- Kochanie. Te nożyczki są do d... - oznajmił On, z dezaprobatą oglądając tępe ostrza.
- To obetnij nimi jakąś d..., ale za nic innego się nie zabieraj.
- Nie, nie. One są do wsadzania, nie do obcinania - uśmiechnął się szeroko On.
- Mmm, jak fajnie. Ale wiesz, chyba powinieneś obciąć paznokcie.
- Obciąć?! Mam krótsze od twoich! - oburzył się On.
- Może krótsze, ale ostrzejsze.
- Bo to do obrony!
Wolałam nie pytać, przed czym...
Tępe nożyczki
Wiedźmin
Duszności
Bagietka
Warzywa całoroczne
Kampania uświadamiająca małopolskiej policji okazała się kontrowersyjna, ale na tyle dobra, by hasło się przyjęło.
- Idzie wiosna, będą warzywa - mruknęłam odprowadzając wzrokiem jakiś ryczący tłumikiem samochód, poruszający się po obszarze zabudowanym z dużo większą niż przepisowa prędkością.
- Skąd - odparował Luby Pchełki. - Buraki są całoroczne.
Taki mały, taki duży...
Coś do ust
Terminologia branżowa
Cthulhu belly dance
Rymy w parach
- Potrzebuję lupy - westchnęłam nad opornym supełkiem.
- Czego? - On uchylił rąbka słuchawek.
- LUPY!
- Lupa, lupa... Nie mam. A może być kupa? Rymuje się.
W Wermachcie
Unisex
Referując Mu moje poszukiwania kremu pod oczy, dzięki któremu przestałabym wyglądać wreszcie jak kret skrzyżowany z ofiarą przemocy w rodzinie...
- Ja sobie kupię ten z tej męskiej serii firmy L. - postanowił On.
- Hm... Nie jest zły. Wiesz, w zasadzie ma takie dobre recenzje, że moglibyśmy kupić go na spółkę...
Osobliwy komplement
- Kochanie. Nie zachowuj się jak debil.
- Muszę. Przecież jestem debilem. Sama mi to wczoraj powiedziałaś.
- Skąd! Powiedziałam, że jesteś głupszy ode mnie, a to różnica.
- Po tobie to już tylko debil...
Kwestia sporna
Kalambur mazurkowy
- Mama dała nam mazurek - zakomunikował mi On.
- Uhm. To miło. Z kajmakiem?
- Jeden z kajmakiem i migdałami, a drugi...
- ...no? - rzuciłam zachęcającym tonem po długiej chwili ciszy.
- ... z takim... No... Takim czerwonym na sikanie.
- Czerwonym na sikanie..? - powtórzyłam bezmyślnie. - Aaa. Żurawina?
Wybiórczo
Rapa Nui
Historia pewnej święconki
Wata cukrowa
Smak waty cukrowej od dzieciństwa kojarzy mi się z jakąś wyjątkowością - festynem, wyprawą do cyrku czy wesołego miasteczka. Wtedy pozwalano na takie małe grzeszki jak pochłonięcie kilku łyżek cukru w postaci puszystego kłębuszka na patyku.
Teraz można kupić sobie taką maszynę do użytku domowego i raczyć się watą cukrową na co dzień. Ja nie chcę. Straciłaby wtedy całą wyjątkowość.
Pani z "wacianą" maszynką stojąca na krakowskim Rynku to jedna z oznak nadejścia wiosny. Za dwa złote kupuję u niej bezcenną chwilę beztroski i zapomnienia. Jestem tylko ja i biały kłąb słodkiej waty. Przez kwadrans moim głównym zmartwieniem staje się to, gdzie powinnam umyć lepkie palce. Takie chwile są rzadkie, bo muszą być rzadkie - inaczej przestałyby być przyjemnością.
Odwiedziny w sypialni
Dziwna trasa PKP
Trędowate ciasto
O, okno!
- Kochanie, chodź tutaj.
- Po co?
- Obejrzeć tkaniny, z jakich może będziemy mieli rolety.
- MUSZĘ..?
- Musisz, żeby powiedzieć, czy ci się podobają.
- Jeśli tobie się podobają, to i mnie na pewno też.
- Widzisz, gdyby to tak działało... Ale nie działa. Nie wszystko, co mnie się podoba, podoba się i tobie. Przypomnę ci choćby szafki kuchenne.
- No, ładne mamy.
- PRZYSZŁE szafki kuchenne..!
- A. Te. No, bo ty nie masz gustu.
Refleks III
Zrobiłam Mu herbatę, trzyminutową, postawiłam na biureczku.
- Ciekawe, jak tam herbata... - rzucił w przestrzeń On po jakimś kwadransie od wyżej wymienionych czynności.
- No, chyba dobrze...
- Ciekawe, jak smakuje... - dodał tęsknym tonem, zezując znacząco w stronę kuchni, przekonany, że zaparzaczki nadal pławią się w czaju rodem z grypsery.
- Hm. Chyba możesz sam spróbować, stoi tuż przed tobą...
Szczyty porozumienia
- Jestem gotowa - komunikuję Mu.
- Hm? Co mówiłaś? - pyta On po krótkiej chwili.
- Jestem gotowa.
- Jesteś gotowa?
- Hm? Co mówiłeś? - pytam Go po dłuższej chwili.

