroczyste bombki na choinkę (lub bańki, jak to mówią tutaj) z kilkoma ździebełkami sianka wepchniętymi do środka. Albo z piórkiem - to w wersji dla uczulonych na ptasie pierze.

Przeszłam się dziś przez stragany rozstawione na Rynku właśnie... Nastrój świąteczny buchał z każdego stoiska. Zarówno z budki z grzańcem, jak i od pana sprzedającego wyroby z prawdziwego wosku, z rozstawionych wokół żywych świerków i z wieńców z ich gałązek, ze sterty przyborów kuchennych z surowego drewna i z kramiku opactwa benedyktynów, którzy częstowali miodem.

I jakże to było różne od plastikowych świąt, jakie oferuje Tesco, wszechobecnego "Jingle Bells" i kluchowatych mikołajów. Kraków sprawia, że chce mi się czekać.

Komentarze (wklejam, bo myślę, że to istotne uzupełnienie postu; swoją drogą, ciekawe, jak w ciągu jednego roku może ewoluować opinia na jakiś temat... Teraz bym się już nie podpisała pod tym postem, za to pod rozmową tak. Napisano dnia 8 stycznia 2009.):


Fatamortigana
: Nie oczekuj od Tesco, żeby własnoręcznie robili ozdoby choinkowe. Hipermarkety nie żyją z tradycji.

nadnatek.blog.onet.pl: W hipermarketach nie ma tradycji swiatecznych tylko komercyjne. A krakowski rynek jest idealnym miejscem zeby poczuc klimat prawdyiwych swiat. I nie pisze tego tylko dlatego ze jestem z Krakowa, co to to nie:)

ja: Nie oczekuję. Po prostu nie odpowiada mi ta forma świąteczności, jaką oferują - święta seryjne, z metra. Z samej definicji święta powinny być wyjątkowe dla każdego.

Fatamortigana: Zależy, co znaczy "wyjątkowe". Ładniejsze od innych?

ja: Inne dla każdego. Indywidualnie przeżywane. A przez hipermarkety wszyscy spędzają święta bardzo podobnie.

Fatamortigana: A ja myślę, że wcale nie. Ale to już obgadałyśmy, więc EOT :)

Andy Warhol: Zabawne marszczenie noska na to, że żyjemy teraz i tu. Więcej polotu,więcej własnych pomysłów, więcej twórczego podjeścia do popkultury!

3 grudnia 2007

Rozpacz w kratkę


Rozpacz w kratkę

Robiąc porządki na pulpicie mojego komputera zdumiałam się nad własną głupotą. Domyślnie zewsząd pliki ściągają mi się tam właśnie, więc wszystkie piosenki, dokumenty, zdjęcia muszę potem wrzucać do odpowiednich folderów na dysku. 

- Dlaczego ja trzymam zdjęcia w muzyce? - spytałam Go całkowicie retorycznie.
- Kochanie, jak mogę ci wyjaśnić motywy twoich działań, skoro SAM ICH NIE ROZUMIEM? - westchnął zrezygnowany On-pedant.

Pierwsza pomoc


Pierwsza pomoc

- Idę jeszcze pod prysznic - oznajmiam Mu.

- Nie możesz później? - marudzi On.
- Muszę teraz. Bo się czuję brzydka.
- I myślisz, że to coś pomoże? - obrzuca mnie krytycznym spojrzeniem On.

Może nie pomaga na brzydotę, ale na samopoczucie jak najbardziej.

2 grudnia 2007

Rejterada


Rejterada

- Jak można mieć dwa blogi?! - indyczy się całkiem bez powodu On.

- No, normalnie. Chcesz mieć dwa blogi, zakładasz, prowadzisz, masz...
- Ale jak można? Po co to robić?! - nie słabnie On.
- Oj, daj już spokój...
- Ale jak można mieć dwa blogi?!
- Normalnie, mówię ci przecież.
- Ale jak można...
- Jeśli JESZCZE RAZ spytasz, jak można mieć dwa blogi, to... - zawieszam groźnie głos.
- Kochanie! Spać! - komenderuje od razu On.

Przestraszył się!

Typowa baba


Typowa baba

- Co? Jeszcze nie jesteś gotowa? - pyta On z wyrzutem, wkraczając do kuchni. - Nie ma co, typowa baba... - wzdycha zrezygnowany.

Mówił to do grzanki.

Noski-noski-Eskimoski (dziś bez słów)


Noski-noski-Eskimoski (dziś bez słów)

On wraca do domu.

Obejmuje mnie mocno.
Nawet przez sweter czuję, że jego dłonie są zimne jak lód.
Kładę głowę na Jego ramieniu i...

...piszczę przeraźliwie czując Jego lodowaty nos w moim uchu.
Czysty sadyzm.

1 grudnia 2007

Motto UJ


Motto UJ

- Plus ratio quam vis - odczytuje On. - To motto UJotu, prawda?

- Uhm - potwierdzam. - A 'plus vis quam ratio' to motto AWFu.
- Świetne! - wybucha śmiechem On. - Gdzie to przeczytałaś?
- Sama wymyśliłam - zaperzam się.

W ogóle nie wierzy w moją pomysłowość.

Niech ryczy z bólu ranny łoś...


Niech ryczy z bólu ranny łoś...

Czeszę Go. On jęczy, stęka i drży podczas rozczesywania kilku małych kołtunów.

- Wydajesz odgłosy jak jeleń... - podsumowuje Jego Siostra.
- Nie pomyliło ci się z łosiem? - dociekam.
- Nie. Jak jeleń.
On stęka.
- Bo tu masz jakieś kołtuny, w ogóle nie wiem skąd... - marudzę.
- Z lasu. Zaczepił się o świerk! - cieszy się Jego Siostra.