Piekę tort i nie mogę zdecydować się na krem.
- Budyniowy zrobię.
- ... - krzywi się On, nienawidzący budyniu.
- Nie marudź, zażerałeś się szarlotką królewską nawet nie wiedząc, że na wierzchu jest krem budyniowy.
- Ja marudzę? - zdziwił się On.
- Marudzisz na budyniowy.
- Kochanie, nie przejmuj się mną, ja zawsze głupoty gadam.
- Właściwie to fajnie by było mieć takiego patronusa. Mógłby za mnie robić zakupy - rozmarzył się On.
- Patronus jest niematerialny - zauważyłam.
- To mógłby skoczyć do kuchni i sprawdzić, czego brakuje w lodówce.
- Patronus jest niematerialny - powtórzyłam.
- I przynieść niematerialną listę zakupów...
Tortowy Smok Urodzinowy
Zimno
- Bo przeszłaś. Zawsze się robi zimno, jak Buka przechodzi - odparł Braciszek.
Zmagania z T9
- Mój telefon nie zna słowa "contra" - skarżę się Siostrze.
- A co zna?
- Podpowiada mi "anus"* i "cnota"...
* Anus - łac. odbyt.
Racja
- Ona ma rację! - popiera mnie Tata.
- Ależ skąd, na pewno nie ma racji! Ale w czym? - oponuje Mama.
Piątkowo
Piątek, dla większości chrześcijan Wielki. Przesadzamy z Mamą heliotropy.
- Jeszcze nie idź, trzeba je schować - powstrzymuje mnie Mama.
- Do domu?
- Do szopy!
- Do szopy, heliotropy! - zaintonowałam radośnie.
- To nie te święta - zauważyła Siostra, wyraźnie zdegustowana.
- Jak najbardziej te, w grudniu śpiewamy do szopy, hej, pasterze!, a w kwietniu o heliotropach.
Kocia muzyka
- Gorąco tu - jęknęła udręczona Siostra. - Nie dam rady zasnąć.
- To otwórz okno. Albo lepiej drzwi.
- Nie otworzę drzwi, bo zaraz przyjdzie ten kot i zacznie śpiewać, tak jak zawsze, i wtedy to już na pewno nie dam rady zasnąć!
Edward
Zaplotłam Siostrze warkocze, żeby w nocy włosy jej się nie splątaly.
- Teraz możesz zrobić fuzję tańca orientalnego z Anią z Zielonego Wzgórza. Ja się przebiorę za Zielone Wzgórze, a ty będziesz mieć liść klonowy w ustach jako symbol Kanady. I to będzie duet z księciem Edwardem.
- Wystarczy Edward.
- Cullen?
- A jaki inny?
- Może wolisz Nożycorękiego.
Jeździec kopii
- Co robi taki kopii rajder? - spytał Tata.
- No... - zawahała się Siostra.
- Bo "copy" wiem, co to znaczy, ale przecież "raider" to jeździec. Bez sensu.
Interwju
Panikuję przed rozmową o pracę.
- Najbardziej nie lubię tego, jak mi każą opowiedzieć o sobie.
- To sobie ułóż kilka zdań. Albo pierwsze zdanie, a potem już jakoś pójdzie - radzi On.
- Zainspiruję się Magdą Gessler... Kreatorka... smaku i stylu... i wdzięku, i elegancji... khe, khe, khe, hrrr!
- Jak powiesz coś takiego i potem zaczniesz tak kaszleć i charczeć jak teraz, to... - zawiesił głos On, próbując powstrzymać się od śmiechu.
Poduszka
- Jestem już za bardzo zmęczona - oznajmiam, obróciwszy się o 180 stopni i zaplątawszy w kołdrę. - Dalej nie dam rady, kołdra mnie ogranicza. I co to w ogóle jest?!
- To jest poduszka, którą położyłem sobie na twarzy - wyjaśnia z godnością On.
Planeta Małp
- Już NIGDY nie będę miała normalnej fryzury! Zobacz, mam włosy jak małpa!
- Ależ nie, kochanie. Żadna małpa nie miała nigdy takiej fryzury.
- A widziałeś "Planetę Małp"?
- Hm. Rzeczywiście, pewne podobieństwo jest... Ale to nie znaczy, że masz włosy jak małpa!
- Nie?
- Skądże, przecież w tym filmie to byli ludzie przebrani za małpy!
Zespół beagle'a
Wczoraj poszliśmy na spacer nad zalew Zakrzówek, beagle również wyroiły się gęsto.
- Beagle! - pisnęłam po raz któryś.
- Masz jakąś odmianę zespołu Tourette'a? - spytał poirytowany On.
Myszka II
Nie przepadam za zoologicznymi przezwiskami, ale czasami mi się coś wyrwie.
- Moje ty słoneczko, moja ty myszo kochana! - rozpoczęłam inwokację do Niego.
- Myszo?
- Jesteś taką myszą, masz długi ogonek i nosek, który marszczysz. Tylko nie masz wąsików, dlaczego nie masz wąsików?
- Bo bym wyglądał jak pedał - odparł ponuro On.
Chyba niezbyt Go podbudowało porównanie do myszy.
Myszka I
- Jak jest brudna, to znaczy, że powinnaś ją częściej myć - rzucił On, nie zaszczycając mnie (i myszki) nawet jednym spojrzeniem.
- Myję ją regularnie! - obruszyłam się.
- A golisz?
- Czy golę?! - osłupiałam.
- A, o komputerowej mówiłaś... - zdumiał się On.
Gicz jagnięca!
- Jak dzieci... - oznajmia mi z niesmakiem.
- Po alkoholu każdy jest jak dziecko - łagodzę.
- ... - On patrzy na mnie takim, jakim patrzy się na bredzących wariatów.
- ..?
- Usłyszałem "cośtam, cośtam, gicz jagnięca".
Hoja
Moim zielonym ulubieńcem jest z kolei hoja, którą przywiozłam z domu i która po latach bezsensownej egzystencji jako jednopędowa roślinka wyrosła na zasłaniającą pół okna Adelę, kwitnącą obficie i regularnie (ku Jego alergicznej rozpaczy).
- Muszę kupić nową doniczkę dla pomelo - westchnęłam widząc odsłonięte korzenie.
- Zdecydowanie! - przytaknął On energicznie. (Gdyby chodziło o inną roślinę, usłyszałabym zapewne obojętne "uhm".)
- Mogłabym wziąć jakąś większą z tych, które już mamy, ale chcę mu kupić inny fason doniczki. Tę co ma hoja - zakomunikowałam nieco niegramatycznie, w myślach upychając w terminarzu wyprawę po doniczkę.
- Doniczkę co ma hoja?! - zdumiał się On. - To są takie doniczki? Z hojem?
Kataryniarz
Na warszawskiej Starówce spotykamy atrakcję turystyczną - kataryniarza.
Kataryniarz: (przypadkowo gra melodię Les Champs-Élysées)
Papuga: (je)
Ludzie: (patrzą na papugę, melodii słuchając mimochodem)
Yael: (po chwili, wyraźnie rozczarowana papugą i poniekąd Polską) I to wszystko? Ona nic więcej nie robi? Tylko je?
