Gołąbki z kaszą gryczaną


Czy gołąbki są trudne?

Zachciało mi się gołąbków. Wielu osobom to danie może się wydawać skomplikowane i pracochłonne - nic z tych rzeczy! Gołąbki właściwie robią się same: trzeba im poświęcić jakieś pół godziny, a cała reszta to praca dla piekarnika. Wystarczy, że nie będziemy gotować całej główki kapusty (kto ma na to czas, ochotę... i garnek?), tylko zmiękczymy i zahartujemy pojedyncze liście. Sposób na takie przygotowanie liści na gołąbki zdradziła mi Mama, która z dzieciństwa pamięta długotrwałe i smrodogenne gotowanie całej główki do miękkości.

Ja zaczęłam od kupienia włoskiej kapusty. Dlaczego włoskiej? Bo ma bardziej wyrazisty smak niż klasyczna biała. Poza tym to ona odpowiada za fotogeniczność gołąbków. W ogóle włoska kapusta jest piękna, ale nie będę się nad tym rozwodziła tutaj. Wystarczy, że się nią zachwycałam podczas gotowania.


Gołąbki z kaszą gryczaną
1 główka włoskiej kapusty
1 szklanka kaszy gryczanej
mięso mielone z indyka (fakultatywnie)
tymianek
sól, pieprz
bulion warzywny - ok. 300 ml
1 duży pomidor

1. Kaszę ugotować w 500 ml lekko osolonej wody. Wystudzić.
2. Zewnętrzne liście kapusty oderwać. Delikatnie nacinać pozostałe liście i ostrożnie odrywać, żeby ich nie uszkodzić. Liście umyć pod silnym strumieniem wody.
3. W dużym garnku zagotować ok. 1 litra wody. Wrzucać po kilka liści i wyjmować łyżką cedzakową, kiedy przestaną być sztywne. 
4. Z wystudzonych liści delikatnie wyciąć wierzchni pasek głównego nerwu - ten, który odpowiada za sztywność.
5. Do kaszy dodać mięso (nadaje się tylko drobiowe, bo wieprzowe zbyt przytłacza smak kaszy gryczanej; można nie dodawać mięsa w ogóle). Doprawić tymiankiem, solą i pieprzem. Jeśli jest zbyt sypkie, dodać całe jajko. Dokładnie wymieszać.
6. Na każdy liść nakładać porcję kaszy. Zawijać gołąbki i układać je w dużym naczyniu żaroodpornym. (Najlepsze są takie z pokrywką. Albo brytfanny.)
7. Na gołąbkach ułożyć kawałki pomidora, przykryć liśćmi kapusty, zalać bulionem.
8. Piec przez godzinę w 180 stopniach z termoobiegiem.
9. Podawać z sosem pomidorowym albo grzybowym.

Szalony koń


Szalony koń

W salonie z lampami zobaczyliśmy na wystawie wielkiego konia z kryształków. W zasadzie tylko koń nas ujął swoim urokiem, ale ze względu na jego rozmiary i cenę wyszliśmy z niczym.
- Wiesz, tak sobie myślę, że moglibyśmy sobie kiedyś kupić takiego konia... - odezwałam się po wyjściu ze sklepu.
- Musielibyśmy wszystko wyrzucić z sypialni, powiesić konia i sprzedawać bilety wstępu - mruknął "zachwycony" tą perspektywą On.
- Podłogę wylalibyśmy betonem, ściany pokryli surowym tynkiem, a na środku leżałby goły materac i wynajęlibyśmy artystów, którzy by uprawiali pod koniem seks na jeźdźca - snułam swoje wizje. - Taki performance: nie mają ubrań, mebli ani nic, bo kupili konia.

28 maja 2010

Pochwała zupy


Pochwała zupy

On chwali się Siostrze i Kuzynowi nowym aparatem, wysyłając im obojgu zdjęcie zupy cebulowej.
- Muszę cię zasmucić... - pisze Siostra. - To nie jest aparat, tylko zupa!
- O cholera, oszukali mnie! Zapłaciłem za aparat, a przysłali zupę! - odpisuje On.

27 maja 2010

Potęga słowa pisanego


Potęga słowa pisanego

- Zobacz, pan niesie pieska przez wodę! - wzruszyłam się na widok zdjęcia z Sandomierza.
- Ale martwy ten piesek - macha ręką On.
- Jak to martwy? - przewijam stronę. - Nie piszą, że martwy!

26 maja 2010

When a blind man cries


When a blind man cries

On zapuścił Winampa, po czym poszedł do wanny. Ja zostałam z kilogramem cebuli do pokrojenia.
- I'm a blind man, I'm a blind man and my world is pale... - zawodził Ian Gillan z głośników.
- When a blind man cries, Lord, you know there ain't no sadder tale - wtórowałam mu, szlochając nad cebulą i krojąc na oślep.

Zupa cebulowa bis


Zupa cebulowa bis

Dzisiaj zupa cebulowa robiona na sposób francuski - z białym winem. Przepis odbiega od paryskiej klasyki, bo inne są zioła i inny sposób podania, ale w końcu mieszkamy w Polsce.

Zupa cebulowa
8 cebul
1/2 kostki masła
białe wytrawne wino
bulion warzywny
śmietana
gałka muszkatołowa
pieprz, sól


Cebule pokroić w piórka. Zrumienić na maśle do złotobrązowego koloru. Najlepiej zrobić to na patelni, dzieląc cebulę na dwie partie.
Przyrumienioną cebulę przerzucić do garnka, zalać winem. Gotować, póki wino nie odparuje. Zalać bulionem. (Zarówno wina, jak i bulionu powinno być ok. 500 ml, ale trzeba lać na oko - kiedy płyn przykryje cebulę, to znaczy, że wystarczy.) Gotować 15 minut, ciągle mieszając.
Doprawić gałką muszkatołową oraz przyprawami.
Podawać z bagietką albo innym białym pieczywem.

24 maja 2010

Powódź


Powódź

- Żeby nasze mieszkanie zalało, to by musiały obie czapy lodowe jednocześnie się roztopić - błysnął złotą myślą On.

Howgh!
Powodzianom oraz na powódź narażonym serdecznie współczujemy.

23 maja 2010

Pedometr


Pedometr

Oglądam telefony na stronach operatorów.
- Ten jest fajny. I ma pedometr! - pokazuję Mu.
- Co to jest pedometr?!
- No, krokomierz.
- Aaa... Myślałem, że przyrząd do pomiaru poziomu pedobeara.

22 maja 2010

1000k gold PLZ


1000k gold PLZ

Żalę się Braciszkowi ze spięć budżetowych.
- Mama pyta, czy Ci przelać golda - pisze Braciszek.
- 1000k gold PLZ - wystukuję w odpowiedzi.

19 maja 2010

Elektrycy


Elektrycy

Zespół złożony z Jego znajomych z liceum nagrał swego czasu płytę, na której była ta piosenka. (Uwaga, zawiera same treści niecenzuralne.)

- J...ć elektryków! J...ć ich! J...ć elektryków! J...ć ich! - zanucił On podłączając swój świeżo naprawiony dysk do komputera.

Spieszę dodać, że dostał na urodziny lutownicę, więc będzie też wersja o j... elektroników.

Co moje, to twoje


Co moje, to twoje

Kłócimy się o aparat - ja chcę tani i własny, On chce droższy i głównie jego.
- Ależ kochanie, dobrze wiesz, że ja ci chętnie pożyczę, jak tylko będziesz potrzebować...
- Tylko to nie jest to samo... - wzdycham, bo już wiadomo, że Jego opcja zwycięży.
- Wiem. Ale spójrz na to z tej strony: póki mnie nie wkurzasz, wszystkie moje rzeczy są nasze wspólne - uśmiecha się On.

18 maja 2010

Prawo karmy


Prawo karmy

- Wierzysz w prawo karmy? - zagaduje mnie On.
- Pewnie! Zresztą ono jest uniwersalne dla większości religii, tylko karma się wszędzie inaczej nazywa. Sam popatrz - wskazuję na dwie malutkie świnki morskie jedzące śniadanie na wystawie sklepu zoologicznego. Miski dwa razy większe od świnek wypełnione są po brzegi karmą, a świnki jedzą aż im się uszy trzęsą. - Prawo karmy jest wszędzie!

16 maja 2010

Lokalizacja tłumaczenia


Lokalizacja tłumaczenia

- Ja to bym założyła knajpę - rozmarza się Jego Siostra. - I nazwałabym ją Hello Kitty. Wszyscy by przychodzili.
- Nie da rady - gasi ją Jego Kuzyn. - Ta nazwa jest zastrzeżona.
- To może Cześć Kitty? - proponuję. - Albo żeby było bardziej międzynarodowo: Gut Morgen Kitty!
- (Jego Siostra dostaje ataku śmiechu)
- Albo Nara Kitty.
- A wiesz, że to nawet fajnie brzmi? - mówi poważnym tonem Jego Kuzyn.

15 maja 2010

Bez złudzeń


Bez złudzeń

Wesele na 120 osób, mnóstwo nietkniętego jedzenia na stołach, kolejka do beczki z bimbrem.
- Chyba trochę żal będzie wyrzucać to jedzenie - zagaduje jednego z kelnerów Jego Dziadek.
- Panie, teraz to nie jedzą, ale jak za parę godzin popiją, to wszystko opier...ą! - odpowiada filozoficznie kelner.

13 maja 2010

Towarzystwo zobowiązuje


Towarzystwo zobowiązuje

On przegląda Facebooka.
- Założyłaś tę grupę "I love eating at night!"?
- Uhm - mruczę oblizując się po miseczce rukoli z warzywami.
- To musisz teraz więcej jeść. I tylko w nocy. Musisz się głodzić w dzień, żeby móc żreć całą noc!

Pączka..?


Pączka..?

On kupił dwa pączki. Skonsumował jednego.
- Będziesz jeść tego pączka?
- A co?
- Jest strasznie twardy.
- Oferujesz mi twardego pączka?!
- Pomyślałem, że jak go nie chcesz, to może ja zjem...

12 maja 2010

Piwo, spacja, piwo


Piwo, spacja, piwo

On zawsze bardzo na mnie krzyczy, kiedy jem przy komputerze. Sam też je, ale twierdzi, że umie to robić bez brudzenia wokół siebie.

- Coś ci się spacja zacina - zauważyłam sprawdzając coś przy Jego komputerze.
- A, to. Bo ten... piwo mi na nią chlapnęło i się przykleja... - stropił się On.

11 maja 2010

3 oznaki świra kulinarnego


3 oznaki świra kulinarnego

1. Lekturę każdego czasopisma rozpoczynasz od rubryki kulinarnej, nawet jeśli jest to "Cosmopolitan" u fryzjera.

2. Na pytanie, czyją piosenkę nucisz, odpowiadasz bez namysłu "to przecież Makłowicz!", podczas gdy to przecież Maleńczuk.

3. Odświeżasz zapomniany francuski głównie po to, żeby móc właściwie wymawiać nazwy potraw z "MtAoFC".

10 maja 2010

Mowa kwiatów


Mowa kwiatów

Podąsałam się trochę na Niego wczoraj, bo dawno nie dostałam żadnych kwiatów. Nawet na rocznicę.

- Przyniosłem ci kwiat - oznajmił On. - Kwiat z przesłaniem - dodał ucieszony, wręczając mi siatkę.
- O. Begonia. A jakie jest przesłanie?
- Take the flower and be gone!

9 maja 2010

Najprostsze rozwiązania


Najprostsze rozwiązania

- Jejku, co mi tak w brzuchu burczy! - marudzi On.
- Nie wiem - wzruszam ramionami.
- A, to dlatego, że jestem głodny!

8 maja 2010

Wspólnota majątkowa


Wspólnota majątkowa

Poważna Rozmowa o Związkach.

- W zasadzie to my nie mamy nic wspólnego. Prócz siebie - konstatuję.
- No tak, prawie wszystko tu jest moje... - przytakuje On, rozglądając się pobieżnie wokół.
- Z wyjątkiem połowy materaca*! - przypominam Mu poważnie.
- Jak cię będę wyrzucał z domu, to na pewno w nocy. Materac zostanie, a ja ci jeszcze przez sen zdejmę pierścionek z palca! - zaciera łapska On.

* Kupiliśmy go na spółkę, więc w razie rozstania pozostaje nam materac przeciąć pół na pół. - Renata Przemyk, "Zero"

6 maja 2010

Banoffee Pie


Banoffee Pie

Natrafiłam na ten przepis przypadkiem, już po wizycie w Londynie - a szkoda, bo kiedy już zrobiłam, okazało się, że razem z szarlotką i tiramisu banoffee pie trafiło do pierwszej trójki Jego ulubionych ciast. Jest to właściwie nie ciasto, a deser - nie wymaga pieczenia ani nawet gotowania. Wystarczy mieć tylko mikser do ubicia śmietany na wierzch.

Moja wersja nie jest taka słodka, jak się wydaje - słonawe ciastka tworzą spód, śmietany się nie słodzi, całość jest niesamowitą harmonią smaków. Będzie smakować tancerkom po występie lub warsztatach, a gościom uspokoi podniebienia po jakimś ostrym daniu. Banoffee można zrobić w całej formie i kroić na trójkąty jak tort (pierwsze zdjęcie) albo przygotować porcje na jeden kęs (drugie zdjęcie). Zmodyfikowałam przepis z miesięcznika "Kuchnia".


Banofee Pie
proporcje na ok. 10 porcji


200 g ciastek pełnoziarnistych*: Lu Digestive lub Krakuski Zbożowe
100 g masła
ok. 400 g kajmaku (tzw. masy krówkowej)
4 dojrzałe banany
300 ml słodkiej śmietanki 36%**
1 łyżeczka cukru pudru
1 łyżka zaparzonej kawy
2 łyżki rumu (niekoniecznie)
3 łyżki posiekanych lub zmielonych orzechów laskowych (niekoniecznie)

1. Ciastka pokruszyć ręcznie lub w mikserze.
2. Roztopić masło, wymieszać z pokruszonymi ciastkami.
3. Masę wyłożyć do tortownicy lub formy na tartę z wyjmowanym dnem. Lekko ugnieść, wyrównać, wstawić do lodówki na minimum 30 minut.
4. Kajmak wymieszać z rumem, a jeśli jest zbyt gęsty, dodać odrobinę śmietanki (najwyżej 2 łyżki).
5. Wyłożyć masę kajmakową na schłodzony spód. Wstawić formę do lodówki.
6. Banany obrać i pokroić w plastry. Wyłożyć na kajmak (układać koncentrycznie albo spiralnie, począwszy od środka). Schłodzić przez minimum 60 minut.
7. Schłodzoną śmietankę ubić na sztywno. Dodać zimną kawę z cukrem pudrem i delikatnie wymieszać. Wyłożyć na banany.
8. Można posypać orzechami laskowymi.

* Można użyć zwykłych herbatników maślanych, ale wtedy banoffee moim zdaniem jest za słodkie.
** Może być również śmietanka 30%. Nie polecam śmietany w sprayu, bo tak jak przy herbatnikach, deser stanie się zbyt słodki.



5 maja 2010

Ciasto czekoladowo-rumowe, czyli trufla


Ciasto czekoladowo-rumowe, czyli trufla

Bardzo nam się chciało czekolady - bo zimno, bo mokro, bo wreszcie: matury, które Siostrę chyba bardziej wyczerpują niż jest skłonna przyznać.

Przy okazji tego ciasta zrobiłyśmy trzy rzeczy nietypowe.
Po pierwsze, nigdy wcześniej nie piekłam ciasta w garnku. (Wszystkie tortownice w domu były za duże.)
Po drugie, nigdy wcześniej nie piekłam nic w bain-marie - czyli w tzw. kąpieli wodnej. Jest to, wbrew pozorom, prostsze niż wydawałoby się po przeczytaniu przepisu.
Po trzecie, ciasto nie zawierało mąki. (Dla mnie i Siostry to nie pierwszyzna, Mama jednak od początku twierdziła, że nic z tego nie będzie. Przestała wygłaszać swoje ponure przepowiednie, kiedy przełknęła pierwszy kęs.)

Niniejszy przepis wygrał organizowany w listopadzie 2011 
konkurs na ciasto czekoladowe. 
Deser będzie dostępny w ramach jesiennego menu w krakowskim resto barze Zielone Tarasy (Al. Słowackiego 64, budynek Herbewo).


Ciasto czekoladowo-rumowe

6 jajek
100 g brązowego cukru (jasny muscovado)
400 g kuwertury czekoladowej lub czekolady deserowej o dużej zawartości kakao
250 ml słodkiej śmietanki 30%
50 ml rumu lub kilka kropli aromatu rumowego

1. Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej, przestudzić.
2. Jajka utrzeć z cukrem na puszystą masę, mikserem lub trzepaczką.
3. Dodawać po trochę czekolady do jajek z cukrem, wciąż mieszając. Następnie dodać śmietankę wymieszaną z rumem lub aromatem.
4. Okrągłą formę o średnicy 22 cm uszczelnić folią aluminiową. Wlać do niej ciasto.
5. Formę z ciastem umieścić w większym naczyniu wypełnionym wodą.
6. Całość wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni. Piec przez 60 minut, wystudzić w formie, schłodzić w lodówce przez kilka godzin.

Podawać schłodzone, z gorącą konfiturą malinową lub pomarańczową, i z bitą śmietaną.

Groźba


Groźba

Z mojej inicjatywy pieczemy z Siostrą ciasto, którego przepis zakazuje używania patyczka do sprawdzenia stanu upieczenia. (W ogóle to był dziwny przepis, ale o tym jutro, po sesji fotograficznej i degustacji.)
- Aż mnie świerzbi, żeby sprawdzić, ale jak zakazali, to się dostosuję - wzdycham patrząc na przemyślną konstrukcję piętrzącą się w piekarniku. (O konstrukcji też będzie jutro.)
- To już wiem, czym ci zagrozić: że jak mnie wkurzysz, to ci sprawdzę ciasto patyczkiem! - cieszy się Siostra.

3 maja 2010

Dyspozycyjność funkcji


Dyspozycyjność funkcji

Czyli jak kreatywnie wykorzystywać narzędzia...

- Nie mieliśmy świeżego chleba, ale w zamrażarce był cały bochenek. Nie mieścił się do mikrofalówki, więc Tata wziął szlifierkę kątową i przeciął go na pół - zrelacjonowała mi Siostra.