Potencjalność


- Lubię, jak jemy obiad tylko we dwójkę... - oznajmia On.
- Tak? A to czemu?
- Mogę sobie bekać do woli... I pierdzieć... I jeść palcami... - rozmarza się.
- Hm. Przecież nie robisz żadnej z tych rzeczy.
- Nie robię. Ale mógłbym!

...kiedy widział potencjał, to go wzmacniał, ten bęcwał...

Wariacje nt. muffinków


Wariacje nt. muffinków

Muffinki snickersowe: podstawowe ciasto na muffinki plus masło orzechowe zamiast masła, cukier skarmelizowany. Dorzucamy garstkę orzeszków ziemnych BEZ SOLI. W każdą muffinkę wciskamy 1/2 krówki śmietankowej. Po upieczeniu polewamy mleczną czekoladą.

Muffinki Rafaello: podstawowe ciasto na muffinki plus 1/3 filiżanki wiórków kokosowych, tyle samo płatków migdałów i pokruszona biała czekolada. Po upieczeniu dekorujemy białą czekoladą i migdałami.

Muffinki Bounty: podstawowe ciasto na muffinki plus mleko kokosowe zamiast zwykłego mleka, plus wiórki kokosowe. Po upieczeniu polewamy mleczną czekoladą.

Muffinki marcepanowo-rabarbarowe: podstawowe ciasto na muffinki plus 200 g rabarbaru obranego i pokrojonego w kostkę. Do każdego muffinka wkładamy kosteczkę masy marcepanowej (75 g marcepanu, 25 g masła, 0,5 łyżeczki kardamonu). Po upieczeniu dekorujemy migdałami.

Muffinki


Muffinki

Według przepisu poleconego mi przez Mortigan.

Muffinki

Suche:
300 g mąki
165 g cukru (biały albo brązowy)
szczypta soli
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
dodatki*

Mokre:
150 g miękkiego masła
170 ml mleka
2 jajka

1. Obie grupy składników umieszczamy w 2 osobnych miskach. Dokładnie mieszamy (mokre można mikserem). 
2. Następnie wlewamy mokre do miski z suchym i mieszamy ŁYŻKĄ, najwyżej minutę. Mogą, a nawet powinny zostać grudki!

* Do suchych składników można dodać bakalie (rodzynki, migdały, posiekane orzechy, suszone owoce) albo startą drobno skórkę z cytrusów, albo kakao i/lub posiekaną czekoladę, pralinki czy krówki, albo świeże owoce (przy świeżych ciasto trzeba piec minimalnie dłużej). Można eksperymentować do woli!

Zobacz moje przepisy na muffiny! 

28 maja 2008

Prawie jak Tolkien


Prawie jak Tolkien

Jemy śniadanie w moim domu rodzinnym.
Połączenie Prawdziwego Chleba, Prawdziwego Masła i Prawdziwego Miodu wywołało u mnie falę jedzeniowych wspomnień z dzieciństwa.
- ...i moja ulubiona szynka, mówiłam na nią "szynka-mniamniatynka".
On tłumi śmiech.
- Nie śmiej się! Ty jako dziecko miałeś swój własny język!
- Niesamowite, jakie dzieci potrafią być twórcze w młodym wieku. Ty wymyślałaś swoje słowa - a ja cały język - rozmarza się On. - Jestem jak Tolkien... Byłem jak Tolkien.

27 maja 2008

Nagość w oknie


Nagość w oknie

Kiedy On się kąpał, ja zdjęłam firanki w pokoju i kuchni i wrzuciłam je do pralki. On wylazł z wanny jak zwykle w stroju Adama i rzucił się otwierać rolety w kuchni.

- Kochanie, nie otwieraj tych rolet, bo będzie widać przez okno twój goły tyłek - strofuję Go.
- Właśnie o to chodzi, żeby było widać sam tyłek i nic więcej! - cieszy się On, wchodząc do pokoju. - O, a tu niby lepiej jest? - wskazuje na niczym niezasłonięte okno.
- Po prostu się UBIERZ, nie będzie kłopotu.
- Ale ja lubię chodzić bez ubrania.
- Jesteś ekshibicjonistą - wygłaszam z niesmakiem.
- Wcale nie. Lubię chodzić bez ubrania, jak nikt mnie nie widzi.

26 maja 2008

Razem z wiedzą rosną wątpliwości.


Razem z wiedzą rosną wątpliwości.

23 na zegarze. Czytam artykuł po angielsku.
- Rany, co to znaczy lumpier? - jęczę do Niego, odpalając słownik.
- Moja niewiedza jest niezmierzona - wygłasza natchnionym tonem On. - Pojęcia nie mam - dodaje już normalnie.
- Kościuszko też nie ma, jeśli cię to pocieszy - oznajmiam Mu sprawdziwszy w słowniku.
- O. O! Ooo - dziwuje się On, wyraźnie zadowolony.

Oczywiście słowo w słowniku było, tylko nie dopatrzyłam, co piszę.
Pora spać.

Dyba czy dba?


Dyba czy dba?

Miejsce akcji: łazienka.
On myje ręce, ja wyjmuję pranie z pralki.
- W ogóle o mnie nie dbasz! - mówię do Niego z wyrzutem.
- Ale za to dbam o naszą umywalkę - odpowiada On ze stoickim spokojem.

24 maja 2008

Mechanika precyzyjna


Mechanika precyzyjna

Jako że obecnie mamy w mieszkaniu 15 doniczek z roślinami, a na balkonie jakieś drugie tyle - wyjeżdżając na weekend zapowiedziałam Mu, że zadzwonię z instrukcją podlewania.

Po kolei instruowałam Go, co i jak powinien podlać: to pierwsze od prawej niedużo, drugie spryskaj, trzecie obficie, to na lodówce tylko na podstawkę... On pomrukiwał na znak, że rozumie, i na bieżąco wykonywał polecenia.

- Kochanie, czy ty to pipetą podlewasz? - spytałam, kiedy przerwy między jednym a drugim "yhm" stawały się nieznośnie długie.
- BUTELKĄ. Staram się być... precyzyjny - odparł On z godnością.

23 maja 2008

Szarlotka Sylwii


Szarlotka Sylwii

Są ludzie, którzy uwielbiają szarlotkę, są też tacy, którzy wolą sernik. On jest zdecydowanym szarlotkożercą, a ta smakuje mu wyjątkowo. Przepis od Sylwii, koleżanki ze studiów moich współlokatorek. Ciasto jest wyjątkowo kruche i maślane, a jeśli użyje się jabłek ze słoika, to całe przygotowanie trwa naprawdę krótko.


 Szarlotka Sylwii

1,5 szklanki mąki pszennej
7 łyżek cukru pudru
4 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka cukru waniliowego lub wanilinowego
4 żółtka
200 g masła 82% tłuszczu
500 g masy jabłkowej

1. W misce umieszczamy mąkę, cukier, mąkę ziemniaczaną i cukier puder, mieszamy.
2. Białka oddzielamy od żółtek, żółtka dorzucamy do miski z mąką.
3. Dorzucamy zimne masło - można pokroić je na mniejsze kawałki.
4. Wyrabiamy szybko ciasto - można mikserem (ręcznym albo robotem). Klei się, ale tak ma być.
5. Formę do tarty lub tortownicę o średnicy ok. 22 cm wyklejamy 2/3 ciasta. 
6. Na ciasto wykładamy masę jabłkową (domową albo ze słoika). Można posypać cynamonem.
7. Na jabłka kruszymy pozostałe ciasto.
8. Pieczemy w 190 stopniach przez ok. 60 minut (170 stopni z termoobiegiem).

MASA JABŁKOWA

Ok. 1 kg świeżych jabłek
4 łyżki cukru
woda

Najlepsze jabłka na szarlotkę to "szara reneta" i "antonówka".

1. Jabłka obieramy i kroimy na kawałki - ja obkrajam po bokach, nie bawię się w pozbawianie gniazd nasiennych, ale można oczywiście każde jabłko na 16 kawałków.
2. Do dużego garnka wrzucamy jabłka, zasypujemy cukrem. 
3. Powoli podgrzewamy, mieszając co jakiś czas, żeby się nie przypaliło.
4. Kiedy jabłka stracą na objętości i zmiękną (nie muszą być całkiem miękkie), zdjąć z ognia i przestudzić.
5. Można pasteryzować albo od razu wykładać na ciasto.


22 maja 2008

Sweetaśnie


Sweetaśnie

Przesadzałam wczoraj kwiaty na balkonie. By nie skalać rąk bieli brudną ziemią, założyłam rękawiczki-wampirki. Klasyczne, białe z czerwonym.
Po skończonej orgii ogrodniczej wrzuciłam rękawiczki do miseczki z ciepłą wodą i proszkiem do prania - były niemiłosiernie upaćkane wilgotną ziemią. Dziś rano okazało się, że plamy owszem, puściły, ale wraz z barwnikiem. Teraz mam sweetaśne, rooshove rękawiczki-wampirki.

Strzeżcie się!
Jeśli je założę i usiądę przy komputerze, ten blog zmieni się w blogaska!
Nota bene, trafiłam ostatnio na bloga, którego autorką była sweat-girl. Pot-dziewczynka.


Poszłam wywiesić wyprane wampirki na suszarce, bo mnie ten róż oczopląśny w łazience kłuł w oczy. (Na balkonie nie kłuje, bo jest zimno, więc nie wychodzę, jeśli nie muszę.)

Ale wyszłam, bo musiałam.
I usłyszałam Demoniczny Głos z Zaświatów.
Słowo daję, jak nagrany na taśmę głos demona w tych filmach o egzorcyzmach.
Swoją drogą, całkowita bzdura.
Wedle wytycznych Kościoła egzorcystom nie wolno nagrywać tego, co mówią opętani.


Wsłuchałam się w niego...
- O, witaj, Jezu, synu Maryi - tyś jest Bóg prawdziwy w świętej Hostyi... - wychrypiał zawodzący, falowo wznoszący się, nienaturalnie niski Głos, wzbogacony o profesjonalny przester. Z pobliskiego kościoła niósł się śpiew przez zewnętrzne głośniki, a kiepska jakość tychże zmieniała go w Demoniczny Głos z Zaświatów.

Tylko tekst się nie zgadzał.

Dla zainteresowanych: w tym roku jest jedyna okazja, żeby złamać krakowską bożocielną tradycję. Ze względu na remont ulicy Grodzkiej tegoroczna procesja zamiast jak zawsze, z Rynku Grodzką na Wawel, przejdzie tylko dookoła Rynku.

21 maja 2008

Gwiezdny pył


Gwiezdny pył

Krewetki w pomarańczowym pyle. Tajemnicze 'orange peel' to po prostu skórka pomarańczowa, nie żaden pył...

20 maja 2008

Nibytadżin


Nibytadżin

Tę potrawę można przyrządzać na dwa sposoby: gulaszowy i zapiekankowy. Ewentualności podane w nawiasie odnoszą się do sposobu drugiego.

5 średniej wielkości ziemniaków gotujemy na półtwardo, kroimy w kostkę (lub w plasterki).
Odsączamy
1/2 szklanki ciecierzycy z puszki.
Na patelni podsmażamy
1/2 kg mielonego mięsa - najlepsza byłaby jagnięcina lub cielęcina, ja użyłam indyczego i też było dobre. Kiedy część wody odparuje, zalewamy filiżanką mocnej herbaty miętowej, smażymy mieszając, póki herbata całkiem nie odparuje. Zasypujemy przyprawą ras el hanout.

Ilość przyprawy ras el hanout zależy od poziomu jej ostrości i od indywidualnych upodobań smakowych. Przepis na tę mieszankę znajduje się np. tutaj, ja w mojej przywiezionej z Maroka mam nieco inny zestaw przypraw (nie ma soli, kminu, kolendry, ale za to jest biały pieprz, papryka, kurkuma, gałka muszkatołowa, aframon, kwiat róży i galangal).

Do dużego, wysokiego garnka wrzucamy usmażone mięso.
Na patelnię wędruje ciecierzyca, którą także posypujemy ras el hanout.
Dorzucamy ciecierzycę do mięsa i zaczynamy je lekko podgrzewać, często mieszając.
Na patelni smażymy pokrojoną w paseczki czerwoną paprykę i 3 średnie oskórowane pomidory, posypujemy ras el hanout.
Po usmażeniu dorzucamy do garnka i całość dusimy na małym ogniu przez jakiś kwadrans. Przed podaniem można posypać płatkami migdałów lub startym drobno serem - wersja fusion.

(Naczynie do zapiekania smarujemy masłem, kolejno układamy warstwę ziemniaków, dobrej wędzonej szynki, mięsa mielonego, ciecierzycy, ziemniaków, mięsa mielonego, czerwonej papryki pokrojonej w paski i oskórowanych pomidorów pokrojonych w ćwiartki. Przykrywamy naczynie folią aluminiową, pieczemy 30 minut w 200 stopniach. Po tym czasie zalewamy beszamelem z 2 łyżek mąki, pieczemy 10 minut, zasypujemy startym żółtym serem, pieczemy 10 minut.)

Przed podaniem przygotowujemy dyktafon, żeby nagrać błogie pomruki współbiesiadników.

"Posadziłam drzewo u mnie na balkonie"


"Posadziłam drzewo u mnie na balkonie"

Wyspa, drzewo, zamek - Dorota Miśkiewicz

- Kupiłyśmy Drzewo - komunikuję Mu przez telefon.
- Aha. Spoko - oznajmia On z kamiennym spokojem.

Wracam do domu z zajęć.
- Wreszcie ktoś TO kupił i przywiózł - wita mnie w progu On.
- Co takiego?
- TO. A co kupiłyście?
- Drzewo! - odpowiadam bez namysłu.
- Brakującą roletę do kuchni i wycieraczkę! - dopowiada On. - Drzewa jeszcze nie widziałem.

Ponad metrowe drzewo stoi na balkonie jak niemy chór grecki.

Balkonowo


Balkonowo

Odwiedziła mnie w ten weekend Mama, w celach towarzyskich oraz w celu aranżacji balkonu. Prawie sześć metrów, jest co aranżować.

Zwizytowałyśmy dwa wielkie sklepy na dwóch krańcach Krakowa.
Nadludzkim wysiłkiem przytaszczyłyśmy stamtąd donice, kwietniki, metalowe krzesełka i stolik, matę sizalową, szczepioną wierzbę zwaną dalej Drzewem, miniaturowy świerk Conica zwany dalej Choinką, dwie drabinki na pnącza tudzież same pnącza i 24 kg uniwersalnej ziemi do kwiatów.

Po powrocie umieściłyśmy to wszystko na balkonie, po czym zainaugurowałyśmy sezon szarlotką i spożytą na wolnym powietrzu. (Właściwie dlaczego powietrze jest wolne? Wolny rynek, wolny wybór, jakieś libertyńskie skłonności zdradza i powietrze.) Nie zważając na porywy chłodnego wiatru na balkonie wypiłyśmy także kawę. Wszystkich ewentualnych gości zapraszam na balkonową parapetówkę, kiedy zrobi się ładnie.

Zdjęcia będą wkrótce.

15 maja 2008

"Iron Man"


"Iron Man"


Pierwsza myśl w głowie kogoś, kto nie czyta komiksów: kolejna żałosna, bezsensowna, mało ambitna naparzanka. Kiedy jednak zobaczyłam obsadę - w roli głównej uwielbiany przeze mnie Robert Downey jr., do tego Jeff Bridges i Gwyneth Paltrow - stwierdziłam, że warto.

I nie pomyliłam się. "Iron Man" to dwie godziny przyjemnej dla oka i ucha rozrywki. Downey na papierowym bohaterze komiksu zbudował realistycznego bohatera i bez patosu, za pomocą bardzo oszczędnych środków pokazał jego wewnętrzną przemianę. Dialogi są ciekawe i w wielu miejscach dowcipne, jednak nie dominują akcji - co często zdarza się, gdy reżyser chce zbyt dogłębnie tłumaczyć widzowi, co też miał na myśli. Dodatkowy plus za muzykę (film otwiera AC/DC, zamyka Black Sabbath).

Scenariuszowi można by zarzucić brak realizmu, a reżyserowi - zbytnie wysługiwanie się ekspertami od efektów specjalnych, ale czy nie tego właśnie należy oczekiwać po ekranizacji komiksu science-fiction?

Iron Man, USA 2008

13 maja 2008

Telefon dla kontrastu


Telefon dla kontrastu

Przekopuję Internet w poszukiwaniu telefonu dla siebie. Upatrzyłam sobie już jeden, ale prawdopodobnie sieć, w której mam telefon, nie będzie go miała - a jeśli już, to pewnie drogi.
- Nie ma tu telefonu dla mnie - naburmuszam się po chwili bezowocnych poszukiwań.
- Nic nie możesz znaleźć? - dziwi się On.
- Nic. Bo ja muszę mieć ŁADNY telefon. Żeby do mnie pasował.
- Pasował? Chyba na zasadzie kontrastu.

Brzuch


Brzuch

Upiekłam ciasto ze śliwkami.
Zjadam na śniadanie drugi kawałek.
- Pokaż brzuch! - komenderuje On i maca mnie po brzuchu. - Co taki twardy?
- Będę miała okres... - kulę się.
- Ja jak mam mieć okres, nie mam takich objawów - zadziera nosa On.

12 maja 2008

Oda do młodości


Oda do młodości

On, chcąc zgasić nocną lampkę po mojej stronie łóżka, wykonał rzut ciałem w kierunku wyłącznika.
- Auuu! Przytrzasnąłeś mi włosy i miażdżysz biodro! - jęknęłam.
- 'Praszam - mruknął On.
- Bez włosów, bez biodra... - chlipnęłam dramatycznie.
- ...to szkieletów ludy - dokończył On natchnionym tonem.

"Sierociniec"


"Sierociniec"


Ja i filmy grozy mamy ze sobą wyjątkowo nie po drodze. Po obejrzeniu naprawdę dobrych horrorów boję się spać sama, a te kiepskie wywołują u mnie wybuchy śmiechu albo pobłażliwe kręcenie głową. 

Po "Sierocińcu" spodziewałam się opowieści grozy z mistrzowsko dawkowanym napięciem. Jak w "Labiryncie Fauna" tego samego reżysera. Niestety, dziełko okazało się nieskładne jak "Wiedźmin" i mniej pomysłowe niż "Szósty zmysł", a do tego nie przerażało. Może jestem dziwna, ale osoby niepełnosprawne fizycznie nie wywołują we mnie lęku, raczej współczucie.

Nie przepraszam za spoiler, bo też nie ma za co - nie warto się za ten film zabierać, lepiej obejrzeć "Lśnienie" czy "Innych".

El Orfanato, Meksyk-Hiszpania 2007

11 maja 2008

Mózg na ścianie


Mózg na ścianie

Męczy mnie katar sienny i ciągle kicham i wycieram nos.
- Ty sobie chyba zaraz mózg wysmarczesz - mamrocze z niesmakiem On.
- Kochanie, mózg wysmarkałam już wczoraj...

Mózg? Jaki w ogóle mózg?!

9 maja 2008

"Oko"


"Oko"


Azjatycki oryginał.
Oryginalny pomysł - po przeszczepie rogówki bohaterka zaczyna widzieć to samo, co widziała dawczyni: cienie zmarłych. Potrafi także przewidywać nadchodzące śmiertelne niebezpieczeństwo, bowiem po każdego człowieka przychodzi z wyprzedzeniem niewidzialny psychopompos. Odzyskany wzrok staje się ambiwalentnym zyskiem. "It's a gift - and a curse", jak mawia detektyw Monk.

Dużym atutem "Oka" jest nastrojowość. Początkowo mamy wrażenie, że bohaterka oszalała, uległa omamom czy paranoi. Wraz ze zmianą jej nastawienia do kontrowersyjnego daru widzenia zmienia się także atmosfera w filmie. W porównaniu z amerykańskimi remake'ami bracia Pang oszczędnie gospodarują efektami specjalnymi, pozwalając, by widza straszyło to, co rzeczywiste. Każdy z nas ma czasem wrażenie czyjejś obecności w pokoju, kątem oka dostrzega coś, co po chwili wydaje się grą światła czy całkiem zwyczajną rzeczą. Takie smaczki sprawiają, że "Oko" wywołuje pewien niepokój, nakazuje wstrzymywać oddech i zamykać oczy.
Mimo to nie zaliczę "Oka" do moich ulubionych filmów - oglądało się przyjemnie i nawet trochę straszno, ale zaraz po napisach nastrój prysł.

Gin gwai, Hongkong-Singapur-Wielka Brytania-Tajlandia 2002

8 maja 2008

Z rozmówek nocnych


Z rozmówek nocnych

Mam zwyczaj zadawać Mu tuż przed zaśnięciem głupie pytania.

- Kochanieee...
- Hm? - mruczy On znad książki.
- A ty mnie kochasz mimo moich wszystkich wad?
- Mhm... - odmrukuje On. - Kocham cię nawet kiedy gadasz, kiedy czytam! - warczy cicho.

Akrobacja


Akrobacja

On robi obiad, ja Mu pomagam.
- Ale wiesz, TY zmywasz po obiedzie - oznajmiam Mu spokojnie.
- Dobrze, dobrze. Mam nadzieję, że będzie mało naczyń.
- Będzie tyle, ile wybrudzisz.
- To będę kroił kurczaka i wszystko... w powietrzu.

I jadł na gazecie...

6 maja 2008

Pasztet


Pasztet

Oglądam film siedząc przy komputerze.
- Hm. Coś tu pachnie pasztetem... - pociągam kilkakrotnie nosem.
- Pasztetem?! To ty... - zaczyna On i znacząco zawiesza głos.

4 maja 2008

Poranek z etyką


Poranek z etyką

- Śliczny dzień. Wreszcie niebo słoneczne - zauważam o poranku.
- Niebo słoneczne nade mną, prawo administracyjne we mnie - wygłasza ponurym tonem On.