Jego zespół grał dziś koncert. Wybrałam się lansować w obcasach i sukience. Przed koncertem podeszłam do Niego i objęłam Go w pasie.
- Kto mnie tu dotyka? - odezwał się On.
- To tylko ja. Ale ja mogę. Jestem groupie.
- Ale groupies muszą sypiać ze wszystkimi członkami zespołu - zauważył On.
- Ze wszystkimi..? - spłoszyłam się nieco. On pokiwał głową całkiem poważnie. - Ojej... No to... chyba jakoś to przeżyję... Ale oni na pewno nie będą chcieli! - dodałam po krótkim namyśle.
- Cóż, JA bym chciał na ich miejscu... - stwierdził złowróżbnym tonem On.
- Nie mam portfela, więc nie zdziw się, jak wrócę później - zakomunikował On.
- Aha.
- Albo jak nie wrócę w ogóle - dodał, jakby to było całkiem logiczne, po czym się pożegnał.
- Powiedział, że nie wróci do domu, bo nie ma portfela - powtórzyłam Pchełce, Lubemu i Klusze. - Jaki związek mają te dwie sprawy, bo nie rozumiem..?
- Cóż, ja mam portfel i wracam dziś do domu - powiedział z pewnym namysłem Klucha.
- Ja mam dwa portfele i wracam do domu - dodałam tym samym tonem.
- My mamy jeden portfel i też wracamy do domu - ucieszyli się Pchełka i Luby.
- Wniosek jest prosty: ci bez portfela nie wracają do domu - podsumował Luby.
Groupie
Deadline
A później ruszyło z kopyta...
Panowie w tydzień zrobili ściany i położyli "flizy" i "terakotę".
Od zeszłego piątku malują. Obiecali, że do środy skończą.
Rzecz jasna, nie skończyli... Ale wcześniej obiecywali, że do końca lipca będzie gotowe - i słowa dotrzymają. Bo w zasadzie na jutro tylko kosmetyczne poprawki. W sobotę przeprowadzka. I
A na razie - koszmar piwnicy w skrócie perspektywicznym.
Od lewej: stare regały zapełnione papierami, piramida z kanapy i krzeseł, odwrócony fotel bujany, niezidentyfikowane kartony z czymś, rozłożone na części pierwsze łóżko, materac postawiony na sztorc.

Kahvathea.pl
W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie...
- Idę do Mordu - oznajmił Luby spokojnie. Wytrzeszczyliśmy oczy. - MORD, Małopolski Ośrodek Ruchu Drogowego - dodał widząc nasze zdziwione miny.
Wóz albo przewóz
- Za co ty mnie tak kochasz, hm? - pytam Go.
- Za to, że jesteś taka ładna... - mruczy On.
- A jak przestanę być ładna, to co?
- To będę cię mniej kochał.
- Wtedy będziesz mnie kochał za osobowość.
- ...? - milczy wymownie On, jakby chciał spytać "jaką osobowość?".
- Za osobowość, którą sobie wykształcę, podczas gdy będą obwisać mi kolejne części ciała.
Słownik Wyrazów Obcych
On dzwoni do mnie w sprawie desek na podłogę na balkonie.
- Są wąskie albo szerokie, i one nie są gładkie, tylko takie żłobione.
- Ryflowane. No, wiem. I?
- Ryflowane... - powtarza On. - Nie wiedziałem nawet, że znasz takie słowa...
Dynamit
- Nie dotykaj mnie, bo wybuchnę - ostrzega Mama, skupiona na grze w Sapera.
"Sweeney Todd"
Typowo Burtonowski klimat. Świetne kostiumy. Johny Depp jak zwykle dziwny. (Czy ten człowiek zagrał w życiu jakąś NORMALNĄ rolę?) Spodziewałam się jednak bardziej tarantinowskiej krwistości, zbytni naturalizm mnie drażnił. Muzyka rozczarowująco nudna, nawet dla takiej jak ja zatwardziałej fanki musicali. Ponadto film utwierdził mnie w przekonaniu, że mój wegetarianizm to nie tylko konieczność, ale i wybór, i zradykalizował moje podejście do tej sprawy na jakiś czas.
Pewnie bez rumuńskiej orkiestry dętej, która akompaniowała nam przy oglądaniu końcówki, lepiej byśmy odebrali ten film. A tak - to prawie jak Kusturica, tylko nudniejsze.
Sweeney Todd, USA/UK 2007
Konstatacja
- Nie chowaj naczynia na lasagne, bo będę w nim robić tiramisu - wyjaśniam Pchełce.
- Aha.
- Tak tylko mówię, żebyś się nie zdziwiła.
- Mnie w kuchni nic nie dziwi - wzrusza ramionami Pchełka. - Tylko kurewstwo mnie dziwi.
- Dlaczego kurewstwo?
- Bo w kuchni rzadko zdarza się kurewstwo - odpowiada enigmatycznie Pchełka.
Na kawę
Pchełka ogląda zdjęcie porównawcze naszej toalety.
- Całkiem przyjemnie - ocenia nowy image.
- Ta toaleta będzie taka przyjemna, że ludzie się będą tam umawiać na kawę! - komentuje On.
Beszamel
Robię lasagne. Piołun uważnie przygląda się każdemu mojemu ruchowi i przymierza się, żeby włożyć łapę do miski z beszamelem.
- On chyba w poprzednim życiu był kucharzem - wołam do Pchełki i Lubego, wyciągając kocią łapę z formy wypełnionej pierwszą warstwą beszamelu.
- Kto, On? - odpowiada pytaniem Pchełka.
- Nie, Piołun! On... - parskam. - On w poprzednim życiu był francuskim pieskiem!
Bambus
Zrobiłam dziś zdjęcie pierwszego prawie skończonego pomieszczenia - czyli toalety. Po powrocie do domu skleiłam zdjęcie przed i po.
- Jaka różnica..! Ale nie wrzucaj tego na bloga - poprosił On.
- Spokojna głowa, wrzucę na Naszą Klasę.
Szufladki dualistyczne
Jesteś psiarzem czy kociarzem?
Podejrzewam, że pan z Herba Thei słysząc nazwę KahvaThea zaniemówiłby ze zgrozy.
Zazdrość - straszna rzecz
Mój rower nie zmieścił się do piwnicy, więc zabraliśmy go do Pchełki i jej Lubego. Stoi sobie spokojnie na półpiętrze, nie wadzi nikomu, przypięty do barierki.Ktoś chyba pozazdrościł. I nie mogę już na nim jeździć. Obie opony są całkowicie sflaczałe. Chyba ktoś się szpileczką pobawił.
Cieszę się tylko, że odpinane koła, tak powszechne w Holandii, nie są szeroko znane u nas. Teraz muszę tylko kupić dwie dętki. Całe koło kosztuje nieco więcej.
Wniosek: rower w piwnicy można trzymać, przynajmniej na naszym osiedlu, ale parkowania na klatce schodowej nie polecam.
Związek przyczynowo-skutkowy
- Ojej, ale masz zimny nosek - mruczy On, całując mnie.
- No, zimny...
- Załóż jakieś skarpetki...
Łapy, łapy, cztery łapy
On zasłaniał okno i wyrwał końcówkę zasłony z żabki. Wspiął się więc na krzesło, żeby przypiąć co zepsuł - i stanął oko w oko z pająkiem.
- Jakie BYDLĘ! - zawrzasnął, nieco sparaliżowany tak bliskim kontaktem swojej arachnofobii i jej obiektu. Jako że odmówiłam interwencji, postanowił wywalić pająka na dwór, korzystając z bliskości drzwi balkonowych, a jako kija używając płachty Wyborczej.
Po chwili próśb i gróźb pająk schował się za zasłoną, a On skapitulował.
- Osiem nóg! - zaczął sarkać, złażąc z krzesła. - Wszystkie normalne zwierzęta mają cztery nogi, albo cztery kończyny! Nawet krokodyl ma tylko cztery łapy!
Bule
Spędzamy weekend z kotami, bo Pchełka z Lubym wyjechali. Rejestr kocich przewinień na dziś: kradzież czereśni z durszlaka w kuchni i gra w bule rzeczonymi czereśniami przy użyciu niedozwolonych części ciała (zęby, pazury).
Cieszę się tylko, że to nie były wiśnie, bo chyba bym zeszła widząc rzeźnię na płytkach w przedpokoju.
Cycata lampa
Wracamy z IKEI z Ottavą.
- A gdzie to szkło? - zapytał On w autobusie, zaglądając ciekawie do pudełka.
- Jakie szkło?
- No, klosz. W tym małym kartoniku pewnie?
- Chodzi ci o ten cycek?
- Cycek?!
- Choć to bardziej jak wymiono wygląda...
- Ach, tak... Wymiono... - zadumał się On.
Tym sposobem mamy już lampę z cyckiem i lampę wędkującą.
Ta lampa nie istnieje
Rok później - mieszkanie już było, ale lampa pasowałaby jak pięść do nosa. Poza tym była droga. "Za dwa lata, jak będzie remont" - postanowiliśmy.
W tym roku okazało się, że Ottava to towar "czasowo wycofany ze sprzedaży". Rzuciłam się szukać na aukcjach internetowych. Rodzime - posucha, a na międzynarodowych ludzie zabijają się o egzemplarze używane.
Dziś byliśmy w IKEI. Dwie Ottavy wisiały sobie spokojnie w dziale Oświetlenie, pod spodem piętrzyło się z dziesięć pudeł wołających "kup mnie". To kupiliśmy... Na dodatek sporo taniej niż na aukcji. I bez nerw.

Dogmat?
Spieszmy się kochać ludzi...
- Kołakowski umarł..! - komunikuję Mu poruszona.
- Co? Znowu?! - pyta On bezmyślnie.
Białe listwy przypodłogowe
Nie wiem, jak będą wyglądały listwy "dąb lakier" przy podłodze "dąb olej" i białych drzwiach. Pociesza mnie jedna myśl - że jak drewniane, to zawsze można pomalować.
Update: Okazało się, że tych drewnianych "dąb lakier" mają tylko 10 sztuk (= 20 metrów bieżących), więc... nie wiem, jak będą wyglądały listwy plastikowe z okleiną "dąb" i gumowymi bokami wyrównującymi poziomy, przy podłodze "dąb olej" i białych drzwiach.
Złota klatka
Nie od dziś obserwuje się nadopiekuńczość obecnych rodziców. Kiedy patrzymy z Pchełką na długą listę tego, czego dzieciom się dziś robić nie pozwala i kolejną długą listę rzeczy, które wymagają ścisłego supervisingu ze strony rodziców, zastanawiamy się, jak udało nam się dożyć do obecnego ćwierćwiecza w całkiem niezłym stanie psychicznym.
- Wiesz, mam wrażenie, że obecnie ludzie traktują dzieci jak takie zwierzątka, które najlepiej dla ich własnego dobra trzymać krótko - zwierzyłam Mu się po lekturze kolejnego ciągu kuriozalnych wypowiedzi na jakimś forum dla matek. - Ja nie zamierzam moich dzieci przykuwać do kaloryfera..!
- A ja zamierzam. Mamy teraz takie ładne kaloryfery... - rozmarzył się On.
'ma
Byliśmy dziś powiadomić PoRa o kilku elementach, o których mu nie powiedzieliśmy.
I dowiedzieliśmy się...
Białe listwy przypodłogowe? 'ma.
Płytki do WC od ręki? 'ma.
Próbnik fug? 'ma.
Nie mieści mi się w głowie, że sklepy mają białe drzwi, a nie mają białych listew. Jutro jedziemy do hurtowni zobaczyć to dziwo na własne oczy - albo wręcz przeciwnie, nie zobaczyć go. XXI wiek, 20 lat wolnego rynku - i 'ma..?
Trening
Pchełka opowiedziała mi o coachingu, przez jaki przechodzi nasz wspólny znajomy K. Rzeczony coaching ma ponoć zbawienny wpływ na życie, między innymi pomaga zmusić się do aktywności fizycznej, której znaczenia nie da się nie doceniać.
- Auć! Werbena..! - upominam groźnie Kotę.
- Co robi? - woła z kuchni Pchełka.
- Czai się na moją spódnicę! Z pazurami! - skarżę się.
- Ależ pozwól jej! - tłumaczy mi łagodnie Pchełka. - Jesteś jej couchem. Dzięki tobie i twojej spódnicy jest aktywna fizycznie.
Piołun także jest fanem mojej spódnicy. Chowa się pod nią jak Józef Koljaiczek z Blaszanego bębenka i tam potrafi siedzieć przez pół wieczoru.
Dla wtajemniczonych
Gramy sobie razem, On i ja. Pchełka obserwuje zza Jego pleców.
- Czekaj na mnie - mówi On.
- Znowu zostałeś w tyle? Tym razem po co? - pytam.
- Lootował - wyjaśnia Pchełka, gwałcąc tym samym Ustawę o Ochronie Języka Polskiego i używając angielskiego loot (łup) jako podstawy czasownika.
- Taki z ciebie looter? - daję Mu mentalnego szturchańca.
- No ba! Looterek!
Spełnij swoje marzenia
Spędziliśmy weekend w Myślenicach, ze znajomymi, których rodzina ma tam letni dom. W domu mieszkał także Wujek - po raz pierwszy spotkaliśmy go na obiedzie.
- Wujku, chodź do nas! - zawołał znajomy, kiedy zobaczył, że Wujek siada przy osobnym stoliku.
- Nie, nie - odparł Wujek. - Zawczasu umyśliłem sobie siedzieć w tym miejscu. A ostatnio spełniam swoje marzenia..! - dodał filuternie.
Łowca: ostatnie starcie
Prolog: po drodze z naszego mieszkania na przystanek jest budka transformatorowa, ozdobiona napisem "ŁOWCY ŻYDOWSKICH NAPLETÓW". Tajemnicą pozostaje, czy autorami wątpliwej ozdoby są sami łowcy, którzy chcieli się popisać (czyli Cracovia), czy może wrogowie łowców (Wisła). Dość, że nazywamy tę trasę "koło domku łowców".
On wrócił wczoraj do domu dość późno (Pchełka już spała). Tuż po wejściu trzasnął drzwiami, aż echo poszło. Podszedł do drzwi balkonowych, kłapiąc klapkami. Zrzucił plastikowe zakończenia parapetów, po obu stronach. Normalnie poltergeist.
- Kochanie, coś Ci spadło w łazience? - spytałam w półśnie, kiedy On wreszcie przyszedł się położyć.
- Nic mi nie spadło. Tylko napletek - rzucił jadowicie On.
- Jak ci spadł, to żaden kłopot... Wołasz łowcę i on ci złowi...
- Jakiego łowcę?
- Łowcę napletków!
- To jakaś kontynuacja "Zegarmistrza światła"..?
Dmuchawce
Ponoć żadna gospodyni nie lubi, jak się jej grzebie w kuchni. Taki ucywilizowany terytorializm. My z Pchełką nie mamy takich problemów - po prostu dzielimy się kuchnią i zadaniami. Dziś ja robiłam ogórkową, a ona tarteletki na deser.
- I jak ci smakuje zupa, kochanie? - rzuciłam w Jego stronę.
- Nie wiem. Jest za gorąca - mruknął On, dłubiąc łyżką w zupie.
- Masz wiatr pod nosem - huknęłam, cytując moją ś.p. Prababcię.
- To znaczy? - spytała Pchełka z pewnym powątpiewaniem.
- To znaczy, że może podmuchać.
- Mogę podmuchać zupę? - ucieszył się On.
- Możesz nawet podymać - huknęła tym razem Pchełka.
Pudło po pizzy
Pełna obaw skontaktowałam się ze sklepem IKEA, dostałam numer do montażystów.
Montażyści powiedzieli, że mam się nie martwić, że oni mają "swoje sposoby" na takie różnice poziomów.
- Pewnie podłożą pudełko po pizzy - stwierdził ponuro On.
- Kochanie, zmywarka jest za ciężka na pudełko po pizzy...
- To wleją beton do pudełka po pizzy i na tym postawią zmywarkę. I skasują za to 1000 zł więcej - przedstawił swoją katastroficzną wizję On.
A ja dziś miałam koszmarny sen o białych fugach na podłodze, WC ze schodkiem zamiast lejka i drewnopodobnych listwach przypodłogowych. Wygląda na to, że przejmuję się bardziej niż sądziłam...
Baza rowerów
Mężczyźni są obrzydliwi
Słuchamy piosenki, do której dodano rytmiczne oklaski. Zaczynam klaskać do rytmu.
- Mogę dodać do tego... uda - mówię, wprowadzając hasło w czyn.
- A ja mogę popierdywać rytmicznie - proponuje On.
Ludzie bezdomni
- Bo wiesz, kochanie, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej - oznajmia sentencjonalnie On.
- Wiem... - odpowiadam z pewnym żalem, myśląc o tym, jaki rozpirz mamy w mieszkaniu.
- A my teraz nie mamy domu - dodaje On boleśnie. - Jesteśmy bezdomni..! - podsumowuje dramatycznie.
Oczywiście
Z całego bloku, nie z jednego pionu.
Oczywiście nasze cztery kaloryfery są podłączone do dwóch osobnych pionów.
Oczywiście piony nie mają osobnych zaworów.
Oczywiście koszt spuszczenia tejże wody będzie odpowiednio większy.
(On woli nawet nie przypuszczać, ilukrotnie większy.)
Oczywiście kaloryfer w sypialni, który miał być przesunięty bliżej rogu, zostanie w tym samym miejscu.
Oczywiście nie jestem zdziwiona.
Idę zawiesić oczy na drzewie i powtórzyć: oczywiście!
Odyseja grzejnikowa
Niedługo później wypłynął kłopot z grzejnikiem w sypialni - nie dość, że nie działa, to na dodatek jest na środku ściany. I rury biegną przez pół pokoju. Co przy orientalnej sypialni i indyjskozielonych ścianach trochę się gryzie. Więc - przesunąć, przy okazji naprawić.
Zatem, co trzeba zrobić, żeby wymienić grzejniki w mieszkaniu?
- uzyskać zgodę spółdzielni na wymianę (pismo z prośbą i do miesiąca czekania),
- skontaktować się z firmą, której spółdzielnia zleca naprawy instalacji C.O. i umówić się z nimi na spuszczenie wody z grzejników,
- skontaktować się z firmą, której spółdzielnia zleca instalację i wymianę podzielników ciepła i umówić się z nimi na demontaż podzielnika i montaż na nowych kaloryferach,
- wymienić grzejniki (robi to uprawniony hydraulik).
Już mam pierwsze siwe włosy.
Zalotnie
Dostałam od koleżanki zalotkę w prezencie urodzinowym. On odpakowywał paczuszkę, bo zapakowano ją pancernie z powodu poczty.
- Mnie to wygląda na wziernik..! - wyrzekł On ze zgrozą, kiedy opakowanie dało się wreszcie zerwać.
Pseudointelektualizm
Podobno im dłuższe słowo, tym wydaje się mądrzejsze. Może to, proste skądinąd, wytłumaczenie usprawiedliwi potworki językowe, które ostatnio często widuję. Utworzenie przymiotnika odrzeczownikowego jest zabiegiem prostym, jednak niektórym sprawia trudność proces odwrotny - zamienienie znajomego przymiotnika w rzeczownik.
I tak powstał pedantyzm - zamiast pedanterii.
Pragmatyczność - zamiast pragmatyzmu.
Ironizm - zamiast ironii.
Patetyzm - zamiast patosu.
Zasłyszane przez Pchełkę rasistaństwo - zamiast rasizmu.
I randomalny - zamiast losowy - to z głównej strony onetowego serwisu blogowego.
(Słowo w tytule notki jest celowo przydługie.)
Zostań piłkarzem
On ogląda serial.
Na ekranie jeden z bohaterów wyczuwa właśnie ruchy swojego nienarodzonego dziecka. Wykrzykuje, że dziecko na pewno zostanie kapitanem drużyny piłki nożnej, bo kopie tak mocno.
- We wszystkich książkach i filmach mężczyźni mówią o tej karierze piłkarskiej, jak tylko czują kopnięcie przez brzuch - wywracam oczami zniesmaczona. - Jakby wystarczyło umieć kopać, żeby zostać piłkarzem.
- Ty też tak kopiesz, że mogłabyś zostać piłkarzem - odparowuje On.
Nie wiem, co miał na myśli...
Impreza
Założenie trawnika wymaga sporo czasu - ale jeśli zabierze się za to kilkanaście osób, skończą pracę najdalej w ciągu dwóch godzin. Idąc tym tropem zastanawiam się nad urządzeniem zamiast parapetówki - refurbishment party, czyli imprezy remontowej. Przeniesienie wszystkich rzeczy z piwnicy nam dwojgu zajęło jakieś osiem godzin, jeśli z powrotem nosić będzie dwanaście osób, zajmie to nieco ponad godzinę.
Inna sprawa, że po takim bieganiu musiałabym podać gościom posiłek górniczy. Co najmniej.
A jutro trzynasty dzień remontu. I piątek do tego.



