- Taki mój golasek sobie leży - tuli mnie On.
- Golasek? Przecież jestem ubrana...
- No to zaraz cię rozbiorę!
- Nawet to ładne - komentuję łaskawie.
- Uhm - przytakuje Pchła.
- Gorzej, jak komuś "to ładne" rękę urwie - przepowiada ponuro On.
- I taka ręka poleci tutaj, i obryzga krwią szybę, i uderzy tuż przed naszymi twarzami - popuszczam wodze wyobraźni. - Jak w filmie gore.
- Gorzej, jak właściciel stanie w drzwiach i powie: "mogę prosić o rękę?" - odzywa się Luby. - Powiem wtedy, że jestem żonaty - dodaje zadowolonym z siebie tonem.
Goła wróżba
Piżama
On przymierza nową piżamę.
- Nie ma kieszeni... - konstatuje rozżalony.
- Po co ci kieszenie w piżamie?
- Lubię mieć ręce w kieszeniach... kiedy śpię.
Sorry seems to be the hardest word?
Dwie buntowniczki w klasie - spóźniają się na lekcje, lekceważą nauczycieli, plują na naukę, klasyczny przypadek wybryków nastolatek. Na każde zwrócenie uwagi reagują słowem "przepraszam", wypowiedzianym tonem wskazującym na to, że wcale nie jest im przykro. Przepraszają na odczepnego, obrażone na sztywniackie reguły świata dorosłych.
Skrucha to pojęcie ze świata dorosłych, ale odczuwać je może nawet dziecko. Skruchy uczy nas religia i kultura, w jakiej wyrastamy, ale czy odklepywanie co niedzielę mea culpa pomaga zrozumieć (i naprawiać) nasze błędy? Samo żałowanie i serdeczne przepraszanie nie pomaga, jeśli nie pragnie się wprowadzać zmian - to także większość z nas wie z katechizmu.
Tymczasem poczuć skruchę jest trudno, jeśli zewsząd otaczają nas formułki "serdecznie przepraszamy" i "żałujemy", i "prosimy o wyrozumiałość". Standard obsługi klienta, dawną książkę skarg i wniosków zastąpiły wyuczone zdania i obłudne spojrzenia panienek z okienek.
Wczoraj takim właśnie gotowcem uraczyło mnie PKP "intersity", jechałam bowiem pociągiem TLK (bilet kosztuje tyle, ile wizyta w restauracji), żeby uniknąć podróży tanią osobówką, w której spodziewałam się zmarznąć. Tymczasem moje miejsce przy oknie w przedziale dla niepalących okazało się miejscem przy przeciekającym oknie w jedynym nieogrzewanym przedziale w całym pociągu. Nawet w toalecie było cieplej, jednak nie mogłam przesiedzieć tam całej podróży, bo cały przybytek wyglądał jak zalana siedziba Jęczącej Marty. Obsługa pociągu na pytanie o ogrzewanie wzruszyła ramionami, wypluła z siebie "serdecznie przepraszamy", po czym zniknęła jak sen jaki złoty, pozostawiając nas samym sobie.
Gdyby nie to, że warunki nie pozwalały, zagotowałabym się ze złości - mogłam jednak tylko wpaść w zimną furię. Dosłownie.
Z melodyjką
Z SMSa od Niego:Ostatnio popularne są grające znicze. Tato usłyszał kartkę na grobie grającą "Wstań, powiedz: nie jestem sam".
Prezent gwiazdkowy
Kładziemy prezenty pod choinką.
- A dla Koty co? - pada pytanie z ust Braciszka.
- Dla Koty nic - odpowiadam spokojnie. (Ściągnięcie pomysłu od Pchełki nie wchodzi w grę, nasza Kota się choinki boi, bo przy pierwszym spotkaniu pokłuła sobie nos.) - Koty nie dostają u nas prezentów pod choinkę, tak jak pies dawniej nie dostawał.
- A dlaczego? - docieka Braciszek, który przez całą środę majstrował prezent gwiazdkowy dla swoich rybek.
- Chociażby dlatego, że nasza kota nie jest chrześcijanką.
O czym dobitnie świadczy zdemolowana szopka pod świątecznym drzewkiem i regularne podkradanie figurki świętego Józefa w celach rozrywkowo-pazurzastych.
Jak Rihanna
Wieczorne zajęcia: ja czytam (w łóżku, moje ulubione miejsce do czytania), On podciąga się na drążku, który pozostał nam po poprzednich lokatorach (drążek znajduje się w drzwiach do sypialni). Ostatnio nam wpadło do głowy rozmawiać o imionach dla przyszłych niedoszłych dzieci. Pomysł całkiem zrozumiały u przyszłych niedoszłych małżonków.
Doszliśmy szczęśliwie do consensusu w sprawie imion męskich, pora na żeńskie. Po kilku propozycjach z cyklu "tradycyjne po którejś z babć" - dla mnie nie do zaakceptowania, niezależnie od tego, czy miałyby to być nasze babcie, czy też babcie dziewczęcia pozostającego w sferze planów - zdobyłam się wreszcie na odwagę.
- Wiesz... Odkąd przeczytałam "Wesele" Wyspiańskiego, zawsze chciałam mieć córkę o imieniu Rachela... Tak ślicznie brzmi, a jeszcze można zwyczajnie zdrabniać: Rachela, Ela...
- Ela, Ela, e, e, e... - wydusza z siebie On opadając na ziemię i trzęsąc się ze śmiechu.
Rybki na święta
Porządki świąteczne
Usta-usta
- Mam nadzieję, że ta ryba to filet - niepokoję się, z rezygnacją przyglądając się Kocie polującej na kawałki ryby spoczywające w jej miseczce.
- No, chyba - rzuca nieuważnie Mama.
- Jak się kota zacznie krztusić, to JA jej nie robię usta-usta, zwłaszcza że wcześniej jadła surową rybę - odżegnuję się na wszelki wypadek.
Kocia kołyska
Jak wiadomo wszystkim posiadaczom kotów - moi Rodzice członkostwo w tej grupie zdobyli niedawno, więc tak zaawansowana wiedza nie jest im dostępna - nie należy łapać się na żadną z ofert w stylu łóżko dla kota. Kocie (ani kotu) nie są niezbędne do życia także żadne kupione zabawki, zwłaszcza te opatrzone metką o treści dwucyfrowej.
Niedługo po kocie w naszym domu pojawił się domek dla koty ze słupkiem do ostrzenia pazurków oraz nieco kocich zabawek w rodzaju nakręcanej myszy. Tymczasem kota starannie omija domek, pazurki ostrzy na tapetach i kanapie, zaś na najwspanialszą zabawkę uważa ex equo zewłok świeżo złapanej myszy, mój brelok do komórki oraz znaleziony pod kanapą zapomniany orzech włoski. Jak wiadomo, kradzione nie tuczy, a najbardziej kuszą zakazane owoce.
Wśród kocich łóżek prym dotąd wiodła śmietniczka z długą rączką stojąca w babcinej kuchni (reklamowana jako "wygodna", które to pojęcie zyskało dzięki Kocie nowy wymiar). Obecnie kota uszczęśliwia całkowicie moja torba podróżna, będąca zgrabnym połączeniem stanowiska obserwacyjnego (leży w centrum mieszkania), łóżka (dzięki zawartości swetrów jest miękka) oraz kryjówki i rogu obfitości (jeśli nieopatrznie zostawię ją otwartą).
Kompleksy o poranku
- Co ty mi tam zrobiłeś? - pytam, wychodząc z toalety. - Ja wstaję, patrzę, a tam ONA, o poranku wpędza mnie w kompleksy.
- Zamknąłem tę gazetę - wzrusza ramionami On. - Ja wszedłem, a tam artykuł "Czy to na pewno ten właściwy?"
Lodówka wciąż ziębi...
Z rozmówek porannych.
- Co tu tak ciągnie po nogach? Otworzyłaś okno?
- Nie, lodówkę.
Monty Python Belly Dance
- Bo wiesz, ja wpadam w kompleksy... Instruktorka coś robi i to wygląda fajnie, a jak ja to robię, to wygląda głupio.
- Na przykład? - patrzy na mnie bez emocji On.
- Na przykład to... - demonstruję mu ruch wyglądający jak pełne gracji wślizgnięcie się pod nisko postawioną poprzeczkę, poprzedzone wysokim uniesieniem kolana.
- Aha. Ministerstwo Dziwnych Kroków?
- Właśnie. A to ma być zalotne i kuszące - wzdycham ciężko.
Ziemia za korę, czyli hummus
On był dzisiaj bardzo dzielny, pojechał ze mną do Castoramy i przytransportował wielki, nieporęczny, ciężki wór kory do ściółkowania. W podzięce przyłożyłam się obiadowo. Było lekko i bezmięsnie. Proporcje na dwie osoby.
Szklankę gotowanej ciecierzycy (jeśli bierzemy suszoną, uwaga, pęcznieje - trzeba namoczyć pół szklanki przez noc i ugotować do miękkości) zalewamy 3 łyżkami tahini (pasta sezamowa, w moim Tesco stoi między kremem z kasztanów a masłem orzechowym, w innych można szukać na dziale Kuchnie Świata) i 3 łyżkami oliwy z oliwek. Dolewamy sok z cytryny. Miksujemy, jeśli jest zbyt suche, można dolać troszkę wody po gotowaniu ciecierzycy albo jogurtu. Doprawiamy czosnkiem (3 ząbki) i solą.
2 gotowe pity przygotowujemy wg przepisu na opakowaniu. Nadziewamy czym tam chcecie - ja dziś użyłam plasterków pieczarek, pomidorów i żółtego sera. Zapiekamy chwileczkę.
Pity podajemy z hummusem - można nim smarować lub maczać gotową "kanapkę". Na sposób krakowskiej knajpki Nowa Prowincja hummus podajemy jako dodatek do świeżych bułeczek i sałaty lodowej z bundzem i sosem winegret. Oferują też jakieś dwie inne pasty, ale jeszcze nie zidentyfikowaliśmy, co to takiego.
Pedalboard
Od wódki rozum krótki
Siedziałam krzywo przy komputerze i zdrętwiała mi noga.
- Auuu! - jęczę, z trudem podnosząc się z krzesła.
- Co?
- Noooga mnie boooli..!
- Od czego?
- Od tego, że krzywo siedziałam.
- A. Już myślałem, że od seksu.
- Od jakiego seksu???
"Californication"
On zwierzył mi się kilka dni temu, że chciałby być jak David Duchovny w serialu Californication: codziennie inna kobieta.
- Wiesz, możesz być jak on - podpowiadam Mu.
- Taaak?
- Uhm. Codziennie mieć inną kobietę.
- Mogę, tylko to codziennie będzie ta sama - wzdycha smętnie On.
- Nie będzie. Ja codziennie jestem inna!
Sieciowy zawrót głowy
Poszukując w Internecie wiersza Broniewskiego, trafiłam na setki stron z interpretacją tegoż. Na każdej wyłuszczone dokładnie, co poeta chciał przez co powiedzieć. Na żadnej ze stron nie ma oryginalnego tekstu wiersza. Czyżbym tylko ja była taka staroświecka sądząc, że do interpretacji dobrze mieć tekst? W dzisiejszych czasach przecież wystarcza ściąga, nomen omen, ściągnięta z sieci. Pani w szkole się nie zorientuje, bo w 9 przypadkach na 10 traktuje komputer jako urządzenie "nie dla niej". Jeśli się zorientuje, to jest wredną babą, która się uwzięła i za dużo wymaga.
Jakiś czas temu szukałam definicji pojęcia "rodzina wyrazów". Znalazłam kilka portali, na których można zadać dowolne pytania - a tam prośby o podanie rodziny wyrazów, bo potrzebują na jutro do szkoły. Czyżbym tylko ja była taka staroświecka sądząc, że rodzinę wyrazów skonstruować jest w stanie przeciętnie inteligentne dziecko, jeśli tylko pozna zasadę konstrukcji?
Odrabianie zadań domowych w sieci dotyka także mojego bloga. Ci, którzy trafili tu z fraz "list do koleżanki o wieliczce", "see you co to znaczy", "co po polsku znaczy inspiration" czy wręcz "jak zrobić ćwiczenie 1 na stronie 22 w książce inspiration 3", najprawdopodobniej szukali gotowca do zeszytu.
Internet to kopalnia informacji...
Rozmowy na szczycie
- Agata chce się z nami w sobotę spotkać.
- Jaka Agata? - spytałam bezmyślnie, jeszcze przed uruchomieniem pliku Pamięć-do-imion.
- CHRISTIE! - splunął ironią On.
Mężczyzna od kuchni
- Wiesz, że kisiel działa jak napalm? - zagaduje mnie On wychodząc z kuchni z kubkiem pełnym płynnego kisielu. - I roztopiony ser też - dodaje po chwili, pojawiając się w pokoju z grzankami.
Green is the color
Jestem u fryzjera.
- A jaki ty masz samochód? - pyta fryzjerka Pana Przestawiciela Firmy Produkującej Kosmetyki Fryzjerskie.
- Ja? No, czerwony.
Cytując apostołów...
- A wiesz, że w Biblii napisali, że kobieta ma przynosić mężczyźnie kapcie? - pytam Go podstępnie.
- No, to na co czekasz? - dał się złapać On.
- Em... no... Masz kapcie na nogach. Mogę ci przynieść moje.
- A wiesz, że w Biblii napisali, że kobieta powinna mieć długie włosy?
- No i?
- No i czy to znaczy, że ja nie jestem kobietą, ale ty jesteś?
- Nie, kochanie, to znaczy, że nadal jesteś kobietą, ale ja jestem bardziej kobiecy od ciebie.
Gry w parach
- Mam ochotę...
- No? - pytam z nadzieją.
- Mam ochotę zagrać sobie w Cthulhu.
- No to graj.
- Ale musisz mi mówić, co mam robić.
Druga miłość
Po 7 latach związku poznałam sposób, jak ponownie rozkochać w sobie mężczyznę. Jak? Bardzo prosto. Wystarczy udostępnić mu część ciała, którą mamy ładną, a której nie eksponowałyśmy dotychczas.
W moim przypadku był to smakowity karczek, odsłonięty przy okazji nowej fryzury. Ja czuję się wspaniale, On czuje się wspaniale, kiedy na mnie patrzy, życie jest piękne. Jedyny kłopot w tym, że znów wyglądam jak Katie Holmes, ale tym razem świadomie. No i lepiej!
Sennie bis
Opowiadam Mu mój sen.
On wciąż wtrąca jakieś idiotyczne komentarze, mające mi udowodnić, że jestem nienormalna, bo śnią mi się gry komputerowe. (Sen nic wspólnego z grą nie miał.)
W końcu pacam Go w ramię, żeby się opamiętał.
- Po co się męczysz? I tak będę to wszystko mówił.
Grunt to szczerość w związku.
Sennie
Opowiadam Mu mój sen.
- ...bo to był policjant w cywilu.
- W dekupażu - dorzuca On.
- W dekupażu?
- No ten... incognito. W inkupażu.
Przygody pierścionka, część II
Dziś pierścionek przeszedł próbę wody. Wpadł do garnka z makaronem i został ugotowany al dente. Nic mu się nie stało.

