Woliera w szafie


- Wiesz, śniło mi się, że miałeś ptaka za szafą - mówię Mu tuż po przebudzeniu.
On patrzy na mnie dziwnie.
- Ptaka, powiadasz? A jaki to był ptak?
- Nie wiem, jakiś gdakający. Chyba paw.

29 sierpnia 2009

Ukryte talenty


Ukryte talenty

Muszę Wam powiedzieć, że On mnie zadziwia. Po ośmiu latach razem! Odkrywam w Nim talenty, o jakie bym Go nigdy nie podejrzewała... Na przykład złotą rączkę do elektryki. Albo myślenie konstrukcyjne przy skracaniu nieskracalnego ramienia lampy.

A ja dziś ugotowałam pierwszy obiad w nowej kuchni.
- Pewnie się cieszycie, że wreszcie koniec makaronu - zauważyła moja Siostra.
Hm. Ja się cieszę.
Choć jedliśmy spaghetti.

Swoją drogą, dlaczego spaghetti z sosem pomidorowym to danie powszechnie uważane za randkowe? Wpływ słynnej sceny z "Zakochanego kundla"?

Hamulec


Hamulec

Kuchnia już stoi. We wszystkich szufladach mamy spowalniacze z mechanizmem samodomykającym. Panowie od montażu zasugerowali, żebyśmy do szafek wiszących dokupili takie mechanizmy. On się zainteresował, kilka razy otworzył i zamknął szufladę.

- Łooo... Kupimy te hamulce do szafek - postanowił. - Takie szuflady mieli w Star Treku!

28 sierpnia 2009

Łupież


Łupież

Mam mottefobię - boję się ciem. Ostatnio do pokoju wpadła nam ćma, poobijała się trochę o ściany, po czym wpadła na mój monitor i wreszcie usiadła na mojej podkładce pod myszkę.

Uciekłam do sypialni. On przyszedł mnie "pocieszyć".
- Wiesz, chyba jej się spodobało na tej podkładce, bo sobie tam siedzi cały czas.
- O rany... Będę musiała wyparzyć podkładkę... - wzdrygnęłam się.
- Bez przesady... Ćmy są czyściutkie.
- Nie są czyściutkie! Mają włosy! I na pewno ich nie myją! I na pewno mają łupież! I WSZY!

On tylko przyglądał mi się z pobłażliwym uśmiechem.

27 sierpnia 2009

Dziwne smaki...


Dziwne smaki...

Pora obiadowa. On pluska się w wannie.
- Zamówiłam obiad - komunikuję Mu. - Canelloni, jak chciałeś.
- Mhm.
- I w ogóle byłam w warzywniaku... Kupiłam ci gruszki. I ogórki małosolne.
- Świetnie. Zjem sobie do obiadu.
- Ogórki? - pytam odrobinę zdezorientowana, nie dosłyszawszy ironii.
- Nie, gruszki.

A canelloni jemy ostatnio codziennie. Dokładniej to nie jest canelloni, tylko penne. W sosie z curry i kury.

25 sierpnia 2009

Kabelek


Kabelek

Przywieźli płytę. Jest gazowa, ale ma kabelek. Ki diabeł?

A piekarnik udało się znaleźć. Niby napisali, że będą go mieli w magazynie w ciągu 3-5 dni. Nie chwal dnia przed zachodem słońca, mówią. Nie chwalę - póki go nie przywiozą, uważam, że problem piekarnika nadal istnieje.

Ale wymyśliłam menu bezpiekarnikowe na weekend. Pchełka i Luby - zainteresowani?

24 sierpnia 2009

Neverending oven story...


Neverending oven story...

Z dobrych wiadomości:
- Paradoks lodówki: Lodówka już stoi. I chodzi.
- Zmywarkę też już mamy.
- W piątek przychodzi Pan od Kuchni. Słownie: jeden pan.
- Zamówiliśmy garderobę.
- Planuję Wielki Obiad w weekend.

Ze złych wiadomości:
- Nadal nie mamy drzwi wewnętrznych. Sikamy za zasłonką. PoR powiedział, że w tym tygodniu zamontuje.
- Nie mamy piekarnika. Candy obejrzany na żywo okazał się kremowy i tandetny. TEKA jest tylko czarna. No to będzie czarna... I z prowadnicami teleskopowymi! Szpan...
- Nadal nie wiem, czy chodzenie po muzułmańskich dywanikach modlitewnych jest świętokradztwem.

23 sierpnia 2009

Witaj, Polsko!


Witaj, Polsko!

Jak widać, pojawiło się kilka wpisów archiwalnych z akcją w Londynie.

Pierwszego dnia On zmusił mnie, żebym spróbowała kultowej pasty Marmite. Słone do obrzydliwości, lepkie świństwo. Dopiero przed chwilą dowiedziałam się, z czego to zrobione... Dobrze, że zjadłam tylko odrobinkę - mam alergię na surowe drożdże.

Zdarliśmy podeszwy chodząc po muzeach. Dzieł sztuki było tyle, że kręciło się w głowie. Ludzi jeszcze więcej. Wstęp bezpłatny, więc głównie dzikie tłumy, całkiem niezainteresowane tym, co wystawiają. Ale warto, choćby dla moich kochanych impresjonistów.

Nieodmienny nasz zachwyt wzbudziły londyńskie puby. Jest ich mnogość, w żadnym nie można palić, a na dodatek, ku Jego radości, mają spory wybór piw typu ale, nie tylko dwa lagery na krzyż, oraz, ku mojej radości, napoje niskoalkoholowe nie będące piwem. Spróbowaliśmy wszystkich marek cydru, jakie tylko mogliśmy znaleźć. Mniam. Najbardziej smakowały mi Scrumpy Jack i klasyczny Strongbow, pyszny jest też gruszkowy.

Podczas wizyty w Harrodsie zrobiliśmy małe zakupy. On kupił mi plastry, bo obcierały mnie buty. Luksusowe plastry z Harrodsa... Piętro wyżej znaleźliśmy kawę dla Pchełki i Lubego, i herbatę dla nas, w pamiątkowej puszce.

Arcyprzyjemnym miejscem jest Regent's Park i rosarium w Queen Mary's Garden. Trafiliśmy tam przypadkiem i powróciliśmy następnego dnia na mały piknik. Róże są po prostu oszałamiająco piękne!

Znaleźliśmy trochę polskich akcentów: polski sklep BOCIEK, soki Tymbark w najbliższych delikatesach i specjalny dział Polish w lokalnym Sainsbury's, z ogórkami kiszonymi i bigosem. Niestety, najczęściej słyszanym polskim słowem na ulicach jest nasza słodka "k...".

Dobrze być w domu... Jednak pewien niedosyt pozostaje - 10 dni w Londynie to stanowczo za mało.

Stoisko z serami


Stoisko z serami

Mam śmierdzące buty, śmierdzące same z siebie, paskudne i znienawidzone.
- Musisz iść wziąć prysznic - zalecił mi stanowczo On, kiedy zdjęłam buty. - Pachnie tu... Gloucesterem... Leicesterem... Emmentalerem...
- Wystarczy. Już mnie nie ma - uciekam do łazienki.

21 sierpnia 2009

Z wizytą u Koptów


Z wizytą u Koptów

Zwiedzamy British Museum.
- A tu jest sala Koptów... Zobacz, koptyjskie krzyże... - pełnię rolę przewodnika - I koptyjski... em... nóż do pizzy? - tracę rezon na widok czegoś, co wygląda jak kombinacja kilku radełek.
- Bardzo ładne, bardzo - przytakuje potulnie On.

17 sierpnia 2009

Obraza uczuć religijnych


Obraza uczuć religijnych

Londyn. Wleczemy się przez Regent's Park w kierunku beatlesowskiej ulicy Abbey Road.
- Będziemy mijać ten... - mruczy On znad mapy.
- Czen?
- Ten... no... Szalet!
- SZALET?! - wytrzeszczam oczy.
- No, mosque... - wyjaśnia On, porażony oczopląsem na widok mijanych młodych muzułmanek.

15 sierpnia 2009

Napomnienie


Napomnienie

Z samego rana ruszam do okna, żeby je odsłonić i troszkę oświetlić hotelowy pokój.
- Może byś się tak ubrała?! - upomina mnie On, leżący w stroju Adama na łóżku.
- Jestem ubrana! - zauważam nieco zdziwiona.
- Aha. To ja się muszę ubrać - reflektuje się On.

13 sierpnia 2009

Podejrzliwie


Podejrzliwie

Bardzo się przejmuję naszym jutrzejszym wylotem do Londynu - to będzie moja pierwsza w życiu prawdziwa podróż samolotem (nie licząc lotu krajobrazowego nad Helem w wieku lat 11).

- Ile kosztuje nadbagaż? - pytam Go.
- A co, chcesz brać?
- Nie...
- To po co pytasz, jak nie chcesz brać nadbagażu?
- Chciałam tylko wiedzieć, czy jest o co robić halo... - kulę się.
(Po konsultacji z Lubym Pchełki okazało się, że jest.)

- Skąd się wziął ten zakaz brania na pokład pojemników powyżej 100 ml?
- A co, chcesz brać jakiś większy?
- Nie!
- To po co pytasz?
- Chcę WIEDZIEĆ!
(Ten zakaz jest idiotyczny. Szkoda, że nie mam nitrogliceryny.)

A w ogóle to od rana miałam się pakować i wciąż wynajdywałam kolejne preteksty, bardziej lub mniej wiarygodne, żeby tylko tego nie robić. Kiedy wreszcie stanęłam przed szafą, zrozumiałam, dlaczego: zupełnie nie wiem, co ze sobą zabrać!

12 sierpnia 2009

Pod Kauflandem


Pod Kauflandem

Kauflandowy strażnik przegonił podchmielonego pana sprzed sklepu.
- To co, pozwolisz mi tutaj spokojnie zjeść? - pyta podchmielony pan.
- A masz za co? - odpowiada pytaniem strażnik.
- Nie mam, bo wszystko przepiłem - odpowiada pan z rozbrajającą szczerością.

Dziwna pizza


Dziwna pizza

- Ty wybierz pizzę, a ja sobie odsapnę chwilę - komenderuję po powrocie do domu, wręczając Mu ulotkę z pizzerii.
- Uhm - mruczy On zagłębiając się w gąszcz dziwnych nazw.
- Ach... Ach... Ach! - wzdycham czując wreszcie ulgę w obolałych nogach.
- Szybki numerek? - pyta On, kojarząc moje westchnienia z jednym.
- Dobrze... Ale średnia czy duża? - pytam nieuważnie, sięgając po telefon.

10 sierpnia 2009

Samochód w owczej skórze


Samochód w owczej skórze

Na przystanku stoi para: chłopak z włosami na żelu i t-shircie z brokatowymi napisami, dziewczyna w szortach i niebotycznych obcasach, w koszulce z napisem "FEELING SINGLE" i z grudkami tuszu na rzęsach. Oboje po solarium. Toczą rozmowę o samochodach.

- Oczywiście wiesz, co się komu podoba - peroruje dziewczyna. - Ale taki samochód w skórze od razu wygląda... no nie wiem...
- Wygląda zajebiście - podpowiada chłopak.
- LEPIEJ po prostu wygląda - podsumowuje dziewczyna.

Batalia


Batalia

Mamy wolny rynek. Kupno piekarnika nie wydaje się skomplikowane, prawda? A jednak!

Bo jak piekarnik ma nie być w INOXie, to ciężko jest, bo kuchnie-prosektoria są modne. Ale kuchnie retro też są modne. Tyle że piekarniki retro mają analogowe zegarki-liczniki. A te zegarki-liczniki produkuje tylko jedna firma, co w obliczu popularności piekarników retro mocno spowalnia produkcję.

W końcu jednak - znalazłam! Złożyliśmy zamówienie na kilka sprzętów - płyta gazowa, piekarnik, lodówka, zmywarka. Dzwoni pani: wytwórca piekarnika wstrzymał produkcję do listopada.

Zaczęłam szukać w innych sklepach. Dowiedziałam się, że "dostawa w ciągu 48 godzin" oznacza "w tym czasie sprawdzimy, czy ten sprzęt w ogóle istnieje, i damy odpowiedź, czy możemy go sprowadzić". Czeka nas ganianie po sklepach stacjonarnych - a nuż będzie jeszcze gdzieś na stanie. A jeśli nie - to inny. Bo jeszcze jeden znalazłam.

8 sierpnia 2009

Nowy sezon "Klanu", czyli o tłumaczeniach seriali


Nowy sezon "Klanu", czyli o tłumaczeniach seriali


Do szanownych pseutotłumaczy seriali!

Epizod to nie to samo co odcinek, choć po angielsku (episode) brzmi tak podobnie.
Sezon to nie to samo co seria, choć po angielsku (season) brzmi tak podobnie.

"Czterdziestolatek" też jest podzielony na sezony i epizody według was?
Grrr.

PS. Nie jestem językoznawcą, dlatego z góry przepraszam za wszelkie uproszczenia i niedociągnięcia merytoryczne w powyższym tekście. Widzisz błąd? Poświęć minutę i powiedz mi o tym w komentarzu.

6 sierpnia 2009

Nocny żer


Nocny żer

- Jest pierwsza w nocy! - przestraszył się On.
- Owszem.
- A, to dlatego taki głodny jestem - powiedział do siebie nieco uspokojony.

5 sierpnia 2009

...na wesoło


...na wesoło

Jeśli wpiszecie w wyszukiwarkę YouTube frazę "montaż progu", wyskoczy filmik. O montażu progu (niesamowite, prawda?). Na wesoło. Nie doszłam jeszcze do tego, co tam jest wesołego, może wy dojdziecie.

My tymczasem kręcimy (w myślach) filmiki o tematyce pokrewnej.
"Montaż szafy na wesoło", na przykład.
W ogóle montaż mebli to jest wesoła rzecz. Zwłaszcza jeśli robią to trzy osoby zamiast zalecanych w instrukcji dwóch, a i tak przybierają pozycje jak przy grze w Twistera.

W sypialni mamy dwie czarne trumny, tj. szafy bez drzwi. Czarne.
Jeśli zacznę wstawać z łóżka jak Nosferatu w tej słynnej scenie, to będziecie wiedzieli, dlaczego.
Poza trumnami i materacem nic nie mamy.
Łóżko złożymy... niedługo. Komoda dojdzie... kiedyś.
Będzie sypialnia jak z Six Feet Under.

W kuchni wybudowano nam piramidy schodkowe z pudełek z częściami szafek, drzwiczkami, półkami i pizdrykami do montażu.
Kuchenki nie mamy. Lodówki też nie mamy.
Żywimy się pizzą na telefon. Plujemy skwaśniałym mlekiem.
Szafki czekają na Godota pod postacią ekipy montującej.

A tak poza tym - to pięknie jest po remoncie!

Czarna szafa


Czarna szafa

Składamy szafę PAX.

- A wiecie, że tu są dwie opcje uwzględnione? - rzucam przeglądając instrukcję dołączoną do szafy.
- Nie - sapią w odpowiedzi On i Jego Siostra.
- Jedna, jeśli masz 244 cm w mieszkaniu, i druga, jeśli nie masz - ciągnę niezrażona.
- My nie mamy. To co teraz? - pyta retorycznie On.
- Teraz jesteście w czarnej d...! - woła radośnie Jego Siostra.
- Nie, teraz zaglądamy na stronę dziesiątą... - kartkuję instrukcję. - Choć nie wiem, po co... Na pewno napisali tam, że jesteśmy w czarnej d...

"Rasistaństwo"?


"Rasistaństwo"?

On montuje półki w szafie.
- Przynieść ci krzesełko? - proponuję.
- A, chętnie, przyda się.
- Ale, ale, przecież tu masz krzesełka...
- WIEDZIAŁEM, że to powiesz.
- A co, chciałeś, żebym ci to ładne białe przyniosła?
- A to nie jest ładne? - pyta On, prezentując mi krzesełko z lat 50, w stylu mocno vintage. (Mamy takie cztery i doskonale pasują do naszego retro stołu.)
- No, nie jest.
- Bo co, bo nie jest białe? Czy ty jesteś jakąś rasistką?!

2 sierpnia 2009

W rytmie tam-tamów


W rytmie tam-tamów

Pchełka kupiła jakąś gazetę dla gospodyń z powodu dodanej do gazety książki kucharskiej. Gazetę przeczytałyśmy obie, a nawet, jak się okazało, Luby czytał.
- Ten artykuł o ślubach jest straszny - mówi Pchełka. - Ale za to dział porad seksualnych zabawny.
- Właśnie - przytakuje Luby. - Czytałaś o tej babce, która się martwi, że nie ma jednoczesnych orgazmów z mężem? - pyta mnie poważnie.
- No, czytałam.
- Wymyśliłem, że powinna zatrudnić sobie takiego bębniarza jak byli na galerach. Wyobraź sobie, idziesz do sypialni, a tam w kącie siedzi facet z bębnem i nadaje rytm - roztacza przede mną czarowną wizję Luby.
- Szczerze mówiąc, preferujemy nowocześniejsze rozwiązania - zadzieram nosa. - On po prostu uruchamia metronom.

Letnie porządki


Letnie porządki

Wycieramy, szorujemy, czyścimy, zdrapujemy, myjemy, ścieramy, polerujemy.
Planowany czas zakończenia zabawy - wtorek.
Dziś już śpimy u siebie!

A On marzy...
- Wiesz, że planuję wyrzucić trochę rzeczy? - zagaduje mnie.
- Uhm, wiem.
- Trochę dużo rzeczy... Wyobrażam sobie te rzędy worków na śmieci... Worki z niepotrzebnymi rzeczami... Worki z zepsutymi rzeczami... Worki z połamanymi rzeczami... Worki z brzydkimi rzeczami...
- Ej! Nie mamy brzydkich rzeczy! - przerywam Mu.
- ...worki z twoimi rzeczami... - kontynuuje niczym niezrażony On.

Zaproszenie na drilla


Zaproszenie na drilla

- Mam napisać Tacie, żeby wziął wiertarkę? - przypomina mi się, kiedy po nocy maszerujemy główną "ulicą" Ruczaju.
- Chyba teraz jeszcze nic wiercić nie będzie trzeba... - odpowiada On. - Dopiero jak wrócimy z wakacji, to zaprosimy twoich Rodziców na...
- ...drill party? - dopowiadam żartobliwie.
- ...na kilka dni - kończy spokojnie On, patrząc na mnie niewinnie.

1 sierpnia 2009

Czułości


Czułości


- Coś go zapylilo - zatroskał się On, polerując Hammonda. - Mam nadzieję, że nie będzie z tego małych Hammondzików.

Na razie jest jeden duży Hammond. Bardzo duży, jak widać.

Łasica moherowa


Łasica moherowa

Dziś podobno panowie skończyli pracę. Piszę "podobno", bo kiedy wychodziliśmy z mieszkania o 21, ekipa akurat zabierała się za posiłek regeneracyjny w postaci pizzy.

Luby Pchełki na moją wiadomość o naszej wyprowadzce zareagował zdziwionym: "Po co? Zostalibyście jeszcze trochę."
Nie doceniłam go.

Poza tym kupiliśmy moherową łasicę.