- Znalazłam twoją samotną skarpetkę, proszę - demonstruję Mu znalezisko.
- Coś takiego! Gdzie ją znalazłaś?
- W szafie.
- Jakiej szafie?! - dziwuje się On, jakbyśmy mieli tych szaf ze czterdzieści.
- W naszej szafie.
- W naszej szafie?!
- Tak, w naszej szafie! www.naszaszafa.pe-el!
- A co tam robiła moja samotna skarpetka?
- Pewnie się zalogowała. Żeby poszukać znajomych.
- Ale wiesz, ten... To przystojny jest. Gdyby miał ciemniejsze włosy, bylibyście podobni.
- Właśnie! Dlatego uważam, że jest paskudny.
à rebours
Bezmyślnie
Kiedy jestem śpiąca - czyli rano i wieczorem - straszne głupoty zdarza mi się gadać.
- Nigdy już więcej nie kupię tego kremu pod oczy - zwierzyłam Mu się, nakładając w rzeczone miejsce rzeczony krem.
- Dlaczego?
- Bo wygląda jak... sperma.
- Ale to tylko przez pierwsze kilka sekund, kiedy go nakładasz.
- Wygląda jak sperma i jest tak samo nieskuteczny na wory pod oczami.
- Hm, no nie wiem... Ja nałożyłem i od razu jakoś mi się lepiej patrzy.
- Mnie wcale nie pomaga. To sobie go używaj - wzruszam ramionami, zadowolona z załatwienia sprawy.
- Mówiłem o spermie...
Wszystkich zniesmaczonych bardzo przepraszamy.
Pomidorowa, przynajmniej dobra
Krótka piłka
On otwiera bombonierkę.
- Jakie tam są dobre czekoladki?
- Nie ma żadnych. Tylko takie, które ja lubię - przytula bombonierkę On.
Głodowe stawki
Kto pyta, nie błądzi?
Zagadka pierwsza (z odpowiedzią)
- Dlaczego pleśniak nazywa się pleśniak?
- Z powodu drobinek ciasta, które przy ucieraniu na tarce odskakują we wszystkie strony, chowają się za szafkami i które odkrywa się dopiero po pewnym czasie, kiedy porosną pleśnią.
Zagadka druga (bez odpowiedzi)
- Autobus w dni powszednie odjeżdża 3 minuty po północy, w soboty 10 minut po północy, a w niedzielę i święta dokładnie o północy. Według którego rozkładu odjedzie w nocy z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę?
"Przyleciał ptaszek z Łobzowa, usiadł na rynku Krakowa"...
- O! Jaki ptak dziwny! - dziwuje się On, zerkając przez okno.
- SROKA - stwierdzamy unisono z Kuzynem. - Jeden z najpopularniejszych ptaków w Polsce - dorzuca Kuzyn naukowym tonem.
Miejska dżungla. Ponoć obecnie dzieci z miasta nie wiedzą, jak wygląda krowa.
Głodnych nakarmić, spragnionych napoić...
Chcę oglądać twoje nogi...
On nakrywał do stołu. Stół mamy okrągły. Z właściwą sobie przenikliwością On nie pomyślał o tym, żeby położyć talerze przy krzesłach - tylko ułożył je tak, żeby posiłek trzeba było spożywać siedząc okrakiem na stołowej nodze.
- Kochanie. Lubisz mieć nogę między nogami?
- Lubię.
- Stołową nogę. Nie kobiecą.
- Może być stołowa... Może być i kobieca... - zgadza się potulnie On.
Brzydkie słowa
Poniższa notka zawiera treści niecenzuralne.
- ...kutafon! - podsumowuje kogoś On.
- Jak ty się wyrażasz!
- To nie jest brzydkie słowo.
- A jak wczoraj powiedziałam 'kutas', to na mnie nakrzyczałeś!
- Bo 'kutafon' nie jest brzydkie, a 'kutas' jest.
Masło maślane
Blat, na którym przygotowuję kanapki jest u nas na jednym końcu kuchni, a lodówka dokładnie na przeciwległym. (Takie ustawienie wymusiła dziura w ścianie, o której innym razem.) Często zdarza mi się nie chować różnych produktów spożywczych, bo zwyczajnie nie chce mi się lecieć z nimi na drugi koniec kuchni i chować ich do lodówki. Tym razem ten tragiczny los spotkał masło.
- Czemu to masło tutaj leży? - pyta z pretensją w głosie On, znajdując masło na półeczce na przyprawy.
- Bo mi przeszkadzało w ścieraniu blatu - kulę się.
- Kochanie! Tak nie może być! Ja nie wiem, gdzie następnym razem znajdę to masło! Kto wie, może w sypialni, nigdy nie wiadomo, co ci przyjdzie do głowy. Jeszcze obejrzysz Ostatnie tango w Paryżu i co wtedy?
Przygody pierścionka
- W ogóle wiesz... Pierścionek dzisiaj miał przygodę.
- Tak?
- Jak myłam ręce, to wpadł mi do umywalki... I musiałam go wyciągać z kolanka.
- On długo nie pożyje - przepowiada ponuro On.
- Nic mu się nie stało... Ale w obecnej sytuacji... Powinieneś chyba rozważyć obrączki tytanowe.
- Ta. Z elektromagnesem w komplecie.
Postscriptum z 11. 11: jeśli pierścionek wpadnie do umywalki, podstawiamy pod rzeczoną umywalkę miednicę, odkręcamy ostrożnie kolanko i wyjmujemy zgubę. Można też - jeśli pierścionek jest widoczny - zrobić "wędkę" z nitki i agrafki.
Kastracja telefonu
- Mam nowy breloczek do telefonu - prezentuję mu z dumą mojego misia w konspiracji.
- Ojej... A co zrobiłaś z kutasikiem?
- Odpięłam.
- To się jakoś nazywa...
- Kastracja?
- Nie, taki kutasik solo. O, mam: dildo.
Nie ma to jak mieć duży zasób słów. Kutasik był w tym typie.
"samolot pisze list na niebie"
Ping, ping, słychać początek "High Hopes" Pink Floyd. SMS do Niego.
- Flirtuj, podrywaj i umawiaj się na randki - czyta On.
- Cooo?!
- Reklama.
- Odpisz, że nie ma mowy i że jesteś zaręczony!
Niebywałe!
- A ty czemu tak nic nie mówisz? I masz taką minę?
- Co? Jaką minę?
- No, TAKĄ. Jakbyś była smutna.
- Nie jestem smutna. Tylko myślę.
- Myślisz? No patrz, nie domyśliłbym się.
Sposób na zmywanie
Odkąd mieszkamy razem, czyli od ponad 2 lat, zmywał głównie On. Układ był prosty: jedno z nas gotuje, drugie zmywa. Zwykle ja gotowałam.
Jednak z czasem Jego niechęć do zmywania okazała się zbyt silna. Skutkowało to tym, że brudne naczynia leżały w zlewie przez prawie dobę, od obiadu do następnego obiadu, kiedy to argumentem ad esuriam zaganiałam go wreszcie do zlewu.
W końcu sprawa została rozwiązana bardzo prosto. Zmywam ja, jako że bardzo to lubię. W zamian On finansuje mi krem do rąk, tabletki ze skrzypem oraz manicure raz w miesiącu.
Dwa w jednym
- Mam depresję - stwierdza On.
- Nie możesz mieć depresji, bo masz mnie. Nie można mieć dwóch rzeczy tego samego rodzaju naraz.
Dzień weselny
- Ładna ta sukienka, taka tradycyjna...
- Teraz to modne te empiryczne, ja też wolę takie zwyczajne.
Laska nebeska
- Kochanie... Muszę sobie zrobić laskę...
- CO?!
- No... Będę musiała zrobić laskę...
- CO ZROBIĆ?!
- Potrzebuję laski do tańca... I chyba najlepiej będzie zrobić... Ale może kupię i wtedy nie będę musiała robić.
Sposobu na to, jak zrobić laskę, czyli jak wygiąć patyk bambusowy bez szkody dla tegoż patyka, nie znalazłam jeszcze.
Jak dwa
- Wyglądam jak dwa - żalę Mu się o poranku.
- Jak dwa co?
- Jak dwa! Jak półtora nieszczęścia i jak pół d... zza krzaka, to razem dwa.
Dziś On przed wyjściem zamontował mi w toalecie na ścianie gazetę otwartą na stronie "Zobacz gwiazdy bez makijażu". Zapewne - na pocieszenie. Pomogło.
Suwaczek-wyśmiewaczek
Przy pomocy popularnych suwaczków (ang. counters) można powiadamiać czytelników bloga czy użytkowników forum, ile dni minęło od jakiegoś wydarzenia bądź ile do niego pozostało. Przypomina to swoisty rachunek sumienia: "jesteśmy razem od...", "od zaręczyn minęło...", "do ślubu pozostało...", "rzuciłam palenie X dni temu", "za Y dni spodziewam się na świecie dzidziusia".
Nieodłączną częścią suwaczka jest grafika jak z MiniMini oraz spieszczenia i zdrobnienia. Już sama nazwa nakazuje użycie słów takich jak dzidziuś, pierścioneczki, mój pieseczek, koteczek, misiaczek. Ograniczone miejsce natomiast implikuje użycie dobrze znanych symboli - obrączki, kołyska, białe gołąbki.
Brakuje mi tylko suwaczków negatywnych. "Ostatnio pokłóciliśmy się...", "do naszej sprawy rozwodowej pozostało...", "ostatni kryzys małżeński zażegnaliśmy...".
I oczywiście "ostatnio ukarałam Go moim kastetem..." i "ostatnia moja spowiedź była...".
Bractwo Kastetów
Pierścionki świetnie sprawdzają się jako narzędzie tortur. Wystarczy zwinąć dłoń w pięść i z pięści popieścić antagonistę. Jako że zwykle antagonistą jest dawca pierścionka, należy zachować delikatność, by nie uszkodzić sprezentowanej biżuterii.
Do serca przytul psa
- Uciekaj! - mówi do mnie On.
- Mówisz do mnie jak do swojego psa! "Uciekaj, Herek, uciekaj, Gaduła!"
- Wcale nie!
- Wcale tak!
- Nie mówię do ciebie jak do psa! Tylko do psów mówię jak do ciebie! - próbuje usprawiedliwić się On.
Zwolnić i uciec przed światem
W tandemie
Zygzakiem, szurając podwiniętą podeszwą, pardon, oponą - po asfalcie. Gdy minęliśmy mostek, skapitulowałam. Zapewne do teraz mam na pośladkach odciśnięty wzorek bagażnika.
Wniosek? "Następnym razem czeka cię kocyk." Tak właśnie powiedziałam do upiornie twardego bagażnika.
Sęntymęntalnie
On rozwiązał wreszcie kwadraturę koła i znalazł proste, choć okrągłe - po siedmiu latach szukania, za siódmą górą i za białą rzeką.
Telepatia
Czytanie prasy odbywa się u nas w dwóch sortach: pierwszym jest prasówka, którą Mu urządzam przy czytaniu, poruszona bądź rozbawiona jakimś artykułem czy też jego fragmentem. Jego takie prasówki niezmiernie denerwują, jednak nie udało Mu się jeszcze mnie oduczyć. Drugą młodość gazety (i czasopisma) przeżywają w naszej toalecie, troskliwie ułożone w stosik na specjalnej półeczce.
Ostatnio niemal synchronicznie przeczytaliśmy dwa wywiady z Marią Peszek na temat jej nowej płyty.
- Chciałbym, żebyś mi coś znalazła - przypomniał sobie On późnym wieczorem, wyłączywszy już swój komputer. - Włącz google... wpisz "Maria Awaria"...
- Kochanie. Ależ ja tę płytę mam już tutaj.
Ćwiczenia
- Co robisz z ustami?
- Ćwiczę, żeby się do ciebie uśmiechnąć na pożegnanie.
- Aha. Poćwicz jeszcze.
Krowa na balkonie
Robimy zakupy. On płaci.
- Dużo jakoś wyszło - konstatuję spokojnie.
- Dużo, bo mamy najdroższe lody, najdroższe piwo, najdroższe mleko...
- Cóż chcesz, kochanie, mieszkamy w bloku, nie mogę trzymać w mieszkaniu krowy. Bo i gdzie? Na balkonie?
- W łazience można - podpowiada pani Kasjerka, uśmiechając się wyraźnie rozbawiona.
System chaotycznych zmiennych
Pchła mawia, że UJ to system chaotycznych zmiennych i że wszelkie próby zmiany tego stanu rzeczy poskutkują tym, że wszystko się posypie. W moim Instytucie chyba ktoś zaczął coś zmieniać...
Czwartkowy poranek minął mi błyskawicznie na przygotowaniach do pierwszego dnia zajęć. Dotarłam na wykład 5 minut przed czasem. Okazało się, że jestem spóźniona o 10 minut. W środę na planie widniała godzina 9.45, w czwartek zaś rano zobaczyłam skreślone 45 i dopisane długopisem obok 30. Profesor zapytany o godzinę wykładu oznajmił, że będzie o 9.45, tylko dzisiaj on tak przypadkiem przyszedł wcześniej.
Po wyjściu z wykładu okazało się, że przed salą stoi grupka seminarzystów profesora, klnąc na czym świat stoi, bo profesor nie zjawił się na seminarium o 8.00. Ponadto zmieniono godzinę ćwiczeń i mam przed sobą 2 godziny przerwy.
Kraków na szczęście oferuje mnóstwo możliwości spędzenia wolnego czasu. Pokrzepiona herbatą udałam się o 13.00 na kolejne zajęcia, oznaczone na planie zagadkowym "sala nr 9/inne".
Zdybałam wykładowcę prowadzącego ćwiczenia. Dowiedziałam się, że odbędą się według planu. Na pytanie o doprecyzowanie usłyszałam "nie wiem". Po chwili zobaczyłam, że do sali nr 9 wchodzi grupa, która według planu miała mieć zajęcia w sali nr 7. W końcu zaproszono nas do sali konferencyjnej i gabinetu wicedyrektora Instytutu (zapewne są to sale "inne"). Dlaczego?
W sali nr 7 spadł sufit, dlatego jest ona wyłączona z użytku.
O istnieniu
- Mój telefon nie zna słowa "fioletowy" - żalę Mu się.
- A zna słowo "penis"?
- ...zna...
- Pewnie mu dodałaś do słownika.
- Nie dodałam... Zna je, bo to pojęcie dla niego widać istnieje...
- Bzdura. Penisy nie istnieją.
Besame mucho
Planuję niedzielny proszony obiad - z tiramisu i lasagne.
- Znasz jakąś włoską muzykę? - zagaduję Go. Jest moim muzycznym guru.
- No... Znam Drupiego.
- Drupiego! - prycham. - Może od razu jakieś italo disco? Mnie chodzi o coś takiego... Jak w reklamach pizzy - kończę niezręcznie.
- A! Besame mucho?
- No tak, tylko po włosku...
- A to po jakiemu jest?
Włączymy Zorbę, i tak nikt nie pozna...

