Jemu zepsuł się komputer.
Próbuje go naprawić, dłubiąc coś w jego wnętrzu.
Nagle zaczyna podśpiewywać:
- Mały palec, mały palec... Mały palec, mały palec... - śpiewa On na melodię standardu jazzowego pt. "Chicken".
- Taaak?
- ...to dochodzę do wniosku, że ty masz jakieś oralne ADHD!
- Oralne CO?! - wybucham śmiechem.
- Oralne ADHD. Nie sprawia ci kłopotu usiedzenie w miejscu, ale ciągle gadasz!
Albo nucę. Fakt.
Mam tak od zawsze.
On dopiero po 6 latach odkrył moje najpoważniejsze schorzenie.
Mały palec kurczaka
2+1
On pociesza mnie zbolałą.
- Bo widzisz, ta ósemka mi rośnie krzywo... I to działa jak domino... - żalę Mu się. - Ósemka naciska na siódemkę, od tego boli też szóstka, i piątka, i czwórka, i dwójka... - przerywam, żeby nabrać tchu.
- ...i jedynka... - dopowiada On.
- A nie. Jedynka mnie nie boli.
Wychodzenie z nałogu
Wyrzyna mi się ósemka.
Leki przeciwbólowe nie pomagają, więc On postanowił mnie znieczulić.
Zrobił mi drinka złożonego w 1/4 z wódki duńskiej i w 3/4 z soku pomarańczowego.
Mam bardzo słabą głowę, więc ululałam się jedną szklanką.
- Już nigdy nie dostaniesz alkoholu! - oznajmia On, patrząc na mnie surowo.
- Sama sobie wezmę - mamroczę buntowniczo.
- Zawartość barku jest moja, więc nie weźmiesz bez mojej zgody.
- Jedna butelka jest moja! - zezuję znacząco na Amaretto (prezent od Jego Mamy).
- Zaraz wyleję do toalety! - podrywa się On.
- WYLEJESZ MÓJ PREZENT?! I co powie twoja Mama?
- Gdyby cię teraz zobaczyła, jeszcze by mi przyklasnęła!
Oral Be
Oglądam nić dentystyczną firmy Oral Be.
- Aż dziw, że nikt nie wymyślił jeszcze szczoteczki Anal Ce.
- Anal Cacy - poprawia mnie On.
- Czemu cacy?
- Bo skoro Oral jest Be, to Anal jest Cacy - odpowiada z nieubłaganą logiką On.
Lany Czwartek
Wczoraj wieczorem.
On czyta przy dużym świetle w sypialni.
Gaszę duże światło i zapalam małą lampkę.
- Bejbi. Lej jurself - rozkazuję Mu łamaną angielszczyzną.
- Sama się lej - burczy w odpowiedzi On.
Orientacja
- Kochanie, my w weekend majowy jesteśmy w domu, prawda?
- Mhm. Chyba tak - odmrukuje On.
- No, to dobrze.
- Ale chyba przyjeżdża ktoś ode mnie z domu.
- Hm?
- Tylko nie wiem, kto i w jakim terminie.
- Aha. Pewnie gosposia i pies. I wcale nie w maju.
Nom de plume
Mówię Mu o artystycznych pseudonimach tancerek orientalnych.
- ...i one nie występują jako Kasia i Stasia, tylko na przykład jako Habibi i Jasmina.
- A może "Wielki Brzuch"?
Byle po arabsku.
Pierwszy dzień wiosny
Jak wiadomo, panta rhei. Sądziłam dotychczas, że są pomimo to jakieś stałe rzeczy na tym świecie. Na przykład to, co wyprawiają planety na nieboskłonie - nazwijmy to umownie tańcem, będzie bardziej poetycko.
Tymczasem ku mojemu zdziwieniu w tym roku nawet astronomiczna wiosna wypadła o całą dobę wcześniej niż zwykle. Przez całe życie utrzymywano mnie w przekonaniu, że co roku 21 marca następuje przesilenie wiosenne, a tu nagle 20 marca 2008 Mortigan przynosi mi wiadomość o przesunięciu tego terminu!
Jestem wzburzona.
Moje wzburzenie jednak nie ma źródła w tym, że element stały kalendarza nagle stał się elementem zmiennym. Najbardziej niepokoi mnie fakt, iż pomimo kalendarzowej wiosny za oknem leży śnieg. Smaczku sprawie dodaje przypomnienie sobie poprzednich dni przedświątecznych, kiedy to pomimo astronomicznej zimy śniegu nie było ani na lekarstwo.
Myślę, że ten miszmasz to wina UKŁADU.
Słonecznego.
Tshasking
Zamykam z trzaskiem futerał na okulary.
- Don't tshask! - warczy na mnie On.
- Słucham? - wytrzeszczam na Niego oczy.
- You're tshasking!
- Że CO?!
- You're tshasking. Don't tshask.
Powiedzmy, że zrozumiałam.
Żonkil!
On rzadko kupuje mi kwiaty.
Ostatnio przytaszczył do domu żonkile w doniczce.
- Wiesz, dzięki temu placowi budowy po drodze na przystanek codziennie mijasz kwiaciarnię...
- No i co z tego? - burczy On.
- I żonkil z tego!
Ona to on
- Cóż, nikt nie jest doskonały."
("Pół żartem, pół serio")
- Jestem mężczyzną - oznajmiam Mu. - Popatrz. Widzisz, że jestem mężczyzną?
- Hm... Nie - stwierdza kategorycznie On, obrzuciwszy mnie uważnym spojrzeniem.
- Ale nie TU - wskazuję na dekolt, w który On wgapiał się wyjątkowo długo. - TUTAJ - pokazuję na swoją głowę.
- Nie - powtarza On, zajrzawszy mi do ucha.
Ruchoma gałka
Jemu została w ręce gałka z szafki kuchennej.
- Wy... tego... wyruchała się - zauważył ostrożnie On.
- Chcesz powiedzieć... - zaczęłam równie ostrożnie - że się... ten... spier... niczyła?
- Chcę powiedzieć, że za dużo nią ruszaliśmy - podsumowuje On.
W lusterku
- Obiadem (...) Mięskiem. Zapytaj, Jaskier, skąd mamy mięsko.
- Nie zapytam, bo znam ten dowcip.
- Nie bądź świnia.
- Skąd macie mięsko?
- Samo przypełzło.
[Andrzej Sapkowski]
- Co ty jadłeś, jak mnie nie było?
- Co popadło - odpowiada ponuro On.
Przymrozek
Usłyszałam, że w Krakowie ma być przymrozek.
Dzwonię do Niego, żeby uratował mojego imiennika, który mieszka obecnie na balkonie.
- Weź ziemię z siatki w kuchni... I przysyp to zielone - instruuję Go.
- Mhm...
- Albo gazety i otul zielone - dodaję po chwili namysłu.
- Mhm... Teraz mam to zrobić?
- Cóż, jak najszybciej! Najlepiej teraz.
- Teraz jestem goły - wyrzuca z siebie On.
Heavenly peace
Północ.
On stoi pod drzwiami sypialni jak Romeo pod balkonem i wyśpiewuje
- ...sleeps in heavenly peace, sleeps in heavenly peace... - angielska wersja Cichej nocy płynie przez noc.
- Zwariowałeś całkiem? - mruczę z łóżka. - Jest marzec. Teraz nie śpiewamy kolęd.
- Heavenly peace happens when angels pee from the sky - oznajmia On głosem Johna Cleese'a.
Atrybuty kobiecości
Przytulamy się przed snem do snu.
- Uważaj, moje piersi! - upominam Go uznając, że Jego ręka mnie przygniata.
- Co: moje piersi?!
- Uważaj na nie. I nie zgniataj.
- Przecież nie zgniatam!
- Zgniatasz.
- Mówisz to tylko po to, żeby się pochwalić, że je masz!
Kara
Dwa dni w tygodniu nocują u nas dwie moje przyjaciółki. Śpią na kanapie.
Nadchodzą Te Dwa Dni. On drażni się ze mną.
Nie wytrzymuję.
- Sam się prosiłeś, śpisz dzisiaj na kanapie!
- Dobrze - kuli się On, ale szeroki uśmiech ozdabia Jego twarz, a znaczące spojrzenie wędruje w stronę przyjaciółek i kanapy.
Estetyzacja
On ścieli łóżko.
W efekcie - łóżko jest pościelone.
Bynajmniej nie wygląda dobrze.
Poprawiam po Nim.
- Męskie. Poczucie. Estetyki. Mnie. Dobija - oznajmiam dobitnie, uklepując poduszkę.
- Poczucie czego?!
- Męskie poczucie estetyki - powtarzam, sądząc, że On nie dosłyszał.
- Poczucie CZEGO?!
- Ach, tak. Jak mogłam się łudzić, że coś takiego istnieje...
Niesprawiedliwość
Po pobieżnym przejrzeniu tego bloga doszłam do wniosku, że życie jest niesprawiedliwe.
Tylu ludzi ma aparaty cyfrowe i wykorzystuje je w niewłaściwy sposób. Ja nie mam, a wiedziałabym, co z takim zrobić!
Hrmpf.
Róże miłości... wiadomo
Kwiaty od Niego zwiędły. Biję się z myślami, czy je wyrzucić, czy zasuszyć.
- Wyrzuć... - doradza mi On.
- Ale jak to... wyrzucić? Tak po prostu? - miętoszę niezdecydowana bukiet kilku zwiędłych róż.
- Po prostu WYRZUĆ. Nie martw się, za rok kupię ci nowe.
Nie szata zdobi człowieka
Sprzątamy. On topless, ja w stroju domowym - rozciągnięte dżinsy, za luźna bluzka.
- Jak przyjdzie pan z pizzą, to ty otwierasz - oznajmia On podciągając mi spodnie.
- A dlaczego ja?
- Bo jesteś bardziej ubrana ode mnie, dlatego - wyjaśnia z kamienną twarzą On.
- A gdybyś był całkiem goły, a ja tylko w majtkach, to też kazałbyś mi otwierać?
- No pewnie!
Wtedy nie musielibyśmy płacić za pizzę...
Futro
- ...a jutro...
- Nie wiem, co będzie jutro! - ucina zdecydowanie On.
- Jak to: nie wiesz?! - zdumiałam się.
- No, nie wiem, co będzie jutro!
- Każdy wie, co będzie jutro: FUTRO!
I "jutro piwo za darmo".
Szklanka wody zamiast
- Kochanie, obiecałaś mi śniadanko - delikatnie napomina mnie On.
- Co? Ach, tak, już - odrywam się od rozmowy z przyjaciółką.
- Bo wiesz, ja nie chcę się potem z tobą kłócić o to.
- Mhm.
- Teraz to mogę, ale potem nie chcę.
Sznureczek i bukiecik
Rozważania o życiu i śmierci
Pod nami mieszkają Starsi Państwo z kilkoma kotami.
Starszy Pan codziennie rano śpiewa w łazience, co doskonale słychać w naszym mieszkaniu.
- A Ty wiesz, że jakiś czas temu obudziłam się rano i ten pan PŁAKAŁ? - wyjawiam Mu rewelację.
- Mmm? - mruczy zaspany On.
- Z taką rozpaczą... To było straszne.
- Może Starsza Pani zmarła i płakał po niej? - wysnuwa hipotezę On.
- Nieee... Widziałam ją później. Wracała z jakiegoś wyjazdu. Prędzej płakał po kocie.
- A może to kot zmarł i Starszy Pan nie wiedział, jak jej to powiedzieć?
- No, może.
- Albo może Starsza Pani zmarła i Starszy Pan nie wiedział, jak powiedzieć to kotom?
Na szczęście Starszy Pan znów śpiewa o poranku.
Pies
Tuż przed zaśnięciem zaczynam zwykle bredzić.
- A ty wiesz, że na tej reprodukcji Yerki, którą mam w segregatorze, jest beagle?
- Mhm... - odmrukuje On znad książki.
- Tylko że nasz pies będzie miał na imię Karmel*, a ten na obrazku nie ma imienia.
- Karmel? Nie - protestuje On.
- To jak chcesz nazwać psa?
- Rambo - odpowiada bez namysłu On.
Parskam śmiechem.
- Rambo będzie miał na drugie. A na trzecie Norwid** - próbuję Go ugłaskać.
- A Reksio?
- To będzie jego pseudonim artystyczny. A jak będziemy chcieli, żeby był incognito, zawołamy na niego Azor.
Grunt to planowanie.
_______________________________
* Od tytułu filmu i dlatego, bo będzie słodki. All rights reserved.
** Jego ulubiony poeta - tak dalece, że syna chce nazwać Cyprian Kamil.
Pechowy obiad
Całun
On wyjeżdża na jeden dzień.
Postanowił zabrać ze sobą mój mały ręczniczek.
- Może zdołasz nim wytrzeć jedną rękę - kpię z Niego.
- Biorę go do twarzy, o! - On demonstruje mi, że ręczniczek zakrywa Mu całą twarz.
- Jak całun turyński... - bąkam nieśmiało, próbując się nie roześmiać.
Ręczniczek ma tłoczone wzorki z buziami Kubusia Puchatka...
Po drugiej stronie lustra
Mam zły dzień. Na dodatek się nie wyspałam i wyglądam jak kret.
Stoimy w łazience. On próbuje mnie pocieszyć przez przytulenie.
- Lepiej, kochanie? - pyta stroskany.
- Nie - jęczę w odpowiedzi. - Denerwuje mnie nawet moje odbicie w lustrze.
- No to się odwrócimy - On wykonuje zgrabny obrót ze mną w ramionach.
Niestety, nie pomogło.
