Ostatnio zwleczenie mnie z łóżka przed dziesiątą rano zakrawa na cud. On radzi sobie z tym jak może, łagodnie i mniej łagodnie.
- Ciebie to nie rozbudza ani trochę? - pyta On jak gdyby nigdy nic ścieląc łóżko.
- Rozbudza... - mruczę sennie.
- Czyżby..?
- Uhm... - zwijam się w kłębek pod skrawkiem kołdry, uporczywie zaciskając powieki. - Budzi we mnie zwierzę... I czuję, że to suseł...
U Kapelusznika
Statystyk część 2
Blancari dziękuję za przepis na prawdziwe masło, wygenerował 10 dodatkowych wejść na stronę i pewnie przyciągnie tu kolejnych smakoszy. Niestety nie wiem, jak znalezc zone - nie mam w tej materii doświadczenia, materiałem na takową także już nie jestem. Całki dla debili i mnie by się przydały, nie wiem nawet, na czym polega całkowanie. Hummus podajemy z białym pieczywem, na przykład. Albo z podpłomykami czy pitą, albo jako dip do różnych przekąsek. Pyszny jest też jako nadzienie do kruchych babeczek, w duecie z pomidorami i ogórkiem zielonym. Mężczyzna w kuchni jest bardzo przydatny - ja mojego używam jako inteligentnego robota kuchennego (łatwe sterowanie, nie zużywa prądu, a że mamy kryzys energetyczny - to ważne) i jako degustatora podręcznego, Luby Pchełki jest lepiej wytresowany i nawet sam gotuje, i to pysznie. Ojciec prać oryginalny tekst z ksiażki - brzmi "Ociec, prać?". Organizowanie pakowni jaj jest czynnością całkowicie mi nieznaną. Niestety..?
Stat4you dziękujemy za udostępnianie statystyk. Pogrubione frazy to frazy z wejść na bloga z wyszukiwarek.
Sam-Wiesz-Kto
Oglądamy piątą część serii o Harrym Potterze.
- Ja nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego on nie ma nosa... - zwierzam Mu się, kiedy na ekranie po raz pierwszy pojawia się Voldemort. - Ojoj... jaki biedny... nie może spać... - wzruszam się kilka sekund później na widok głównego bohatera dręczonego przez Mroczne Wizje.
- Może spać. Na brzuchu nawet, bo nos mu nie przeszkadza - zauważa On lekko nieprzytomnie.
***
- Wygramy, bo mamy coś, czego Voldemort nie ma - wyjaśnia Harry swoim przyjaciołom.
- Co takiego? - dopytują się przyjaciele.
- Nosy! - odpowiada On.
Mówię tak, myślę nie
Rozmawiam z Siostrą na temat moich planów wakacyjnych związanych z tańcem. Ona też tańczy, więc ta kwestia żywo Ją interesuje.
- ...no i się chyba wybiorę na ten obóz.
- Ale dla zaawansowanych?
- Nie, początkujący i średnio-zaawansowany poziom, w tydzień.
- Początkujący?! Ty chyba głupia jesteś, Muminku - oznajmia Siostra, osładzając komunikat pieszczotliwym zdrobnieniem. - Jadę z Tobą - dodaje po sekundzie.
Paw królowej
Dłubię po Internecie szukając inspiracji do kolejnego mehendi, czyli wzorku namalowanego henną na ciele. Jestem wzrokowcem, malowanie z wyobraźni czy z natury zupełnie mi nie wychodzi (jeszcze...).
- Wydrukuj mi te pliki, które masz na sieciowym - proszę Go.
- Proszę, twoje kartki - po chwili On przynosi mi wydruki.
- O, pięknie, machnę sobie pawia.
- Blah - podsumowuje On.
Czekolada z octem
Pijalnia czekolady Wedla kusiła Pchełkę już od jakiegoś czasu. Obie lubimy gęstą czekoladę na gorąco, w krakowskich knajpkach dotąd piłyśmy ją na Brackiej - w obu Prowincjach i w Czekoladzie - oraz w Bunkrze Sztuki (wersja z orzechami MNIAM).
Drugie podejście do niezwykle obleganej kawiarni na Rynku Głównym w Krakowie uczyniliśmy wczoraj. Pierwsze wrażenie bardzo dobre: śliczny wystrój, jasne, zachęcające do konsumpcji wnętrze, nieco senna atmosfera, jak zwykle o tej porze w tych okolicach. Minęliśmy panie ubrane w czekoladowobrązowe fartuszki z pianką koroneczek wylewających się z dekoltów i mankietów, zdumionym spojrzeniem ogarnęliśmy tacę z pączkami wycenionymi na 5 zł za sztukę - po czym zasiedliśmy w sali pod renesansowym stropem i zaczęliśmy czekać.
Po maksymalnym możliwym czasie oczekiwania pojawiła się pani z menu. Oddaliśmy się lekturze, ceny pomijając dyskretnym milczeniem - wiadomo, Rynek, marka obiecująca rozkosze podniebienia - warto za to zapłacić.
Moja czekolada klasyczna pomarańczowa okazała się niezbyt gęstym płynem nalanym do szklanki ozdobionej kawałem pomarańczy, okraszonym odrobiną skórki pomarańczowej. Kandyzowanej. Oczekiwałam zachwycającego połączenia delikatnego aromatu syropu z pomarańczy z aksamitnym smakiem czekolady, tymczasem ozdoba szklanki pachniała zupą jarzynową (sic!), w czekoladzie oprócz cykadek znajdowała się glutowata substancja przypominająca oranżadę z dodatkiem galaretki.
Pchełki czekolada mleczna z orzechami laskowymi była słodka do obrzydliwości. I rzadka - jakby do deserowej dolać mleka. Zalatywała podejrzanie migdałami (może był to cyjanek?), a zbrylone orzechy mielone (według menu - siekane) nie dawały się rozmieszać mimo największych chęci.
Lubego czekoladę klasyczną z chili podano posypaną czymś pomarańczowym. I z buteleczką Tabasco (tak!) do smaku. Gęstość właściwa, ale daleko było temu napojowi do azteckich afrodyzjaków.
O serniku nie napiszę nic, bo nie jest wart ani jednego słowa. Ale pijalni dam jednak szansę. Za kilka miesięcy, jak mi po glutach E-110 minie niesmak.
Kije-samobije
- Nie no, nikt mnie nie rozumie, idę się zabić... - oznajmiam dramatycznie.
- Dobrze, ale łazienka jest zajęta - ostrzega przezornie Pchełka.
Wstawaj, szkoda dnia!
- Wstawaj! - woła do mnie On, rozsuwając zasłony.
- Nieee... - mruczę niechętnie, odwracając się od światła.
- Wstawaj! - powtarza, ściągając ze mnie kołdrę.
- Nie mogę...
- Dlaczego niby?
- Bo jestem wielką, grubą babą...
- No i co z tego? I tak musisz wstać!
- Nie mogę... Jestem gruba jak matka Gilberta Grape... A jak ona wstała, to źle skończyła...
Portfel
(Znów nieprzyzwoicie, On ostatnio kosmate myśli ma.)
- Mam brać portfel?
- Nie wiem. Jaki portfel?
- No, port-fel. Port-fell-lat-io. E, nie biorę.
Prosto!
- Kochanie, wyprostuj się.
- Co? - pyta On zdejmując słuchawki z uszu.
- Wyprostuj się!
- Mam sobie wyprostować kręgosłup?
- Tak!
- Moralny?
- Nie, oralny!
Mądrze w łóżku
- Kochanie, idziemy do sypialni. Tu piszą, że seks czyni ludzi mądrzejszymi.
- My już mądrzejsi nie będziemy... - wykręca się On przed wyrwaniem z poobiedniej sjesty.
Ten czy tamten?
Mam nowy-stary komputer, tzn. Jego dawny komputer z moim starym dyskiem (i systemem, i plikami).
- Rany, jak mnie czasem WKURZA ten komputer! - warczę tuż przed wyjściem.
- Kochanie - zwraca mi spokojnie uwagę On. - To nie TEN komputer.
- I już nie ma prawa mnie wkurzać, tak? Bo nie jest TEN, tylko TAMTEN?
Skutki jedzenia hamburgerów...
Szukam w sieci przepisu na hamburgery.
- Ty wiesz, tu jest przepis Kuronia na hamburgery... Z 250 g mięsa NA OSOBĘ... No, ale nic dziwnego, wiesz, jak Kuroń wygląda...
- ...ł.
- Co ł?
- Wyglądał. Umarł niedawno.
- Kochanie. Myli Ci się z Jackiem.
- Nie myli mi się nic!
- No, racja - przyznaję po obejrzeniu źródeł wikipedyjnych. - To jutro wam nie zrobię TYCH hamburgerów.
Puszka po piwie
Pod naszym oknem w dużym pokoju jest żywopłot. Nasi sąsiedzi z góry wyrzucają przez okna śmieci, które często trafiają właśnie na żywopłot, przez co są bezlitośnie wyeksponowane, jak na cokole.
- Wyobrażasz sobie, że ta puszka nadal tam leży? - mówię do Niego przy okazji podlewania kwiatów. - 3 miesiące!
- Kochanie, to jest NOWA puszka. Po Calsbergu, nie widzisz? Taka żywozielona, nowiutka. Tamtą już dawno ktoś sprzątnął, ta jest świeżo wyrzucona - odparł On z miną znawcy.
Wybory prezydenckie
- A ty na kogo zagłosujesz? - zapytano dawno temu Jego Siostrę.
- Ja będę głosować... na kotka - odpowiedziała Siostra rezolutnie.
On mi wczoraj zacytował ten tekst, zmieniając jednak kotka na pieska.
- Kochanie, ale to chyba było "na kotka" - zwracam Mu uwagę, dykteryjka była mi znana.
- A może "na kotka"... Ja byłem przekonany, że z nią to "na pieska" - zadumał się On i dopiero po chwili pojął, jak dwuznacznie się wyraził.
Skaczący mięsień
Leżymy w łóżku, On się wierci.
- Czekaj, bo mi coś w plecach skacze... Mięsień mi skacze. Muszę jeść magnez.
- Czemu magnez?
- Bo magnez jest na skaczące mięśnie, dlatego!
- A nie potas?
- Nie, magnez. Potas to Atos, Potas i Aramis.
Wiem, że nic nie wiem
Leżymy w łóżku - On jakoś tak sztywno, daleko ode mnie.
- Przytulisz mnie? - pytam głosem Zbolałego Kurczątka.
- Nie.
- Ale... dlaczego..? Czy ty mnie w ogóle jeszcze kochasz?
- Nie wiem.
- Jak to "nie wiesz"?!
- Bo nie można wiedzieć wszystkiego.
Nadzieja matką głupich
- Czemu jesteś na mnie zła?
- Nie jestem na ciebie zła - warczę. - Jestem poddenerwowana. Nadarza się szansa, że X. zniknie z mojego życia, to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe.
- To dlaczego jesteś poddenerwowana? Powinnaś się cieszyć.
- Nie mogę!
- Dlaczego?
- Bo jest szansa, że nie zniknie!
Walentynki
Luby Pchełki je z nami śniadanie.
- Jakie macie plany na Walentynki? - pyta nas.
- Muszę spytać, jak Tato zadzwoni - oznajmia On spokojnie.
- Ale jaki to ma związek z Walentynkami? - pytam zdumiona.
- Jak to jaki? Kocham mojego Tatę.
George Bush w kuchni
On buszuje po kuchni w stanie wyraźnej hipoglikemii.
- Nie ma nic słodkiego - jęczy.
- Jak pójdziesz po jabłka, to za godzinę będzie szarlotka.
- O nie, nie pójdę - jęczy znów On. (Nie znosi wydawać pieniędzy, a więc robić zakupów.)
- To ja pójdę.
- Jak ty mnie kochasz... Kochasz mnie chyba bardziej niż ja ciebie...
- Hm, myślę, że to dobrze...
- Nie, to niedobrze, to jest straszne!
Szarlotka będzie jutro.
