Regulacja głośności


Jedziemy autobusem we trójkę - On, ja i mój katar. Wycieram nos, rozpaczliwie dmuchając w chusteczkę.
- Może głośniej..? - pyta zjadliwym tonem On.
- Nie umiem głośniej...
- To może ciszej?

28 marca 2009

Białe szafki kuchenne..?


Białe szafki kuchenne..?

Po piątkowej wizycie w sklepie IKEA On wreszcie zdecydował, co Mu się podoba, a co nie - stanęło więc na wyborze pomiędzy dębiną a białym laminatem. Nie będę tu roztrząsać plusów i minusów obu rozwiązań - zastanawia mnie bowiem inny aspekt tej sprawy...

Już kilka osób mi te białe odradzało - bo wciąż wyglądają na brudne, bo widać na nich każdą plamkę, bo są niepraktyczne, bo żółkną. Przyszło mi do głowy jednak pytanie: czym czyszczenie białej laminowanej szafki różni się od czyszczenia białej lakierowanej lodówki? Podobne tworzywo, lokalizacja ta sama, w przypadku lodówki prawdopodobieństwo zbrudzenia nawet większe...

A na białe lodówki nikt nie narzeka, od lat. Mimo że rzeczywiście żółkną, czego o szafkach powiedzieć się nie da.

Edit z sierpnia 2011 - 2 lata po remoncie.

Kupiliśmy białe szafki.
Nie zżółkły.
Czyszczę je standardowo, raz na parę miesięcy.
Wilgotną mikrofibrą.
Bez środków chemicznych, laminat jest gładki, wszystko ładnie schodzi.
Brudzą się dokładnie tak jak te wcześniejsze, zielone.
Powiększają naszą blokową kuchnię (8,5 m2 i 16 szafek!).
Poza tym polecam kuchnie z IKEA - są solidne i... najtańsze (wbrew pozorom).

Kichanie na prasowanie


Kichanie na prasowanie

Od kilku dni męczy mnie paskudny katar, mimo to postanowiłam jednak poprasować.
- Skończyłam! - obwieszczam odkładając ostatnią sztukę odzieży: jedwabną spódnicę z koła na podszewce, w skrócie Wymysł Szatana.
- Gratuluję. Masz teraz spokój.
- Skąd. Muszę dzisiaj nastawić pranie. Albo i dwa. Prasowanie nigdy się nie kończy, trwa i trwa... Do końca życia... - wygłaszam natchnionym tonem.
- Prasowanie się nie kończy, ale życie się kończy - oznajmia z pewnym zadowoleniem On.
- Życie się kończy, ale prasowanie zostaje. Na zawsze - podsumowuję.

Selekcja nienaturalna


Selekcja nienaturalna

- Ty mówisz, że mamy za małą szafę, a ja myślę, że mamy za dużo ubrań - marudzi On upychając z niejakim trudem swoje ciuchy w szafie.
- O przepraszam. Ja ostatnio zrobiłam selekcję. Mam ubrań optymalną ilość. Może powinieneś przejrzeć swoje i oddać te, których nie nosisz?
- Powinienem. O, na przykład ten sweter. W ogóle go nie noszę.
- Kochanie. To jest MÓJ sweter.
- No, właśnie dlatego go nie noszę.

27 marca 2009

Śląsk vs. Podlasie


Śląsk vs. Podlasie

Koniec języka
Pchełka rzuciła parę refleksji na temat różnic językowych, ja pozwolę sobie dorzucić swoje - bo jeśli ósmy rok ścierają się ze sobą dwie osoby wychowane w tak różnych regionach jak Śląsk i Podlasie, dorzucając do swojego słownika wyrazy rosyjskie, galicyjskie, czeskie i ukraińskie (takie wpływy mamy w naszych rodzinach, a nawet wśród przodków), to nieporozumienia językowe są i będą.


Choroba grafomanki


Choroba grafomanki

- Cierpię - wygłosiłam, pojawiając się w kuchni z zatkanym nosem.
- Aha - kiwnął głową On.
- ...mój nos cierpi. Cała cierpię ja.
- Masz teksty jak Coma - podsumował z niesmakiem On.

26 marca 2009

Trendsetterem być...


Trendsetterem być...

- Założyłeś koszulę w prążki do swetra w kratkę... - wzdycham.
- No i?
- To jest znak, że powinnam wstawać wcześniej i przygotowywać ci ubranie...
- Dlaczego?
- Bo nie nosi SIĘ w ten sposób.
- Aha. To jestem trendsetterem..?

25 marca 2009

Kreatywni blogiści


Kreatywni blogiści

Wyróżnienie "Kreativ Blogger Award" to jeden ze sposobów promocji bloga, a przy okazji symboliczna laurka, którą często darują sobie całkiem obce osoby będące częścią blogowej społeczności, czyli blogosfery. Taki sympatyczny łańcuszek - a przy okazji pierwsza okazja dla mnie do wzięcia udziału w blogowej zabawie.



Zasady nominacji są następujące:
1. Wstawić na swój blog logo zabawy.
2. Podać link do bloga osoby, która nam to wyróżnienie przyznała.
3. Nominujemy co najmniej siedem innych blogów do tego wyróżnienia.
4. Podajemy "namiary" na wyróżnione przez nas blogi i zostawiamy komentarz z wiadomością o nominacji na tych blogach.

Honorowym wyróżnieniem obdarowała mnie anowi, której dziękuję i obiecuję, że postaram się nadal pisać tak, żeby i ona, i wszyscy inni mogli się uśmiechać przy czytaniu. Choćby do monitora.

A teraz trzeba zajrzeć do innych kreatywnych:

PCHEŁKA
Bo Kahvathea, Kota i Luby. Bo pęd ku spełnianiu marzeń. Bo optymizm, którym dzieli się ze mną, a jak brakuje, to ja dzielę się z Nią swoim.

Bo jak już napisze, to jest Napisane, a jak coś powie, to roztropnie.

Bo domena była wolna. A zaglądać warto, bo pachnie kawą i aspiracjami.

MAUZONKA
Bo niestrudzenie lobbuje, edukuje i afirmuje w kwestii dobrze dobranej bielizny. Niezbędna strona dla każdej kobiety, a przy okazji przyjemna lektura, bo Mauzonka lekkie pióro ma.

KAŃCIA
Bo radość życia i Magritte. I bo brak rękawiczek w marcu, prawdziwy heroizm ideologiczny.

Bo się dobrze czyta. Po prostu.

Za tytuł bloga, za zdjęcia, na których widok ślinka cieknie, i za inspiracje.

A tak naprawdę to każdy blogista jest kreatywny. Blogista - bo to ładniej brzmi niż żywcem zapożyczone blogger. Dodam, że wszystkie wymienione przeze mnie w tym poście osoby mogłyby chyba z czystym sumieniem podpisać się pod motto akcji Bykom Stop.

Łamanie kołem


Łamanie kołem

- Może połóż się jakoś... odwrotnie? - proponuje mi On wieczorem.
- Zaraz Ci rękę złamię i tyle z tego odwrotnie będzie - mamroczę, niechętnie przewracając się na drugi bok.
- Lepiej rękę niż serce - wzdycha filozoficznie On.

24 marca 2009

Chorobliwy egoizm


Chorobliwy egoizm

On myje ręce, ja myziam Go po plecach.
- No co..? - rzuca zniecierpliwiony On.
- Nic... Przymilam się... - mówię głosem zbolałego kurczątka.
- Po co?
- Żebyś mnie przytulił... - wyjaśniam niepewnie na widok Jego stanowczej miny.
- Po co?
- No... Żeby mi było przyjemnie...
- No widzisz! Tylko o sobie myślisz! - podsumowuje On groźnym tonem.

23 marca 2009

Chodzący ideał


Chodzący ideał

- Jesteś moim chodzącym ideałem - oznajmia On.
- Aha. A dlaczego? - dopytuję się nieco zdziwiona nagłym wybuchem uczuć.
- Bo Christopher Reeve był siedzącym.

Hałda


Hałda

- Wszędzie te twoje ciuchy zalegają - zaczął narzekać On.
- Cóż, zalegają - zgodziłam się, wzruszając ramionami.
- Robisz kolejne hałdy tylko zamiast je raz a dobrze sprzątnąć. Po co te hałdy, dlaczego..?
- Bo widzisz, ja jestem ze Śląska... To miły dla mojego oka krajobraz, takie hałdy.

22 marca 2009

Samokrytyka


Samokrytyka

- Nie mogę do was przyjść, bo jestem chory - zwierzył się On Pchełce.
- Znowu? - zdziwiono się w odpowiedzi.
- Uhm. Bo jestem takim chorowitym siurkiem.
- Dlaczego powiedziałeś, że jesteś chorowitym siurkiem?
- Bo przecież nie powiem, że jestem chorowitym kutasem!

20 marca 2009

Nasciturus


Nasciturus

On jest chory, mnie spóźnia się okres, więc nastroje w mieszkaniu minorowe.
- A jak jestem w ciąży? - rzucam wbrew wszelkim racjonalnym przesłankom.
- Jak jesteś w ciąży, to nic nie mogę zrobić...
- Możesz uznać dziecko i zapewnić nam obojgu godziwy byt - wygłaszam patetycznie. - Ale to dopiero jak się urodzi.
- Nie, mogę zrobić jeszcze jedną rzecz: umrzeć.
- Bez sensu. I z czego będziemy żyli?
- Sprzedasz moją gitarę, piec i efekty.
- Nie mogę, bo nie dziedziczę po tobie!
- Nasciturus - wygłasza On natchnionym tonem.

Aha.

19 marca 2009

Dlaczego łapie skurcz?


Dlaczego łapie skurcz?

- Auuu! - jęczę masując sobie stopę.
- Co cię boli?
- Stopa! To z boku tu, o!
- Skurcz cię złapał?
- No nie! Przecież tu nie ma mięśnia!
- Jest, jest. Masz po prostu lagi w przekazywaniu informacji od mięśnia do mózgu i dlatego skurcz cię złapał.

Carum est quod rarum est...


Carum est quod rarum est...

...czyli cenne jest to, co rzadkie.

- Ten peeling wygląda jakby ktoś zrobił kupę do wanny - zauważam spłukując pachnące cynamonem resztki z białych ścianek.
- A skąd wiesz? Robiłaś kiedyś kupę do wanny?
- A musiałam robić, żeby wiedzieć, jak wygląda? Mogłam widzieć gdzie indziej.
- Ale gdzie indziej to nie to samo co na wannie - stwierdza z całą pewnością On. - Bo kupa rządzi się swoimi prawami - dodaje z namaszczeniem.

18 marca 2009

Cacy, cacy, piersi na tacy


Cacy, cacy, piersi na tacy

Na forum tanecznym rozgorzała dyskusja, czy buły powstające w wyniku założenia zbyt ciasnego stanika są sexy, czy niekoniecznie. Prezentowana na zdjęciu pani to bardzo znana, uzdolniona i podziwiana amerykańska tancerka, której wdzięki praktycznie na każdym zdjęciu są "podane na tacy" w ten oto sposób.



- A ty uważasz, że buły są sexy? - zagaduję Go.
- Hm? Jakie buły? - pyta nieco nieprzytomnie On, omiatając mój dekolt wzrokiem.
- No, jak piersi wyłażą z za ciasnego stanika. Jak się na coś takiego zapatrujesz?
- Dobrze to ujęłaś: zapatruję się...

Kraków czy Faerie?


Kraków czy Faerie?



Elf Service! To nie Śródziemie, tylko krakowski Dym.

17 marca 2009

Muchy w nosie


Muchy w nosie

- W tym soku pływa muszka! - skarży się On zniesmaczony.
- To wyłów.
- Jeszcze się rusza!
- No to zjedz, nie czekaj, aż zdechnie, padlinę jeść niezdrowo.

***
- Muszka wpadła mi do nosa... - stwierdzam rozżalona pod koniec Złego Dnia.
- Ojoj... Biedactwo... - żałuje mnie On.
- To wszystko jest ponad moje siły... - wybucham rozpaczliwym szlochem. - Wszystko mnie dzisiaj tak strasznie wkurza albo męczy, a na koniec jeszcze muchy w nosie...
- O, moja droga, muchy w nosie to Ty masz od rana!
- Ale teraz... dosłownie! - ryczę Mu w koszulkę.

Trzeba przyznać, że stanął na wysokości zadania. Pocieszył i potulił.

15 marca 2009

Zupa z trupa


Zupa z trupa

- Ładny masz makijaż - zauważa Tata. - Trochę trupi, ale ładny.
- Trupi? Różowy, Tato! Widziałeś kiedyś różowego trupa?
- Tak. Zawsze.

Lingwistyka stosowana


Lingwistyka stosowana

Byłam u fryzjera.
- I jak ci się podoba? - pytam Go.
- Co podoba?
- Włoski.
- Bardzo... francuski.
- Dlaczego francuski?!
- A dlaczego włoski?!

13 marca 2009

Przemowa


Przemowa

Ja JUŻ leżę w łóżku, On JESZCZE siedzi przy komputerze.
- Chodź już spać, no... - marudzę.
- Kochanie. Przestań do mnie p r z e m a w i a ć - komenderuje z namaszczeniem On.

12 marca 2009

Satysfakcja gwarantowana


Satysfakcja gwarantowana

Zatrudniłam dziś Go w kuchni do obierania pieczarek i ziemniaków.
- Jak idzie? - pytam wchodząc do kuchni.
- Dobrze - odpowiada On trąc ostatniego ziemniaka na tarce. - A wiesz, że udało mi się kupić dokładnie dwadzieścia pieczarek?! - oznajmia puchnąc z dumy. Na blacie obok Niego - fragment falangi obranych pieczarek, pięć rządków po cztery grzyby.

Mężczyźni to urodzeni myśliwi.

11 marca 2009

Z półobrotu


Z półobrotu

On często żartuje sobie z mojego gadulstwa, co mnie doprowadza do szału.
- Wiesz, mógłbym ci po prostu mówić "zamknij japę".
- Wtedy byś mnie już nigdy nie zobaczył.
- Właśnie. A nie mówię ci "zamknij japę".
- Jakbyś mi coś takiego powiedział, to byś...
- ...wiem, już cię nigdy nie zobaczył - kiwa głową On.
- Nie! Dostałbyś w mordę! Bo zmieniłam zdanie.
- W mordę?
- Tak. Z buta, z półobrotu - mamroczę mściwie.
- Kochanie - zaczyna rozbawiony On. - Nie dałabyś rady kopnąć mnie z buta z półobrotu.
- Nie? Mogę ci udowodnić. Zdjęłabym but i bym ci dała w mordę, o!

10 marca 2009

Z ważną książeczką i doświadczeniem zdjęcia twarzy.
Niestety, nie mam takich doświadczeń, nikt mi dotąd twarzy nie zdejmował.

Zatrudnię prywatną asystentkę szefa cv ze zdięciem przysyłać na meila ziutek54@amorki.pl
Bardzo prywatna ta asystentka. Imię zostało zmienione.

Zapraszanie na rozmowę kwalifikacyjną tylko na podstawie tematu pracy magisterskiej (stanowisko całkowicie niezwiązane z kierunkiem studiów, coś jakby proponować posadę przedszkolanki analitykowi medycznemu, który pisał o wszawicy w przedszkolu) też trzeba uwiecznić.

Tłumacz rurociągów


Tłumacz rurociągów



Szukając ofert pracy znalazłam kolejne genialne przyporządkowanie do kategorii. Przekwalifikuję się, naprawdę!

W kapeluszu czy w berecie...


W kapeluszu czy w berecie...

Opowiadam Mu, co mnie spotkało wczoraj, kiedy byłam w centrum w kapeluszu na głowie. Chciałam być elegancka. Kapelusz należy do Mamy i jest turkusowy. Widać go z daleka, oj, widać.

- I wiesz, idę sobie spokojnie Podwalem, a jakiś chłopak mnie chwyta za rękaw i gapi się na mnie. W końcu spytał, czy pójdę z nim na kawę, bo mam taki piękny kapelusz, to taka rzadkość teraz, że kobieta w kapeluszu, a on po maturze był u wróżki i ona mu powiedziała, że kobieta jego życia będzie nosić kapelusz.
- W sumie... Niezły sposób na podryw, taka wróżka - komentuje spokojnie On znad portera.

9 marca 2009

Rozmowa liryczna


Rozmowa liryczna

- Daj mi spać - mruczy On wieczorem.
- Już, tylko mi powiedz coś miłego.
- "Coś miłego".
- Ale coś konkretnego! O, powiedz mi, jak mnie kochasz.
- Bardzo. Dobranoc.
- Mógłbyś odpowiedzieć jak Gałczyński... - rozmarzam się.
- Jak kto?
- Jak Gałczyński! W tym wierszu, który się zaczyna od "powiedz mi, jak mnie kochasz".
- A. Pamiętam. Dalej to było "prosto do nieba czwórkami szli"?

8 marca 2009

Pod wezwaniem


Pod wezwaniem

- Mówiłem ci już, jak ten nasz kościół mnie wkurza? - zagadnął On po powrocie z kościoła. (Zwykle chadza na Wawel, na mszę łacińską do katedry.)
- Nie mówiłeś. Ale co cię wkurza? Architektura? Czy ludzie?
- I architektura, i ludzie... - westchnął On wieszając kurtkę.
- Aha. A konkretnie? Jacy są ci ludzie?
- No, wkurzający!

- A W. był? - zapytałam po chwili. (W. to nasz znajomy, który trenuje pięściarstwo i mieszka niedaleko nas.)
- Nie wiem. A czemu miał być?
- Nie wiem. Powinieneś z nim chodzić do kościoła. Do kościoła pod wezwaniem Świętej Gruszki.
- Świętej Gruszki?! - wytrzeszczył oczy On.
- Uhm. Świętej Gruszki Bokserskiej.

7 marca 2009

Strefa Schengen


Strefa Schengen

Konferuję przez telefon z Mamą, czy iść na rozmowę kwalifikacyjną do firmy, która wygląda mi na "firmę kogucik (wyruchał i ucik)".
- Właściwie to możesz iść - mówi Mama.
- No, nie kazali przynieść paszportu, więc chyba mnie nie wywiozą do burdelu za granicę... - odpowiadam z wahaniem.
- Jesteśmy w Schengen - wtrąca się On.

A wiosna przyszła pieszo...


A wiosna przyszła pieszo...

Przyszła w Jego własnej osobie, z żonkilem w doniczce.

Z powodu wiosny podśpiewywałam sobie w kuchni, przygotowując śniadanie.
- Czemu śpiewasz? - zawołał podejrzliwie On z łazienki.
- Bo mam dobry humor! - odkrzyknęłam wesoło, wrzucając parówki do rondelka.
- Aha. A czemu?
- Bo tak!
- Już miałem nadzieję, że to dlatego, że twój ukochany kupił ci parówki.

Dlaczego ekskribicjonizm?


Dlaczego ekskribicjonizm?

Zapewne niektórzy zastanawiają się, skąd takie dziwne słowo w nagłówku. Ekskribicjonizm (lub ex-scribicjonizm albo escribitionism) to zjawisko związane nierozłącznie z blogosferą. Słowo powstało z połączenia klasycznego ekshibicjonizmu (od łac. exhibēre - pokazywać, prezentować) i czasownika scribere - pisać. Pierwszy raz użyła go szwedzka blogerka Erin Venema. Jak twierdzi Joanna Hendzel w tym artykule, jest to zjawisko podobne do średniowiecznej obsesji potretowania się - chęć zostawienia po sobie śladu, choćby wirtualnego, napędza wielu blogowiczów.

A co mnie napędza?

Blog stał się swego rodzaju kroniką naszego związku, dzięki której wszystko opowiadam raz, a nie każdemu z osobna.
Moją internetową książką kucharską, z której może skorzystają inni.
Częściowo zastąpił pamiętnik i przyjaciółkę, której można się zwierzyć ze swoich spostrzeżeń, przemyśleń i zadziwień.
Jest moim miejscem w sieci.

Bo słowo ma moc.

Słowo jest siłą, słowo pisane - ma siłę dwukrotnie większą, a słowo zapisane w sieci - jest jak kamień rzucony w wodę, powodujący powstanie nieskończenie wielu kręgów, drobnych i mocniejszych fal. Piszę i obserwuję to samo zjawisko, jakie towarzyszy puszczaniu kaczek. Widzę konsekwencje i echo moich słów, czasem pozytywne, a czasem wręcz przeciwnie. Wchodzę w nieskończone interakcje z innymi piszącymi i z czytającymi też.

6 marca 2009

Bez cenzury


Bez cenzury

- ...przy tym to ja jestem dupa... - wzdycha On.
- Oj tam. Sam jesteś dupa - mówię lekceważącym tonem.
- No właśnie... - kiwa głową On.

Afirmacja komunikacji


Afirmacja komunikacji

Komunikacji miejskiej, oczywiście.

Jeśli wsiądzie się do nowego autobusu z samego przodu, to przed sobą ma się łagodnie wznoszący się i opadający przód pojazdu... Wrażenie zapewne podobne do tego, co czuli Rose i Jack stojąc na dziobie Titanica. Pozwala uprzyjemnić sobie podróż - nawet w największym tłoku można wcisnąć się do przodu i marzyć o skrzydłach...

Gwiazdka


Gwiazdka

Leżymy rano w łóżku, ja bezmyślnym wzrokiem wpatruję się w róg pokoju.
- Już wiem! - mówię natchnionym tonem. - Te kolory to jak flaga Indii! - mamy dwie ściany w sypialni pomarańczowe i dwie zielone, sufit biały. - Dlatego tak ładnie grają ze sobą!
- Aha - mówi podejrzliwym tonem On, zapewne zdziwiony, że oświeciło mnie po dwóch latach dopiero. - A ten biały?
- Tam biały też jest. I taka gwiazdka, ale nie pamiętam, co ta gwiazdka znaczy.
- Pewnie gwiazdka pomyślności... - odmrukuje On.

Gwiazdka na fladze Indii (zwanej "Tiranga") to buddyjskie koło Dharmy. Kolory symbolizują odpowiednio: żółtopomarańczowy - odwagę, biały - prawdę, zielony - religijność.

4 marca 2009

Podobne podobnym


Podobne podobnym



Jeśli podobną ofertą do dziennikarza jest mechanik samochodowy i przezwajacz silników elektrycznych - to naprawdę kryzys na rynku pracy...

Orientacja Roda Stewarta


Orientacja Roda Stewarta

- On jest gejem? - pytam Go bez większego zainteresowania, ot tak, żeby cicho nie było.
- Chyba nie. Przecież ma żonę.
- Aha.
- Nie, nie jest gejem. On tylko tak dziwnie wygląda.

3 marca 2009

Kurs maszynopisania


Kurs maszynopisania

On poczęstował mnie winem, kiedy wróciłam z tańca. Jako posiadaczka słabej głowy poczułam się mocno wstawiona po zaledwie dwóch niewielkich kieliszkach.
- O nie... Nie jestem w stanie tego napisać... - wytrzeszczyłam oczy na monitor, gdzie widniało jakieś skomplikowane imię, którego nie sposób przeliterować nawet na trzeźwo.
- Nawet nie próbuj - roześmiał się On.
- Czekaj... Ja... F... Udało mi się! - wykrzyknęłam z triumfem. - Mów do mnie "bogu" - dodałam chełpliwie.

2 marca 2009

Ptasie radio


Ptasie radio

- Ten Kurczak to w ogóle nie ma jednej nogi - stwierdza On spokojnie.
- Jaki kurczak?!
- Ten mój wykładowca.

Nazwisko wykładowcy zostało zmienione.

1 marca 2009

Starość nie radość


Starość nie radość

- Moi Rodzice zrobili się ostatnio tacy... bardziej marudni - wzdycham.
- Starość... - kiwa głową On. - Mój Tata z kolei jest ostatnio bardzo radosny i optymistyczny... Choroba alkoholowa, jak nic.

(Dawka ironii dziś większa niż zwykle.)

Spanie na ekranie


Spanie na ekranie

Rozmawiamy o organistach na Wawelu.
- Ten etatowy gra na koncertach co miesiąc, tych w katedrze - mówi Pchełka.
- No, byliśmy razem na jego koncercie - zauważa On.
- Tak? Byliśmy? Nie pamiętam.
- Pewnie. Razem spaliśmy przecież.