Mama kupiła mi zimowe buty. Proponuję, że się do nich dołożę.
- Córeczko, póki mnie stać, to się nie musisz dokładać. Będziesz się dokładała, jak mnie nie będzie stać. Albo mnie wtedy wygonisz z domu.
- OK - odpowiadam po krótkim namyśle. - Ale jak cię będę wyganiać, to dam ci wtedy moje buty, żeby nawet pod mostem było ci ciepło w stopy.
- Nie taki znowu biedny!
- Nie?
- To fakt, że nie ma stałych dochodów...
Serce matki
Po bożemu
Braciszek robi prezentację o mrówkach.
- Mrówka pracująca się chyba nie nazywa truteń... - zwracam mu uwagę.
- Wiem!
- A jak?
- A cholera wie! - wykrzykuje z pasją Braciszek. - To znaczy: Bóg raczy wiedzieć - poprawia się tonem świeżo bierzmowanego.
Życie
Na basenie...
- Idziemy na bicz? - pyta mnie Siostra.
- Ja tu zostaję. Wystarczy mi, że mój lajf to bicz.
Starość nie radość
- Zobacz! - zawołała Siostra prezentując mi swoją nową naklejkę na laptopa, z kolorowymi makaronikami.
Języki obce
- Ja poproszę burrito con pollo - oznajmił Wujek.
Arabskie?
- Kupiłem Bogatą D...! - oznajmił On po wnikliwej lekturze paragonu.
- Co takiego?
- Sama zobacz: Rich Ass. I jeszcze wafelki arabskie.
- Jakie?!
- Sama zobacz: wafelki arabskie. A na wafelkach jest napisane "arabeski".
Jajecznica
- Jadłaś śniadanie?
- No właśnie nie. Chciałam sobie zrobić jajecznicę, ale...
- Niech zgadnę: ale nie ma jajek?
- Są...
- To pewnie nie ma cznicy?
Drżenie miecza
- Żyj od miecza! Żyj długo i szczęśliwie! - woła lektor z gry.
- "Żyj od miecza"? Co to w ogóle znaczy?!
- Może "drżyj od miecza"? - podsuwa On. - Tylko dlaczego "drżyj długo i szczęśliwie"?
- Bo to jest gra promująca taniec orientalny?
Pączki mojej Babci
To był mój pączkowy debiut. Dotąd moja rola przy pączkach Babci ograniczała się do jedzenia. W KahvaThei też były pączki, ale nigdy nie uczestniczyłam aktywnie w ich przygotowywaniu.Wyrabianie ciasta - banał, wyrastanie - pączki załatwiły same. Problem zaczął się, kiedy trzeba było formować i smażyć. Moje pączki wyszły koślawe, przypominały śniegowe kulki, bo próbowałam je lepić jak bułeczki.
Pierwszą partię przypaliłam, a w środku były surowe, bo mając w pamięci smażenie chrustu, rozgrzałam tłuszcz jak tylko było można. Konfitura z płatków róż od Benedyktynów okazała się za rzadka, upaćkałam więc szprycą pół kuchni.
Bałagan robił się coraz większy, para buchała z garnka z rozgrzanym tłuszczem, a nie chciałam otwierać okna, żeby nie przeziębić czekających na usmażenie pączków... Wreszcie, spocona i zarumieniona, przyniosłam Mu siedem złocistych kulek. Uff. Następnym razem będzie więcej i lepiej.
A przepis na pączki przeniosłam na mój drugi blog "Polish your spoon".
Okazja
On ogląda program o piciu, w którym co jakiś czas pojawia się maskotka w postaci małpy. Jest niepisana zasada, że jak widzi się małpę, to można, a nawet trzeba, się napić.
- To co, otwieramy to jabłkowe z Francji?
- A nie możemy poczekać?
- Na co?
- Na jakąś Okazję... Nie możesz poczekać, aż zobaczysz małpę?
- Mogę. Wystarczy, że spojrzę w lustro. To co, otwieramy?
Szczoteczka
Mam nową szczoteczkę do zębów i z jej powodu doświadczam na własnej skórze, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Nie potrafię się do niej przyzwyczaić, wcześniej przez ponad rok korzystałam z kolejnych egzemplarzy zupełnie innego modelu. Ciągle się zapominam i używam tej starej szczoteczki, ale stwierdziłam wczoraj, że pora na męską decyzję.
- Kochanie, dlaczego myjesz zęby moją szczoteczką? - spytał On, zapewne mając nadzieję, że mam coś na swoje usprawiedliwienie.
- To twoja szczoteczka?! - zdumiałam się. - Przepraszam... Byłam przekonana, że zielona jest moja!
- Twoja jest pomarańczowa. Rozumiem, że trudno się przestawić z niebieskiej na pomarańczową, ale musisz spróbować.
- Już nigdy nie kupimy szczoteczki do zębów przez internet! - zawzięłam się. - A w ogóle to powinieneś był napisać w uwagach do zamówienia, że szczoteczka ma być niebieska!
- Myślisz, że wcześniej by cię wyśmiali, czy usunęli konto?
Dopasowanie
- Co ty tam znowu wyprawiasz? - zdumiał się On, słysząc moje stęknięcia i widząc tylko tylną połowę wystającą spod biurka.
- Szukam dziury...
- Jakiej dziury?!
- Drugiej dziury... Bo mam tu dwa takie pręciki, a dziura jest tylko jedna...
(Podłączałam ładowarkę do kontaktu.)
Alkoholowo
- Zobacz, wystarczy napisać coś o wódce i od razu ile "lajków".
- Gdzie napisałaś coś o wódce?! - ożywił się On.
Z sokiem
- Zwykła herbatka?! - woła On z kuchni.
- Z sokiem! - odkrzykuję.
- Z jakim sokiem?!
- A ile jest soków?!
- Jeden!
- No właśnie!
- To z jakim sokiem?!
...niech jedzą ciastka!
- Spróbuj tego.
- Hm, niezłe. Limonka?
- Zauważyłem, że do soku pomarańczowego lepiej dodać limonkowego, lepiej wtedy smakuje.
- Ale nie mamy limonki...
- Dlatego dodałem wódki limonkowej!
Vagina dentata
- Prawdziwy mężczyzna nie przeprasza słowami, lecz czynami - oznajmił On, wręczając mi torebkę z migdałami w białej czekoladzie z cynamonem.
- Aha - przyjęłam do wiadomości, po czym odebrałam torebkę zębami, bo miałam zajęte ręce.
- A to musisz wziąć w drugie zęby - stwierdził On, wyczarowując kolejną torebkę.
- Nie wiem, czy wiesz, ale vagina dentata to mit.
- Chodziło mi o "Zęby w dupie".
A tu piosenka dla tych, którzy nie znają Jurka Bożyka, krakowskiego jazzmana. KLIK!
Prokrastynacja
- Jestem głodna. Czemu ja jestem znowu głodna? Może to jest objaw tasiemca?
- Raczej prokrastynacji - mruknął On.
- No, może.
- Ja na przykład też jestem znowu głodny.
- U ciebie to nie jest objaw prokrastynacji, bo nie masz nic do zrobienia.
- Czyżby? - zdziwił się On.
- Ja mam prokrastynację, ty masz tasiemca, taki jest podział obowiązków w naszym związku.
Rozmiar
- Pomożesz mi?
- A co, sama sobie nie poradzisz?
- Nie poradzę sobie sama, bo to ma za duży rozmiar...
- A podobno rozmiar nie ma znaczenia.
- Rozmiar ma znaczenie, jak coś się włóczy po podłodze!
(Wieszaliśmy wyprane poszewki na pościel.)
Bardziej
Zrobiłam ravioli ze szpinakiem w maśle szałwiowym z parmezanem.
- I co?
- Co "co"? - nie zrozumiał On.
- Kochasz mnie bardziej?
- Bardziej niż co..?
- Bardziej niż ravioli... Tfu, bardziej PO ravioli?
Signum temporis
- O, na czarno! Zmieniłaś styl?
- Nie, jestem w żałobie.
Rok szopenowski
- Wiesz, śnił mi się Chopin - zwierzam Mu się o poranku.
- Fryderyk? - upewnia się On.
- A był jakiś inny?
- To bardzo dobrze.
- Dlaczego dobrze?
- Bo był rok szopenowski.
Miło
- Nałożę sobie słuchawki, żeby ci nie przeszkadzać - oznajmił On.
- Nie przeszkadzasz - mruknęłam, nie przerywając pisania.
- Nałożę sobie słuchawki, żebyś mnie nie zagłuszała, ale chciałem być miły.
Tato
- Kończę, bo muszę jeszcze przeczytać o shinto. Nawet nie wiem, co to jest - wzdycha Siostra.
- Religia w Japonii. W ogóle wszystko, co się kończy na -to, jest z Japonii.
- Aha. Wszystko? Na przykład co?
- Na przykład... no... nie umiem sobie teraz niczego przypomnieć, ale -to po japońsku to jest 'droga', i shinto to jest 'droga bogów'.
- Aha.
- A tato też jest z Japonii? Kończy się na -to - spytała E., współlokatorka Siostry.
Walentynki
- A czemu ty do mnie dzwonisz zamiast spędzać romantyczny wieczór ze swoim narzeczonym? - zagadnęła mnie Siostra.
- Bo pracuję, a narzeczony poszedł się zobaczyć z kumplem.
- W Walentynki?! - zgorszyła się Siostra.
- Uhm. I coś długo nie wraca.
- Trzeba było go nie puszczać!
- Sam się puszcza...
Lato
- Wiesz, ja myślę, że ludzie wymyślili prokreację bez ubrań bardzo dawno - zwierzyłam Mu się.
- Jak dawno?
- Tak dawno, że to było w Afryce i na dodatek w tym czasie, kiedy jest ciepło.
- Ten "czas, kiedy jest ciepło" nazywa się lato...
- Chodziło mi o odwrotność epoki lodowcowej.
System argentyński II
- Czemu nie pracujesz? - pyta On.
- Nie mogę! Swędzi mnie noga, więc MUSZĘ SIĘ PODRAPAĆ!!!
- No to się podrap, w czym to przeszkadza w pracy?
- Potrzebuję jednej ręki do drapania i dwóch rąk do pracy, co daje łącznie trzy ręce, z czego wniosek, że potrzebuję trzeciej ręki. Wiem! Wezmę pożyczkę w systemie argentyńskim i kupię sobie trzecią rękę.
System argentyński
Nigdy nie rozumiałam, o co w tym chodzi i dlaczego jest nielegalne, więc spytałam Jego. On też nie wiedział, więc poszukałam w sieci i się dowiedziałam. Kilka minut później:
- Mam ochotę na mięso.
- Nie mamy mięsa. Mięso jest drogie. Weź pożyczkę argentyńską, to sobie kupisz - odrzekł bezlitośnie On.
Łamaga
- Wiesz, ja myślę, że po części tylko jestem łamagą, bo reszta moich problemów wynika z tego, że mam długie nogi! Ostatnio stałam obok dziewczyny wyższej ode mnie prawie o głowę i ona miała takie nogi jak ja.
- A, czyli nie jesteś łamagą, tylko po prostu jesteś nieproporcjonalna!
Kostka Rubika
Męczę się z obieraniem jajek. (Jak to jest, że nawet jajka z jednego pudełka, gotowane w identyczny sposób, z użyciem wszelkich możliwych sztuczek, raz się dają obierać, a raz nie?)
- Przydałby mi się ten twój kolega, który obiera jajko w kilka sekund - westchnęłam.
- P.? Ale on nie robi tego zawodowo.
- Nie?
- Zawodowo to on układa kostkę Rubika na czas. A jajka to tak pobocznie.
Paint it black
- Myślę, że żałoba jest dla żywych, nie dla zmarłych - wygłosił On. - Jak ktoś umiera, przenosi się na wyższy poziom egzystencji, gdzie mu zwisa, w co jest ubrany i jak się ubierają inni.
- Aha.
- Co oznacza, że żywi, którym zwisa, w co są ubrani, są już za życia na wyższym poziomie egzystencji.
- Czyli tobie jeszcze sporo brakuje...
Banał
- Są rzeczy na niebie i ziemi, o których się nie śniło waszym filozofom - wygłaszam.
- Czytasz Coelho? - zagaduje On.
Syntezator
Mam chrypkę.
- Kochanie, odkaszlnij.
- Khe, khe!
- Brzmisz jakbyś miała w gardle syntezator mowy od Borgów.
Pająk
- Oj! - woła On-arachnofob.
- Co znowu?
- Tu na samym środku siedzi pająk!
- Zaraz go przepłoszę... Kochanie... On ma tylko pięć nóg!
- I co z tego, że pięć? - wzdryga się On.
- To, że to nie pająk, tylko inwalida!
Drzewko
(Wpis hermetyczny.)
Gram w Simsy po zainstalowaniu tysiąca dodatków.
- Wiesz, że tu mam takie jakby... drzewko? Jak w WoWie!
- I co, masz fireballa?

