Wskazówka


- Tato..? Mógłby mi ktoś zrobić kolację..? - ogłasza Braciszek wszem i wobec.

24 lutego 2009

U Kapelusznika


U Kapelusznika

Ostatnio zwleczenie mnie z łóżka przed dziesiątą rano zakrawa na cud. On radzi sobie z tym jak może, łagodnie i mniej łagodnie.
- Ciebie to nie rozbudza ani trochę? - pyta On jak gdyby nigdy nic ścieląc łóżko.
- Rozbudza... - mruczę sennie.
- Czyżby..?
- Uhm... - zwijam się w kłębek pod skrawkiem kołdry, uporczywie zaciskając powieki. - Budzi we mnie zwierzę... I czuję, że to suseł...

Statystyk część 2


Statystyk część 2

Blancari dziękuję za przepis na prawdziwe masło, wygenerował 10 dodatkowych wejść na stronę i pewnie przyciągnie tu kolejnych smakoszy. Niestety nie wiem, jak znalezc zone - nie mam w tej materii doświadczenia, materiałem na takową także już nie jestem. Całki dla debili i mnie by się przydały, nie wiem nawet, na czym polega całkowanie. Hummus podajemy z białym pieczywem, na przykład. Albo z podpłomykami czy pitą, albo jako dip do różnych przekąsek. Pyszny jest też jako nadzienie do kruchych babeczek, w duecie z pomidorami i ogórkiem zielonym. Mężczyzna w kuchni jest bardzo przydatny - ja mojego używam jako inteligentnego robota kuchennego (łatwe sterowanie, nie zużywa prądu, a że mamy kryzys energetyczny - to ważne) i jako degustatora podręcznego, Luby Pchełki jest lepiej wytresowany i nawet sam gotuje, i to pysznie. Ojciec prać oryginalny tekst z ksiażki - brzmi "Ociec, prać?". Organizowanie pakowni jaj jest czynnością całkowicie mi nieznaną. Niestety..?

Stat4you dziękujemy za udostępnianie statystyk. Pogrubione frazy to frazy z wejść na bloga z wyszukiwarek.

Okienko w pralce


Okienko w pralce

Pytanie dnia: po co drzwiczki w pralce są przeszklone?

23 lutego 2009

Sam-Wiesz-Kto


Sam-Wiesz-Kto

Oglądamy piątą część serii o Harrym Potterze.
- Ja nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego on nie ma nosa... - zwierzam Mu się, kiedy na ekranie po raz pierwszy pojawia się Voldemort. - Ojoj... jaki biedny... nie może spać... - wzruszam się kilka sekund później na widok głównego bohatera dręczonego przez Mroczne Wizje.
- Może spać. Na brzuchu nawet, bo nos mu nie przeszkadza - zauważa On lekko nieprzytomnie.

***
- Wygramy, bo mamy coś, czego Voldemort nie ma - wyjaśnia Harry swoim przyjaciołom.
- Co takiego? - dopytują się przyjaciele.
- Nosy! - odpowiada On.

22 lutego 2009

Mówię tak, myślę nie


Mówię tak, myślę nie

Rozmawiam z Siostrą na temat moich planów wakacyjnych związanych z tańcem. Ona też tańczy, więc ta kwestia żywo Ją interesuje.
- ...no i się chyba wybiorę na ten obóz.
- Ale dla zaawansowanych?
- Nie, początkujący i średnio-zaawansowany poziom, w tydzień.
- Początkujący?! Ty chyba głupia jesteś, Muminku - oznajmia Siostra, osładzając komunikat pieszczotliwym zdrobnieniem. - Jadę z Tobą - dodaje po sekundzie.

21 lutego 2009

Paw królowej


Paw królowej

Dłubię po Internecie szukając inspiracji do kolejnego mehendi, czyli wzorku namalowanego henną na ciele. Jestem wzrokowcem, malowanie z wyobraźni czy z natury zupełnie mi nie wychodzi (jeszcze...).

- Wydrukuj mi te pliki, które masz na sieciowym - proszę Go.
- Proszę, twoje kartki - po chwili On przynosi mi wydruki.
- O, pięknie, machnę sobie pawia.
- Blah - podsumowuje On.

20 lutego 2009

Czekolada z octem


Czekolada z octem

Pijalnia czekolady Wedla kusiła Pchełkę już od jakiegoś czasu. Obie lubimy gęstą czekoladę na gorąco, w krakowskich knajpkach dotąd piłyśmy ją na Brackiej - w obu Prowincjach i w Czekoladzie - oraz w Bunkrze Sztuki (wersja z orzechami MNIAM).

Drugie podejście do niezwykle obleganej kawiarni na Rynku Głównym w Krakowie uczyniliśmy wczoraj. Pierwsze wrażenie bardzo dobre: śliczny wystrój, jasne, zachęcające do konsumpcji wnętrze, nieco senna atmosfera, jak zwykle o tej porze w tych okolicach. Minęliśmy panie ubrane w czekoladowobrązowe fartuszki z pianką koroneczek wylewających się z dekoltów i mankietów, zdumionym spojrzeniem ogarnęliśmy tacę z pączkami wycenionymi na 5 zł za sztukę - po czym zasiedliśmy w sali pod renesansowym stropem i zaczęliśmy czekać.

Po maksymalnym możliwym czasie oczekiwania pojawiła się pani z menu. Oddaliśmy się lekturze, ceny pomijając dyskretnym milczeniem - wiadomo, Rynek, marka obiecująca rozkosze podniebienia - warto za to zapłacić.

Moja czekolada klasyczna pomarańczowa okazała się niezbyt gęstym płynem nalanym do szklanki ozdobionej kawałem pomarańczy, okraszonym odrobiną skórki pomarańczowej. Kandyzowanej. Oczekiwałam zachwycającego połączenia delikatnego aromatu syropu z pomarańczy z aksamitnym smakiem czekolady, tymczasem ozdoba szklanki pachniała zupą jarzynową (sic!), w czekoladzie oprócz cykadek znajdowała się glutowata substancja przypominająca oranżadę z dodatkiem galaretki.

Pchełki czekolada mleczna z orzechami laskowymi była słodka do obrzydliwości. I rzadka - jakby do deserowej dolać mleka. Zalatywała podejrzanie migdałami (może był to cyjanek?), a zbrylone orzechy mielone (według menu - siekane) nie dawały się rozmieszać mimo największych chęci.

Lubego czekoladę klasyczną z chili podano posypaną czymś pomarańczowym. I z buteleczką Tabasco (tak!) do smaku. Gęstość właściwa, ale daleko było temu napojowi do azteckich afrodyzjaków.

O serniku nie napiszę nic, bo nie jest wart ani jednego słowa. Ale pijalni dam jednak szansę. Za kilka miesięcy, jak mi po glutach E-110 minie niesmak.

19 lutego 2009

Kije-samobije


Kije-samobije

- Nie no, nikt mnie nie rozumie, idę się zabić... - oznajmiam dramatycznie.
- Dobrze, ale łazienka jest zajęta - ostrzega przezornie Pchełka.

18 lutego 2009

Wstawaj, szkoda dnia!


Wstawaj, szkoda dnia!

- Wstawaj! - woła do mnie On, rozsuwając zasłony.
- Nieee... - mruczę niechętnie, odwracając się od światła.
- Wstawaj! - powtarza, ściągając ze mnie kołdrę.
- Nie mogę...
- Dlaczego niby?
- Bo jestem wielką, grubą babą...
- No i co z tego? I tak musisz wstać!
- Nie mogę... Jestem gruba jak matka Gilberta Grape... A jak ona wstała, to źle skończyła...

13 lutego 2009

Portfel


Portfel

(Znów nieprzyzwoicie, On ostatnio kosmate myśli ma.)

- Mam brać portfel?
- Nie wiem. Jaki portfel?
- No, port-fel. Port-fell-lat-io. E, nie biorę.

Prosto!


Prosto!

- Kochanie, wyprostuj się.
- Co? - pyta On zdejmując słuchawki z uszu.
- Wyprostuj się!
- Mam sobie wyprostować kręgosłup?
- Tak!
- Moralny?
- Nie, oralny!

11 lutego 2009

Mądrze w łóżku


Mądrze w łóżku

- Kochanie, idziemy do sypialni. Tu piszą, że seks czyni ludzi mądrzejszymi.
- My już mądrzejsi nie będziemy... - wykręca się On przed wyrwaniem z poobiedniej sjesty.

10 lutego 2009

Ten czy tamten?


Ten czy tamten?

Mam nowy-stary komputer, tzn. Jego dawny komputer z moim starym dyskiem (i systemem, i plikami).
- Rany, jak mnie czasem WKURZA ten komputer! - warczę tuż przed wyjściem.
- Kochanie - zwraca mi spokojnie uwagę On. - To nie TEN komputer.
- I już nie ma prawa mnie wkurzać, tak? Bo nie jest TEN, tylko TAMTEN?

Skutki jedzenia hamburgerów...


Skutki jedzenia hamburgerów...

Szukam w sieci przepisu na hamburgery.
- Ty wiesz, tu jest przepis Kuronia na hamburgery... Z 250 g mięsa NA OSOBĘ... No, ale nic dziwnego, wiesz, jak Kuroń wygląda...
- ...ł.
- Co ł?
- Wyglądał. Umarł niedawno.
- Kochanie. Myli Ci się z Jackiem.
- Nie myli mi się nic!
- No, racja - przyznaję po obejrzeniu źródeł wikipedyjnych. - To jutro wam nie zrobię TYCH hamburgerów.

9 lutego 2009

Puszka po piwie


Puszka po piwie

Pod naszym oknem w dużym pokoju jest żywopłot. Nasi sąsiedzi z góry wyrzucają przez okna śmieci, które często trafiają właśnie na żywopłot, przez co są bezlitośnie wyeksponowane, jak na cokole.

- Wyobrażasz sobie, że ta puszka nadal tam leży? - mówię do Niego przy okazji podlewania kwiatów. - 3 miesiące!
- Kochanie, to jest NOWA puszka. Po Calsbergu, nie widzisz? Taka żywozielona, nowiutka. Tamtą już dawno ktoś sprzątnął, ta jest świeżo wyrzucona - odparł On z miną znawcy.

7 lutego 2009

Wybory prezydenckie


Wybory prezydenckie

- A ty na kogo zagłosujesz? - zapytano dawno temu Jego Siostrę.
- Ja będę głosować... na kotka - odpowiedziała Siostra rezolutnie.

On mi wczoraj zacytował ten tekst, zmieniając jednak kotka na pieska.
- Kochanie, ale to chyba było "na kotka" - zwracam Mu uwagę, dykteryjka była mi znana.
- A może "na kotka"... Ja byłem przekonany, że z nią to "na pieska" - zadumał się On i dopiero po chwili pojął, jak dwuznacznie się wyraził.

Skaczący mięsień


Skaczący mięsień

Leżymy w łóżku, On się wierci.
- Czekaj, bo mi coś w plecach skacze... Mięsień mi skacze. Muszę jeść magnez.
- Czemu magnez?
- Bo magnez jest na skaczące mięśnie, dlatego!
- A nie potas?
- Nie, magnez. Potas to Atos, Potas i Aramis.

Wiem, że nic nie wiem


Wiem, że nic nie wiem

Leżymy w łóżku - On jakoś tak sztywno, daleko ode mnie.
- Przytulisz mnie? - pytam głosem Zbolałego Kurczątka.
- Nie.
- Ale... dlaczego..? Czy ty mnie w ogóle jeszcze kochasz?
- Nie wiem.
- Jak to "nie wiesz"?!
- Bo nie można wiedzieć wszystkiego.

5 lutego 2009

Nadzieja matką głupich


Nadzieja matką głupich

- Czemu jesteś na mnie zła?
- Nie jestem na ciebie zła - warczę. - Jestem poddenerwowana. Nadarza się szansa, że X. zniknie z mojego życia, to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe.
- To dlaczego jesteś poddenerwowana? Powinnaś się cieszyć.
- Nie mogę!
- Dlaczego?
- Bo jest szansa, że nie zniknie!

Walentynki


Walentynki

Luby Pchełki je z nami śniadanie.
- Jakie macie plany na Walentynki? - pyta nas.
- Muszę spytać, jak Tato zadzwoni - oznajmia On spokojnie.
- Ale jaki to ma związek z Walentynkami? - pytam zdumiona.
- Jak to jaki? Kocham mojego Tatę.

3 lutego 2009

George Bush w kuchni


George Bush w kuchni

On buszuje po kuchni w stanie wyraźnej hipoglikemii.
- Nie ma nic słodkiego - jęczy.
- Jak pójdziesz po jabłka, to za godzinę będzie szarlotka.
- O nie, nie pójdę - jęczy znów On. (Nie znosi wydawać pieniędzy, a więc robić zakupów.)
- To ja pójdę.
- Jak ty mnie kochasz... Kochasz mnie chyba bardziej niż ja ciebie...
- Hm, myślę, że to dobrze...
- Nie, to niedobrze, to jest straszne!

Szarlotka będzie jutro.

2 lutego 2009

Krupnik, czyli zupa na gwoździu


Krupnik, czyli zupa na gwoździu

Kiedy w kieszeni brzęczą ostatnie grosze, a my mamy przed sobą perspektywę kilku co najmniej obiadów, dobrze jest zrobić gar zupy - i to najlepiej zupy, która każdego dnia będzie gęściejsza, dzięki czemu będziemy mogli ją rozcieńczyć i cieszyć się nią dnia kolejnego. Rolę zagęstnika spełnia najczęściej ryż, makaron lub kasza - a dzisiaj będzie o kaszy. I o krupniku na sposób semi-wegetariański.

Krupnik

"gwóźdź", czyli wkładka mięsna
2 duże marchewki
1,5 szklanki kaszy jęczmiennej
5 ziemniaków
kwaśna śmietana
koperek


Potrzebny będzie gwóźdź, czyli wkładka mięsna, ja użyłam kurzej nogi, ale można ominąć ten punkt i zrobić krupnik na bulionie warzywnym (z kostki czy z natury, to już zależy od funduszy i czasu). Gwóźdź zalewamy dwoma litrami wody, dorzucamy z pięć ziemniaczków pokrojonych w kostkę, dwie marchewki w plasterkach i 1,5 szklanki surowej kaszy jęczmiennej (tej drobnej). Gotujemy, póki kasza nie zmięknie, w razie potrzeby zbierając szumowiny.

Krupnik zabielam dopiero na talerzu, wzorem mojego Taty, dużą łychą śmietany (ten smak jest niezapomniany!) i posypuję odrobiną koperku. Najsmaczniejszy jest trzeciego dnia, jak już go nie ma. Całkowity koszt gara zupy wraz z kurzą nogą: ok. 8 zł.