- Zrobię ci krzywdę..! - zagroził On.
- Nie możesz.
- Dlaczego?
- Bo z paneli bardzo ciężko się krew zmywa...
- To co mam puścić?
- Coś fajnego - Pchełka, Luby i ja choć raz się zgadzaliśmy.
- Na jaką literę? - spytał On, przekopując się przez terabajty dysku z muzyką.
- Na S! - powiedziałam, wiedząc, że bardzo dużo słów zaczyna się właśnie na tę literę.
- Nie mam nic fajnego na S, co mógłbym puścić... - zmartwił się po chwili On.
- Puść cokolwiek, byle nie na P. Jak paw - zażądał Luby.
Przewróciło się - niech leży...
Młynek
Jego bardzo zafrapowała informacja, że w nowym lokum dla KahvaThei znajduje się młynek do kupy*.
- Pamiętasz tę kampanię o sikaniu pod prysznicem? - zagadnął mnie On wieczorem w łazience.
- Mhm - mruknęłam myjąc twarz.
- Pomyślałem, że moglibyśmy pójść o krok dalej i zainstalować młynek do kupy w wannie!
* Czyli tzw. pompa rozdrabniająca do nieczystości toaletowych, dzięki której można umieścić toaletę tam, gdzie się chce, a nie tam, gdzie jest pion kanalizacyjny.
"Avatar"
Opowieść stara jak świat: dwie grupy istot, z których każda nazywa się po prostu Ludźmi, w bitwie o wartości: pieniądze, władzę, ojczyznę. Znamy to, prawda? Z filmów lub z historii, tej dawnej i tej całkiem świeżej. Dlatego fabuła najnowszego dzieła Jamesa Camerona jest przewidywalna do bólu. Ale w takiej formie jeszcze nie oglądaliśmy tej odwiecznej przepychanki: w 3D film wciska w fotel. I mówię to ja, antyfanka filmów akcji i efektów specjalnych.
Można "Avatar" interpretować na przykład jako manifest ekologów albo jako protest przeciwko wojnie w Iraku. Nie zacznie być przez te interpretacje filmem wybitnym, ale pozostanie kawałem dobrej rozrywki na długie (bardzo długie!) zimowe wieczory.
Tylko tłumaczenie kuriozalne. Jak zwykle w Polsce.
Avatar, USA/UK 2009
Łyżworolki?
Kontestacja!
Do szopy hej, pasterze!
- Idziemy na pasterkę? - pyta mnie Siostra.
- Ja mogę iść, ale nie na dwunastą, bo wtedy zawsze jest straszny tłok.
Bo faktycznie w naszym kościele największy tłok jest na niedzielnej mszy na dwunastą... A w tym roku nawet papież odprawia pasterkę o 22!
Po pijaku
Przed bankomatem stoi zawiany facet. Świat mu się wyraźnie kołysze, a bankomat uparcie nie wypłaca gotówki.
- Heniu. Heniu! Co ty robisz? - pyta kolegę drugi nieco mniej zawiany.
- Pieniundze chca wypłacić i nie wypłaco.
- Ale Heniu, co ty robisz? Ty dowód osobisty tam pchasz!
Obserwował i opowiedział Tata.
Czekając na kuriera...
Czekałam wczoraj na kuriera z paczką. W tym czasie zrobiłam mnóstwo rzeczy w mieszkaniu: sprzątałam, gotowałam, szorowałam, prałam, rozwieszałam, a nawet prasowałam, choć tego nie znoszę. Po 18 straciłam nadzieję i zadzwoniłam do Niego, żeby się pożalić.
- Cały dzień czekałam, żeby móc iść się wykąpać, zrelaksować w wannie - zwierzyłam Mu się.
- Biedactwo.
- Ale wiesz, myślę, że powinnam była iść do tej wanny. Np. o 15.
- Dlaczego?
- Bo według prawa Murphy'ego jeśli się na kogoś czeka, to on przychodzi w najmniej odpowiednim momencie. Jak będę goła w wannie z pianą na włosach, z maseczką na twarzy i z plastrami ziemniaka pod oczami, to będzie najmniej odpowiedni moment, więc on wtedy przyjdzie!
Jak dać kotu tabletkę?
Każdy chyba zna tę prześmiewczą instrukcję. Moja Siostra miała dziś okazję sprawdzić ją w praktyce, bo chora kota po wizycie u weterynarza obraziła się śmiertelnie na tych, którzy ją do weterynarza zabrali (czyli na Tatę, Siostrę i Braciszka). Weterynarz natomiast zalecił zaaplikowanie tabletki - w obliczu potencjalnych trudności kazał rozrobić tabletkę z wodą i podać kotu za pomocą strzykawki.
- Ja z tym kotem umrę - zwierzyła się Siostra via GG.
- A co się stało? Już siedzi na żyrandolu?
- Męczymy się z tą strzykawką, ja trzymam kota w dziwnej pozycji... W końcu Braciszek postanowił dać jej to nieinwazyjnie.
- I co?
- I wlał jej ten płyn do miski. A ta pierona to po prostu wypiła!
Ostatni punkt: sprawdź, czy w pobliskim sklepie zoologicznym nie mają chomików...
Nie stracić siebie...
- Nie lubię spać bez ciebie - żalę Mu się SMSowo.
- Ja też nie lubię spać bez siebie - odpowiada błyskawicznie On.
Temu misiu...
Uśmiech bez kota
Kontrola!
Kuchnia molekularna
Cenny prezent
Całkiem zapomniałam napisać, że wczorajsze rozważania o etymologii wzięły się z tej sceny.
Drapacz chmur
"Przypadek Harolda Cricka"
So pick up the cookie, dip it in the milk, and eat it.
Taki tekst wygłasza w filmie Ana Pascal, anarchizująca cukierniczka. (O cukierniczkach pisałam tutaj.) Mimo buntowniczego podejścia do życia dziewczyna grana przez Maggie Gyllenhaal chce ulepszyć świat - i zrobić to przy pomocy swoich wypieków. I udaje jej się to! Bawarskie ciastka są jak balsam dla duszy Harolda Cricka, mężczyzny, którego każdy krok w życiu zależy od widzimisię manierycznej pisarki. Zagadnienie znane z "Krainy Chichów" ukazane z nieco innej perspektywy.
Świetne role Emmy Thompson i Dustina Hoffmana, ciekawy scenariusz i klimat filmu. Do ostatniej chwili razem z bohaterem zadawaliśmy sobie pytanie: to komedia czy tragedia? Historia Harolda Cricka wciąga i naprawdę warto ją obejrzeć.
Stranger than Fiction, USA 2006
Parakultura
Blue baby
Zaucha za uchem
Dusza na ścianie
Z tym czeka się najdłużej, bo te decyzje wymagają namysłu. Gołe żarówki czekają na błysk natchnienia w kwestii lamp, karnisze smętnie pobrzękują żabkami, puste półki pokrywają się kurzem, nagie ściany nierzadko w jeden wieczór porastają pajęczynami, bo natura nie znosi próżni.
Kupiliśmy pomarańczowe zasłony do naszej orientalnej sypialni. Paczka została uznana za zagubioną, po interwencji na poczcie odnaleziona w Katowicach, teraz ponoć jest w drodze. W kolejce za zasłonami czeka baldachim (już wybrany) i lampa wisząca (pomysłów brak). Ściany powolutku zaludniają się kolejnymi ramkami. Lubię wyobrażać sobie, że postacie ze zdjęć i obrazów ożywają w nocy i bawią się wszystkie razem: święty z greckiej ikony prosi do tańca nieśmiałą dziewczynę z obrazu autorstwa Jego Siostry i pląsają razem w bambusowym lesie Arashiyama. Na ten widok cztery nasze czarno-białe sobowtóry stroją dziwne miny, a Jimi Hendrix niewzruszenie odwraca natchniony wzrok.
Powoli wypędzamy echo z mieszkania.
Południca
A nuż, a widelec
Stygmatyzacja
Ku pamięci
Wygląd się nie liczy?
Candice
28 dni później...
Marzenia
Podział obowiązków małżeńskich
Przysięga małżeńska
Ironia losu
Zastanawiam się, pod jakim imieniem wystąpić na konkursie tańca.
- A czemu nie możesz znaleźć tłumaczenia swojego imienia? - spytał On.
- Bo to jest imię RUSKIE! I nie ma odpowiednika arabskiego. Chyba że bym znaczeniowy odpowiednik znalazła... - westchnęłam ciężko.
- Znaczeniowy? To znaczy?
- No, słowo po arabsku znaczące to samo co moje imię po rusku...
- A co znaczy twoje imię?
- "Szczęśliwa"... - wydusiłam, po czym zrobiłam podkówkę i zaczęłam ronić łzy bezsilności w Jego koszulkę.





