Forever Alone


- Wiesz, ta teoria o połówkach pomarańczy jest słaba. Jakbym miała umrzeć, to bym chciała, żebyś znalazł sobie kogoś i był szczęśliwy z nim - zwierzyłam Mu się.
- Ja to w ogóle jestem Forever Alone.
- Nie wyglądasz jak on.
- Nie? - zdziwił się On, robiąc minę jak Forever Alone.
- Z taką twarzą to możesz pretendować ewentualnie do Troll Face...


29 października 2011

No name?


No name?

Jednym z elementów mojej pracy jest tworzenie nazw różnych rzeczy, a ja ten proces znajduję żmudnym i trudnym. Nobody's perfect wszakże, nie wszystko mi tak łatwo przychodzi jak mogłoby się wydawać. 
Ale wczoraj udało mi się wymyślić dwie nazwy, które zostały zaakceptowane.

- Tylko wiesz, ja myślę, że powinien być osobny człowiek do takich rzeczy. Zatrudniany na godziny - zwierzam Mu się z mąk twórczych.
- Na pewno są takie osoby. Nazywają się namewriterzy.
- Serio? - powątpiewam.
- Nie, żartowałem - z kamienną twarzą odparł On.

A wszystko przez to, że oglądaliśmy Big Train. A tutaj link do skeczu, który rozbawił mnie najbardziej.

28 października 2011

Garść przyjemności 2


Garść przyjemności 2

Pomysł od Ewenementa, a pierwsza garstka tutaj.

1. Codzienny zaciesz z tego, że idę do pracy. Nawet jak rano jest ciemno. Szósty miesiąc mija i ja dalej uważam, że mam Idealną Pracę.

2. Lista prezentów gwiazdkowych.
Planowanie jest tak samo przyjemne jak dawanie. Naprawdę!


26 października 2011

Wieczna miłość


Wieczna miłość

Zebrało mi się na filozofowanie.

- Wiesz, ja to tak myślę, że miłość to nie jest stan, tylko uczucie, a związek to jest stan.
- Czyli? - spytał On.
- No, że jestem z tobą w związku i przez większość czasu cię kocham, ale czasem mnie tak strasznie wkurzasz, że cię nienawidzę. Też tak masz?
- Nie - odparł krótko On.
- Kochasz mnie tak cały czas i bez przerwy, nawet jak musisz po mnie wycierać wannę?
- Cały czas i bez przerwy.
- I nawet jak jesteś na mnie wkurzony? - drążyłam coraz bardziej zdziwiona.
- Nawet. 
- Nie wierzę.
- Uwierz. Bo ci w mordę dam - dodał On wesolutko.

25 października 2011

Konflikt wewnętrzny


Konflikt wewnętrzny

(Dzisiaj premiera dialogu Jego z kimś innym niż ze mną!)

- Ja to mam kłopot z rysowaniem - zwierzył Mu się znajomy - bo jak sobie to wyobrażam, to mam w głowie Picassa, ale jak już narysuję, to efekt jest zupełnie inny.
- Bo w głowie masz Picassa, a w dłoni masz Parkinsona - zdiagnozował bezlitośnie On.

24 października 2011

"Twoja torebka de Mehlem"


"Twoja torebka de Mehlem"

W Krakowie istnieje torebkowy raj - działająca od 1940 roku manufaktura kaletnicza de Mehlem. Tworzy się tutaj ręcznie najróżniejsze, dobre-bo-polskie torebki. Każda jest jedyna w swoim rodzaju, bo osoby, które ją kroją, zszywają i wykańczają, wkładają w to swoje serce. (I pewnie dlatego firmowy brelok ma właśnie taki kształt!)

Obecnie trwa konkurs, w którym można wygrać zaprojektowaną przez siebie torebkę. Biorę w tym konkursie udział, a Wam pokazuję mój projekt. Prosto z głowy. Oto ona, Pippilotta!


Pomysł torebki powstał, kiedy myślałam nad fryzurą Julii Tymoszenko. Piękna, silna i niezależna... z warkoczem? Tak, bo to jest najbardziej kobieca i elegancka fryzura, która pasuje niezależnie od wieku. Tak narodziła się Pippilotta (nie wiem, czy pamiętacie, ale tak właśnie brzmiało pełne imię Pippi Pończoszanki, której znakiem firmowym były dwa warkocze).

Torebka jest prosta i elegancka, ale miękka i niezobowiązująca. Pomarańczowy akcent to ukłon w stronę rudej Pippi i w stronę Pomarańczowej Rewolucji, w której Julia Tymoszenko miała swój udział. Uchwyty wykonane są z czekoladowego zamszu, boki i pomarańczowy prostokąt również są zamszowe, niebieskie fragmenty to gładka skóra. Kontrasty, takie typowe dla prawdziwej kobiety.

Będę wdzięczna, jeśli zechcecie skomentować.
Wszelki odzew to miód na moje ego, a jednocześnie dodatkowy argument dla jury.

Potocznie w internecie, czyli o ekspansji dopełniacza


Potocznie w internecie, czyli o ekspansji dopełniacza

Koniec języka 
Mam na imię Olga i jestem ortofaszystką - tak bym zaczęła swoje spotkanie w klubie AO (Anonimowych Ortofaszystów). To jedna z moich wad, z którymi uparcie walczę. Samo zwracanie uwagi również na formę, nie tylko na treść, wadą nie jest - a nawet przydaje mi się w życiu! - ale uporczywe i nałogowe poprawianie innych: owszem.

Niemniej od kilku lat obserwuję panoszące się po sieci tzw. ekspansywne końcówki -a. Internauci zakładają tampona, leczą zęba, pomstują na pękniętego kondoma, wysyłają maila, prowadzą bloga, jedzą loda, wykorzystują mema, przygotowują antrykota, a ja czekam, kiedy dziewczyny będą martwić się o spóźnionego okresa, a na blogach kulinarnych będą przepisy na torta (bo na biszkopta już są).

Z czego to wynika?

23 października 2011

Zmiana na lepsze


Zmiana na lepsze

Nic nie poradzę, że jednym z katalizatorów łez wzruszenia jest w moim przypadku śpiew zbiorowy. Dlatego "Glee" (serial o chórze szkolnym) traktuję jako bardzo przyjemne katharsis. (Innymi katalizatorami jest na przykład wygrana, niekoniecznie moja, konkursu lub zawodów, albo ślub, ale o tym innym razem.)

- Co tam się dzieje? - surowym tonem zapytał On, słysząc moje pochlipywanie do wtóru bardzo skocznej i wesołej skądinąd piosenki.
- Nic... - pociągnęłam nosem. - Płaczę sobie.
- Ale dlaczego? - zdziwił się On. - Nie brzmi to jak coś smutnego.
- Nie brzmi - zgodziłam się. - Ale wygląda... 
- Nic z tego nie rozumiem...
- No właśnie! Nie rozumiesz mnie! Bo jesteś mężczyzną! Ja chcę mieć dziewczynę zamiast takiego nieczułego chłopaka! Ona by mnie zrozumiała!

22 października 2011

Na wieszaku


Na wieszaku

Nasze pracowe biuro mieści się w kamienicy. Mamy jeden nieużywany pokój, w którym jest obecnie bajzel poremontowy i do którego można zajrzeć z naszego sfeminizowanego pokoju. Ze względu na bajzel przejście między naszym a tamtym jest zasłonięte jakimś kartonem, więc od naszej strony jest sympatyczna, dość głęboka (grube ściany!) i całkiem bezużyteczna wnęka.

We wnęce postanowiłam - ze względu na porę roku - urządzić tymczasową szafę, używając do tego celu drążka sportowego rozporowego. 

- O, macie szafę! - ucieszył się Ch., wchodząc do naszego pokoju.
- Ano mamy - zgodziłam się.
- A ja się też w niej będę mógł wieszać?
- Proszę bardzo, jeśli chcesz się wieszać, musisz przynieść sobie wieszak. Albo pętlę.
- Jak to dobrze, że bierzesz pod uwagę różne znaczenia moich wypowiedzi - wygłosił Ch. po krótkiej chwili wymownego milczenia.

Parówka


Parówka

- Uciekaj stąd! - On wygonił mnie z kuchni.
- Czemu?
- Bo otwieram zmywarkę i tu zaraz będzie parówka.
- To niesprawiedliwe! - zawołałam z drugiego pokoju. - Ja lubię parówki!

21 października 2011

Simple solutions


Simple solutions

- Co mam napisać komuś, komu nie działa aplikacja? - spytałam w pracy osoby odpowiedzialne za techniczną stronę przedsięwzięcia.
- "Nie działa" nie jest informacją, na podstawie której jesteśmy w stanie udzielić rzetelnej odpowiedzi - odpowiedział natychmiast M.
- Napisz "u mnie działa" - poradziła M.
- Albo "spróbuj wyłączyć i włączyć komputer" - rzuciła E.
- "Musisz sformatować system" - podsunął K.

A najgorsze jest to, że mnie się zdarzyło usłyszeć tego typu odpowiedzi np. na infolinii...

Włochy vs. Anglia


Włochy vs. Anglia

Zauważyliście kiedyś, że ludzie przejawiają skrajnie różne upodobania przy stole? Jedni celebrują posiłki, w milczeniu przeżuwając każdy kęs, u innych nad talerzami trwają ożywione rozmowy na wszelakie tematy, niektórzy wolą jeść w towarzystwie tekstu pisanego, a niektórzy koniecznie przy telewizji.

Nie wiem, od czego zależą te preferencje - pewnie po części od charakteru, a po części od wychowania. Ja je klasyfikuję "narodowościowo". Chociaż nie znam od podszewki zwyczajów domowych Włochów ani Anglików, i jestem świadoma tego, że polegam na stereotypach, to nikogo chyba taka klasyfikacja nie krzywdzi.

Zatem - On przy stole jest Anglikiem. Je spokojnie, bez afektacji. Nie spieszy się. Odzywa się z rzadka i zwykle jest to "proszę o masło". Dokładnie czyści talerz z resztek, zanim skończy jeść. Aktywny staje się po posiłku.

Z kolei moja rodzina jest włoska. Spotkanie przy stole traktujemy jak spotkanie towarzyskie. Rozmawiamy, czasem jeden przez drugiego, dyskutujemy, opowiadamy sobie różne rzeczy i śmiejemy się. Jemy w przerwach między gadaniem. Rozwodzimy się rozwlekle zarówno nad smakiem, jak i nad oprawą posiłków. Wymieniamy się przepisami. I przez to wszystko zwykły dwudaniowy obiad trwa dobre 40 minut, ale nam to nie przeszkadza, nawet jeśli w ferworze rozmowy zapomnimy o stygnącym posiłku. Przecież zawsze można odgrzać bez szkody dla wątku dyskusji, który w przeciwnym razie byłby bezpowrotnie stracony.

Oczywiście efekt spotkań Anglika z Włoszką przy stole łatwo przewidzieć... Ja gadam, On milczy jedząc, albo je milcząc, moje stygnie, a ja zastanawiam się gorączkowo, czy powiedziałam coś złego i On jest na mnie obrażony.

20 października 2011

Zmieniona favicona


Zmieniona favicona

Favikona to ten mały obrazek, który pojawia się w zakładkach/ulubionych przy nazwie bloga i/lub przy adresie strony w pasku adresu. Jeśli nie widzicie nowej favicony (jest czarno-biała), pewnie musicie wyczyścić ciasteczka. Mam nadzieję, że nie ma wśród Was Ciasteczkowych Potworów...



Jak usunąć ciasteczka?

Firefox - w menu wybieramy Opcje, zakładkę Prywatność i klikamy Usunąć pojedyncze ciasteczka. W okienko, które wyskoczy, wpisujemy "ich4" i usuwamy to, co się wyszukało. Zamykamy Opcje i podziwiamy nową faviconę.

Chrome - w menu wybieramy Opcje, podmenu Dla zaawansowanych, później klikamy button Wyczyść dane przeglądarki. Odznaczamy wszystko z wyjątkiem Usuń pliki cookie..., potwierdzamy przyciskiem Wyczyść dane..., podziwiamy nową faviconę.

Opera - w menu wybieramy Narzędzia, Preferencje, Zaawansowane, Ciasteczka, Manager ciasteczek, znajdujemy stronę Ekskribicjonizm kontrolowany lub ich4pory.blogspot.com, akceptujemy, podziwiamy nową faviconę.

Internet Explorer - instrukcja tutaj (różni się w zależności od wersji).

19 października 2011

Czysty zysk


Czysty zysk

Nasza pralka jest dość wiekowa - jak na pralkę. Ma jakieś 15 lat, w moim posiadaniu jest od 8. Odziedziczyłam ją po babci, więc bez instrukcji. Musiałam sama rozgryźć obsługę, co nie było zbyt skomplikowane, bo lista programów jest nadrukowana na obudowie. (Chociaż do dzisiaj nie wiem, do czego służy przycisk obok "ON" z zagadkowym kółeczkiem i falą.) On mimo moich starań nie nauczył się do dziś obsługiwać tego niesamowitego urządzenia.

- Kochanie, nastawisz pranie? - usłyszałam znowu.
- Masz bliżej, czemu ty nie nastawisz?
- Nie lubię tego robić - wyznał On. - To jest takie... upokarzające.
- Skoro tak, to ja się upokorzę. Może zacznę się prostytuować, też upokarzające, ale przynajmniej jakieś pieniądze by z tego były. 

On spojrzał z namysłem.

18 października 2011

Optymalne nawilżenie


Optymalne nawilżenie

Mamy w domu leprozorium, bo On umiera na przeziębienie. W związku z tym nawilżamy powietrze w mieszkaniu, żeby się lepiej oddychało.

- Jak się pisze "nawilżacz"? - spytał umęczony On, nieusatysfakcjonowany najwyraźniej mokrym ręcznikiem na grzejniku.
- Przez "ż" - odparłam nieuważnie. - A nie możesz napisać "lubrykant"?

Żelazne racje


Żelazne racje

W ramach uzupełniania niedoborów żelaza w diecie zażeram się koglem-moglem.

- Co jesz? - węszy On.
- Kogiel-mogiel. Ma dużo żelaza.
- Aha.
- Musisz uważać, żeby mnie nie przyssało do magnesu!
- Magnez też ma?

17 października 2011

Spacer pana Dulskiego


Spacer pana Dulskiego

Choróbsko jakieś Go dorwało i trzyma uparcie, w związku z czym On nie wychodzi z domu.

- Chodź - zachęcił mnie dzisiaj.
- Dokąd? - zdziwiłam się.
- Zrobimy sobie spacer. Po mieszkaniu.

16 października 2011

Cupcakes lawendowe


Cupcakes lawendowe

Lawendowa panna cotta w jednej z krakowskich restauracji tak mi zasmakowała, że kupiłam lawendę. Zanim się zabrałam za nią, zrobiło się zimno (mam trochę zaległych przepisów, ciągle znajduję nowe, a tutaj od lipca obiecuję, że wrzucę przepisy z urodzin... przyrzekam się poprawić!). Ale udało mi się niedawno dorwać wodę pomarańczową (będę robić rachatłukum, tralala!) i dzięki rozmowie z Hanią, która również na tę wodę polowała, wpadłam na pomysł zrobienia lawendowych muffinów*.
Tego typu wypieki rzadko się pojawiają tutaj i na blogu, bo ja nie lubię suchych ciast. Ale te były lukrowane, zrobiłam też krem z mascarpone... Wyszły pyszne, delikatne i pachnące. Polecam, zwłaszcza że przygotowanie jest dziecinnie proste!

* Edit: tak naprawdę to nie są muffiny, tylko babeczki, cupcakes - wskazuje na to sposób przygotowania. Ale jak zwał tak zwał.


Cupcakes lawendowe

115 g miękkiego masła
1/2 szklanki cukru
1/2 łyżeczki kwiatków lawendy
2 jajka
2 łyżki mleka
150 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia

1. Kwiatki lawendy utłuc w moździerzu.
2. Masło utrzeć mikserem z cukrem i lawendą na puszystą masę.
3. Dodać jajka i mleko, zmiksować na gładką masę.
4. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, wymieszać łyżką niezbyt dokładnie (mogą, a nawet powinny zostać grudki).
5. Masy starcza na 6 muffinów normalnej wielkości lub 12 małych (ja robiłam małe).
6. Piec przez 20 minut w 180 stopniach (bez termoobiegu).

Po wystygnięciu lukrować (kilka łyżek cukru pudru + odrobina wrzątku, ewentualnie barwnik spożywczy) lub pokrywać kremem (100 g mascarpone utarte z kilkoma łyżkami cukru pudru).

Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym z nich jest cupcake!
(Figurki potworka i Geralta pochodzą z gry komputerowej Wiedźmin 2.)

Epi-fania


Epi-fania

On studiuje obecnie na dwóch kierunkach, nazwa jednego to skrótowo po prostu EPI. 

- A to coś podlałaś? - pochylił się On nad jakąś zabiedzoną roślinką.
- Nie. To nie potrzebuje podlewania.
- Jak to? Nie widziałaś, jakie smutne? Biedna roślinka.
- To nie roślinka, tylko epifit. Muszę to wyrzucić.
- Wyrzucić? EPIfit?! Przecież to EPI, nie wolno!

W trójkącie


W trójkącie

Miałam dzisiaj wyjść, ale jednak nie wychodzę.

- Szkoda - zmartwił się On. - Miałem nadzieję, że kochankę zaproszę.
- Ależ nie krępuj się, zapraszaj.
- Zrobimy trójkąt? - ucieszył się On.
- Skąd, ja sobie książkę wezmę, nie będę wam przeszkadzać.

15 października 2011

Najlepsze buty


Najlepsze buty

Naczelny zmarzluch Rzeczypospolitej (czyli ja) założył wczoraj zimowe buty. Czyli Emu, wywołujące od kilku lat duże kontrowersje, ale zdecydowanie skuteczne, jeśli chodzi o ogrzewanie. Pani siedząca naprzeciwko mnie w autobusie klepnęła mnie w kolano. Zdziwiona wyjęłam słuchawki z uszu.

- A te buty co pani ma, to dobre są? - zagadnęła pani.
- Em... A co to znaczy "dobre"? - spytałam, żeby zyskać na czasie. 
- No, ciepłe.
- No, ciepłe.
- A wygodne?
- A wygodne.
- Ale brzydkie... - westchnęła pani.
- Ale brzydkie... - powtórzyłam, bezwiednie również wzdychając.

Zmiana szablonu


Zmiana szablonu

15 października 2011

Nie będę się tutaj rozwodzić nad powodami zmian w wyglądzie bloga ani nad zaletami obecnego, odświeżonego szablonu (Keep Dreaming od Sharnee z Blogger Candy, z moimi modyfikacjami). Po prostu korzystajcie do woli! A wszelkie uwagi pod tym postem albo na maila.

10 października 2009

Jak widać, ogarnął mnie jesienny pęd do zmian i zainstalowałam nowy szablon na blogu. Autorką szablonu Whimsy jest Sharnee ze strony Blogger Candy, personalizacją nagłówka zajęłam się sama, korzystając z licencji Creative Commons, którą objęte są wszystkie prace Sharnee.

7 stycznia 2009

Jest inaczej. Nadal zielono, ale bardziej minimalistycznie. Szablon Birds on a Wire.
Ptaszek najbardziej po prawej to ja, zachęcająca Go do gadania. Kolejny to On, robiący Ptaka-Dziwaka (też muszę o tym napisać kiedyś). Kolejne ptaszki to metafora czytelników w liczbie mnogiej.

Na szelkach


Na szelkach

- Kupisz mi nową piżamę? - zagadnęłam Go.
- A z tą co nie tak?
- Nic takiego - mruknęłam, wymownie podciągając opadające spodnie. - Schudłam albo się rozciągnęła, i spodnie mi zjeżdżają...
- Rozciągnęła się - uciął bezlitośnie On. - No kupię... dodał, wyraźnie walcząc z wężem w kieszeni.
- Ale wiesz co, mam pomysł! Może do tej po prostu szelki?

14 października 2011

Przez ścianę


Przez ścianę

Nasz pracowy internet wreszcie zmartwychwstał i wzbogacił się nawet o kablowego braciszka.

- W., mam kłopot. Nie widzę w sieci komputera Es., która siedzi tuż obok, ale widzę twój, K., Ch. i M., mimo że one są w drugim pokoju.
- Może jesteście podpięte do dwóch różnych sieci? - zasugerował W.
- A, może, zaraz sprawdzę. Ale tak sobie myślę, że i tak jest dobrze, bo widzę przez ściany, nie?

Zombie


Zombie

- Ty wiesz, że jak mówisz, to masz niesymetryczne usta? - upewnił się On.
- Wiem. Ty przecież też. To przez to, że spałam na jednym boku, jak byłam mała.
- Ja mam z tej samej strony.
- Ale nie martw się, nasze dziecko tego nie odziedziczy.
- A jak odziedziczy? Będzie miało wargę do kolan. Jak zombie z WoWa.

13 października 2011

Rozmowa liryczna


Rozmowa liryczna

Poranny autobus, tłok dość znaczny. Para młodych ludzi - licealistów, może początkujących studentów - tuli się do siebie nie zważając na ludzi wokół.

- Tak sobie myślałam...
- O czym myślałaś?
- A, już nieważne.
- Powiedz!
- Nieważne, mówię.
- Powiedz!
- Nieważne.
- Powiedz!
- Nie.
- Powiedz!
(tak przez dwa przystanki, coraz głośniej)
- Oj, teraz już ci nie powiem, bo zapomniałam.

12 października 2011

Spacerek


Spacerek

Mamy w pracy internet jak mister of America - pojawia się i znika.

- Internetu nie ma - westchnął Ch., krokiem spacerowym wkraczając do naszego sfeminizowanego pokoju.
- No nie ma, i co?
- I chodzić trzeba...

11 października 2011

Skromność, skarb dziewczęcia


Skromność, skarb dziewczęcia

- Mówiłam ci, że ostatnio jakiś pan mi powiedział, że mam świetnie dobrane okulary?
- Nie mówiłaś. A to jakiś specjalista?
- Podobno optyk.
- Ale wiesz, że to mógł być optyk bez gustu? Te okulary ci urody nie dodają.
- Wiem! I dlatego on miał rację. Z racji swego zawodu dostrzegł moją olśniewającą piękność, która onieśmiela ludzi, a jak mam okulary, to jest mniej olśniewająca i nie onieśmiela!
- Aha - bąknął On, patrząc na mnie dziwnie.

10 października 2011

Bądź jak Michael


Bądź jak Michael

Posmarowałam dłonie kremem i nałożyłam bawełniane rękawiczki.

- Zobacz, jestem jak Michael Jackson!
- A czym to się objawia? - spytał podejrzliwie On, najwyraźniej oczekując, że odstawię zaraz jakiś moonwalking albo, co gorsza, odpadnie mi nos. 
- Tym! - pomachałam Mu przed nosem rękawiczkami.
- Ale Michael miał tylko jedną.
- Więc jestem jak on, tylko o 100% lepsza! 

Umówiłem się z nią...


Umówiłem się z nią...

Umówiliśmy się na Brackiej. Niedziela i okazja (obchodziliśmy dziesięciolecie!), więc ubrałam się nieco bardziej odświętnie niż zwykle.

- Tak sobie patrzyłem jak szłaś i myślałem: jaka laska...
- Aha. I co?
- I w końcu stwierdziłem, że jednak to ty! A nie żadna laska! - ucieszył się On.

9 października 2011

Mniejsze zło


Mniejsze zło

- Jakby dopisywać Cthulhu do listy wyborczej, to jak myślisz, do której?
- Ja bym podpisał do X - odpowiedział całkiem poważnie On.
-  Myślisz, że Wielki Przedwieczny by startował z czyjejś listy?! Raczej założyłby własną!

Oczywiście byliśmy głosować. Nie rydzykujemy!

8 października 2011

Naleśnikożerca


Naleśnikożerca

Kiedy u Niego w domu smażone są naleśniki, oba psie ogony machają w zgodnym rytmie, a dwie pary psich oczu wpatrują się w osobę smażącą prosząco i łakomie zarazem. Gdyby Jemu duma pozwalała (i warunki fizyczne, bo jak by nie patrzeć, nie potrafi machać ogonem), usiadłby obok tych psów i żebrałby o naleśniki.

- Zostanie ci coś z tych naleśników? - spytał On, starannie ukrywając błagalną nutę w swoim głosie.
- Zostanie. Dwa.
- To ja jednak poczekam trzy lata, aż się upieką te w piekarniku.
- Nie trzy lata. Kwadrans. A jeśli tak ci się spieszy, to zaraz możesz ucieszyć swoją wyczekującą mordę naleśnikiem.
- Mówiłaś, że zostawisz mi dwa! - przeraził się On.
- Zostawiłam. Ale naraz możesz jeść tylko jednego.

Dzikość serc


Dzikość serc

- Wiesz, odkryłam, że zamiast męczyć się z klejeniem zdjęć w Corelu, można to bardzo szybko zrobić w Paincie.
- I pewnie zapisałaś jako jpg, skompresowany jak dzika świnia?
- Nie!
- Czyżby?
- A widziałeś kiedyś skompresowaną świnię? Wszystko jedno, czy dziką, czy oswojoną?

Jutro to dziś, tylko że wczoraj


Jutro to dziś, tylko że wczoraj

Szlajaliśmy się wczoraj wieczorem, każde na własnej imprezie. Po powrocie do domu nie zastałam Go, więc zadzwoniłam.

- Hej, planujesz wrócić?
- Planuję, a kiedy?
- No, na przykład dzisiaj?
- Dzisiaj na pewno dam radę, bo już jest dzisiaj. Wczoraj bym nie dał rady - wyjaśnił nieco pokrętnie On.

7 października 2011

Wybór należy do mnie


Wybór należy do mnie

Nie wiem, czym zajmowała się moja pra-prababcia. Czy po cichu wspierała sufrażystki, czy jej działania traktowała obojętnie. One walczyły o prawa wyborcze, a Polski wtedy nie było. Ale kiedy już powstała, w 1918, kobiety mogły iść do urn. Nie wiem, czy poszły. Ale walka była zażarta.

Pamiętam 89 rok jak przez mgłę. Nie wiedziałam, co wyniknie Okrągłego Stołu. Nie zdawałam sobie sprawy, że oto dokonuje się ogromna, przełomowa zmiana, której skutki będziemy odczuwać przez całe życie. Nie mogłam wtedy głosować, ale pamiętam, z jaką radością i ulgą na wybory szli moi rodzice. Czuli wtedy, że mają na coś wpływ, i ta myśl dodawała im skrzydeł.

Ja się już tak nie czułam, kiedy pierwszy raz głosowałam. Ale zrobiłam krzyżyk i wrzuciłam kartkę do szczelny w pudle zwanym dziwnie urną. Jeszcze nigdy mój kandydat nie przeszedł, zwykle wybieram "mniejsze zło", czyli tę opcję, z którą mi najmniej nie po drodze albo oddaję głos nieważny. Ale głosuję. Z szacunku dla pokolenia pra-prababki, z szacunku dla wszystkich, którzy walczyli przez lata o demokrację i prawo głosu. 

Głosuję, bo mogę. Nie dam innym wybierać za mnie.

Źródło: http://maciek.chelmek.org/nie-rydzykuj-urna-twoja-mac/

3 października 2011

Idealne zwierzątko domowe


Idealne zwierzątko domowe

- Myślisz, że moglibyśmy mieć jakieś zwierzątko?
- Raczej nie - mruknął On.
- Ale pomyśl, wybralibyśmy coś małego i puchatego, co lubi się przytulać... Na przykład pająka.
- Pająka?!
- One są podobno bardzo mięciutkie i lubią być głaskane.
- Ale PAJĄKA?! - powtórzył ze zgrozą On, arachnofob.
- Daj spokój, przecież taki ptasznik to całkiem jak miniaturowy york. Wielkość ta sama, tylko ma więcej nóg i nie szczeka.

2 października 2011

Starość nie radość


Starość nie radość

- Masz zakola! - zauważył On.
- I pierwsze siwe włosy... No cóż, starzeję się. Myślałeś już, żeby mnie wymienić na młodszą?
- Pewnie! Już sprawdziłem, gdzie jest najbliższe gimnazjum.

1 października 2011

Weekend


Weekend

- Poproszę masaż! - zażądał On o poranku tonem rozkapryszonego książątka.
- O nie, mój drogi, nie będę spełniała twoich zachcianek!
- A co będziesz mi robiła?
- No... nic! Bo mam weekend. Będę robić nic!

Chwila prawdy


Chwila prawdy

- Wiesz, że moja mama puszcza swoim uczniom w piątki "Friday"?
- Serio?
- Serio.
- A jak wyrywa kogoś do odpowiedzi, to włącza nagranie Chajzera: wyzwanie podejmuje przedstawiciel rodziny Dąbrowskich z Poznania, Zosia Dąbrowska! 
- I potem this is my moment, my moment? Wiem, do czego zmierzasz, ale tego chyba nie.