- Aaa-pszruuu! - poniosło się echem po pustej sali KahvaThei.
- Na zdrowie! - odkrzyknęłam z zaplecza.
- Listwy ci dziękują - odparł łaskawie Luby, przesuwając rzeczone listwy z powrotem tam, gdzie ich miejsce.
Ale to było przedwczoraj. Echo daje się wypędzić.
- Na pewno masz gorącą rączkę. To prawie to samo - zapewnia mnie On, ściskając moją dłoń.
Na zdrowie
Wady takiej zimy
Wczoraj śniło mi się, że kupuję pomidory. Pachniały tak pięknie...
Marzy mi się mieszanka świeżych sałat.
I wykręciłam sobie nogi. Obie. Jedną w kostce, drugą w kolanie.
Przeklęty mróz, przeklęty lód.
Zalety takiej zimy
Namaszczenie
- Zgubiłam balsam! - jęczę, po raz kolejny przeszukując czeluście nowej torebki, kieszenie i koszyczki z kosmetykami.
- Zgubiłaś - ponuro powtarza On. - Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale zgubiłaś. Teraz się wstydź!
- O, jest! - wyławiam wreszcie słoiczek z jakiegoś wrednego zakamarka torby.
- F..! - wyrywa Mu się w rozczarowaniu.
- Znalazłam i co? Teraz już nie muszę się wstydzić.
- Wstydź się i tak!
Come together right now over me
- Wiesz, ale to jest chamstwo! Chciałam znaleźć tekst tej piosenki Beatlesów "All together", a jako pierwszy wynik wyskoczyła jakaś beznadziejna piosenka z High School Musical! - wywnętrzam się przed Nim.
- Bo ta piosenka się nazywa "Come together", kochanie... - łagodnie naprowadza mnie On.
- A. Aha - tracę rezon w jednej chwili. - Bo wiesz, chciałam się dowiedzieć, o czym jest ta piosenka...
- To ja ci powiem! - zapala się On. - To jest o takim Johnie, który żyje na ulicy i to nie jego wina, że jest zabijaką z Nowej Huty...
Rozmówki autobusowe
Buffy
Pod wpływem książki Julie Powell postanowiłam odświeżyć sobie serial o nastoletniej pogromczyni wampirów. Przed chwilą ściągałam napisy do drugiej serii. Jedne z nich miały następującą treść:
{210}{200}/Były one złe.
{300}{399}/Pozdrawiam.
Demony są wszędzie...
W stroju Ewy
Dopiero kiedy się rozebrałam przed porannym prysznicem, przypomniało mi się, że miałam coś wziąć z torebki, więc poszłam do przedpokoju, mając na sobie tylko skarpetki.
- Idziesz do sklepu? - spytał On poważnym tonem, widząc że stoję w przedpokoju.
Dhammapada
On słucha Dhammapady w mp3, a ja mam czkawkę.
- Za życia się męczy, po śmierci się męczy, złoczyńca zawsze tu i tam się męczy. "Źle uczyniłem" to jest jego męka, i gorsza męka - ta droga piekielna - płynie z głośników.
- Hik! - czkam chcąc nie chcąc.
- Za życia się męczy, po śmierci się męczy, czkający zawsze tu i tam się męczy... - wygłasza natchnionym tonem On.
Wiatr
- Czemu tu jest tak zimno?! - zżymam się.
- Od komina ciągnie - wzrusza ramionami On.
- Faktycznie, najzimniej w kiblu. Jak się wchodzi, to aż czuć wiatr... - mówię w zadumie.
- Kochanie, wiatry w kiblu to nic dziwnego - poucza mnie On.
Chyżo w Chorzowie
- Adres? - pyta służbistym tonem urzędniczka.
- Kraków, ulica Hoża...
- Nie ma!
- Ależ na pewno jest, Hoża przez h i żet z kropką.
- A, przez żet z kropką to jest. Myślałam, że Chorza, od Chorzowa.
Tysiąc
- I co, mam teraz stać i ładnie wyglądać? - spytałam Go, kiedy postanowił mnie wyręczyć w ścieleniu łóżka.
- Kochanie, nie wymagam od ciebie rzeczy niemożliwych - odparł łagodnie On.
- Nie wkurzaj mnie..! - ostrzegłam Go.
- Czemu?
- Bo napisałam już na blogu 999 postów i tylko od ciebie zależy, czy ten tysięczny będzie fajny!
Howgh.
Ktokolwiek wie...
- Głowa mnie boli - poskarżyłam Mu się.
- Biedactwo... - użalił się On. - A czemu cię boli? Może z głodu? Może z niewyspania? A może od ciśnienia?
- Ch... wie - warknęłam, zła jak osa, bo każde słowo wywoływało w mojej głowie eksplozję bólu.
- No to go spytaj, jestem pewien, że odpowie...
Dni świąteczne
Niedawno był Dzień Sprzątania Biurka, więc posprzątałam na biurku. (Ten stan nie trwał długo. Teraz biurko wygląda jak po wybuchu cekinowo-koralikowej bomby.)
- Dziękuję ci za kabelek, kochanie - uprzejmie odezwał się On, zakończywszy wreszcie przenosiny danych do nowego telefonu.
- Uhm. Wrzuć do szuflady - mruknęłam nieuważnie znad igły.
- Do twojego szufladowego syfu?
- Uhm. Jak będzie Dzień Sprzątania Szuflady w Biurku, to w niej posprzątam.
- Mógłby być we wtorek - westchnął On, wrzucając kabelek tam, gdzie jego miejsce.
Po chwili rozmontował swoje krzesło komputerowe.
- Em... Chciałeś je rozmontować? - spytałam, odrywając wzrok od szycia.
- Po co miałbym chcieć rozmontować krzesło?! - warknął poirytowany On.
- Nie wiem... Może dzisiaj jest Dzień Czyszczenia Krzesła w Środku?
Jak polepszyć pamięć, czyli dlaczego kocham jeść.
Ludzka pamięć to bardzo skomplikowane "urządzenie". Czasem jedno słowo, gest, zapach potrafią wyraźnie wywołać jakieś wspomnienie, dotąd całkiem zamglone. Dlatego najlepszym sposobem usprawnienia swojej pamięci jest odkrycie klucza do niej, rodzaju bodźców, jakie wyzwalają wspomnienia.
On ma pamięć słuchowo-zapachową, ja zapamiętuję kolory, kształty i smaki. Odczuwam to bardzo silnie, na granicy synestezji. I tak już mam, że poszczególne potrawy kojarzą mi się z różnymi okresami mojego życia, z miejscami, które odwiedziłam i z ludźmi, którzy wtedy byli przy mnie.
Dziś znów odwiedziłam Londyn i ogród królowej Marii w Regent's Park. A to wszystko - za sprawą niewinnej kanapki - takiej samej, jaką jadłam do spółki z wiewiórką siedząc na ławeczce pod pergolą oplecioną pnącymi różami... Za oknem polska zima, a ja w wyobraźni wąchałam angielskie róże.
Mijanka
Mamy znajomego, który od lat rozstaje się z tą samą dziewczyną i znów do niej wraca. Ich zawirowania związkowe śledzimy w zasadzie tylko przez jego opis na GG. Albo jego brak.
- Związek M. i P. najlepiej podsumowały ich opisy w Wigilię - stwierdziła Jego koleżanka. - On miał "Kocham cię, P.", a ona "Kocham święta!".
Na minusie
- Zimno jest - burczy w tramwaju starszy pan do swojego kolegi.
- A zimno - odpowiada kolega, zaciągając z krakowska.
- Mają mrozy być za kilka dni! - straszy starszy pan.
- Bedzie zimnij - kiwa głową kolega.
- 20 stopni ma być! Na minusie! - dodaje starszy pan, chcąc podkreślić grozę sytuacji.
Wieczorne pogaduszki
- Kochanie, nie wkurzaj mnie - ostrzega mnie On.
Uśmiecham się słodko.
- I nie uśmiechaj się, jak mnie wkurzasz! - irytuje się On.
Nie przestaję się uśmiechać.
- Zobaczysz, tym uśmiechem wyrobisz we mnie niewłaściwe odruchy!
Druga połówka
Odkamieniałam czajnik.
- Kochanie, czy... - zawołał On z kuchni.
- Tak! - odkrzyknęłam, wiedząc dokładnie, o co chce zapytać.
- Ale jak...
- Kilka razy przegotowałam!
- I tam...
- Tak, świeża woda.
- Skąd wiedziałaś, o co chcę zapytać? - spytał zaintrygowany On, wchodząc do pokoju.
- Bo Cię znam ósmy rok. Bo jesteś moją połówką. Bo...
- Połówką? - zdziwił się On, a ja już widziałam te iskierki w Jego oczach, mogłabym dać głowę, że wiem, co teraz powie. - Połówką czego? Półdupkiem?
- Połówką mózgu - westchnęłam.
Daj głos!
- Ta pizzeria chyba nie jest czynna w niedzielę - marudzę Mu.
- A co, nie odbierają?
- Dzwoniłam pod wszystkie trzy numery i ciągle się tylko włącza pizza głosowa...
Ludziom wbrew
- Kochanie, wiesz oczywiście, że według statystyk co dziesiąte dziecko w Europie zostało poczęte na łóżku z IKEI?
- Co dziesiąte?! - zdumiał się On.
- Tak.
- Korporacje są wszędzie! Nasze musimy począć gdzie indziej - postanowił bojowo On.
Moja niemoda
Pingwin
Zasypiamy. Wtem wśród nocnej ciszy daje się słyszeć głośne taplanie.
- Co to było? - podrywa się On.
- Nie wiem... Brzmiało jak pingwin... - mamroczę w półśnie.
- Kochanie: mamy pingwina w łazience! - wygłasza uroczystym tonem On, zupełnie nie zdziwiony.
Poza pingwinem w łazience mamy wodę, która wbrew prawom fizyki nie spada pionowo, tylko ukośnie.
Filmowa rzeczywistość
- Czytam właśnie blog Julie Powell - poinformowałam Pchełkę podczas przerwy w oglądaniu dwóch Julii.
- Widziałam ten blog - odparła obojętnie Pchełka. - I nawet go zaczęłam czytać, ale był jakiś taki... - zawahała się.
- Nudny? - podchwyciłam. - Tylko rzuciłam okiem, ale mam wrażenie, że jakieś takie przegadane to wszystko. No i mało autentyczne: kto pisze bloga używając wielkich liter?!
- I znaków przestankowych?! - uzupełniła Pchełka tym samym tonem. - I to na dodatek poprawnie?!
- No właśnie, KTO?! Z wyjątkiem mnie - dodałam po chwili. - I Ciebie. I jeszcze paru osób. No dobra, niech jej będzie, jest autentyczny.
Hałdy
- Kochanie, znowu zrobiłaś hałdę z ciuchów... - marudzi On.
- Oj, wiem... Ale sprzątnę to rano, obiecuję - odpowiadam nieuważnie znad Jane Austen.
- Hałdy i hałdy, gdzie nie spojrzę, tam hałda: w łazience hałda i na komodzie hałda! - indyczy się On.
- Jestem ze Śląska, hałdy mam w genach. Musisz przywyknąć - wzruszam ramionami.
Żelazna logika
Spodnie mi powiedziały, że przytyłam, więc postanowiłam się zmierzyć.
- Mam tyłek jak szafę - wyżaliłam Mu się.
- Ależ kochanie, wcale nie.
- Wcale tak! Nasza jedna szafa ma metr szerokości. A ja mam metr w biodrach!
- Hm - On spojrzał na mnie jak na kosmitę. - Ale w obwo...
- Może mi jeszcze powiesz, że metr to mało?! - przerwałam Mu.
- Patrząc na to z drugiej strony... - zaczął On - to JEST mało, bo przeciętny karzeł ma metr trzydzieści... Więc twoje biodra są mniejsze niż karzeł.
Przysięga małżeńska
- Nie lubię Cię - fukam na Niego.
- I pewnie dlatego zgodziłaś się zostać moją żoną... - droczy się On.
- Dlatego. W przysiędze małżeńskiej nie ma nic o lubieniu.
Odpowiednia pora
- Kocham cię - wygłasza On wkraczając do kuchni.
- Mhm - mruczę nieuważnie, jedną ręką krojąc pieczarki w tempie ekspresowym, drugą ręką mieszając cebulę na patelni, trzecią ręką skręcając gaz, a czwartą ręką odgarniając włosy. Wiadomo, kobieta w kuchni jest jak bóstwo hinduskie: wieloręka i wielozadaniowa.
- I co z tym zrobisz? - dopytuje się On.
- Z czym? Z tym? - wskazuję na pieczarki piątą ręką.
- Nie, z TYM.
- A, z tym, że mnie kochasz? Nie wiem. A da się to dorzucić do gulaszu?
