Ujemne kalorie


Jemy deser - lody.

- To jest prawda, że lody mają ujemne kalorie? - zagaduję.
- I tak, i nie - odpowiada Braciszek, po czym zaczyna wyjaśniać, że kaloria to ilość energii potrzebna do ogrzania o jeden stopień...
- Celsjusza?
- A nie Kelwina?
- A może Fahrenheita?
- Ja to mam gdzieś, lody są dobre! - podsumowuje Siostra.

29 lipca 2011

Z Juhasem za pasem


Z Juhasem za pasem

Opowiedziałam Rodzinie o krakowskim konkursie organizowanym przez producenta pewnego miksu masła z margaryną (fuj!). Konkurs polega na dokończeniu hasła reklamowego, a z nazwą miksu rymują się głównie słowa niecenzuralne, no i elficki "lembas".

- Powinnyśmy mieć wszystkie ten sam rozmiar, wtedy byśmy sobie pożyczały ciuchy - oznajmiła Mama.
- Dobry pomysł. To kto do kogo się dopasuje? - spytała Siostra z błyskiem w oku.
- Wy dwie do mnie. Tylko byście sobie musiały odessać tłuszcz z piersi - zakomenderowałam.
- Łatwiej by było, gdybyś ty sobie wstrzyknęła...
- Wstrzyknij sobie smalec! - zaproponował Braciszek.
- Wolę bardziej luksusowo, może klarowane masło?
Kolejną propozycję Braciszek rzucił tonem ks. Natanka pytającego o Harry'ego Pottera.
- A może... Juhasa?

28 lipca 2011

O pięknie


O pięknie

- Weź zgaś światło...
- Nie zgaszę! - postawił się On. - Jesteś taka śliczna, chcę sobie na ciebie popatrzeć!
- Ale...
- ...ja nie jestem śliczny, tak, rozumiem.

26 lipca 2011

Najlepsze lody w Krakowie


Najlepsze lody w Krakowie

Omne trinum perfectum, więc będzie o trzech miejscach.

1. Lody ze Starowiślnej,
czyli Pracownia Cukiernicza Stanisław Sarga,
ul. Starowiślna 83.

Tradycyjne, w neutralnych wafelkach, z kilometrową kolejką. Smaki standardowe, ale ponad standard smaczne: waniliowe z prawdziwą wanilią, owocowe jak zamrożony koktajl owocowy, bakaliowe pełne chrupiących dodatków.

2. Katanè,
czyli lody po sycylijsku,
ul. Sławkowska 19.

Trzech Włochów mówiących po polsku ledwo. Lody codziennie inne i zawsze pyszne. Coś dla siebie znajdą miłośnicy tradycji: są lody truskawkowe, waniliowe, czekoladowe - ale i nietypowe smaki, jak ananasowe (ze świeżych owoców!), nutella, biszkoptowe, amarena. Więcej niż 2 gałki można wziąć w słodkim rożku.

3. Lody domowe,
bez użycia maszyny do lodów. Np. semifreddo albo miękkie lody z mleka skondensowanego.

25 lipca 2011

Klub 27


Klub 27

(Nowa szufladka!)

- Mam jeszcze tylko parę miesięcy, żeby dołączyć do Klubu 27 - oznajmiłam.
- Tego klubu artystów, którzy zmarli mając 27 lat? - upewniła się E.
- Uhm. Tylko musiałabym jeszcze tak szybko nagrać płytę albo coś innego stworzyć, żebym mogła być artystą.
- Możesz zawsze dołączyć do innego klubu - podsunęła E. - Do klubu Ludzi, Którzy Utonęli w Zakrzówku... Albo do klubu Tych, Którzy Raz Pojechali Na Hutę I Nigdy Z Niej Nie Wrócili...
- Albo do klubu Ludzi, Którzy Zmarli Po Siedemdziesiątce - dodała M.

24 lipca 2011

Ale za to niedziela...


Ale za to niedziela...

- Co robimy przez resztę dnia? - spytałam Go.
- Nie wiem, a co ty będziesz robiła?
- Zrobię hummus z bobu. I upiekę tartę ze śliwkami.
- A, dzisiaj niedziela. Skoro tak, to ja trochę powiercę...

23 lipca 2011

Romantycznie


Romantycznie

Rozmowa ma miejsce na przystanku tramwajowym Starowiślna i jest raczej jednostronna.

- Wstańże z tego kamienia! - zachęca pani swoją suczkę.
- ... - suczka wstaje bez słowa.
- Nie pozwalam jej leżeć, jak tak zimno jest - zwierza się pani innej pani. - Bo pies, wie pani, jak człowiek, na starość romantyzmu dostanie.

A tutaj - ekskluziw: wiersz o tym, co zrobić, żeby było romantycznie.

"Zanim odejdą wody"


"Zanim odejdą wody"

Poukładany życiowo architekt Peter Highman i niebieski ptak Ethan Tremblay przez nieprawdopodobny zbieg okoliczności trafiają do jednego samochodu, którym muszą przemierzyć w poprzek całe Stany Zjednoczone. Peter powinien zdążyć na zaplanowane starannie narodziny swojego pierwszego dziecka, a Ethan jedzie na rozmowę z producentem filmu.
Komedia drogi, przygoda goni przygodę, a finał jest słodki i uroczy. Jest zabawnie, choć chwilami trochę zbyt amerykańsko. Cztery ptaszki! Plus pół za Roberta Downeya Jr., który doskonale poradził sobie z udawaniem, że jest sztywny i życiowo ustawiony, a także, że brzydzi się narkotykami.

Due Date, USA 2010

22 lipca 2011

Szpinak po katalońsku


Szpinak po katalońsku

Pewnie Katalończycy chwyciliby się za głowę, ale cóż, jeśli modyfikacje tradycyjnej potrawy musiały nastąpić? Lubię dokonywać w kuchni czegoś, co w tłumaczeniu nazywa się lokalizacją - przekładać pewne obce składniki na znajomy język lokalnych produktów. Dlatego kataloński szpinak z rodzynkami i orzeszkami piniowymi podałam z włoskim serem pecorino, a zamiast pinii wystąpiły prażone solone płatki migdałów. Sądzę, że zamiast migdałów jeszcze lepsze byłyby podobnie przyrządzone pestki słonecznika, ale On niestety jest uczulony, więc nie spróbowałam. Co do pinii, nawet nie wiem, skąd je wziąć, i wcale mi to nie przeszkadza.

Przepis odtworzony przeze mnie na podstawie potrawy z restauracji.



Szpinak po katalońsku 
lekko spolszczony, z włoską nutą serową

ok. 200 g szpinaku w liściach (może być mrożony, byle w liściach)
50 g rodzynek
50 g płatków migdałowych
100 ml białego wina
ser pecorino
białe pieczywo na grzanki - weka lub bagietka
oliwa z oliwek
2 ząbki czosnku
sól, biały pieprz

1. Rodzynki sparzyć i odsączyć.
2. Płatki migdałowe wysypać na rozgrzaną, suchą patelnię. Posolić. Uprażyć, często potrząsając patelnią (łatwo się przypalają!). Przesypać do miseczki.
3. Świeży szpinak dokładnie opłukać, następnie osuszyć i posiekać niezbyt drobno. Jeśli korzystacie ze szpinaku z mrożonki, ten punkt należy pominąć i po prostu otworzyć opakowanie.
4. Na patelni podgrzać oliwę. Czosnek obrać i pokroić w plasterki. Plasterki zrumienić, po czym zdjąć z patelni (oliwę zostawić).
5. Wyłożyć szpinak na patelnię, dorzucić rodzynki. Świeży szpinak zalać winem - jeśli korzystacie z mrożonki, poczekać, aż "brykiety" się rozmrożą i dopiero dolać wina.
6. Kiedy wino odparuje, doprawić do smaku solą i pieprzem. Zmniejszyć ogień i przykryć patelnię. Dusić pod przykryciem ok. 15 minut, mieszając, żeby się nie przypaliło.
7. Przygotować grzanki - pokroić bagietkę lub wekę w plastry albo w kromki i chwilę podgrzewać je w tosterze albo na kratce w piekarniku (130 stopni).
8. Wyłozyć szpinak na grzanki. Kazdą grzankę posypać płatkami migdałowymi i przykryć cienkim plasterkiem sera.

20 lipca 2011

"Soul Kitchen"


"Soul Kitchen"


Kuchnia z duszą czy prymitywne spełnianie potrzeb klientów?

Bohater filmu, Grek mieszkający w Niemczech, ma gotową odpowiedź na to pytanie. Codziennie przygotowuje koszmar Magdy Gessler: niewyszukane potrawy z mrożonych i suszonych półproduktów. Kiedy jednak okazuje się, że powinien zostawić brzydką i niezbyt popularną, ale jednak własną restaurację, i wyjechać do Chin śladem swojej dziewczyny, coś go powstrzymuje...

A widz ma podaną jak na tacy historię nieskomplikowaną jak hamburger. Z tą różnicą, że jest to hamburger domowy, przygotowany starannie, z dbałością o jakość składników i ze szczyptą indywidualizmu kucharza. Mamy tu kilka sympatycznych, wyrazistych postaci, przyjemną, luźno splecioną fabułę, bez naciągania we wszystkie strony, i ciepły finał. Nie jest wybitnie, ale jest dobrze.

Bo przecież we wszystko, co robisz, musisz włożyć duszę, żeby wynikło z tego coś dobrego.

Soul Kitchen, Niemcy, 2009
 

19 lipca 2011

Deszczowe prawa Murphy'ego


Deszczowe prawa Murphy'ego

Miałam dziś sporo czasu na rozmyślania, gdyż lało mi się za kołnierz, kiedy wracałam do domu. Żywioł obudził we mnie obawę o mój sprzęcik grający, więc słuchawki i ZENek powędrowały do torebki, torebka do torby foliowej... A ja pod parasolem ruszyłam z przystanku do domu, kłapiąc przemoczonymi balerinami.
Tak sobie rozmyślając, sformułowałam trzy deszczowe prawa Murphy'ego.

1. Jeśli zastanawiasz się, czy będzie padać, to będzie.
Wzięłam parasolkę. Prognoza nie zapowiadała deszczu, ale wzięłam, bo co szkodzi wziąć. I pojechałam autobusem, a nie na rowerze. Coś mnie tknęło. (W kolanie mnie tknęło. Moje kolano ma awarię od jakiegoś czasu i czasem boli bardziej, a czasem mniej. Dzisiaj bolało bardziej.)
2. Jeśli martwisz się, czy Twój parasol wytrzyma ulewę, to nie wytrzyma.
Oraz: prowizorka jest wieczna, ale wyjątkiem od tej zasady są parasolki dodawane gratis do gazet tudzież sprzedawane za śmieszne pieniądze w sieciówkach ciuchowych. Miałam ci ja parasolkę...
3. Nawet jeśli wykorzystasz wszystkie dostępne sposoby, żeby nie zmoknąć, i tak będziesz mokry.
Czyli: jeśli weźmiesz parasolkę, wiatr będzie tak silny, że powyłamuje pręty i/lub deszcz wedrze się pod nią. Jeśli założysz kalosze, deszcz będzie tak ulewny, że spłynie po Twoich nogach/nogawkach/rajstopach prosto do butów. Jeśli ubierzesz się w płaszcz przeciwdeszczowy, woda spłynie Ci za kołnierz. Jeśli będziesz mieć zarówno parasolkę, jak i kalosze oraz płaszcz przeciwdeszczowy, ochlapie Cię przejeżdżający pojazd.
Oraz: najlepszym lipcowym strojem jest full waterproof.

18 lipca 2011

Porwanie


Porwanie

Jego komputer zachowuje się dziwnie, więc On chodzi podminowany.

- Zaraz coś rozerwę na strzępy! Co mogę rozerwać na strzępy?
- Mnie... - proponuję słabo z kanapy.
- Hm, nawet niezły pomysł. Ciekaw jestem, jak wyglądałabyś taka porwana.
- Jak crepes Suzette*...

* Coś mnie zaćmiło i pomyliłam crepes Suzette, płonące naleśniki, z Kaiserschmarrn, porwanym na kawałki omletem. Oba dania to desery i oba boskie, tylko tyle mam na swoje usprawiedliwienie.

17 lipca 2011

Łamanie chlebem


Łamanie chlebem

- Znowu nabrudziłaś - wkurzył się On. - Pełno tu twoich śmieci!
- To nie śmieci, tylko okruchy. Z chleba.
- Który ja jadłem ostrożnie, żeby nie nabrudzić!
- ...
- A który ty łamałaś jak jakiś Jezus! Nie zważając na nic!

16 lipca 2011

Niezła szopka


Niezła szopka

Ja zapuszczam włosy od roku. On - odkąd się znamy, czyli od 10 lat.
Osiągnęłam już 50% jego wyniku.

- Niezłą masz szopę na tej głowie - orzekł z uznaniem On.
- Jeśli ja mam szopę, to jak nazwiesz to, co sam masz?
- No dobra, ja mam szopę. A ty masz...
- Szopkę?
- Raczej sławojkę. Ale taką w bardzo ładnym kolorze!

15 lipca 2011

Podejdź no do płota...


Podejdź no do płota...

- Ale dziwny opis książki... Autor scenariusza do słynnej trylogii filmowej przedstawia losy prototypów swych bohaterów. Jakoś obco to brzmi, żeby nazywać ludzi prototypami.
- Może ta trylogia to jakieś "Gwiezdne wojny" albo "Ja, robot"? - podsunęła E.
- Nie. "Sami swoi".
- Kargul, podejdź no do laserowego płota? - zaproponowała E.

14 lipca 2011

Śpiew w duecie


Śpiew w duecie

- Mam dla ciebie propozycję: nagramy piosenkę w duecie! - powiedziałam do Ch., który w pracy nuci sobie całkiem śmiało.
- Dobra. To ja będę cymbałem. A ty czym będziesz?
- A ja będę trąbą.
- To mi się podoba!

Zatem jak wybierzemy piosenkę, to listy przebojów opanuje duet Trąba & Cymbał. Strzeżcie się..!

13 lipca 2011

Pszczeliście


Pszczeliście

Wczoraj do naszego dużego pokoju wpadł jakiś owad, którego wzięłam za szerszenia. Co to było, to nie wiem, bo uciekłam. Z powodu tych niepożądanych odwiedzin spaliły na panewce plany romantycznej kolacji, zjedliśmy w kuchni. Dzisiaj On dokonał eksterminacji i wciągnął bzyczące stworzenie do odkurzacza.

- Zapalisz mi światło? - poprosiłam go.
- Wciągnąłem dla ciebie pszczołę, a ty jeszcze chcesz, żebym ci światło zapalał?! - obruszył się On.

12 lipca 2011

Sweet Party urodzinowo-imieninowe


Sweet Party urodzinowo-imieninowe

Impreza odbywała się pod hasłem Sweet Party - obowiązywał "słodki" strój, mile widziane falbanki, pastelowe wzory i kokardki. Kwiaty były oczywiście różowe!

Na stole zamiast obrusa położyłam papier do rysowania. Były też oczywiście kredki! I lizaki. Bardzo słodkie. Wszystkiego pilnował nasz VIP, czyli naczelny bumelant Polski - żółciutki jak słońce krasnal.

Mrowie a mrowie


Mrowie a mrowie

- Są gdzieś baterie? - rozejrzał się Ch.
- Obok ciebie! Siedzisz obok złoża baterii! Obok mrowiska z bateriami! - wytknął mu W.
- Aha. Tu są trzy. Trzy to mrowisko - pokiwał głową Ch.

Tytuł inspirowany tym cytatem: "Azali były osoby mrowie a mrowie?".

Siła przyzwyczajenia


Siła przyzwyczajenia

Wczoraj przez cały dzień w pracy odmieniałam przez przypadki słowo "krasnal".
Wieczorem byłam u znajomej, żeby jej zrobić skarpetki z mehendi. (Tzn. pomalować jej stopy henną w orientalne wzorki.)
Dzwonię domofonem.

- Słucham?
- Dzień dobry, tu krasnal... e... ja.

9 lipca 2011

Jak bardzo wkurzasz szefa?


Jak bardzo wkurzasz szefa?

- Tu jest taka reklama aplikacji "Jak bardzo wkurzasz szefa?".
- I jak bardzo? - spytała E.
- Nie będę tego otwierała. Pójdę do W. i go spytam.
- Może lepiej nie... Bo ci współczynnik podwyższy...

8 lipca 2011

Cykady na cykladach


Cykady na cykladach

On miał wczoraj gwałtowny atak alergii.
- Jak tu cicho... Słychać tylko, jak mi cieknie z nosa... I cykady...
- Jakie cykady? - oderwałam się od książki.
- A, to nie cykady. To twoje stopy.

7 lipca 2011

Jak wywabić plamy z malin?


Jak wywabić plamy z malin?

- Weź wygooglaj, czym się wywabia plamy z malin, bo mi na bluzkę prysnęło - poleciłam Siostrze.
- Plamy... z malin... Tu piszą, że oparami z Czarnobyla.
- To świetnie, chuchnę.

Plamy zaprałam mydłem Biały Jeleń, a następnie wrzuciłam bluzkę do pralki. Puściło.
Na białych ciuchach polecam kwasek cytrynowy.

3 lipca 2011

Zmiany wizualne


Zmiany wizualne

Szanowni stali bywalcy, i Wy, przypadkowi odwiedzający - poświęćcie proszę chwilkę na refleksję nad poniższym obrazkiem i zagłosujcie w ankiecie. Dziękuję! Ankieta wygasła, dziękuję wszystkim za opinie!

Ministerstwo Dziwnych Kroków


Ministerstwo Dziwnych Kroków

On poszedł odebrać telefon do drugiego pokoju.

- Coś się stało? - spytałam, kiedy wracał.
- Nie, a co miało się stać?
- Nie wiem, idziesz jakbyś usłyszał, że pożar, masowe zatrucie wąglikiem i dach zerwany przez trąbę powietrzną.
- I to wszystko wywnioskowałaś tylko z mojego chodu? Boję się ciebie...

Jak żyć dłużej?


Jak żyć dłużej?

Impreza urodzinowo-imieninowa przeciągnęła się prawie do rana, a my wszyscy mieliśmy niezłą głupawkę. I to na trzeźwo, a wiadomo, że wtedy jest bardziej.

- Wiecie, czytałam kiedyś, że minuta głośnego śmiechu to dodatkowe 15 minut życia.
- Czy to znaczy, że mogę teraz bezkarnie wypalić trzy papierosy? - zastanowił się palący J.

2 lipca 2011

Urodzino-imieniny


Urodzino-imieniny

Dziś sobota, która wypada pomiędzy moimi urodzinami a imieninami.
Z tej okazji wynaturzam się dziś kulinarnie dla moich gości.

Czekadełko:
słupki warzywne z dipami
musztardowo-miodowym i czosnkowym

Ostre:
quiche z mozarellą i pomidorami
quiche z porami i serem pleśniowym

Słodkie:
tort malinowy z białą czekoladą i bezą
cupcakes czekoladowe z kremem orzechowym

Zimne:
domowe lody smerfowe
o smaku cynamonowym
z musem smerfojagodowym

Mokre:
kompot rabarbarowy
mrożona herbata
samoobsługowa Mimoza
samoobsługowy Klemens

Będą przepisy, będą zdjęcia!

1 lipca 2011

Dieta versus logika


Dieta versus logika

- Kupimy ciastka? - proponuje Jego Siostra.
- Możemy kupić, ale ja nie jem.
- Dlaczego?
- Kupiłam sobie na sobotę spódnicę w rozmiarze S, pamiętasz? Do soboty nic nie jem.
- E tam, właśnie możesz jeść, skoro się mieścisz w S.

Jak zamordować wiernego klienta?


Jak zamordować wiernego klienta?

Wczoraj byłyśmy z Jego Siostrą w sklepie na I. Pewnie wiecie, a jak nie wiecie, to już wiecie, że jestem od lat fanką produktów tej firmy. Pisałam o niej wielokrotnie (można sobie wyszukać) i właściwie zawsze pozytywnie. Wyposażyliśmy 3/4 mieszkania rzeczami z ich logo. Mamy niezniszczalne 20-letnie regały i cudowną kuchnię z 20-letnią gwarancją. I bronię na forach, I chwalę w internecie i w realu, I jest moim hitem w wielu kategoriach, począwszy od poprzez relacji cena-jakość, skończywszy na podejściu marketingowym.

Ale wczoraj to się wkurzyłam...
Zatem jak zamordować wiernego klienta?
Wpis sponsorowany przez krakowski sklep na I.

1) Olać całkowicie fakt, że miasto wycofało większość autobusów, które dojeżdżają do sklepu. Nie zapewnić komunikacji zastępczej. Zmusić klientów niezmotoryzowanych (w tym Wiernego Klienta), żeby brnęli (przez zaspy) wzdłuż drogi szybkiego ruchu.

2) Przez trzy lata nie mieć w ogóle w asortymencie nowych produktów z oferty. Tłumaczyć się remontem. Niech w innych (niebędących w remoncie) sklepach tej samej sieci też nie będzie nowych produktów z oferty. W tym w najbliższym sklepie oddalonym o godzinę jazdy.

3) Rozdać 9 milionów bonów rabatowych o wartości 20 zł każdy. Czas realizacji bonów powinien być odwrotnie proporcjonalny do możliwości przepustowych kas oraz do dostępnej powierzchni remontowanego sklepu. Rozdając bony ominąć osiedle Wiernego Klienta (nie omijając innych osiedli, które dotąd dostawały katalogi).

Argh! Długo mnie nie zobaczą w swoich progach.

Onaniści


Onaniści

Napisałam na Facebooku, że nie lubię onanistów na Skałkach.

- Spotkałaś kiedyś jakiegoś onanistę na Skałkach? - zdziwił się K.
- Żeby to raz. Prawie zawsze, jak tam idę, to spotykam.
- I ciągle tego samego? - zainteresował się W.
- Nie wiem, nie przyglądam się.
- Ja ostatnio spotkałem Gracjana Roztockiego - pochwalił się K.
- O, to prawie jak onanista... - podsumował W.