Jedno z nieśmiertelnych powiedzeń mojej Prababci brzmiało jak oni tam budu, to my se vrati, a jak oni tam nie budu, to my na nich hyrc! - w wolnym tłumaczeniu: jeśli tam będą, to zawrócimy, a jeśli ich nie będzie, to wtedy na nich napadniemy. Miało to obrazować bardzo sprytną, ale nieskuteczną taktykę walki.
- Wiesz, jak dzisiaj wyjdę na zajęcia, to wrócę dopiero jutro koło południa - oznajmia mi On.
- O... Ale... To gdzie będziesz spał? I z kim?! A tak serio, to dlaczego? - dopytuję.
- Mam zajęcia, później jam session, później...
- Hm. To może zaproszę A. na wieczór?
- Hm. Chyba jednak nie pójdę na ten jam session.
Doprawdy nie wiem, co wybrać...(Na podanej stronie wpisujemy imię, klikamy "dalej" i wtedy wybieramy "płeć".)
Jak oni tam budu...
Kompleks mniejszości
Zasypiając miewa się głupie myśli...
- Zobacz, jak to jest fatalnie rozwiązane... - zaczęłam monolog.
- Mmm? - zamruczał On, w półśnie.
- I kobiety, i mężczyźni miewają kompleks mniejszości...
- Mmm.
- I kobieta może sobie iść do chirurga i polepszyć samopoczucie powiększając biust.
- Mmm.
- A mężczyzna? Nic nie może!
- Mężczyzna może... - szepnął On - ...pomniejszyć sobie operacyjnie kobietę...
Zoo
- I co, moja rybko?
- RYBKO?!
- Rybko zwana Wandą. A ja jestem lemurem zwanym Rollo.
- LEMUREM?!
- Umiem takie... rollo...
Żarówka
Samobujstwo
pomuszcie to juz tszeci raz jak jakis glos w glowie karze mi popełnic samobujstwo
Jakoś nie umiem brać poważnie takiego dramatycznego apelu.
W sari do ślubu
- Kochanie... - zagaduję Go nieśmiało, przejrzawszy ofertę sklepu internetowego w poszukiwaniu kolczyków i "przypadkiem" trafiwszy na piękne sari. - Skoro Agat nie szła w końcu do ślubu w sari, to może ja bym mogła..?
- Świetny pomysł! - prycha sarkastycznie On. - Ślub w Katedrze Wawelskiej, po łacinie, ja we fraku, a ty w sari. Jeszcze może zatrudnijmy do tego afrykańskich bębniarzy. Albo chińskich tancerzy! - wylicza z gryzącą ironią w głosie.
In the court of the Crimson King
- Chodź, zrobię z ciebie karmazynowego króla... Króla w karmazynie - zaprasza On, prezentując mi czerwony koc z polaru.
- W karmazynie, czyli w dorszu - uzupełniam ponuro.
Jestem chora i chodzę w karmazynowym płaszczu. How nice.
A tu do posłuchania.
Do tańca i do różańca
- A gdybym nie umiała gotować, też byś mnie kochał?
- No, nie wiem... Gdybyś nie umiała gotować, to co byś innego umiała, za co mógłbym cię kochać?
Nie jak każdy
On wysyła paczkę do Słupska.
- Hoho. Przez całą Polskę pojedzie.
- Nie przez całą, nie przez całą... Przecież to całkiem niedaleko.
- Kochanie. Zdawałeś maturę z geografii, a nie wiesz, gdzie jest Słupsk?
- No... Nie wiem, ale umiem liczyć całki. I logarytmy.
- To nie jest wiedza ogólna!
- A tam. Każdy debil wie, gdzie jest Słupsk, ale nie każdy umie liczyć całki.
- Tak? To gdzie jest Słupsk?
- Ja nie jestem "każdy debil" - obraża się On.
Parasolki, parasolki, kropla przez nie nie przeleci
Robimy zakupy ciuchowe dla Niego. Przy kasie leżą rolki do czyszczenia ubrań.
- Może nam się takie coś przyda? - zagaduje On.
- Na pewno się przyda. Kiedyś, jak będziemy mieli psa. I dzieci.
- Albo brudne mieszkanie - podpowiada sprzedawca.
- O nie. Tego nie planuję mieć, w przeciwieństwie do psa. I dzieci.
Kasa po odczytaniu kodu z rolki wybija: PARASOLKA, 8,99 zł
- Jak to: parasolka? - dociekam.
- Oj, niech pani na to nie patrzy, to taka ściema - zapewnia mnie sprzedawca.
Muffiny serowe z rozmarynem
2 łyżeczki proszku do pieczenia
6. Piec przez ok. 25 minut w 200 stopniach (z termoobiegiem w 170). Można sprawdzić wykałaczką.
11:11
Na zegarze mija właśnie
jedenasta jedenaście
Dwa filary, dwie przepaście
Jedenasta jedenaście
Światła jeszcze mi nie gaście
- Kochanie. Jest 11 listopada, 11:11. Pocałujmy się!
Eks in spe
- Jak ty do mnie ostatnio nieładnie mówisz - oburza się On. - Skąd ci przychodzi do głowy, żeby takie rzeczy mówić do swojego narzeczonego?
- Z filmów, który narzeczony mi puszcza. O Jayu i Silent Bobie, na przykład. A w ogóle szybko przywykłeś do bycia narzeczonym - odburkuję.
- Ba! Nawet wczoraj, jak spotkałem w centrum handlowym znajomego, powiedziałem mu, że moja żona in spe lata tam po sklepie.
- Żona in spe. Aha.
- Pewnie nie zrozumiał, o co chodziło. Aż się boję, jakie się plotki pojawią na mój temat.
- Pewnie, że jesteś wdowcem.
- Wdowcem to będę, jak jeszcze raz powiesz do mnie tak, jak na początku - wraca do tematu On.
Przychodzi ktoś...
- Jutro przyjdzie do mnie Gilmour - zagaja On swobodnie.
- KTO przyjdzie?!
- No, Gilmour przyjdzie.
- Ale jak to: przyjdzie?
- No, przyjdzie do mnie Gilmour.
- Przyjdzie Gilmour - powtarzam bezmyślnie, urzeczona wizją Gitary Pink Floyd w naszym mieszkaniu.
- Uhm. Dwa CD i dwa DVD.
Mali agenci
Widziałam wczoraj tablicę reklamującą żłobek.
Strona żłobka mieści się na domenie hostingowej kgb.pl.
Pomyłka freudowska 3
Kupiłam wreszcie formę na 12 muffinków*.
- I zrobię nam na piątkową podróż muffinki serowo-cebulowe z rozmarynem.
- Uhm? - mruczy z zainteresowaniem On, opychając się lodami.
- I będziemy siedzieć w pociągu i śpiewać: o mój rozmarynie, rozbieraj się.
* Rodzaj tego rzeczownika nadal jest nieustalony. Odmieniam wzorem muminków - ten muminek, ten muffinek.
A może by tak... teksańska masakra?
- Nie możesz oglądać filmów, gdzie ludzie się mordują?! Albo takich, gdzie odcinają sobie kończyny?! Naprawdę musisz ciągle wybierać takie, gdzie się mamlają albo biorą ślub? - zapytał mnie z pretensją w głosie On, słysząc z moich głośników kolejne westchnienia aktorów.
Isn't ironing..?
Pchła to ma dobrze - strategicznie kategorycznie odmówiła współudziału w tym odrażającym procederze, więc Luby prasuje sobie sam. Próbowałam pójść w ich ślady. Żelazko mi świadkiem, że próbowałam! Nie dałam rady. On przy desce do prasowania staje się Monkiem wcielonym. Potrafi przez dziesięć minut rozprostowywać koszulkę raz za razem, żeby upewnić się, że na pewno nie zrobi się żadna fałdka. W tym czasie żelazko pożera kolejne kilowatosekundy, które przekształcają się pod koniec miesiąca w kilowatozłotówki. W trosce o nasze portfele prasuję więc sama, zeźlona zgrzytając zębami i warcząc na wszystkich wokół (czyli na Niego, bo nikogo innego zwykle pod ręką nie ma).
Prasowanie umilam sobie oglądaniem filmów i seriali. Dotychczas były to seriale o zdesperowanych kurach domowych i o Ally McBeal, jednak doszłam do odcinków z napisami zamiast lektora i zdążyłam się kilka razy poparzyć, niecierpliwie zerkając na ekran. Moja podzielna uwaga przy prasowaniu znika i chowa się gdzieś, gdzie nie dosięga jej moja irytacja.
Oglądam więc proste filmy. Po polsku albo z lektorem. Nie musicale - uwielbiam musicale, ale muszę chłonąć je wizualnie, więc przy żelazku odpada. Nie horrory - to grozi poparzeniem i jeszcze większą irytacją, a powinno koić i zapewniać rozrywkę. Nie głupawe komedie amerykańskie, w których głównym dowcipem jest wyłażenie z czterech liter sztucznego nosorożca. Ostatnio odwalałam prasowanie przy "Nie kłam, kochanie", "Smakach miłości", "27 sukienkach" i przy "Stowarzyszeniu Wędrujących Dżinsów". Po drodze było też drugie oglądanie "The Holiday" i "Love, Actually", to są klimaty, które lubię. A piszę o tym dlatego, że kończą mi się pomysły (zostało mi filmów na trzy sesje z żelazkiem). Może wy coś podpowiecie?
Największe kłamstwo - STATYSTYK część 1
Stat4you to pierwszy w Polsce system statystyk stron WWW.
Dzięki niemu wiem, ile razy się tu zjawialiście (ponad 1000 razy w ciągu jednego miesiąca!), kiedy najczęściej odwiedzacie 4pory (godzinowo apogeum nieprzerwanie występuje w okolicach 11 rano i 19-20, tygodniowo na początku tygodnia* - niedziela, poniedziałek, wtorek), z jakich państw i miast pochodzą czytelnicy (Polska na pierwszym miejscu, ale są też z Austrii, Holandii, Włoch i nawet Japonii! pod względem miast Kraków na pierwszym miejscu, za nim stolica, za nim moje miasto rodzinne, z tego miejsca dziękuję Mamie, Tacie, Siostrze, Bratu, Kotu, wszystkim moim przyjaciołom i pradziadkom, bez których by mnie tu nie było).
Mogę dostosować kolory i rozmiary bloga do przeglądarek, których używacie (Firefox rządzi, Opera wraz z IE daleko za nim), do rozdzielczości, schematu kolorów i systemów operacyjnych (XP w przeważającej ilości, dalej Vista i ME). Wiem, przez jakie strony do mnie docieracie (pozostawianie błyskotliwych komentarzy zaczyna wydawać się sensowne, jeśli założyć, że ten, kto wchodzi, już tu zostaje).
I przede wszystkim - to dostarcza mi najwięcej radości! - jakie pytania zadajecie wyszukiwarkom.
Ogłaszam niniejszym, że nie będę pisała o italo disco 80. Przedmiotem naszych dialogów nie będą także raczej: półtusza wołowa, smierc kaprala marzec 2008 torun, podpaski pakowane pojedyńczo, inspiration- cwiczenia komputerowe, ile dni do jakiegoś wydarzenia (choć ja wciąż o tym mówię) i stol brylant (co to takiego?). Nie oczekujcie także, że ten blog odpowie na pytania w stylu see you co to znaczy, inspirate me, looked me looked me i see system. Możecie jednak liczyć, że będę poruszała takie tematy jak sms do niego, dzwonek rowerowy, aranżacje balkonu czy babeczki ziemniaczane (przepis się już pojawił). Znajdziecie też u mnie cytaty w stylu proście a będzie wam dane, bo ja bardzo lubię cytaty.
Życzę miłego czytania i sukcesów w wyszukiwaniu.
* Przypominam, że NIEDZIELA jest pierwszym dniem tygodnia według katolików, którzy stanowią ponoć większość w naszym ukochanym kraju, umiłowanym kraju.
IQ
On siedzi bardzo smutny przy komputerze.
- Czemu masz taką minę?
- Nie bawię się tak. Zrobiłem sobie test IQ, ale żeby poznać wyniki, muszę wysłać SMSa za 10 zł.
- Oj, daj spokój. Przecież to ściema, zrób sobie prawdziwy test MENSY.
- Ale oni tam mają trudne testy IQ. A ja chcę taki... łatwiejszy.
Leniwiec
Lenimy się na kanapie. Kanapa jest wąska, więc lenimy się warstwami.
- Teraz już wiem, dlaczego leniwce żyją tak jak żyją... - mruczę robiąc z siebie leniwca, czyli puszczając luźno wszystkie kończyny.
- A jak żyją?
- Właśnie tak, jak ja teraz. Leżą całymi dniami na swoich mięciutkich konarkach.
- Ty masz lepiej. Konarki, na których leżą leniwce, nie odczuwają chęci obłapiania leniwców.



