- 'Elo, 'Eniu! - powitał mnie z niemym h Braciszek.
- Kto to Enio? - nie załapałam.
- Moriccone - lakonicznie wyjaśnił Tata.
A 'Enio to stąd.
Imiennik
Nicość
Kosz na papiery stoi przy moim biurku.
- Czy możesz to wypierdzielić w nicość? - pyta On, podając mi jakieś śmieci.
Dzień 27 - jedzenie filmowe
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Imię
Oglądamy "Galerianki".
- Najmocniejszym filmem tego typu, jaki widziałam, była "Lilja 4ever" - mówi Mama.
- Jeszcze jest ten... "Masz na imię...", "Masz na imię..." No ten...
- Który?
- Cholera, nie pamiętam, jak ona miała na imię!
Chrabo
- Wózek w Chrabo jeździ na kartę kredytową. Ty też jeździsz na kartę kredytową? - zagadnął mnie Braciszek.
- Jak znajdziesz miejsce, gdzie ją można włożyć, to jeżdżę.
- Jakie ty masz nieprzyzwoite pomysły! Ten On to nie ma z tobą łatwo.
- Ma bardzo łatwo, bo nie ma karty kredytowej.
A Chrabo to stąd.
Bezogonek
- Gdzie kot? - rozglądam się, nie chcąc nadepnąć futra.
- Pod choinką.
- A, rzeczywiście, leży tu. Taki biedniusi, z ogonem...
- Biedniusi z ogonem?! - dziwi się Mama.
- Fakt, bez ogona to dopiero byłby biedniusi.
Jednolitość
- A poznałeś już naszą babcię? - zagaduje rozbrykanego pięciolatka.
- Poznałem. Jest trochę śmieszna, bo wygląda, jakby była stara.
- Bo jest - wyjaśnia pokrótce Siostra.
- Aha.
- Przynajmniej pasuje. Śmiesznie to by było, gdyby była stara, a wyglądała młodo... - wyjaśniam Kuzyńcowi.
* Siostrzeniec to syn siostry, bratanek to syn brata, a kuzyniec to syn kuzynki. Albo kuzyna.
Fortepian
- Co robiłaś, jak mnie nie było? - zagadnął mnie On.
- Oglądałam Gossip Girl. Chuck i Blair oddawali się namiętności na fortepianie. Dlaczego my nigdy nie oddajemy się namiętności na fortepianie..?
- Chciałem kupić fortepian! To mi nie pozwoliłaś!
Apsik
- Co się dzieje? - zatroszczył się On.
- Nic takiego. Umieram na katar - odparłam ponuro.
- To chyba niemożliwe - wyraził wątpliwość On.
- Pewnie, że możliwe. Nie słyszałeś, że Egipcjanie wyciągali mózg przez nos?
- No i?
- Ja mój mózg wysmarkam. Przez nos. A jak człowiek nie ma mózgu, to nie żyje.
Reakcja zobojętnienia
- Aaa! Aaa! - zawrzasnął On, skleiwszy sobie palce jakimś dziwnym klejem.
- Nie wrzeszcz tak - zwróciłam Mu chłodno uwagę.
- A gdyby to był kwas i bym się nim oparzył? - wytknął mi On.
- To bym go zobojętniła.
- Niby czym?
- Zasadą. E... Kretem! - rzuciłam pierwszą nazwą, która mi przyszła do głowy.
- Kretem? - wytrzeszczył oczy On.
- A co? Kret to zasada przecież.
Dzień 26 - jedzenie z piosenki
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Prąd
- Wiesz, myślałam, że jak jest zimno, to baterie w telefonie się szybciej wyładowują...
- Bo tak jest - mruknął On.
- Kiedy właśnie od kilku dni mój telefon jest jakiś taki bardziej żywotny.
- Aha - mruknął On.
- Może powinnam pojechać z nim na Syberię? Tam jest minus pięćdziesiąt. W takiej temperaturze w ogóle by się nie wyładowywał.
- Aha - mruknął On.
- To by było nawet praktyczne, bo przecież w tajdze nie ma gniazdek elektrycznych. Prawda? A może są? Jak myślisz?
- Aha - mruknął On.
MS Enterprise
- Dlaczego ten Office się nazywa Enterprise? - pytam zaintrygowana.
- Oj, nie wiem, tak go nazwali.
- Aha.
- A poza tym ma dźwięki ze Star Treka - wkręca mnie On.
Demofobia
Bardzo źle się czuję w tłumie. Zwykle jakoś sobie z tym radzę - unikając tłumu albo zaciskając zęby i/lub pracując łokciami. Czasem jednak tracę nad sobą panowanie, czując nadchodzący atak paniki. Ostatnio zdarzyło się to w Luwrze, kiedy nie mogąc przebić się przez tłuszczę otaczającą Monę Lisę (wcale nie chciałam oglądać tego obrazu, chciałam zaczerpnąć powietrza) potrąciłam kilka osób, w tym, jeśli wierzyć Jego słowom, matkę z dzieckiem.
- Nareszcie! - odetchnęłam z ulgą, opuszczając Galerię Krakowską po kilkugodzinnych poszukiwaniach prezentowych.
- Co nareszcie? - zaniepokoił się On.
- Nareszcie mam pewność, że nikomu nie zrobię krzywdy! Bo mogę oddychać i nie ma tu tłoku!
- A, fakt, zapomniałem, że tak źle znosisz chodzenie po galeriach... - pokiwał głową On.
Dzień 25 - ulubiona potrawa świąteczna
Ja w ogóle uwielbiam świąteczne potrawy, wszystkie - myślę, że to dlatego, że nikt mnie nigdy nie zmuszał do ich jedzenia ani nie podawał torebkowych i kupnych ohydztw.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Błędne koło
- Uff, zmęczyłam się - zwierzyłam Mu się pościeliwszy łóżko.
- Biedactwo - ulitował się On. - Może się połóż na chwilkę? Zrobię ci herbaty.
- Jak się położę, to znowu będę musiała ścielić - westchnęłam.
- I tak będziesz mieć zajęcie aż do wieczora! - ucieszył się On.
Dzień 24 - najbardziej nieestetyczna potrawa
Dostałyśmy po talerzu czegoś, co wyglądało jak gulasz z błota, wcześniej spożyty i zwrócony. Bliższe oględziny wykazały obecność czerwonej fasoli, ziemniaków, mięsa i bliżej niezidentyfikowanych warzyw, wszystko w różnych odcieniach nieapetycznych brązów. Podejrzliwie oglądałyśmy widelec przed pierwszym kęsem... A później było już tylko niebo w gębie, bo tak jak inne eintopfy, czulent jest daniem, którego nie należy sądzić po pozorach.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Dzień 23 - romantyczne jedzenie dla dwojga
Chlapiący wokół sos pomidorowy nie pasuje na randkę - ale co innego można jeść we dwoje? Oczywiście, że fondue!Szwajcarskie - serowe, piemonckie - z truflami, burgundzkie - z gorącą oliwą i wołowiną do maczania, na słodko - czekoladowe. Wszystkie się nadają! Jedzmy fondue, jedzmy wraz!
W kwestii czosnku i innych przypraw - wypróbowane: jeśli dwie osoby jedzą to samo danie, to potem nie czują swoich "smoczych oddechów".
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Chińszczyzna
Podałam Mu do kolacji nowe sztućce.
- Umyłaś? - On wbił surowy wzrok w lustrzaną powierzchnię widelca.
- Pewnie! - żachnęłam się.
- Czyżby? Widzę tu odciski chińskich rączek! - Jemu prawie oczy wyszły z orbit.
- To są odciski moich rączek.
- Chińskie! Widzę, że to skośne linie papilarne! - uparł się On.
- Pokaż. Ech... Tu jest napisane "made in Vietnam".
Ciasto drożdżowe z kruszonką cynamonową
Nie ma się co zrażać - jest naprawdę bajecznie proste w przygotowaniu. Należy zarezerwować ok. 2 godziny, ale w kuchni spędza się tylko jakieś 15 minut. Warto. Choćby dla zapachu. Przepis Dorotus, zmodyfikowałam.
Ciasto drożdżowe12 g drożdży świeżych (lub 6 g suchych)
300 g mąki pszennej + 3 łyżki do podsypania
120 ml mleka
1 jajko
50 g masła
40 g cukru
szczypta soli
Drożdże świeże rozrobić z łyżką cukru. (Suszone wsypujemy prosto do mąki.)
300 g mąki wymieszać z rozczynionymi drożdżami, dodać letnie mleko, 1 jajko, cukier i sól.
Dodać roztopione masło. Wyrobić.
Przełożyć do miski, przykryć czystą ściereczką.
Odstawić w ciepłe miejsce na 1,5 godziny.
Po tym czasie krótko wyrobić.
Keksówkę (w Krakowie: cwibakówkę) o wymiarach dna ok. 30/8 cm wysmarować masłem i wysypać bułką tartą. Przełożyć ciasto, znów przykryć i odstawić na 30 minut.
Kruszonka cynamonowa
50 g miękkiego masła
100 g mąki
4 łyżki cukru trzcinowego demerara
1 łyżeczka cukru waniliowego
1 łyżeczka cynamonu
+ 1 jajko
Kruszonkę wyrobić czubkami palców.
Posmarować wyrośnięte ciasto rozbełtanym jajkiem.
Posypać kruszonką.
Piec przez 30 minut w 180 stopniach (bez termoobiegu).

Punkt widzenia
- Teraz każdy, kto do nas wejdzie, zobaczy siebie i pomyśli: o rany, ale jestem paskudny! - przepowiedział On.
- Kochanie, spróbuj czasem NIE przenosić swojego punktu widzenia na innych.
Na równym poziomie
Wieszamy lustro.
- Teraz, kochanie, zniż się do mojego poziomu - poleca On.
- Całe życie to robię... - wzdycham.
Dzień 21 - potrawa, której chciał(a)byś spróbować
To kulinarne marzenie na razie pozostaje niespełnione tak jak wycieczka do Turcji.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Wybór
- Zmyłeś te naczynia? - trąciłam palcem piramidkę w zlewie.
- Nie zmyłem. Tylko je ułożyłem.
- Aha. Wspaniale. I co teraz?
- Ktoś je zmyje.
- Kto?
- No, na pewno nie ja!
Dzień 20 - kulinarne wspomnienie z dzieciństwa
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Sylwester
- Co robimy w Sylwestra? - poruszyłam drażliwy temat.
- Nie mam pojęcia. Ale wiesz, mógłbym...
- Co takiego?
- ...mógłbym stawiać ten piec na jakiejś podpórce...
- Kochanie, rozmawiamy o czym innym.
- Wiem, ale zmieniłem temat na ciekawszy.
Dzień 19 - potrawa, którą jesz rękami
Rzecz jasna, nie surowy, tylko gotowany z koprem i czosnkiem, okraszony masłem. Poezja i efekt Prousta. Prosto z miski, w całości, z łupinami.
Kiedy byłam mała, Babcia zabierała mnie na basen na stadion w pobliżu swojego domu. Spędzałyśmy tam całe dnie - Babcia na czytaniu, ja to na pluskaniu się w lodowatej wodzie brodzika, to na wysychaniu na słońcu. Najczęściej zabieraną na basen przekąską był właśnie gotowany bób. Można było do woli oblizywać palce, pokryte słonym masłem. Ja chcę lato...
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Kompaktowo
- Wiesz, jak kiedyś będziemy mieli dziecko, to będzie musiało być bardzo małe, inaczej się nie pomieścimy w mieszkaniu.
- Dobrze, kochanie, urodzę bardzo małe - kiwam głową. - Obiecuję, najwyżej pół metra.
- Takie kompaktowe! - cieszy się nieświadomy standardowych rozmiarów noworodka On.
Drożdżówki choinki
Z cyklu: jak ślicznie mogą wyglądać drożdżówki...



Przepis tutaj.
Dzień 18 - coś, czego nigdy nie jadasz
Ja uczuciowa jestem. Trudno mi jeść coś, co jeszcze chwilę wcześniej było żywe i co wygląda zupełnie jak żywe. (I co nosiło imię, które wspomina się przy posiłku, ale to na szczęście nie dotyczy owoców morza.) No i wreszcie - próba krewetkowa skończyła się wysypką.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Kulturka
Krakowska knajpa Spokój, dialog 5 panów w dresach.
- Głośno tu, k*.
- No głośno, k*, jak ch*.
- No głośno jak ch*.
- Tam było ciszej, wracamy, k*?
- No wracamy, tam to, k*, była większa kulturka, a tu k* głośno jak ch*.
Dzień 16 - kiedyś ulubione, dziś znienawidzone
Dla dzieci urodzonych przed rokiem 89 coca-cola była smakiem importowanym, niepowtarzalnym i wciąż upragnionym. Nie było wtedy alarmujących sygnałów o szkodliwości napojów gazowanych, o zachodniej epidemii otyłości ani przede wszystkim o wpływie cukru na zdrowie dziecka. Piło się colę prosto z butelki, chichocząc, gdy bąbelki łaskotały w nosie.
Teraz jakoś nie lubię. Jest za słodka, czuję się, jakbym miała zalepione podniebienie. Raz na parę miesięcy mam Ochotę na Colę. Kupuję wtedy puszkę (ta w plastiku smakuje jakoś dziwnie) i wypijam duszkiem. I zawsze się rozczarowuję. Coca-cola to już nie jest to.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Dzień 15 - kiedyś znienawidzone, dziś ulubione
Na szczęście wyrosłam z języka geograficznego. Teraz uwielbiam pomidory w każdej postaci: surowe, suszone, rozgotowane, uduszone, upieczone, nadziane, przetarte, wyciśnięte. Żałuję, że nie można ich jeść przez cały rok.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Orzeszki
Czytam Mu artykuł o badaniach, jakie powinien wykonywać każdy mężczyzna.
- A, przypomniałaś mi! - woła On i wybiega z pokoju. Po chwili wraca ze słoikiem z orzechami laskowymi.
- O czym ci przypomniałam?
- O badaniu orzeszków! O, ten na przykład jest bardzo dobry - dodał, pochrupując.
Dzień 14 - coś, czego nigdy nie spodziewał(a)byś się polubić
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Dzień 13 - jedzenie, które jest grzechem (ale jakże przyjemnym)
A może frytki do tego?
- Z czym chcesz kanapkę?
- Ze wszystkim.
- Z serem też?
- Też. A może frytki do tego?
- A chce ci się robić? - ożywił się On.
Dzień 12 - przepis z ulubionego bloga kulinarnego
Co jednak sprawia, że Pozytywna Kuchnia jest moim ulubionym blogiem? Przede wszystkim - brak zadęcia. Dorota po prostu gotuje, nagrywa to i opisuje, bez grafomanii i egzaltacji. Przyjemne dla oka zdjęcia wyglądają autentycznie. Poza tym z jej bloga łatwo się korzysta (szereg ułatwiających życie funkcji, jak lista zakupów czy wyszukiwanie wg kategorii), a przepisy są wykonalne, nie wymagają wyprawy do Indonezji po pastę pandanową czy założenia w wannie hodowli fiołków.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Dzień 11 - potrawa z ulubionej książki kucharskiej
Idąc na studia dostałam od Mamy wydaną w roku 1972 książeczkę, którą Mama wcześniej otrzymała od swojej Siostry (obecnie produkującej łomnickie sery). Jest to pozycja o wdzięcznym tytule: "Książka kucharska dla samotnych i zakochanych".
Napisał ją (pod pseudonimem) niejaki Tadeusz Żakiej, muzykolog. Przedstawia ona pokrótce zasady prowadzenia kuchni dla jednej osoby, która ma niewielkie pojęcie o gotowaniu i ograniczone fundusze oraz możliwości, co w latach 70 było raczej dość powszechne. Dzięki radom zamieszczonym w tej książce udało mi się przetrwać pierwsze lata studiów bez pomocy azjatyckich zalewajek i innych dań gotowych. Większość porad już się nieco przeżyła, a i asortyment w sklepach został znacznie poszerzony - ale i tak uważam tę książkę za moją pierwszą i ukochaną, mimo że czytając ją często mam pobłażliwy uśmiech na twarzy.
A oto jeden z przepisów:
Jabłka w cieście
Ciasto: 1 żółtko rozkłócamy mątewką z 1/2 szklanki mleka, następnie dodajemy 2 płaskie łyżki mąki pszennej, łyżkę cukru, szczyptę soli i dalej rozkłócamy na gęstą, jednolitą masę.
1 duże lub 2 małe jabłka obieramy, usuwając "koszyczki" i krajemy w krążki (w poprzek jabłka).
Na patelni silnie rozgrzewamy łyżkę smalcu i umoczywszy każdy plasterek jabłka oddzielnie w cieście, smażymy przez 6-8 minut, po 3-4 minuty z każdej strony. Gorące placuszki posypujemy cukrem pudrem.
Doskonałe są wprost z patelni, ale też i zimne godne są polecenia.
Z powyższej proporcji będziemy mieli deser obiadowy oraz słodkie urozmaicenie kolacji.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Dzień 10 - ulubiony "comfort food"
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
Wstęga Mobiusa
On wiesza pranie, a wśród prania - moje rajstopy.
- Co ty z tym zrobiłaś?! - prezentuje mi splątany kłąb z jedną nogawką na lewej, a drugą na prawej stronie.
- Oj, strzepnij i tyle.
- Strzepnąłem! Nawet dwa razy! Jak to wygląda?!
- A słyszałeś kiedyś o wstędze Mobiusa..?

