Drapanko


On drapnął mnie po karku.

- Mmm, jak fajnie. Ale wiesz, chyba powinieneś obciąć paznokcie.
- Obciąć?! Mam krótsze od twoich! - oburzył się On.
- Może krótsze, ale ostrzejsze.
- Bo to do obrony!

Wolałam nie pytać, przed czym...

29 kwietnia 2009

Tępe nożyczki


Tępe nożyczki

- Kochanie. Te nożyczki są do d... - oznajmił On, z dezaprobatą oglądając tępe ostrza.
- To obetnij nimi jakąś d..., ale za nic innego się nie zabieraj.
- Nie, nie. One są do wsadzania, nie do obcinania - uśmiechnął się szeroko On.

Wiedźmin


Wiedźmin

Testowaliśmy nowego drinka: gruszkowy cider ze sklepu IKEA połączony z Żubrówką (proporcje 5:1 plus lód: mniam!).

- Na naszej klatce mieszka POTWÓR... - szepnęłam do Niego, odrobinkę wstawiona, usłyszawszy wrzask dziecka sąsiadki z góry.
- Już dobrze, dobrze. Zatrudnię wiedźmina - odpowiedział On uspokajającym tonem.

28 kwietnia 2009

Duszności


Duszności

- Dalej tu jest otwarte? - zamarudził On wchodząc do pokoju.
- Uhm.
- Można się tu udusić. Tym świeżym powietrzem - wymamrotał On niechętnie, zamykając drzwi balkonowe.

27 kwietnia 2009

Bagietka


Bagietka

Dziś przy okazji wizyty w Sanepidzie zrobiłyśmy sobie z Pchełką spacerek po krakowskim Kazimierzu. Zaglądałyśmy do knajpek, degustowałyśmy kawę, przypominałyśmy sobie twórczość Endziora... Bardzo miłe popołudnie.

Zajrzałyśmy także do piekarni francuskiej, gdzie kupiłam bagietkę, po czym napisałam Mu SMSa, żeby broń Boże nie kupował pieczywa. Bagietka, jak wiadomo, leżeć odłogiem nie może.

- I gdzie to pieczywo, które niby kupiłaś? - wybrzydził się On po moim powrocie.
- No, tutaj. Bagietka z piekarni francuskiej.
- Ale miałaś kupić PIECZYWO. Gdzie ono jest?
- Kupiłam bagietkę, kochanie...
- Bagietka to nie pieczywo. Nie da się nawet porządnej kromki z niej ukroić - zaczął marudzić On. - Myślałem, że kupisz pieczywo. A Ty zakazałaś mi kupować i kupujesz bagietkę. Która nie jest pieczywem. Nie lubię bagietek. Wiesz o tym dobrze.
- Oj, nie marudź już - dałam Mu buziaka. - O. Pachniesz bagietką.
- Ależ skąd! - zrobił niewinną minę On. - To nie bagietka, tylko piwo!

26 kwietnia 2009

Warzywa całoroczne


Warzywa całoroczne

Kampania uświadamiająca małopolskiej policji okazała się kontrowersyjna, ale na tyle dobra, by hasło się przyjęło.

- Idzie wiosna, będą warzywa - mruknęłam odprowadzając wzrokiem jakiś ryczący tłumikiem samochód, poruszający się po obszarze zabudowanym z dużo większą niż przepisowa prędkością.
- Skąd - odparował Luby Pchełki. - Buraki są całoroczne.

Taki mały, taki duży...


Taki mały, taki duży...

Przekraczaliśmy wieczorem Aleje Trzech Wieszczy.

- Brrr. Boję się przejść podziemnych po ciemku - wzdrygnęłam się.
- Nic się nie martw. Masz przy swoim boku dwóch wielkich mężczyzn - pocieszyła mnie Pchełka, zerkając kątem oka na Lubego.
- E... A gdzie jest ten drugi? - rozejrzał się nerwowo On.

Coś do ust


Coś do ust

Stara śpiewka: kiedy razem gdzieś wychodzimy, ja zawsze jestem gotowa wcześniej, a to On się grzebie. Kiedy On już jest prawie gotowy, mnie przypomina się jakaś drobnostka, szukam jej w panice, poganiana przez Niego, nagle zniecierpliwionego, po czym wychodzimy przy akompaniamencie triumfu męskiego ego, wyrażonym słowami "ZNOWU musiałem na ciebie czekać, ach, te kobiety". Tak było i wczoraj.

- Gotowa jesteś?
- No, już, tylko muszę coś do ust...
- Ja jestem do ust! - oznajmił dumnie On, robiąc "dzióbek" z ust.
- W zasadzie tak, tylko ty nie do końca jesteś do ust...
- Pewnie, że nie do końca. Nie zmieściłbym się.

Terminologia branżowa


Terminologia branżowa

- Jestem za gruba - jęknęłam, wróciwszy od krawcowej z ostatniej przymiarki spódnicy.
- A co się stało? - spytał On.
- Spódnica jest za ciasna. Krawcowa powiedziała, że musi popuścić przed jutrem.
- CO ZROBIĆ?!
- No, popuścić... - spojrzałam na Niego jak na wariata. - Z dwóch stron...

Cthulhu belly dance


Cthulhu belly dance

Jadąc na festiwal zapomniałam wziąć saggatów (ang. finger cymbals lub zills). On dojeżdżał później, więc napisałam Mu SMSa w tej sprawie. On oddzwonił.
- Nic innego mam nie zabierać? Tylko Schoggothy?

Wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi.

23 kwietnia 2009

Rymy w parach


Rymy w parach

- Potrzebuję lupy - westchnęłam nad opornym supełkiem.
- Czego? - On uchylił rąbka słuchawek.
- LUPY!
- Lupa, lupa... Nie mam. A może być kupa? Rymuje się.

W Wermachcie


W Wermachcie

Wyjątek z jednej z rozmówek kuchennych.

- Polską zawsze rządzą katolicy - stwierdziłam autorytarnie, rozwałkowując ciasto na tartę.
- Jak to? A były prezydent? A obecny premier? - rzucił On znad zlewu.
- Obecny premier jest katolikiem...
- A kto go tam wie. Jest Kaszubem. A jego dziadek był w Wermachcie.
- I co z tego? Mój dziadek też był w Wermachcie.
- ... - Jego milczenie zabrzmiało bardzo wymownie.

22 kwietnia 2009

Unisex


Unisex

Referując Mu moje poszukiwania kremu pod oczy, dzięki któremu przestałabym wyglądać wreszcie jak kret skrzyżowany z ofiarą przemocy w rodzinie...

- Ja sobie kupię ten z tej męskiej serii firmy L. - postanowił On.
- Hm... Nie jest zły. Wiesz, w zasadzie ma takie dobre recenzje, że moglibyśmy kupić go na spółkę...

Osobliwy komplement


Osobliwy komplement

- Kochanie. Nie zachowuj się jak debil.
- Muszę. Przecież jestem debilem. Sama mi to wczoraj powiedziałaś.
- Skąd! Powiedziałam, że jesteś głupszy ode mnie, a to różnica.
- Po tobie to już tylko debil...

18 kwietnia 2009

Anonim


Anonim

Takim wyborem uraczył mnie dzisiaj Windows XP:

16 kwietnia 2009

Kwestia sporna


Kwestia sporna

- Mama powiedziała, że bardzo jej się podobają te białe szafki, tylko zgłasza zastrzeżenia co do lodówki - zakomunikował mi On.
- Tak? Jakie?
- Mówi, że jeśli ją postawimy tam, gdzie ty ją chcesz postawić, to nam przytłoczy pomieszczenie.
- Hm. Mnie się wydawało właśnie, że przytłoczy postawiona gdzie indziej... - zaczęłam niepewnie.
- Ja tam nie wiem. Możecie sobie powalczyć w kisielu o to, która ma rację - wzruszył ramionami On.

15 kwietnia 2009

Kalambur mazurkowy


Kalambur mazurkowy

- Mama dała nam mazurek - zakomunikował mi On.
- Uhm. To miło. Z kajmakiem?
- Jeden z kajmakiem i migdałami, a drugi...
- ...no? - rzuciłam zachęcającym tonem po długiej chwili ciszy.
- ... z takim... No... Takim czerwonym na sikanie.
- Czerwonym na sikanie..? - powtórzyłam bezmyślnie. - Aaa. Żurawina?

Wybiórczo


Wybiórczo

- Proszę - wręczyłam Mu wydobyte z czeluści torby wielkie marcepanowe jajo, które przywiozłam po Wielkanocy.
- O. To dla mnie?
- Dla nas obojga. Nie musisz teraz otwierać.

- Chcesz trochę? - On po chwili machnął mi przed nosem połówką jaja.
- I ZEŻARŁEŚ?! MÓWIŁAM przecież, że to nasze WSPÓLNE!
- Hm. Naprawdę? Tego akurat nie zarejestrowałem - mlasnął ze smakiem On.

11 kwietnia 2009

Rapa Nui


Rapa Nui

- W ogóle kupiłam tą... wielkanocną... - informuję Tatę, zalewając herbatę, skupiona na celowaniu strużką wrzątku do imbryka.
- Co?
- No, herbatę. Herbatę wielkanocną.
- Dobrze, że nie wyspę...

Historia pewnej święconki


Historia pewnej święconki

Słynna w naszej rodzinie jest anegdota o tym, jak to poszłam święcić pokarmy po raz pierwszy w życiu. Miałam wtedy może z pięć lat. Standardowy zestaw przygotowany przez Mamę został pieczołowicie umieszczony w koszyczku, po czym obie udałyśmy się w stronę kościoła, zahaczając po drodze o grób rodzinny.

Był piękny dzień, a ja byłam z siebie tak dumna, jak musiał być dumny Czerwony Kapturek, kiedy szedł do swojej babci. Wymachiwałam wesoło koszyczkiem, raźno maszerując przez cmentarz.

Tuż przed kościołem zagadnął nas znany mi z widzenia pan, z zapytaniem, czy nie zgubiłyśmy czasem chleba i kiełbasy... Które znalazł na ścieżce idąc za nami...

9 kwietnia 2009

Wata cukrowa


Wata cukrowa

Smak waty cukrowej od dzieciństwa kojarzy mi się z jakąś wyjątkowością - festynem, wyprawą do cyrku czy wesołego miasteczka. Wtedy pozwalano na takie małe grzeszki jak pochłonięcie kilku łyżek cukru w postaci puszystego kłębuszka na patyku.

Teraz można kupić sobie taką maszynę do użytku domowego i raczyć się watą cukrową na co dzień. Ja nie chcę. Straciłaby wtedy całą wyjątkowość.

Pani z "wacianą" maszynką stojąca na krakowskim Rynku to jedna z oznak nadejścia wiosny. Za dwa złote kupuję u niej bezcenną chwilę beztroski i zapomnienia. Jestem tylko ja i biały kłąb słodkiej waty. Przez kwadrans moim głównym zmartwieniem staje się to, gdzie powinnam umyć lepkie palce. Takie chwile są rzadkie, bo muszą być rzadkie - inaczej przestałyby być przyjemnością.

8 kwietnia 2009

Odwiedziny w sypialni


Odwiedziny w sypialni

- Zobacz, kto nas odwiedził - pokazałam Mu pająka kosarza, który umościł się wygodnie w kącie między szafą a ścianą.
- O. Pająk.
- Ano pająk.
- Ale to ciebie odwiedził. To twój pająk.
- Mój?
- Uhm. Jest po twojej stronie pokoju - wyparł się On, arachnofob.

Dziwna trasa PKP


Dziwna trasa PKP

Mam dziś strasznie senny dzień. Chcąc sprawdzić sobie pociąg do domu, wpisałam w pole "z" moje imię, a w pole "do" moje nazwisko.

Co gorsza, uzyskałam wynik! Pojechałabym sobie. Z Toskanii do Langwedocji.

7 kwietnia 2009

Trędowate ciasto


Trędowate ciasto

Mieliśmy szalony piekarnik gazowy, który na oko ma tyle lat, co On (bo aż taki stary jak ja chyba nie jest) i który grzał jak wściekły, kiedy się go włączyło. Podejrzewałam, że rozgrzewa się swobodnie do temperatury, która umożliwiłaby mi otwarcie na przykład huty szkła. Gdybym chciała, oczywiście, zostać TYLKO hutnikiem zamiast JEDNOCZEŚNIE baristą, sommelierem, dekoratorem i tłumaczem.

Wczoraj piekłam ciasto rumowe z rodzynkami według przepisu z książki od Pchełki - marząc o tym zachwycającym smaku, który miałam w ustach w ostatnią środę u niej. Niestety, piekarnik zachował się jak zwykle i spód, czyli wierzch ciasta, spiekł się bardzo mocno, całość wyschła na wiór, a później nie mogłam tego wyjąć z formy.

Dałam Mu jednak do spróbowania.
- Dobre - wydał werdykt On. - Taki jakby keks, ale bez orzechów.
- Tylko zepsułam je. Zepsułam ciasto proszkowe, którego zepsuć nie sposób...
- Jak to: zepsułaś?
- No, wygląda jak debil.
- Ciasto wygląda jak debil?
- W zasadzie to wygląda, jakby było chore na trąd. Kawałki z wierzchu z niego odpadają.

6 kwietnia 2009

O, okno!


O, okno!

- Kochanie, chodź tutaj.
- Po co?
- Obejrzeć tkaniny, z jakich może będziemy mieli rolety.
- MUSZĘ..?
- Musisz, żeby powiedzieć, czy ci się podobają.
- Jeśli tobie się podobają, to i mnie na pewno też.
- Widzisz, gdyby to tak działało... Ale nie działa. Nie wszystko, co mnie się podoba, podoba się i tobie. Przypomnę ci choćby szafki kuchenne.
- No, ładne mamy.
- PRZYSZŁE szafki kuchenne..!
- A. Te. No, bo ty nie masz gustu.

5 kwietnia 2009

Refleks III


Refleks III

Zrobiłam Mu herbatę, trzyminutową, postawiłam na biureczku.
- Ciekawe, jak tam herbata... - rzucił w przestrzeń On po jakimś kwadransie od wyżej wymienionych czynności.
- No, chyba dobrze...
- Ciekawe, jak smakuje... - dodał tęsknym tonem, zezując znacząco w stronę kuchni, przekonany, że zaparzaczki nadal pławią się w czaju rodem z grypsery.
- Hm. Chyba możesz sam spróbować, stoi tuż przed tobą...

Szczyty porozumienia


Szczyty porozumienia

- Jestem gotowa - komunikuję Mu.
- Hm? Co mówiłaś? - pyta On po krótkiej chwili.
- Jestem gotowa.
- Jesteś gotowa?
- Hm? Co mówiłeś? - pytam Go po dłuższej chwili.

2 kwietnia 2009

Nowy Windows


Nowy Windows

A właściwie "nowe windows". Ostatecznie pozbawiono nas wyjących okien i wstawiono nowe, superszczelne. Oczywiście wiązało się to z całkowitą demolką mieszkania, podczas której szary pył osiadał bezgłośnie na każdej względnie poziomej powierzchni tudzież wciskał się we wszystkie możliwe szczeliny. Dziś rano nawet grysik smakował mi jakoś pyliście.

- Kutwa - oznajmił z namaszczeniem On, kiedy siedzieliśmy na kanapie ustawionej przodem do okna balkonowego, podziwiając efekty pracy fachowców - ogryziony tynk, piankę montażową wypływającą malowniczymi kaskadami spod nowego parapetu oraz pomazane paluchami szyby.
- Co? - przestraszyłam się leciutko.
- Kutwa. Tak się nazywa to coś, co trzyma okno.
- Nie kutwa, tylko KOTWA...

Przy okazji witam nową kategorię wpisów pt. remont. Męczę wszystkich wkoło wzorami kafli, tapetami, próbkami tkanin i wyższością parkietów olejowanych nad lakierowanymi - to i Was troszkę pomęczę. Od czego się ma bloga.