Dzień 29 - coś zbyt skomplikowanego, by próbować to przygotować


Carpaccio.

Nie mam odpowiedniego mięsa, odpowiedniego noża i odpowiednich umiejętności.
To danie dla profesjonalistów, a ja nigdy profesjonalistą w kuchni nie będę.


Przyłącz się do akcji!

30 grudnia 2010

Imiennik


Imiennik

- 'Elo, 'Eniu! - powitał mnie z niemym h Braciszek.
- Kto to Enio? - nie załapałam.
- Moriccone - lakonicznie wyjaśnił Tata.

A 'Enio to stąd.

Dzień 28 - coś pysznego i jednocześnie zdrowego


Dzień 28 - coś pysznego i jednocześnie zdrowego

Kwas chlebowy!

Slowfoodowy odpowiednik coli, ale gasi pragnienie dużo lepiej.
Mnie najbardziej smakuje ukraiński Obołoń.

Przyłącz się do akcji!

29 grudnia 2010

Nicość


Nicość

Kosz na papiery stoi przy moim biurku.
- Czy możesz to wypierdzielić w nicość? - pyta On, podając mi jakieś śmieci.

Dzień 27 - jedzenie filmowe


Dzień 27 - jedzenie filmowe

Rachatłukum.

W filmie na podstawie książki "Lew, Czarownica i stara szafa" jeden z głównych bohaterów zostaje poczęstowany magicznymi słodkościami. Wynikiem łakomstwa jest wiele ciekawych wydarzeń, ale skupmy się może na tym, co Edmund Pevensie jadł. W mojej książce pan Polkowski przełożył oryginalne turkish delight - na swojskie ptasie mleczko. Zamysłem autora było nakarmić Syna Adama rachatłukum - z tureckiego "ukojenie gardła". Gdybyście się natknęli na wypróbowany przepis, proszę o wiadomość, bo jadłam (przywiezione z Turcji) i było boskie.

Przyłącz się do akcji!

28 grudnia 2010

Imię


Imię

Oglądamy "Galerianki".
- Najmocniejszym filmem tego typu, jaki widziałam, była "Lilja 4ever" - mówi Mama.
- Jeszcze jest ten... "Masz na imię...", "Masz na imię..." No ten...
- Który?
- Cholera, nie pamiętam, jak ona miała na imię!

26 grudnia 2010

Chrabo


Chrabo

- Wózek w Chrabo jeździ na kartę kredytową. Ty też jeździsz na kartę kredytową? - zagadnął mnie Braciszek.
- Jak znajdziesz miejsce, gdzie ją można włożyć, to jeżdżę.
- Jakie ty masz nieprzyzwoite pomysły! Ten On to nie ma z tobą łatwo.
- Ma bardzo łatwo, bo nie ma karty kredytowej.

A Chrabo to stąd

Bezogonek


Bezogonek

- Gdzie kot? - rozglądam się, nie chcąc nadepnąć futra.
- Pod choinką.
- A, rzeczywiście, leży tu. Taki biedniusi, z ogonem...
- Biedniusi z ogonem?! - dziwi się Mama.
- Fakt, bez ogona to dopiero byłby biedniusi.

Jednolitość


Jednolitość

Siostra niańczy Kuzyńca*.
- A poznałeś już naszą babcię? - zagaduje rozbrykanego pięciolatka.
- Poznałem. Jest trochę śmieszna, bo wygląda, jakby była stara.
- Bo jest - wyjaśnia pokrótce Siostra.
- Aha.
- Przynajmniej pasuje. Śmiesznie to by było, gdyby była stara, a wyglądała młodo... - wyjaśniam Kuzyńcowi.

* Siostrzeniec to syn siostry, bratanek to syn brata, a kuzyniec to syn kuzynki. Albo kuzyna.

17 grudnia 2010

Fortepian


Fortepian

- Co robiłaś, jak mnie nie było? - zagadnął mnie On.
- Oglądałam Gossip Girl. Chuck i Blair oddawali się namiętności na fortepianie. Dlaczego my nigdy nie oddajemy się namiętności na fortepianie..?
- Chciałem kupić fortepian! To mi nie pozwoliłaś!

Apsik


Apsik

- Co się dzieje? - zatroszczył się On.
- Nic takiego. Umieram na katar - odparłam ponuro.
- To chyba niemożliwe - wyraził wątpliwość On.
- Pewnie, że możliwe. Nie słyszałeś, że Egipcjanie wyciągali mózg przez nos?
- No i?
- Ja mój mózg wysmarkam. Przez nos. A jak człowiek nie ma mózgu, to nie żyje.

Reakcja zobojętnienia


Reakcja zobojętnienia

- Aaa! Aaa! - zawrzasnął On, skleiwszy sobie palce jakimś dziwnym klejem.
- Nie wrzeszcz tak - zwróciłam Mu chłodno uwagę.
- A gdyby to był kwas i bym się nim oparzył? - wytknął mi On.
- To bym go zobojętniła.
- Niby czym?
- Zasadą. E... Kretem! - rzuciłam pierwszą nazwą, która mi przyszła do głowy.
- Kretem? - wytrzeszczył oczy On.
- A co? Kret to zasada przecież.

Dzień 26 - jedzenie z piosenki


Dzień 26 - jedzenie z piosenki

Sugar pie.

Oczywiście chodzi o tę piosenkę. Flagowe ciasto Quebecu, znane jako tarte au sucre - czyli po prostu tarta z cukrem - przywiezione zostało do Kanady z terenów Flandrii. Przepisów na to cudo jest wiele, od wersji kruchej, poprzez ciasto proszkowe, skończywszy na drożdżowym (sic!) spodzie. Co do jednego są zgodne: jest to deser prosty w przygotowaniu i bardzo słodki.

Przyłącz się do akcji!

Prąd


Prąd

- Wiesz, myślałam, że jak jest zimno, to baterie w telefonie się szybciej wyładowują...
- Bo tak jest - mruknął On.
- Kiedy właśnie od kilku dni mój telefon jest jakiś taki bardziej żywotny.
- Aha - mruknął On.
- Może powinnam pojechać z nim na Syberię? Tam jest minus pięćdziesiąt. W takiej temperaturze w ogóle by się nie wyładowywał.
- Aha - mruknął On.
- To by było nawet praktyczne, bo przecież w tajdze nie ma gniazdek elektrycznych. Prawda? A może są? Jak myślisz?
- Aha - mruknął On.

16 grudnia 2010

MS Enterprise


MS Enterprise

- Dlaczego ten Office się nazywa Enterprise? - pytam zaintrygowana.
- Oj, nie wiem, tak go nazwali.
- Aha.
- A poza tym ma dźwięki ze Star Treka - wkręca mnie On.

Demofobia


Demofobia

Bardzo źle się czuję w tłumie. Zwykle jakoś sobie z tym radzę - unikając tłumu albo zaciskając zęby i/lub pracując łokciami. Czasem jednak tracę nad sobą panowanie, czując nadchodzący atak paniki. Ostatnio zdarzyło się to w Luwrze, kiedy nie mogąc przebić się przez tłuszczę otaczającą Monę Lisę (wcale nie chciałam oglądać tego obrazu, chciałam zaczerpnąć powietrza) potrąciłam kilka osób, w tym, jeśli wierzyć Jego słowom, matkę z dzieckiem.

- Nareszcie! - odetchnęłam z ulgą, opuszczając Galerię Krakowską po kilkugodzinnych poszukiwaniach prezentowych.
- Co nareszcie? - zaniepokoił się On.
- Nareszcie mam pewność, że nikomu nie zrobię krzywdy! Bo mogę oddychać i nie ma tu tłoku!
- A, fakt, zapomniałem, że tak źle znosisz chodzenie po galeriach... - pokiwał głową On.

Dzień 25 - ulubiona potrawa świąteczna


Dzień 25 - ulubiona potrawa świąteczna

Barszcz z uszkami.

Warunek jest jeden: barszcz musi robić i doprawiać Mama, a uszka oczywiście domowej roboty.
Ja w ogóle uwielbiam świąteczne potrawy, wszystkie - myślę, że to dlatego, że nikt mnie nigdy nie zmuszał do ich jedzenia ani nie podawał torebkowych i kupnych ohydztw.

Przyłącz się do akcji!

Błędne koło


Błędne koło

- Uff, zmęczyłam się - zwierzyłam Mu się pościeliwszy łóżko.
- Biedactwo - ulitował się On. - Może się połóż na chwilkę? Zrobię ci herbaty.
- Jak się położę, to znowu będę musiała ścielić - westchnęłam.
- I tak będziesz mieć zajęcie aż do wieczora! - ucieszył się On.

15 grudnia 2010

Dzień 24 - najbardziej nieestetyczna potrawa


Dzień 24 - najbardziej nieestetyczna potrawa

Czulent.

To było chyba na pierwszym roku studiów. Na ul. Szczepańskiej była wtedy "restauracja samoobsługowa" pt. Polakowski, na którą Lu i ja, dwie studentki, czasem się wykosztowywałyśmy. W pewną senną sobotę natrafiłyśmy na potrawę o dziwnie brzmiącej nazwie, zniewalającym zapachu... i kuszącej cenie, która zdecydowała o zamówieniu.

Dostałyśmy po talerzu czegoś, co wyglądało jak gulasz z błota, wcześniej spożyty i zwrócony. Bliższe oględziny wykazały obecność czerwonej fasoli, ziemniaków, mięsa i bliżej niezidentyfikowanych warzyw, wszystko w różnych odcieniach nieapetycznych brązów. Podejrzliwie oglądałyśmy widelec przed pierwszym kęsem... A później było już tylko niebo w gębie, bo tak jak inne eintopfy, czulent jest daniem, którego nie należy sądzić po pozorach.

Przyłącz się do akcji!

14 grudnia 2010

Dzień 23 - romantyczne jedzenie dla dwojga


Dzień 23 - romantyczne jedzenie dla dwojga

Fondue.

Trudne to dzisiejsze wyzwanie, zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy nie był na randce... Uruchomiłam jednak wyobraźnię. Odepchnęłam stanowczo skojarzenie z filmem "Lady and the Tramp" i słynną scenę ze spaghetti.

Chlapiący wokół sos pomidorowy nie pasuje na randkę - ale co innego można jeść we dwoje? Oczywiście, że fondue!

Szwajcarskie - serowe, piemonckie - z truflami, burgundzkie - z gorącą oliwą i wołowiną do maczania, na słodko - czekoladowe. Wszystkie się nadają! Jedzmy fondue, jedzmy wraz!

W kwestii czosnku i innych przypraw - wypróbowane: jeśli dwie osoby jedzą to samo danie, to potem nie czują swoich "smoczych oddechów".


Przyłącz się do akcji!

13 grudnia 2010

Chińszczyzna


Chińszczyzna

Podałam Mu do kolacji nowe sztućce.
- Umyłaś? - On wbił surowy wzrok w lustrzaną powierzchnię widelca.
- Pewnie! - żachnęłam się.
- Czyżby? Widzę tu odciski chińskich rączek! - Jemu prawie oczy wyszły z orbit.
- To są odciski moich rączek.
- Chińskie! Widzę, że to skośne linie papilarne! - uparł się On.
- Pokaż. Ech... Tu jest napisane "made in Vietnam".

Ciasto drożdżowe z kruszonką cynamonową


Ciasto drożdżowe z kruszonką cynamonową

Aromat rozchodzący się po domu podczas pieczenia ciasta drożdżowego jest chyba najbardziej domowym zapachem, jaki można sobie wyobrazić. To ciasto jest niezwykle wdzięczne, bo można je kroić jak chleb i jeść z masłem, z konfiturami, z kremem czekoladowym, z masłem orzechowym...

Nie ma się co zrażać - jest naprawdę bajecznie proste w przygotowaniu. Należy zarezerwować ok. 2 godziny, ale w kuchni spędza się tylko jakieś 15 minut. Warto. Choćby dla zapachu. Przepis Dorotus, zmodyfikowałam.

Ciasto drożdżowe
12 g drożdży świeżych (lub 6 g suchych)
300 g mąki pszennej + 3 łyżki do podsypania
120 ml mleka
1 jajko
50 g masła
40 g cukru
szczypta soli

Drożdże świeże rozrobić z łyżką cukru. (Suszone wsypujemy prosto do mąki.)
300 g mąki wymieszać z rozczynionymi drożdżami, dodać letnie mleko, 1 jajko, cukier i sól.
Dodać roztopione masło. Wyrobić.
Przełożyć do miski, przykryć czystą ściereczką.
Odstawić w ciepłe miejsce na 1,5 godziny.
Po tym czasie krótko wyrobić.
Keksówkę (w Krakowie: cwibakówkę) o wymiarach dna ok. 30/8 cm wysmarować masłem i wysypać bułką tartą. Przełożyć ciasto, znów przykryć i odstawić na 30 minut.

Kruszonka cynamonowa
50 g miękkiego masła
100 g mąki
4 łyżki cukru trzcinowego demerara
1 łyżeczka cukru waniliowego
1 łyżeczka cynamonu

+ 1 jajko

Kruszonkę wyrobić czubkami palców.
Posmarować wyrośnięte ciasto rozbełtanym jajkiem.
Posypać kruszonką.
Piec przez 30 minut w 180 stopniach (bez termoobiegu).

Dzień 22 - coś, co jesz, kiedy chorujesz


Dzień 22 - coś, co jesz, kiedy chorujesz

Puree ziemniaczane.

Do ugotowanych ziemniaków po łyżce masła i śmietany.
Zgnieść.
Sypnąć szczypiorku, gałki muszkatołowej albo zrumienionej cebulki.
Pachnie zniewalająco i łatwo przechodzi przez obolałe gardło.
Uwielbiam ziemniaki, tak łatwo poddają się modyfikacjom.

Przyłącz się do akcji!

Punkt widzenia


Punkt widzenia

Powiesiliśmy lustro. (Tj. On wieszał, ja pomagałam.)

- Teraz każdy, kto do nas wejdzie, zobaczy siebie i pomyśli: o rany, ale jestem paskudny! - przepowiedział On.
- Kochanie, spróbuj czasem NIE przenosić swojego punktu widzenia na innych.

Na równym poziomie


Na równym poziomie

Wieszamy lustro.

- Teraz, kochanie, zniż się do mojego poziomu - poleca On.
- Całe życie to robię... - wzdycham.

12 grudnia 2010

Dzień 21 - potrawa, której chciał(a)byś spróbować


Dzień 21 - potrawa, której chciał(a)byś spróbować

Kebab.

Ale taki autentyczny, z jagnięciny. Jestem niezmiernie ciekawa, jak różniłby się od tego, co podają w krakowskim Pod Osłoną Nieba - i jednocześnie dziwnie pewna, że byłby po prostu pyszny!

To kulinarne marzenie na razie pozostaje niespełnione tak jak wycieczka do Turcji.

Przyłącz się do akcji!

11 grudnia 2010

Wybór


Wybór

- Zmyłeś te naczynia? - trąciłam palcem piramidkę w zlewie.
- Nie zmyłem. Tylko je ułożyłem.
- Aha. Wspaniale. I co teraz?
- Ktoś je zmyje.
- Kto?
- No, na pewno nie ja!

Dzień 20 - kulinarne wspomnienie z dzieciństwa


Dzień 20 - kulinarne wspomnienie z dzieciństwa

Jajko w szklance.

Czyli tzw. jajko po wiedeńsku. Pośród wielu wspomnień wybija się ono na pierwszy plan z prostego powodu: jajka na miękko to moja pięta achillesowa! Zawsze gotuję zbyt mało lub zbyt mocno ścięte. Jako dziecko dostawałam takie jajko w szklance - z masłem, odrobiną soli i szczyptą pieprzu - na śniadania. Coś pysznego!

Przyłącz się do akcji!

10 grudnia 2010

Sylwester


Sylwester

- Co robimy w Sylwestra? - poruszyłam drażliwy temat.
- Nie mam pojęcia. Ale wiesz, mógłbym...
- Co takiego?
- ...mógłbym stawiać ten piec na jakiejś podpórce...
- Kochanie, rozmawiamy o czym innym.
- Wiem, ale zmieniłem temat na ciekawszy.

Dzień 19 - potrawa, którą jesz rękami


Dzień 19 - potrawa, którą jesz rękami

Bób.

Rzecz jasna, nie surowy, tylko gotowany z koprem i czosnkiem, okraszony masłem. Poezja i efekt Prousta. Prosto z miski, w całości, z łupinami.

Kiedy byłam mała, Babcia zabierała mnie na basen na stadion w pobliżu swojego domu. Spędzałyśmy tam całe dnie - Babcia na czytaniu, ja to na pluskaniu się w lodowatej wodzie brodzika, to na wysychaniu na słońcu. Najczęściej zabieraną na basen przekąską był właśnie gotowany bób. Można było do woli oblizywać palce, pokryte słonym masłem. Ja chcę lato...

Przyłącz się do akcji!

9 grudnia 2010

Kompaktowo


Kompaktowo

- Wiesz, jak kiedyś będziemy mieli dziecko, to będzie musiało być bardzo małe, inaczej się nie pomieścimy w mieszkaniu.
- Dobrze, kochanie, urodzę bardzo małe - kiwam głową. - Obiecuję, najwyżej pół metra.
- Takie kompaktowe! - cieszy się nieświadomy standardowych rozmiarów noworodka On.

8 grudnia 2010

Drożdżówki choinki


Drożdżówki choinki

Z cyklu: jak ślicznie mogą wyglądać drożdżówki...




Przepis tutaj.

Dzień 18 - coś, czego nigdy nie jadasz


Dzień 18 - coś, czego nigdy nie jadasz

Frutti di mare.

Moje pierwsze wspomnienie: niemiecka IKEA, Tata kupujący ośmiornice kurczowo przyssane do wewnętrznych ścianek słoika, i sercówki w zalewie. (Wiedziałam, że to sercówki, bo zbierałam wtedy muszle.) Kolejne: raki na Mazurach. Były obiektem polowań okolicznej dzieciarni - oczywiście po dokładnych oględzinach wrzucało się je z powrotem do wody, raki w Polsce są pod ochroną. Kolejne: winniczki jedzone z czosnkiem w "Sadze o Wiedźminie" - i plaga winniczków w ogrodzie mojej Mamy. Kolejne: prezent z Florencji, makaron w kształcie penisów, barwiony na czarno.

Ja uczuciowa jestem. Trudno mi jeść coś, co jeszcze chwilę wcześniej było żywe i co wygląda zupełnie jak żywe. (I co nosiło imię, które wspomina się przy posiłku, ale to na szczęście nie dotyczy owoców morza.) No i wreszcie - próba krewetkowa skończyła się wysypką.

Przyłącz się do akcji!

7 grudnia 2010

Kulturka


Kulturka

Krakowska knajpa Spokój, dialog 5 panów w dresach.
- Głośno tu, k*.
- No głośno, k*, jak ch*.
- No głośno jak ch*.
- Tam było ciszej, wracamy, k*?
- No wracamy, tam to, k*, była większa kulturka, a tu k* głośno jak ch*.

Dzień 17 - coś, co jesz bardzo często


Dzień 17 - coś, co jesz bardzo często

Makaron.

Jest pyszny i szybko się gotuje. Jest uniwersalny, łatwo się dostosowuje do różnych klimatów. Występuje w wielu wariantach i kolorach. Makaron na naszym stole co najmniej dwa razy w tygodniu!

Przyłącz się do akcji!

6 grudnia 2010

Dzień 16 - kiedyś ulubione, dziś znienawidzone


Dzień 16 - kiedyś ulubione, dziś znienawidzone

Coca-cola.

Długo myślałam nad tym, co opublikować w tej kategorii. Z wiekiem moje horyzonty smakowe, co naturalne, poszerzyły się. Nadal też lubię różne potrawy zapamiętane z dzieciństwa - zupy mleczne, twarożek, a nawet bawarkę.

Dla dzieci urodzonych przed rokiem 89 coca-cola była smakiem importowanym, niepowtarzalnym i wciąż upragnionym. Nie było wtedy alarmujących sygnałów o szkodliwości napojów gazowanych, o zachodniej epidemii otyłości ani przede wszystkim o wpływie cukru na zdrowie dziecka. Piło się colę prosto z butelki, chichocząc, gdy bąbelki łaskotały w nosie.

Teraz jakoś nie lubię. Jest za słodka, czuję się, jakbym miała zalepione podniebienie. Raz na parę miesięcy mam Ochotę na Colę. Kupuję wtedy puszkę (ta w plastiku smakuje jakoś dziwnie) i wypijam duszkiem. I zawsze się rozczarowuję. Coca-cola to już nie jest to.

Przyłącz się do akcji!

5 grudnia 2010

Dzień 15 - kiedyś znienawidzone, dziś ulubione


Dzień 15 - kiedyś znienawidzone, dziś ulubione

Pomidory!

Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale jako dziecko nienawidziłam pomidorów. Keczup jeszcze był znośny, zupa też jakoś uszła, ale surowy pomidor na kanapce... Nie tknęłam za żadne skarby. Przyczyną tego stanu rzeczy była nieszkodliwa dolegliwość zwana językiem geograficznym. Póki na nią cierpiałam, jedzenie pomidorów wywoływało ostry, szczypiący ból.

Na szczęście wyrosłam z języka geograficznego. Teraz uwielbiam pomidory w każdej postaci: surowe, suszone, rozgotowane, uduszone, upieczone, nadziane, przetarte, wyciśnięte. Żałuję, że nie można ich jeść przez cały rok.

Przyłącz się do akcji!

4 grudnia 2010

Orzeszki


Orzeszki

Czytam Mu artykuł o badaniach, jakie powinien wykonywać każdy mężczyzna.
- A, przypomniałaś mi! - woła On i wybiega z pokoju. Po chwili wraca ze słoikiem z orzechami laskowymi.
- O czym ci przypomniałam?
- O badaniu orzeszków! O, ten na przykład jest bardzo dobry - dodał, pochrupując.

Dzień 14 - coś, czego nigdy nie spodziewał(a)byś się polubić


Dzień 14 - coś, czego nigdy nie spodziewał(a)byś się polubić

Pchlisty kurczak.

Czyli danie pt. kurczak po meksykańsku z książki kucharskiej "Kuchnia polska" Marka Łebkowskiego. Słowo daję, kiedy Pchełka opowiadała mi o nim po raz pierwszy, byłam silnie uprzedzona - nie zwerbalizuję może też moich myśli na widok tej potrawy. A tymczasem, mimo dużej ilości cebuli, to danie gości na naszym stole dość często i zajadam się nim ze smakiem!

Przyłącz się do akcji!

3 grudnia 2010

Dzień 13 - jedzenie, które jest grzechem (ale jakże przyjemnym)


Dzień 13 - jedzenie, które jest grzechem (ale jakże przyjemnym)

Alkohol.

To nie zawsze jedzenie, bo choć wiele potraw zawiera alkohol, to znamy go jednak bardziej w stanie ciekłym. Z punktu widzenia biologicznego alkohol jest toksyną: zatruwa układ nerwowy, stąd objawy upojenia, a następnie kaca.

Ale tak dobrze smakuje...

Przyłącz się do akcji!

2 grudnia 2010

A może frytki do tego?


A może frytki do tego?

- Z czym chcesz kanapkę?
- Ze wszystkim.
- Z serem też?
- Też. A może frytki do tego?
- A chce ci się robić? - ożywił się On.

Dzień 12 - przepis z ulubionego bloga kulinarnego


Dzień 12 - przepis z ulubionego bloga kulinarnego

Wiewiórka z Pozytywnej Kuchni.

Trudno mi się było zdecydować. Czytam regularnie co najmniej kilka blogów kulinarnych, często dodaję przepisy do specjalnego folderu w przeglądarkowych zakładkach, ale korzystam z nich sporadycznie.

Co jednak sprawia, że Pozytywna Kuchnia jest moim ulubionym blogiem? Przede wszystkim - brak zadęcia. Dorota po prostu gotuje, nagrywa to i opisuje, bez grafomanii i egzaltacji. Przyjemne dla oka zdjęcia wyglądają autentycznie. Poza tym z jej bloga łatwo się korzysta (szereg ułatwiających życie funkcji, jak lista zakupów czy wyszukiwanie wg kategorii), a przepisy są wykonalne, nie wymagają wyprawy do Indonezji po pastę pandanową czy założenia w wannie hodowli fiołków.

Tutaj link do wiewiórki, którą piekłam ostatnio.
Dokonałam kosmetycznych zmian: orzechy włoskie zastąpiłam laskowymi (On ma na włoskie alergię), zamiast białego cukru dałam ciemny muscovado. Planowałam jeszcze pokryć ciasto budyniowym kremem, ale okazało się tak mięciutkie i wilgotne, że krem nie był potrzebny. Piekłam w formie cwibakowej i kroiłam na plastry jak keks. On był zachwycony, moja rodzina zjadła ze smakiem, słowem - polecam.


Przyłącz się do akcji!

Dzień 11 - potrawa z ulubionej książki kucharskiej


Dzień 11 - potrawa z ulubionej książki kucharskiej

Nie mogę się poszczycić ogromną kolekcją książek kucharskich, jaką często chwalą się kulinarni internauci. Trudno mi określić przyczynę takiego stanu rzeczy. Część winy na pewno ponoszą nasze alergie i idiosynkrazje jedzeniowe, część - moja krótka kariera kuchenna (co prawda zaczęłam ją w wieku 7 lat, ale świadomie rozwijam od niedawna), część - fakt, że jak już mam wymyślać, co czym zastąpić, wolę wymyślić sama, a część - stały dostęp do internetu, najlepszej książki kucharskiej na świecie.

Idąc na studia dostałam od Mamy wydaną w roku 1972 książeczkę, którą Mama wcześniej otrzymała od swojej Siostry (obecnie produkującej łomnickie sery). Jest to pozycja o wdzięcznym tytule: "Książka kucharska dla samotnych i zakochanych".

Napisał ją (pod pseudonimem) niejaki Tadeusz Żakiej, muzykolog. Przedstawia ona pokrótce zasady prowadzenia kuchni dla jednej osoby, która ma niewielkie pojęcie o gotowaniu i ograniczone fundusze oraz możliwości, co w latach 70 było raczej dość powszechne. Dzięki radom zamieszczonym w tej książce udało mi się przetrwać pierwsze lata studiów bez pomocy azjatyckich zalewajek i innych dań gotowych. Większość porad już się nieco przeżyła, a i asortyment w sklepach został znacznie poszerzony - ale i tak uważam tę książkę za moją pierwszą i ukochaną, mimo że czytając ją często mam pobłażliwy uśmiech na twarzy.

A oto jeden z przepisów:

Jabłka w cieście

Ciasto: 1 żółtko rozkłócamy mątewką z 1/2 szklanki mleka, następnie dodajemy 2 płaskie łyżki mąki pszennej, łyżkę cukru, szczyptę soli i dalej rozkłócamy na gęstą, jednolitą masę.
1 duże lub 2 małe jabłka obieramy, usuwając "koszyczki" i krajemy w krążki (w poprzek jabłka).
Na patelni silnie rozgrzewamy łyżkę smalcu i umoczywszy każdy plasterek jabłka oddzielnie w cieście, smażymy przez 6-8 minut, po 3-4 minuty z każdej strony. Gorące placuszki posypujemy cukrem pudrem.
Doskonałe są wprost z patelni, ale też i zimne godne są polecenia.
Z powyższej proporcji będziemy mieli deser obiadowy oraz słodkie urozmaicenie kolacji.

Przyłącz się do akcji!

1 grudnia 2010

Dzień 10 - ulubiony "comfort food"


Dzień 10 - ulubiony "comfort food"

Risotto.

Koniecznie z dużą ilością parmezanu, aromatyczne i nieco kleiste. Chociaż każda wersja jest dobra: i te klasyczne wytrawne, i te na słodko - choćby znienawidzony przez wielu ryż na mleku. Obiad jedzony łyżką jest cudownie nieskomplikowany, nie trzeba go kroić ani gryźć, a w dodatku przywołuje wspomnienia z dzieciństwa.

Przyłącz się do akcji!

Wstęga Mobiusa


Wstęga Mobiusa

On wiesza pranie, a wśród prania - moje rajstopy.
- Co ty z tym zrobiłaś?! - prezentuje mi splątany kłąb z jedną nogawką na lewej, a drugą na prawej stronie.
- Oj, strzepnij i tyle.
- Strzepnąłem! Nawet dwa razy! Jak to wygląda?!
- A słyszałeś kiedyś o wstędze Mobiusa..?