Dzisiaj


- Wiesz, że dzisiaj Dzień Chłopca? - zagadnęłam Go przez telefon.
- Aha. Nie wiedziałem.
- Ale nie złożę ci życzeń... - dodałam spokojnie. - Bo ty już nie jesteś chłopcem.
- No tak. Wykastrowałaś mnie przez te lata życia razem.
- Oj tam, oj tam. Wymyśl lepiej obiad!

29 września 2011

Plan emerytalny


Plan emerytalny

- Fajnie jest pracować na umowę o pracę, bo masz składkę emerytalną - wymądrzył się On.
- Oj, ale przecież wiesz, że ja nie wierzę w moją emeryturę.
- To z czego będziesz żyła na starość?
- Dzieci mnie będą utrzymywać.
- Niby jak? Ty swoich rodziców nie dałabyś rady.
- Ja moje dzieci wypchnę siłą do odpowiedniej pracy, jedno będzie chirurgiem plastycznym, drugie modelką, a trzecie będzie miało wybór, zostanie księdzem albo alfonsem. 
- W sumie niewielka różnica... - podsumował On hipotetyczne trzecie dziecko.

Wpis sponsorowany przez moje poczucie humoru. Bo On twierdzi, że takowego nie posiadam.

Syndrom Migotki 2


Syndrom Migotki 2

Pisałam już raz o syndromie Migotki, tutaj. Dzisiaj jednak K. nadał mu nowe znaczenie. Myśleliśmy nad tekstem i jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, po etapie niemocy twórczej kranik z kreatywnością odkręcił się na amen.

- Nie wiem - jęknął K. po deszczu pytań i doprecyzowań. - Za dużo wersji. Za duży wybór. Czuję się jak żona w H&M.

Macie czasem syndrom Migotki? Ja najczęściej nad książką kucharską... Bo przed szafą to nie. I tak nie mam się w co ubrać.

27 września 2011

Opętanie


Opętanie

- Wiesz, czytałam dzisiaj, że dla katolika ślub cywilny to jest "życie w nierządzie i wszelkie konsekwencje związane z tym, typu zniewolenia demoniczne ich samych [nowożeńców bez ślubu kościelnego], ich dzieci, próby samobójcze". Więc jak cię coś opęta, to będziesz wiedział...
- ...że to wszystko twoja wina, tak, wiem - dokończył On nad podziw spokojnie.

24 września 2011

Domyślny


Domyślny

- Muszę sobie kupić takie... takie coś... - zaczęłam powoli.
- Jakie coś?
- No takie... takiej wielkości - zaprezentowałam - i takie wiesz, podłużne... I takie szerokie, o.
- Wybacz, ale to, co pokazałaś, przywodzi mi na myśl wielki wibrator... - wyznał skruszony On.
- Nie..! Tam się wlewa takie... ciepłe do środka.
- A, trzeba było od razu, że potrzebujesz butelki Beara Gryllsa!

Dla tych, którzy nie wiedzą, kto zacz - Bear Grylls to podróżnik, który popularyzuje survival. W warunkach ekstremalnych butelka z naszym własnym moczem może być na przykład przyjemnym termoforem, choć mnie nie do końca o to chodziło.

23 września 2011

Meloman


Meloman

- Ja mogę patrzeć na dzieci - zwierzył się On - ale jak one tak poskrzypują, to mnie aż uszy bolą.
- Co robią? - osłupiałam.
- No, skrzypią.
- To już teraz wiesz, po co istnieje oliwka dla dzieci... To taka dziecięca wersja WD40.

22 września 2011

Moje miejsce na ziemi


Moje miejsce na ziemi

Pamiętacie ten cytat, który pozwolił Panu Samochodzikowi odkryć skarby templariuszy? "Tam skarb twój, gdzie serce twoje." Można nie wierzyć Biblii, ale trzeba przyznać, że jej autorzy mieli dar do celnych spostrzeżeń.

Bo to właśnie tak wygląda: największym skarbem jest znalezienie swojego miejsca. Moje jest po trosze w każdym mieście, które pokochałam, a najbardziej kocham Kraków. Nie urodziłam się tutaj, więc los nie wybrał za mnie - wybrałam sama. Tutaj zarzucam kolejne kotwice dobrych wspomnień. Zadomawiam się. Uczę się podziwiać zalety i akceptować wady. Jak w związku.

Patrząc na historię mojej rodziny widzę, że przynajmniej jedna osoba z każdego pokolenia miała jakiś związek z Krakowem. Tu są moje korzenie. Czuję to każdego ranka i każdego wieczoru, w tygodniu i w dni wolne. Zawsze kiedy tu wracam, czekam żeby zobaczyć Wawel. I wtedy wiem, że jestem w domu. Tutaj czuję się u siebie, tu jest moje miejsce na ziemi. 

Notka konkursowa dla portalu iWoman.

Idą święta


Idą święta

Nie wiem, czy wiecie, ale praktycznie każdy dzień w roku jest jakimś świętem. Mniej lub bardziej bezsensownym.

- Jak myślisz, dałoby radę zrobić tak, żeby święto było zaznaczone z podpisem? - zagadnęłam Es. - Wiesz, na zasadzie: Dzień Masturbacji, a potem opis w stylu "dzisiaj możesz ile chcesz".
- Myślę, że tak - niepewnie odparła Es., patrząc na mnie dziwnie.
- Wy naprawdę chcecie wrzucić do tego kalendarza Dzień Masturbacji?! - oniemiał ze zgrozy K., czuwający nad całym projektem.

No, oczywiście, że nie. Po prostu inne święta miały mniej zapamiętywalne nazwy...

Mickiewicz pod strzechy


Mickiewicz pod strzechy

- To co, idziemy do tego sklepu? - spytałam Go, wskakując w baleriny.
- Nie tak szybko!
- No co?

- Ja jeszcze nawet wstać nie zdążyłem, a ty już jesteś w butach, już witasz się z gąską!

21 września 2011

Oko za oko


Oko za oko

Jestem na diecie, na której mogę jeść tylko kaszę, i bardzo cierpię z tego powodu (jeszcze 4 dni).

- Co się tak czochrasz? - zdziwił się On.
- Mam coś w oku...
- To na pewno kasza!
- Wychodzi mi okiem?
- Najpierw ci wyjdzie okiem, a potem zacznie wychodzić bokiem... - zapowiedział złowieszczo On.

20 września 2011

Coś, czego nie ma


Coś, czego nie ma

- Zatem... zacznijmy od ciąży... - zagaił lekarz Siostry po badaniu.
- ? - Siostra straciła mowę, trudno powiedzieć, czy bardziej ze zdumienia, czy z przerażenia.
- ...a więc: nie jest pani w ciąży - uśmiechnął się lekarz rozbrajająco.

19 września 2011

Matriarchat


Matriarchat

Nie wiem, czy wiecie, ale w niektórych regionach naszego pięknego kraju na matkę mówi się matula, a słowa "matka" używa się w stosunku do żony. To tak na marginesie, bo będzie o maci, czyli blisko matki i matuli.

- Co się dzieje! - wkurzył się On, kiedy komputer odmówił Mu posłuszeństwa i pokazowo zawisł.
- Poczekaj chwilę... - mruknęłam, będąc doświadczona przez zwisy komputerowe bardziej niż On.
- Ale naciskam i nic! Widzisz?! Control zet, control zet twoja mać! - zwyzywał On biedne urządzenie.

18 września 2011

Samotny supersam


Samotny supersam

- Wina? - zaproponował mi On, ledwie przekroczyłam próg mieszkania.
- A chętnie - zgodziłam się, niczego nie podejrzewając.
- Bo wiesz, ja przez cały weekend piłem wino - wyznał On.
- To fajnie miałeś. Ciągle to samo?
- Ekhm - odchrząknął On. - Nie wiem, co mam odpowiedzieć. No, ten sam rodzaj, tak, ale nie z tej samej butelki...

17 września 2011

Krakowskie ronda


Krakowskie ronda

Rozmowa dwóch młodych dziewczyn w autobusie.
- ...i to rondo obok Szkieletora... Rondo Mo... Mo... 
- Mogi... - zastanawia się druga.
- No, od mogiły.
- Właśnie... Mogilańskie? Mogilewskie?
- MOGILSKIE! - podpowiada pół autobusu.

16 września 2011

Klimat lat 60.


Klimat lat 60.

- Myślisz, że wino się już schłodziło?
- Pewnie tak - odpowiedziałam, nie ruszając się z miejsca.
- I pewnie ja mam jeszcze je przynieść? - mruknął On.
- Pewnie tak - wzruszyłam ramionami.
- Kochanie! - wkurzył się On. - Umawialiśmy się przecież, że jak oglądamy Mad Men*, to ty mi usługujesz, żebyśmy się wczuli w klimat!

* Mad Men - serial o nowojorskiej agencji reklamowej, osadzony w latach 60. XX w. - przed rewolucją seksualną, powszechnym równouprawnieniem i innymi zmianami obyczajowymi.

15 września 2011

Polecenie służbowe


Polecenie służbowe

- Musiałam dzisiaj jeść słodkie w pracy - zwierzyłam Mu się.
- Musiałaś? - On uniósł brwi.
- No tak... Bo najpierw B. częstował takimi rureczkami pysznymi... A potem przyszedł W. z workiem jakichś ciastek i kazał nam brać.
- Kazał? - Jego brwi prawie zetknęły się z linią włosów.
- Uhm. Sam widzisz, że to było polecenie służbowe! Nie mogłam odmówić.

14 września 2011

Dieta serowa


Dieta serowa

- Mam wrażenie, że znowu dałeś mi za mało sera! - naburmuszyłam się.
- Owszem, ale ser jest kaloryczny.
- No i co z tego? Poza tym - jestem na diecie.
- No właśnie...
- Co "no właśnie"? Jestem na diecie, więc nie jem słodyczy w pracy, a to znaczy, że mogę jeść ser w nieograniczonych ilościach!
- Aha - odrzekł On i dosypał mi sera.

Post factum


Post factum

- Ależ to jest upierdliwe, mieć długie włosy. Czemu nikt mi o tym nie powiedział? - wygłosiłam.
- Ależ to jest upierdliwe, mieć dziewczynę. Czemu nikt mi o tym nie powiedział?! - wygłosił On.
- Wiem, że powiedziałeś to po to, żeby mnie wkurzyć.
- Bingo - ucieszył się On. - I jak mi wyszło?
- Nijak. 
- Nie wkurzyłaś się? - zdumiał się On.
- Może bym się wkurzyła, gdybym była twoją dziewczyną... Ale od pewnego czasu jestem narzeczoną, post factum nie mogę się wkurzać.

13 września 2011

Kogut domowy


Kogut domowy


Po 5 latach On postanowił kupić sobie nowe martensy i teraz próbuje je rozchodzić, wyglądając przy tym jak szalony harcerz: martensy, skarpetki, potem długo nic i koszulka. 

- Teraz do mnie nic nie mów, bo będę grał - zapowiedział On, poskrzypując butami.
- Na granie miałeś cały dzień, teraz mógłbyś ze mną porozmawiać - nadąsałam się.
- Nie miałem całego dnia!
- Nie? A co robiłeś?
- Atakowało mnie wszystko! Śniadanie mnie atakowało! I sklep! A potem buty jeszcze miałem na głowie! I pranie! I ogólnie mam za sobą bardzo pracowity dzień, nijak nie mogłem znaleźć chwili, żeby pograć!

12 września 2011

Wirujący seks


Wirujący seks

Oglądamy serial, w którym główna bohaterka w ramach katharsis po rozstaniu z chłopakiem ogląda wte i we wte "Dirty dancing". Jej współlokatorzy płci męskiej początkowo nie wiedzą, o co chodzi, aż w końcu decydują się obejrzeć z nią. Jeden stwierdza, że to nawet niezły film.

- Zobacz, jaki on mądry. Jak się zna - stawiam Mu za przykład.
- "Dirty dancing" to jedna z najgorszych babskich szmir, jakie kiedykolwiek nakręcono - protestuje kategorycznie On.
- Nie. Nie powiedziałeś tego - patrzę na Niego z wyrzutem.
- Powiedziałem.
- W sumie... To ma swoje plusy. Na pewno jesteś hetero*.

* W tym miejscu chciałabym wyjaśnić, że ta wypowiedź miała charakter żartobliwy. Jestem daleka od tego, żeby oceniać czyjąś orientację seksualną po preferencjach filmowych. Pozdrawiam wszystkich nie-hetero, którzy nie lubią rzeczonego filmu, oraz wszystkich hetero, którzy go lubią oraz przypominam, że "I've had the time of my life and I owe it all to you".

11 września 2011

Lekarstwo uniwersalne


Lekarstwo uniwersalne

- Au, au! - jęczę.
- Co znowu?
- Odczuwam ból w rejonie klatki piersiowej - oznajmiam z godnością.
- Mam na to lekarstwo: trzeba obciąć! - zaciera ręce On.
- Co obciąć, biust?! - wpadam w panikę. On kiwa głową. - Ale wtedy to... no, dupa będzie...
- Tak jest, wtedy z atutów zostanie ci tylko ona.

10 września 2011

Sernik z białą czekoladą


Sernik z białą czekoladą

Przedstawiam Wam: oto sernik idealny! 
Nie wymaga nadmiernych kombinacji, nie jest zbyt słodki ani zbyt wilgotny. No i - nie ma rodzynek! (Wiem, że rodzynki w serniku mają swoje grono zagorzałych wrogów.) Najlepiej upiec go wieczorem i podać rano. Świetny do porannej kawy, dobrze smakuje też ze świeżymi owocami.
Przepis z Kwestii Smaku z moimi modyfikacjami. Proporcje na wysoką tortownicę o średnicy 18 cm.


Sernik z białą czekoladą

SPÓD
110 g ciastek Digestive bez czekolady
90 g masła 

MASA 
500 g białego sera (może być z wiaderka, ale bez dodatków)
80 g drobnego cukru
250 g białej czekolady
3 jajka
świeże owoce (niekonieczne)

1. Ciastka pokruszyć. Wymieszać z roztopionym masłem.
2. Formę wyłożyć papierem do pieczenia (spód i boki). Wyłożyć ciastka z masłem na spód, wyrównać i wstawić do lodówki.
3. Czekoladę połamać na małe kawałki. Roztopić powoli w kąpieli wodnej, zdjąć z ognia.
4. Rozgrzać piekarnik do 170 stopni (bez termoobiegu). Podpiekać spód przez ok. 20 minut.
5. Białka oddzielić od żółtek.
6. Żółtka ubić z cukrem. Wymieszać z serem.
7. Przestudzoną czekoladę po trochę wlewać do sera, ciągle mieszając.
8. Białka ubić na pianę, delikatnie wymieszać z masą serową.
9. Masę wylać do tortownicy. Wyrównać.
10. Piec przez ok. 60 minut. Studzić w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach.
11. Schłodzić w lodówce przez co najmniej 3 godziny.
12. Przed podaniem udekorować owocami.

9 września 2011

Najlepsza dieta


Najlepsza dieta

- Postanowiłam, że w tygodniu nie będę jeść nic słodkiego - oznajmiłam Mu.
- Aha. 
- Piję tylko kakao przed pracą.
- Aha... 
- No, i jem drożdżówki, ale to się nie liczy, bo to zamiast kanapki.
- Aha - pokiwał głową On.
- A skoro idziesz do kuchni, to przyniesiesz mi czekoladę..?

8 września 2011

"W stronę słońca"


"W stronę słońca"


Kiedy obecne nastolatki będą na emeryturze, Słońce znajdzie się w stanie agonalnym, a na Ziemi zapanuje kolejna epoka lodowcowa. Ludzkość ostatnim wysiłkiem zdobędzie się na wysłanie dwóch ekip, które za pomocą ładunku wybuchowego mają rozpalić Słońce na nowo. Asystujemy drugiej ekipie na statku Ikarus II, wysłany 7 lat wcześniej Ikarus I zaginął w nieznanych okolicznościach. W pobliżu Merkurego nasi bohaterowie słyszą sygnał, który zdaje się pochodzić od ich zaginionych poprzedników.

Od tego momentu film zaczął być dla mnie nieznośnie przewidywalny. I ciągle miałam wrażenie, że już gdzieś to widziałam (motyw tajemniczo zaginionego statku kosmicznego, na który przypadkiem natyka się kolejna ekipa, znajdując w środku coś, dzięki czemu cały film ma +10 do bycia S-F). Oboje się raczej wynudziliśmy. 2/5 za powtarzalność plus pół ptaszka za to, że reżyser otwarcie przyznaje się do inspirowania Tarkowskim i Kubrickiem. Tylko gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna kopia..? Tylko dla wielbicieli gatunku.

Sunshine, UK/USA 2007

Mocna głowa


Mocna głowa

Mam bardzo słabą głowę, co wbrew pozorom jest zaletą, a nie wadą. On z tego względu bardzo kontroluje, żeby zawsze sobie nalać więcej wina, reglamentuje mi herbatę z rumem, kiedy nie jestem chora, a w knajpie przynosi mleko, kiedy uzna, że z procentami dla mnie koniec. Troszczy się, bo oboje nie wierzymy, że "mocną głowę" można zdobyć poprzez regularne "zalewanie pały".

Wczoraj chciałam się rozgrzać herbatą z rumem, ale On przyniósł mi wiśniówkę. Zwykle mieszamy ją z sokiem (ja najbardziej lubię z bananowym), ale tym razem soku nie było. On mi nalał.

- Pij! - polecił krótko. Łyknęłam posłusznie.
- Ależ to jest ohydne solo - skrzywiłam się.
- Bo wiśniówkę się pije szybko. Pół kieliszka naraz.
- I mam tak wypić? A czym zagryzę? - zaprotestowałam słabo.
- Tu masz żelki - podsunął mi On.

7 września 2011

Ślimak


Ślimak

We śnie człowiek czasem przybiera różne dziwne pozy. On dzisiaj rano zwinął się prawie w spiralę. 

- Mój ty ślimaczku... - rozczuliłam się.
- Yy-y! - zaprotestował On.
- Ze skorupką - doprecyzowałam. Może nie chce być nazywany pomrowikiem.
- Yy-y! - oburzył się On.
- No przecież nie bez skorupki...
- Hrmpf! - obraził się On, po czym jednym ruchem ze spirali przekształcił się w linię prostą.

6 września 2011

Najlepszym być


Najlepszym być

Gramy w "Alice: Madness Returns". Liczba mnoga celowa - graliśmy na zmianę, w zależności od specjalizacji w danym typie rozgrywki.

- Dobry jesteś! - wykrzyknęłam na widok kolejnego brawurowo pokonanego zakrętu. Zjeżdżalnie i ślizgawki zawsze przegrywały w starciu z Nim.
- No ba! Ale jestem dobry tylko w jednym.
- W czym?
- We wszystkim.

5 września 2011

Ciastka podwójnie czekoladowe


Ciastka podwójnie czekoladowe

To element mojej nowej diety. Kiedy zobaczyłam przepis, po prostu musiałam je zrobić. Ciastka dla czekoladoholików - mocno czekoladowe, niezbyt słodkie. Odganiają jesienną depresję! Przepis Marthy Stewart z moimi modyfikacjami. 


Ciastka podwójnie czekoladowe

1 1/2 szklanki mąki
1/4 szklanki kakao
3/4 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki soli
115 g masła w temperaturze pokojowej
2/3 szklanki brązowego cukru
1/3 szklanki wody
150 g czekolady deserowej
1/4 szklanki drobnego cukru

1. Wymieszać mąkę z kakao, sodą i solą.
2. Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dosypać mieszankę mąki z resztą składników, utrzeć mikserem. Dodać wody.
3. Czekoladę posiekać w kostkę i dorzucić do ciasta.
4. Schłodzić ciasto przez co najmniej 30 minut.
5. Łyżeczką nabierać ciasto i lepić kuleczki. Obtaczać je w białym cukrze, układać na blasze wyłożonej papierem i lekko spłaszczać.
6. Piec 10-12 minut w temperaturze 160 stopni - do momentu, kiedy wierzch ciasteczek popęka. Łopatką delikatnie przenieść je na kratkę i zostawić do wystudzenia.

Zdjęcie ze strony Marthy Stewart

4 września 2011

To wina wina!


To wina wina!

- Dolej mi wina! - zakomenderowałam podsuwając Mu kieliszek.
- Już nie ma.
- Jak to? Przecież wypiliśmy dopiero po jednym kieliszku!
- Ale to było wino z promocji. Butelka napełniona tylko do połowy.