Ziemniaki bez futerka
Jak znaleźć żonę?
To proste: wystarczy poszukiwać długo acz uparcie tekstu arabskiej piosenki. Trafiamy wtedy niezawodnie na link do strony pt. Traditional Muslim Matrimonial Site. I do roboty! Na pewno będzie wierząca, a to w naszym kraju bardzo cenione.
Nowomowa
- Aaa, moja herbata! - biegnie On do kuchni.
- A możesz wlać mi do kubka gorącą wodę? - korzystam z okazji.
- Zrobione. Pięć złotych.
- Pięć złotych? Uważaj, żebym ci dzisiaj obiadu nie podliczyła.
- No, chyba cię Bóg opuścił - stwierdza z niesmakiem On.
- No, chyba Cię oko boli - patrzę na Niego z równym niesmakiem.
Uwierz w ducha
Ścielę łóżko. W tym miejscu, w którym zwykle mam nogi (albo i nawet nic nie mam, bo zwykle śpię zwinięta w kłębek, a więc - w nieużywanej części kołdry) dostrzegam plamę.
- Co to za plama? - pytam Go.
- A nie wiem. Pewnie coś z ciebie wyciekło... - wzrusza ramionami On.
- Tak, pewnie ektoplazma...
Komplement, panie władzo!
Byłam w sklepie. Przede mną zakupy robiło dwóch policjantów. Wychodząc ze sklepu zaklęłam pod nosem - stali dokładnie w miejscu, w którym zawsze przechodzę przez jezdnię (dokładnie w połowie odległości między pasami...) i pogryzali batoniki. "Trzeba będzie nadłożyć drogi..." - pomyślałam, po czym zobaczyłam, jak obaj raźno przechodzą przez jezdnię.
Pobiegłam za nimi.
- Przepraszam, czy tu można przechodzić? - spytałam całkiem poważnie.
- No... więc... jeśli nie stworzy pani zagrożenia dla ruchu kołowego... i tego... do najbliższego przejścia jest więcej niż 100 metrów... to można - wyjaśnił policjant między kęsami batonika.
- Aha. Czyli wszystko gra, panowie nie złamali przepisów, ja też nie - uspokoiłam się.
- My nie złamaliśmy, pani złamała - roześmiał się policjant.
- No jak to? Szłam dokładnie za panem! - zaperzyłam się.
- A pani myśli, że my te mundury po to mamy, żeby drałować 100 metrów do pasów?
- Hrmpf. Ja też mam mundur pod kurtką.
- Mundur? Chyba mundurek. Harcerski! - zmierzył mnie wzrokiem policjant.
Christo
(W ogłoszeniu firma zaznaczała, że szukają kogoś nastawionego entuzjastycznie do każdej pracy, kto chętnie podejmie się nawet zapakowania 100 żywych słoni.)
- Śniło mi się, że mnie przyjęła ta firma z wczoraj, i że mi kazali zapakować na nagrody żywe krowy.
- Ach, po prostu śnił ci się Christo?
Trędowato po nocy
Zasypiamy. Całuję Go w rękę, bo akurat ręka jest pod ręką. A raczej - pod ustami.
- Mhmmmm... Nie całuj mnie... - mamrocze On.
- Dlaczego?
- Bo mam parchy.
- Parchy?! - dziwię się.
- No, trąd.
- Trąd?! Co ty wygadujesz?
- Świerzb. Dobranoc.
Nadal nie wiem, o co chodziło.
In vitro
Prywatka...
W związku z podejrzeniami o włamanie na bloga i podmienienie mi tła szablonu spieszę powiadomić, że ten ptaszek, który mówi "włąśnie!", nie ma w dymku literówki, jest to celowy zabieg stylistyczny nawiązujący do literówki, którą z Nim popełnialiśmy nagminnie w czasach pierwszych rozmów online. W końcu stwierdziliśmy, że nie ma sensu się ciągle poprawiać i niech to "włąśnie!" wejdzie na stałe do naszego prywatnego języka.
Jak widać, weszło. I to skutecznie.
Poza tym dziś mój blog był na gościnnych występach w agencji interaktywnej, o staż w której się staram. Gdybym wiedziała wcześniej, że będą go oglądali, to bym napisała coś mądrego, a tak, ech, tylko dialog najnowszy. Prawo Murphy'ego. Jak mnie zatrudnią, to im ciastka przyniosę, te z ostatniego przepisu.
Notatka: mowa o szablonie Birds on a Wire, który wówczas królował na blogu.
Prezencja
Zdejmuję ręcznik z umytych włosów.
- Ooo, widzę, że przykładasz dużą wagę do swojej prezencji - ironizuje On.
- No tak, przykładam. Umyłam włosy.
- Ale wiesz, wyglądasz teraz tak... Modnie! Jak jakaś emo-gwiazda, sama zobacz.
- Emo-gwiazda to jakiś oksymoron, widziałeś kiedyś, żeby emo świecił światłem własnym? Emo-czarna dziura prędzej.
Karmienie na żądanie
Nie miałam dziś apetytu, nie zjadłam obiadu, zostawiłam parówki w cieście na patelni. Wieczorem prasowałam, a On przyszedł do mnie jedząc jedną z moich parówek.
- Chcesz gryza? - spytał mnie z drugiej strony deski.
- Proponujesz mi gryza MOJEJ parówki?! - obruszyłam się.
- Uhm. Dobra jest - mruknął On, przeżuwając zawzięcie.
- Nie, nie chcę - mruknęłam niechętnie, nadal nie mając nastroju na jedzenie. - Ale zobacz, jak to jest świetnie urządzone, ja gotuję, ty jesz, ja prasuję, ty jesz.
- Fczale nie! - zaprotestował On, nadal żując.
- I to jeszcze ja prasuję twoją piżamę, a ty łaskawie proponujesz mi moją parówkę...
Brzydkie i dobre, czyli ciasteczka fryzyjskie
Te ciastka nie mają wiele wspólnego ze znanymi nam ze sklepu "Brzydkimi & Dobrymi", ale są dużo od nich brzydsze, przynajmniej w moim wykonaniu.
Na jedną blaszkę potrzeba 200 gramów mąki, pół kostki margaryny, jedno żółtko (białko zostawiamy!) i 70 gramów cukru-pudru oraz torebeczkę cukru waniliowego. Wyrabiamy z tych składników ciasto, z którego formujemy niezbyt grube wałeczki, jak na kopytka. Te wałeczki trzeba teraz obtoczyć w brzydocie, którą robimy z kilku łyżek posiekanych orzechów lub migdałów oraz takiej samej ilości grubego cukru-kryształu. Wstawiamy tak ozdobione wałeczki do lodówki na jakieś pół godziny, żeby troszkę stwardniały, do towarzystwa dorzucając im nieduży, ale ostry nożyk.
Po tym czasie bierzemy pędzelek i malujemy wałeczki rozmąconym białkiem, które nam zostało, i oklejamy kolejną warstwą brzydoty, po czym schłodzonym nożem kroimy ciastka na niezbyt grube plasterki, które następnie pieczemy w piekarniku rozgrzanym na 180 stopni przez jakieś 10 minut, na złoto-brązowo.
Zapachy papachy
- Hm, coś tu tak dziwnie pachnie...
- To pewnie ja - podpowiada usłużnie On.
- Nie, jakby... Myłeś lustro? - patrzę na Niego podejrzliwie.
- Nie, to mój gin z tonikiem.
...i coś tam klaszcze za borem...
O foce w prysznicu już kiedyś pisałam.
- Tam się coś w kuchni robi? - pyta On, słysząc jakieś dziwne odgłosy, zbyt ciche, by zlokalizować ich źródło.
- Nie... To chyba z łazienki... - podążam za miarowym klaskaniem. - A, to tylko foka w prysznicu! - wołam do Niego, wytrzepując resztki wody ze słuchawki prysznicowej.
- Foka w prysznicu? - dziwi się On.
- No, foka. W prysznicu.
- Chyba foczka... - spogląda na mnie rozkochanym wzrokiem On.
Prawdziwe Masło
- O, niebywałe! Masło bez dodatku wody! - wykrzykuje Pchełka, roztapiając masło na patelni.
- A jakie to? - dopytuję się.
- Góralskie!
- Góralskie jest z dodatkiem spirytusu, który wyparował, jak je podgrzewałaś - stwierdzam z niezachwianą pewnością.
Skąd my to znamy..?
- Słyszałaś może o takiej grupie artystycznej... (tu nazwa)? - pyta wieczorem On.
- Nie. Wygoogle'uj sobie - mruczę zmęczona.
- Po co mam google'ować, jeśli ty jesteś moim google?
Miła aparycja
- Hmmm... Proszą o CV i zdjęcie całej sylwetki... Mam tylko takie w sari, myślisz, że może być? - pytam Go całkiem poważnie.
- Zdjęcie? A po co im zdjęcie?
- To jest ta oferta, gdzie szukają przedstawiciela handlowego, kobiety, o miłej aparycji i niewstydliwą.
- Nie wysyłaj, ja się nie zgadzam. Może będą ci kazali sprzedawać bieliznę i prezentować ją na sobie.
- Piszą, że branża elektryczna i spawalnicza...
- Ja się nie zgadzam i już!
Swoją drogą, poważnie zastanawiam się nad osobną kategorią wpisów "szukam pracy" albo wręcz osobnym blogiem na ten temat. Kwiatki, jakie znajduję w ogłoszeniach, jakie znajduję, rozkładają mnie na obie łopatki.
Niecny plan
Pokozaczyć
Refleks II
Dzwoni do mnie Siostra. Bellydance'owa melodyjka niesie się echem po całym mieszkaniu. Odbieram i rozmawiam. Rzecz tyczy się mojej obecności na jej występie.
- Tak, słucham... Uhm... Uhm... No, chyba... A kiedy? Stycznia czy lutego? Chyba mogę... No... Uhm... Tak, mogę...
- Ale o czym ty w ogóle mówisz? - zwraca się do mnie On poirytowanym tonem.
Refleks I
Informuję Go, że idę do sklepu i że na obiad będzie domowa pizza. On przyjmuje do wiadomości. Po półgodzinie pizza czeka, aż piekarnik będzie gotów na jej przyjęcie, a ja w najlepsze siedzę sobie przy komputerze i radośnie wysyłam kolejne CV.
- To idziesz do tego sklepu? - warczy On tonem Polaka głodnego.
Od serca
Dzisiaj tylko jedno słowo zasłyszane: "k...a!".
Nie byłoby w tym nic dziwnego - wszak w naszym pięknym kraju to słowo potrafi zastępować właściwie wszystkie inne części mowy tudzież znaki interpunkcyjne. Jednak tym razem wykrzyczane zostało przez okno mieszkania o numer wyższego niż nasze, a więc naszego sąsiada po przekątnej. Wykrzyczane przez specjalnie w tym celu otwarte okno. Na cały głos.
Pan chyba jakąś terapię odbywa, bo krzyczy raz na dzień-dwa, o różnych porach.
Bez serc, bez ducha
On chciał mnie przytulić i wcelował mi łokciem w skroń.
- A wiesz, że tak można komuś mózg uszkodzić? - jęczę jako Zbolałe Kurczątko.
- Na pewno, tylko ten ktoś najpierw musi MIEĆ mózg... Oczywiście, ty masz, więc przepraszam - reflektuje się On.
Chcę oglądać twoje nogi...
Oglądamy serial.
- Masz idealne nogi - mruczy bohater do bohaterki.
- Ona ma idealne nogi - naburmuszam się. - W ogóle jest ładniejsza ode mnie. Nie oglądam dalej.
- Ależ nie, kochanie, wcale nie jest ładniejsza od ciebie... - pociesza mnie On, jednym okiem zezując na ekran. - Poza tym ma więcej w głowie od ciebie - dorzuca krzepiącym tonem.
Ja się obrażam.
- Znaczy... Przejęzyczyłem się! Oczywiście, TY masz więcej w głowie od niej! - próbuje się czepić brzytwy On.
Nuda
Piątkowy wieczór. On wybiera się wieczorem na koncert o proktostomatologii. Ja zostaję w domu.
- Może zagram sobie w Gotowe na Wszystko? - rozważam na głos.
- Mogłabyś sobie zagrać.
- A mogłabym też... poprasować... - wzdycham ciężko.
Ale bigos!
Mój Tata uszczknął był z poświątecznych resztek nieco bigosu dla nas. Torebka po przyjeździe do Krakowa została troskliwie umieszczona w zamrażalniku, a ja upajałam się świadomością, że mamy coś na czarną godzinę. Wiadomo, kryzys, nigdy nie wiadomo, co przyniesie dzień.
Bigos jednak zaczął lekko zalatywać i choć nie był to zapach niemiły, to zaczęło nim przesiąkać całe sąsiedztwo bigosu, a więc mrożone ptysie, lód do drinków, torebki z żelowymi okładami, lody wiśniowe oraz mrożony groszek. Zdecydowaliśmy, że bigos zostanie pożarty, a zamrażalnik poddany procesowi rozmrażania i szorowania.
Tak się stało... Jednak ilość kapuścianego winowajcy była na tyle duża, że jedliśmy go przez dwa dni, a więc nocował w lodówce, w sąsiedztwie innych produktów spożywczych. I woniał, kusząco, acz charakterystycznie.
- Ser pachnie bigosem - zauważył dziś rano On, ze smętną miną krojąc rzeczony ser.
- Po obiedzie zostanie z bigosu tylko wspomnienie, nie martw się.
- Mam nadzieję! W lodówce stoi moje piwo, nie chcę, żeby zaczęło pachnieć bigosem!
On Monk
- Zaraz wychodzę - informuję Go.
- A dokąd?
- Idę na polowanie na płaszcz.
- Aha. Sama?
- No sama, nie chciałeś ze mną iść.
- Nie mam dzisiaj czasu... - wzdycha On. - Chyba że nie będę musiał odbierać komputera, wtedy mógłbym z tobą iść.
- Aha. A musisz odbierać?
- Nie wiem, nie dzwoniłem jeszcze.
- To zadzwoń...
- Za kwadrans.
- Czemu za kwadrans?
- Czekam, aż będzie taka równiutka, ładna dwunasta.
Czcij ojca swego...
On kupuje nowy komputer, dofinansowany przez Jego Tatę. Komputer jest na razie w fazie "zamówiony".
- Tato powiedział, żeby do nowego komputera zamówić kartę telewizyjną, żeby mógł oglądać TV, jak do nas przyjedzie - oznajmia On.
- Aha. I zamówiłeś?
- Nie.
"Ociec, prać?"
Segreguję pranie.
- Ciągle tylko pranie i pranie - narzeka On.
- Co poradzisz, dwie osoby to czternaście par majtek i dwadzieścia osiem sztuk skarpetek tygodniowo. Normalna rzecz.
- Ja już wszystko noszę po kilka dni, żeby nie trzeba było prać tak często... Koszulki, spodnie, a skarpetki wietrzę tylko...
- Majtki wystawiaj na noc na balkon. Ja tak robię.
- Ciekawe, co pomyślą sąsiedzi...
- Majtki stały na balkonie... Sąsiad dołem defilował... - nucę. - Nic nie pomyślą.
Swoją drogą, czy dwie-trzy pełne pralki tygodniowo to tak dużo?
Łacina kuchenna
Siedzę w kuchni, On robi obiad podśpiewując pod nosem.
- Flitu-didu, flidu-titu... Fiksum-dyrdum... - nuci On.
- Nogus curvus - mruczę pod nosem ponuro.
Katechetką być...
Nadal szukam pracy.
- Bo wiesz, ja już nawet myślałam, żeby do CV dołączać zdjęcie w stroju do belly dance - zwierzam Mu się, preparując kolejną wersję listu motywacyjnego.
- A po co? - dziwi się On.
- Wtedy nikt nie pomyśli, że jestem zakonnicą. Albo katechetką.
- Ale to byłoby niepoważne, kochanie. Co innego, gdyby twoim hobby była gra w golfa...
- Wtedy to bez sensu, przecież zakonnica może grać w golfa.
- A nie może tańczyć brzuchem..?
Sierociniec
Wychodząc z domu poślizgnęłam się i wykręciłam sobie kostkę. Ze spuchniętą nogą pokuśtykałam do domu, po czym skacząc w skarpetce do łazienki wywróciłam się na kafelkach i obiłam kość ogonową o ostry próg.
- Pożałuj mnie... - zwracam się do Niego głosem Zbolałego Kurczątka.
- Moja ty biedna... - posłusznie żałuje On. - Ale wiesz, że się nad tobą lituję tylko dlatego, że taka z ciebie sierota?
- Wiem... - pociągam nosem.
- Za to z tej okazji zrobię obiad.
- Skoro tak, to mogę sobie wykręcać kostki nawet codziennie...
Oparciem być...
Siedzę Mu na kolanach.
- Kochanie... Możesz mi nie wbijać łokcia w plecy?
- Muszę. Jesteś dla mnie oparciem.
(Zamieszczone dzięki przypomnieniu Pchełki.)
Kocimiętka
Ich Kota w rui zachowuje się całkowicie typowo dla swojego gatunku. Obserwuję ją, jak się męczy.
- Bidula... Może kupcie jej jakiś koci wibrator czy coś... - wysuwam nieśmiałą propozycję.
- Właśnie! - przyłącza się z zapałem On.
- Dobrze, ale to wy będziecie go obsługiwać... - mówi powoli Luby, patrząc na nas nieodgadnionym wzrokiem.
Pomoc domowa
On i Pchła siedzą w Ich "serwerowni" i bawią się komputerami.
- Idź zrobić herbatę - wypycha Lubego do kuchni Pchła, po czym zaczyna coś do mnie mówić. Ja, wiedziona chęcią pomocy, podążam za Lubym, ale widząc, że tylko nastawił wodę, wracam do serwerowni.
- A gdzie ty byłaś..? - mierzy mnie surowym wzrokiem Pchła.
- No... Poszłam spytać J., czy mu nie pomóc, ale on poszedł do toalety, więc...
- ...więc nie potrzebuje pomocy - kończy stoickim tonem On.
Widziały gały...
Siedzimy w knajpie, ja na Jego kolanach (na Jego życzenie). On miętosi mi brzuch.
- Kochanie, nie miętoś mnie - zauważam łagodnie.
- Miętoszenie jest wliczone w cenę zaręczyn - zauważa Luby Pchły tonem smakosza, miętosząc Pchłę.
- Właśnie! Widziały gały, co brały! - podsumowuje Pchła.
Po chwili:
- Możesz usiąść na drugim kolanie? Jesteś za ciężka... - stęka On.
Ekologicznie w nowym roku
Książeczka mieszkaniowa
I z książeczką. Z czystymi stroniczkami.
Ptaki na drucie
Ptaszek najbardziej po prawej to ja, zachęcająca Go do gadania. Kolejny to On, robiący Ptaka-Dziwaka (też muszę o tym napisać kiedyś). Kolejne ptaszki to metafora czytelników w liczbie mnogiej.
Dziękuję Ryfce - za linka, randomness - za szablon, Cohenowi - za inspirację.
Thank you, randomness, for this cute template. Greetings from frozen Poland!
Notatka: Strona randomness już nie istnieje. Szablon, o którym mowa, można ściągnąć w różnych miejscach w sieci, nazywa się Birds on a Wire.
Wysoka kultura osobista
- To właśnie nie jest wysoka - stwierdza z niesmakiem On.
Alma, czyli koza
- Bo ty byś chciał mieć zwierzątko zamiast mnie - mruczę obrażonym tonem.
- Ależ wcale nie! Gdybym chciał mieć zwierzątko, to kupiłbym kozę. Nie gadałaby tyle przynajmniej.
Czas Białego Zimna i Wilczej Zamieci
Dziś w Krakowie -15, odczuwalna temperatura prawie -20. Amplituda temperatur między "polem" a mieszkaniem wynosi prawie 40 stopni, ale ja i tak poję się herbatą z rumem i drżę z zimna.
I przypomniał mi się taki piękny tekst z I roku studiów, kiedy to mieliśmy zajęcia w malutkich salkach dawnego kolegium jezuickiego, wyposażonych w równie malutkie grzejniczki. Temperatura była podobna do tej obecnie, ale mimo to na ćwiczeniach z etnologii religii okno było otwarte na oścież. Pan doktor prowadzący ćwiczenia zawsze pytał nas na początku zajęć tonem wyszukanie uprzejmym:
- Wolą państwo się udusić z braku tlenu czy zamarznąć?
- Udusić! - odpowiadaliśmy.
- Ja wolę zamarznąć, pozwolą więc państwo, że otworzę okno - uprzejmym tonem oznajmiał pan doktor.
A my siedzieliśmy w płaszczach.
Zielony ma garniturek
- Chooodź do łóóóóżkaaa... - marudzę Mu.
- Nie - ucina krótko On.
- To idę do kuchni. Po ogórka. Dobrze, że go zabrałam od A. i J.
- Idź, idź, tylko że J. już go używał...
A ja nie, po prostu nie!
Telefony, telefony, bez przerwy drrr..!
Sobotni wieczór, mocno po północy. Zasypiamy przytuleni. Nagle Jego telefon dzwoni.
- Ki..? - mamrocze On. Dzwonek się wzmaga, natręt. Wreszcie On odbiera. - Tak..? No..? No, tak trochę... Uhm... Uhm... Tak - odkłada słuchawkę. - Dzisiaj mój kolega K. ma urodziny. Wysłałem mu smsa z życzeniami. Teraz z jego numeru dzwoniła do mnie dziewczyna i koniecznie chciała wiedzieć, czy jestem kobietą, czy mężczyzną.
- Aha. I co odpowiedziałeś?
- Jak to co? "Tak trochę".
Audiobuk
Słuchamy audiobooka, tym przemiłym i jakże bezmyślnym sposobem zabijając czas i jednocześnie odbębniając lekturę serii o pewnym nastoletnim czarodzieju.
- Zrobisz mi śniadanie? - przypomina Mu się nagle.
- Em... Sądziłam, że już jadłeś. Wstałeś przede mną.
- A nie, nie jadłem.
- To zaraz Ci zrobię... Ejże, czemu wyłączyłeś Fronczewskiego?
- To z głodu.
Podejrzliwy koteczek
- Kochasz mnie, koteczku? - pytam Go pół żartem, pół serio.
- Uhm... A co zepsułaś, że pytasz?
Noworoczna dyspensa
- Dzisiaj jest piątek? - upewniłam się, wkraczając do kuchni krokiem władczym.
- O-o... - mruknął zaskoczony On znad kanapek z szynką.
- Nic, jedz, jedz. Dzisiaj możesz, bo wczoraj był Nowy Rok - wymyśliłam na poczekaniu.
- Był. No i co?
- No i to, że nie mogłam ci kupić sera.
- Ale dzisiaj możesz... - wpadł w pułapkę On.
- Dzisiaj to i ty możesz, dlatego idź do sklepu i nie grzesz więcej.
Terminarz
- Chcecie terminarz Lufthansy? - zagaduje nas tuż przed wyjściem Luby.
- Nie... Ja wczoraj kupiłam... - odpowiadam z żalem.
- Ten jest jakiś dziwny - stwierdza Luby, wyciągając z terminarza jakąś dziwną harmonijkę.
- Ja mam różowy. Z wydawnictwa świętego Pawła.
- Myślałam, że z wydawnictwa świętej Barbie... - przyznaje z pewnym wstydem Pchła.
Happy New Year!
Piosenkę każdy powinien znać - a jeśli nie zna, klika tutaj.
I słucha.
No more champagne
And the fireworks are through
Here we are, me and you
Feeling lost and feeling blue
It's the end of the party
And the morning seems so grey
So unlike yesterday
Now's the time for us to say...
Happy New Year!
Pchle i Lubemu oraz Kocie dziękujemy za towarzystwo i nocleg, oby częściej. Pozostałym czytelnikom życzymy roku lepszego niż poprzedni oraz dotrzymania noworocznych postanowień.



