Kubeczek z wiewiórką
Zanik funkcji
Poranne drapanie
Leżymy w łóżku, powoli zbierając się do wstania. On głaszcze mnie po brzuchu.
- Co ty wyprawiasz?!
- Wiercę ci dziurę w pępku.
- Uważaj, żebyś się nie przewiercił na wylot. Bo co wtedy?
- Jak to co? Wtedy podrapię cię po plecach.
Hipoglikemia
- Jest coś słodkiego? - spytałam Go po śniadaniu, czując nadbiegający kurcgalopkiem napad hipoglikemii.
- Uhm - mruknął On. - Ty.
Owszem, jestem słodka. Z pracy wracam pachnąca cynamonem, karmelem, wanilią i pączkami. Cukierniczki tak mają.
Na głębokości
- Co ty wyprawiasz?! - zdziwił się On.
- Jak to co? Czyszczę sobie pępek! - odparłam manipulując patyczkiem w tymże pępku.
- Ale czemu patyczkiem?!
- A ty niby jak to robisz?
- Palcem.
- Ja mam za głęboki pępek, żeby go czyścić palcem - zadarłam nosa.
- Mam pomysł, może nakręćmy film porno? Będzie się nazywał "Głęboki pępek".
Na spacer
- Kochanie, może byśmy dziś poszli na spacer? - proponuję Mu w dzień wolny od pracy.
- Nieee... - jęczy On. - Ale możemy pójść na balkon!
Dwa święta
- Wiesz, że 14 był BlowJob Day?
- E... W Walentynki?! - wytrzeszczyłam oczy.
- No! - przytaknął entuzjastycznie On.
Boze, bezy!
Później - posiadając już odpowiedni piekarnik - wmówiłam sobie, że to wina nieposiadania miksera, że przecież niemożliwym jest ubić ręcznie pianę na bezy. I próbowałam robić ciasta a la moja teściowa-in-spe, czyli owoce na kruchym pod bezową pierzynką. Wychodziła z tego gumowata kołderka o ohydnej, oblepiającej zęby konsystencji, słodka jak ulepek.
Przedwczoraj oglądałyśmy z Siostrą "Julie & Julię", ja po raz trzeci - i po raz trzeci poczułam nieprzepartą chęć zrobienia Czegoś. Wspólnie machałyśmy trzepaczkami, Meryl Streep przy majonezie, ja przy białkach na bezy.
I wiecie co? UDAŁO SIĘ! Zrobiłam bezy!!!
Tym samym skreśliłam kolejną pozycję na mojej osobistej liście kulinarnego doskonalenia się. Kolejną pozycją są ptysie, dalej ciasto francuskie, a później nic mi już do głowy nie przychodzi. Ale przyjdzie.
Śpiąca Królewna
- Nie obudzisz się jutro! - ostrzegł mnie On. - I będziesz spała... zawsze.
- Tak, będę spała już zawsze, jak Śpiąca Królewna - pokiwałam głową.
- Właśnie.
- Póki mnie książę nie obudzi pocałunkiem... Póki mnie nie pocałujesz i wtedy się obudzę z obrzydzenia.
Domyślna wyszukiwarka
Wpisałam w wyszukiwarkę "Ziuta".
Czy chodziło ci o fiuta? - zagadnęła mnie wyszukiwarka.
I wypluła wyniki dla tego słowa.
Myślenie jednotorowe
Mamy w KahvaThei wagę z plamami, które to plamy wylazły po odklejeniu folii zabezpieczającej.
- Jej to już chyba nic nie pomoże... - westchnęła Pchełka.
- Spróbuję ją jeszcze potraktować alkoholem! - wymyśliłam.
- Dobrze... Byle nie Amaretto...
- Po prawdzie chciałam wziąć płyn do szyb, ale Amaretto też może być.
Mordo ty moja
- O nie, ZNOWU - jęczy On patrząc na hałdę moich ciuchów na komodzie. - Ale za to ładna jesteś.
- Tej mordzie to już nic nie pomoże... - krzywię się w PMSowym samokrytycyźmie.
- Nie pomoże, ale mogę jej zaszkodzić - zaciska pięść tuż przed moim nosem On.
Słowotok
U Niego lekkie podchmielenie objawia się słowotokiem. Wczoraj po powrocie z koncertu zasypał mnie potokiem słów, nie dając nawet otworzyć ust.
- Ile ty piw wypiłeś? - jęknęłam, kiedy musiał wreszcie wziąć wdech.
- Trzydzieści. I będę teraz gadał całą noc.
Szczerze
Z powodu sesji On miał okazję zobaczyć KahvaTheę dopiero wczoraj.
- Bardzo ładnie, bardzo ładnie tu zrobiliście - powtarzał, przechadzając się po wnętrzu, a Pchełka, Luby i ja puchliśmy z dumy.
- No i jak ci się podobało? - zagadnęłam Go już po wyjściu.
- Przecież mówiłem, że ładnie!
- Ale teraz możesz szczerze powiedzieć.
- Przecież nie kłamałem! - zaperzył się On.
Ssak morski
Wczoraj zostałam zważona i okazało się, że przytyłam, nawet biorąc poprawkę na przesadzającą wagę.
- Dotykałeś kiedyś wieloryba? Albo chociaż foki? - zagadnęłam Go o poranku, nasmarowawszy swoje fałdki tłuszczu oliwką dla dzieci.
- Kochanie, aż tak nie przytyłaś... - odparł kojącym tonem On.
- Miałam na myśli to, że jestem teraz gładziutka jak jakiś ssak morski.
Jego klasyfikacja pizzy
Al dente!
Robimy fastfoodowy makaron-zalewajkę.
Pchełka dobiera się do swojego kubeczka.
- Tam było napisane, żeby odczekać 5 minut, zanim będzie gotowe do spożycia! - hukam na nią.
- No to co? Ja lubię al dente - mlaszcze Pchełka, delektując się chrupiącym makaronem w glutaminianowym sosie.
Ale już wkrótce w KahvaThei będzie slowfoodowo pełną gębą.
