- I co to znaczy? - E. wykazała zainteresowanie.
- Nie mam pojęcia, bo mi internet nie chce działać.
- Pewnie to samo, co zadupie. W ogóle wszystko, co jest z dupą, to jest daleko - E. pokusiła się o refleksję.
- Chyba że chodzi o lizanie dupy. Albo o przydupasy...
Wszystkie inicjały zostały wprowadzone po to, by nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.
Zamienił stryjek...
Po warsztatach wróciłam do domu głodna jak wataha wilków.
- Jeszcze bym coś zjadła. Zostały parówki? - dopytuję się ogarnięta gastrofazą.
- Zostały. Weź sobie dwie.
- Dwie?! Zjem cztery.
- Mogę się zgodzić najwyżej na trzy - odpowiada poważnie On.
- Gdyż..?
- Gdyż pragnę spożyć trzy pozostałe jutro na śniadanie.
- Ale ja jestem GŁODNA!!!
- Możemy się umówić tak: zjesz trzy parówki, ale w zamian za tę czwartą dostaniesz wino.
Zazdrośćcie
Klawiaturka
- Napisałam raz, myślałam, że się nie wysłało, więc napisałam jeszcze dwa razy. Po czym okazało się, że wysłałam wszystkie trzy! - denerwuję się.
- Na Facebooku? - pyta E. tonem empatycznym.
- Nie, na Konradzie - odpowiadam nieuważnie.
Trytytki
- Bo ja wiem... może w Hipermarkecie Budowlanym na C?
- W HB na C to one może i są, ale pakowane po tysiąc, a ja potrzebuję czterech.
- To nie wiem - rozłożył ręce On.
- A ja wiem. Spytam ludzi na fejsie, oni na pewno wiedzą!
A o trytytkach pisałam też tutaj, chociaż niezbyt ciekawie.
Część wspólna
- Ta? To jest K.
- Ładna - mruknął On, tak cicho i niewyraźnie, żeby w razie czego twierdzić, że nic nie mówił.
- No ładna. I wiesz, chyba mamy ze sobą dużo wspólnego.
- A nie chciałybyście mieć więcej? - spytał On, a nadzieja dźwięczała w Jego głosie.
- To znaczy?
- Mnie?
- Głupi jesteś.
- Od razu głupi, a nawet jej nie spytasz. Może by się zgodziła!
(Inicjał został zmieniony.)
Menel
- Spójrz na mnie. Wyglądam jak menel czy jak człowiek?
- Cóż - zająknął się On. - Menel też człowiek... - dokończył filozoficznie.
Ołówki
W szufladzie w kuchni trzymamy ołówek i kartki - do notowania listy zakupów.
- Skąd w tej szufladzie coraz więcej ołówków?! - zdumiał się On. - Rozmnażają się czy co?
- Na pewno się nie rozmnażają.
- Skąd ta pewność?
- Bo ołówek z ołówkiem to... nie tego. Tak jak facet z facetem. Nie mogą mieć potomstwa.
- Nie bądź taka mądra! - ofuknął mnie On. - Nie wiesz, jak to się odbywa u ołówków. Może znoszą jajka.
Piknik 100%
Udaliśmy się zatem na spacer, bo w odległości spacerowej położona była polanka, na której miał odbyć się piknik. Oczywiście zabraliśmy ze sobą koc, niezbędne wyposażenie piknikowicza. I aparat. (I wałówkę dla Niego, bo jako alergik nie chciał sprawiać kłopotu zmuszając do modyfikacji menu.)
I zaczęło się... Od absolutnie cudownego gazpacho, którym większość zebranych podlewała grzanki katalońskie. Później zabraliśmy się za pieczone warzywa (były ziemniaczki pokrojone w ósemki, piórka papryki i cukinia w plastrach - skusiłam się nawet na nią! i chapeau bas, krążki były chrupiące i aromatyczne) w towarzystwie bundzu i egipskiego dipu z młodych buraków. Ten ostatni zrobił furorę, bo nie przypominał niczym ani nudnych przedszkolnych buraczków, ani wyciskającej łzy z oczu tradycyjnej ćwikły z chrzanem.
Tu będzie laurka dla wykonawców menu - bo ja jestem wybredną osobą. Naprawdę rzadko mi się zdarza, żebym jedząc coś, nie rozmyślała nad ulepszeniem, podrasowaniem czy w ogóle wariacjami na temat. Mam wrodzony pimp my meal i trudno mi coś na to poradzić, że smakują mi głównie wytwory własnych rąk. Na pikniku jednak nie poprawiłabym niczego. Wszystko smakowało idealnie.
Na danie główne rzuciliśmy się wszyscy, bo było warto: quiche ze szparagami i marokańskie klopsiki z kuskusem. (Udało mi się wyciągnąć z Maćka patent na klopsiki i na pewno go zastosuję przy najbliższej okazji.) Apetyt zaostrzyła nam gra w amatorskie pétanque na trawie - oczywiście od razu po powrocie do domu zaczęłam szukać bulodromów w Małopolsce i nawet znalazłam wiadomości o jednym w Parku Jordana!
Zwieńczeniem dla nas okazała się panna cotta z rabarbarem, podana, jak widać, w malutkich kieliszkach. Była absolutnie doskonała, bo nie przesadzono z żelatyną, co często się zdarza.
Jest coś wspaniałego w jedzeniu na świeżym powietrzu, w niespiesznym delektowaniu się popołudniem i kolejnymi daniami, w luźnych pogawędkach na luźne tematy. Krótko mówiąc: dziękujemy i chcemy więcej!
Genesis: wersja alternatywna
- Atakuje cię! Atakuje!
- Kto, co, gdzie?
- Zaraz go rozgniotę! - wykrzyknął rycersko On.
- Kogo?
- Rybika!
- Zostaw go, to takie biedne stworzonko, przecież on nawet nie ma mózgu...
***
- Doszłam do wniosku, że owady stworzył wyjątkowo kiepski dział kreacji.
- ???
- Dopiero jak się wprawili, to zrobili kręgowce. A potem bóg stworzył pierwszego copywritera.
- KOGO?!
- Copywritera Adama, który ponazywał wszystkie stworzenia. Nie czytałeś w Biblii?
- Powinnaś dopisać ciąg dalszy i to opublikować.
Cisza przed burzą
- Bo źle się czujesz?
- Źle się czuję, a na dodatek jest duszno, więc jestem spocony.
- To są objawy zaplanowane przez naturę po to, żeby ludzie, którym od pioruna spłonął dom, a od ulewy i gradu zniszczyły się zbiory, mieli chociaż jeden powód do radości, jak już burza minie.
Pajączek
Skorzystał z okazji i osnuł swoją pajęczynę... w bębnie otwartej pralki.
(Wyeksmitowałam go na balkon, a pajęczynę usunęłam - budowanie nowej jest i tak lepsze niż śmierć pośród prania.)
- Powiedz mi, co musi mieć w głowie pająk, który postanawia zamieszkać W PRALCE? - spytałam Go retorycznie.
- Hm. Nie wiem. Nic?
Hybryda
- Zastanawiam się...
- Hm?
- ...skąd braliśmy linki do fajnych filmów, kiedy nie było fejstuba?
Plany na przyszłość
- Nałożysz słuchawki?
- A może ty nałożysz? - odpowiada pytaniem On.
- I jak mam prasować, po kablu? Nie da rady. Nałóż.
- Hrmpf! - w mgnieniu oka irytuje się On. - Mam nadzieję, że będziemy mieć kiedyś większe mieszkanie! W którym będę zajmował osobny pokój! W ogóle nie będę stamtąd wychodził, chyba że raz do roku, żeby ci zrobić dziecko, żebyś się miała czym zająć!
- I co będziesz jadł? - wtrącam, zaintrygowana jego planami. Nigdy wcześniej mi się nie zwierzał z takich eskapistycznych ciągot.
- Będę sobie zamawiał jedzenie na telefon!
- I to będzie spory postęp w stosunku do czasów obecnych*.
* Gdyż, nie wiem czy wiecie, On nigdy nie dzwoni po pizzę, na infolinie ani inne takie. Nie wiem, dlaczego. Chyba się wstydzi.
Machina
- Kochanie, nie przestrasz się, jak wstaniesz, bo tam jest pajączek. Taki nieduży.
- Mhmmmm. Gdzieee? - mamrocze On.
- W dużym pokoju. Wyrzuciłabym go na balkon, ale musiałabym znaleźć sprzęt do tej operacji, a już nie mam czasu.
- Mhmmmm. Zrobić zakupyyy?
- Kup tylko ryż. W ogóle musimy sobie zamontować jakąś specjalistyczną aparaturę do wyrzucania pająków na balkon.
- Mhmmmm. Koniecznie.
Parę godzin później On dzwoni do mnie:
- I gdzie był ten pająk?
- Przecież ci mówiłam, w pokoju.
- Aha, nie spotkałem go. Zrobić jakieś zakupy?
- Przecież ci mówiłam, kup ryż.
- Ja wtedy spałem, nic nie pamiętam, prócz tego, że cię podglądałem, jak się ubierałaś.
Dwa mózgi
- I co, dobre? Czemu nic nie mówisz? - pytam po chwili, zaniepokojona ciszą.
- Czekaj, bo mi mózg odpłynął.
- Dokąd?!
- Tam, gdzie mężczyźnie odpływa mózg, jak mu dobrze.
Dziewczyna z bukietem
Zamiast czekać na autobus na zszarzałym chodniczku, można parę minut spędzić na placu targowym, wybierając bukiet. Tak właśnie dzisiaj zrobiłam. Chwyciłam bukiet i nawet nie chciałam foliowej torebki. Poniosę - powiedziałam do uśmiechniętej pani na straganie.W autobusie mój bukiet wzbudził niewielką, acz niezdrową sensację. Gładziłam zielone łodyżki opuszkami palców, planując, co z nimi zrobię po powrocie do domu. Czułam na sobie rozbawione spojrzenia pasażerów. Widocznie dziewczyna z bukietem nie była zwykłym widokiem w pojeździe tej linii. Przypuszczam jednak, że bukiet stanowił najdziwniejszy element mojego stroju, który dziś, wyjątkowo, utrzymałam w stonowanych barwach. Był tylko jeden zielony akcent.
Tak sobie myślę, że jeśli jutro kupię prawdziwe kwiaty, jakiś kalafior czy brokuły, to może nie będą się tak na mnie gapić jak dzisiaj, kiedy wiozłam do domu bukiet szparagów.
Restauracja
- Z pewnością miło, niestety nie wiem, jak to jest... Czemu tak na mnie patrzysz?
- Zastanawiam się, czy zamordować cię krwawo teraz, czy dopiero jak zjesz.
- Cóż, to zależy od tego, jaki efekt kolorystyczny chcesz osiągnąć.
Oczy z tyłu głowy
- Czemu mi nie powiedziałeś, że mam rozmazane oko?!
- Nie zauważyłem. Byłem zajęty oglądaniem tyłków przechodzących kobiet.
- Hm, ciekawe jak to robiłeś, skoro przez cały wieczór siedziałeś tyłem do sali. Miałeś oczy z tyłu głowy?
- Miałem oczy na tyłku, dlatego punkt widzenia trochę niżej niż normalnie.
Przeszczep włosów
- ...piekielnie drogie ampułki, które nic nie dają? - wpadł mi w słowo On.
- Nie... Przeszczep włosów.
- Skąd?
- Z nogi ci przeszczepią. Na czoło. Będziesz miał część takich krótkich kręconych, a resztę normalnych.
Disce, puer...
- Ja jeszcze długo będę grał tę piosenkę! - ostrzegł mnie On, mimo że nie zgłaszałam sprzeciwu.
- No cóż, musisz się jej w końcu nauczyć... - westchnęłam.
Pod prysznicem
- Wiesz, co wymyśliłem? Że powinnaś zacząć sikać do kaloryfera!
- ..? - znieruchomiałam pod prysznicem, ze zdumienia nałożywszy na włosy drugą porcję szamponu.
- Ty wiesz, jaka to by była oszczędność na ogrzewaniu?!
Feminizm
- Co to znaczy, że pościeliłaś tylko swoją połowę łóżka? - zgłosił zażalenie On.
- To znaczy, że jestem feministką.
- A jak to się wiąże z lenistwem?
- Zaraz ci powiem... Banalnie prosto się wiąże: femilenistwo.
Pozytywka
Robię croissants i nie do końca wychodzi mi tak, jak powinno.
- Ale trzeba myśleć pozytywnie! - oznajmiam Mu niezrażona.
- ...
- Zobacz, ja myślę pozytywnie! Więc jestem pozytywką! A ty jesteś negatywką.
Testosteron
Oglądamy film.
- Invincible, czyli nieśmiertelny! - wytłumaczył mi całkiem niepotrzebnie On.
- Raczej niezwyciężony.
- Nieśmiertelny!
- Sprawdź, jak nie wierzysz, invincible to na pewno znaczy niezwyciężony.
- Hrmpf - sapnął On, przekonując się, że miałam rację.
- Kochanie, ja wiem, że mężczyźnie prędzej uschnie penis, jądra skurczą się i odpadną, a cały testosteron wypłynie uszami, niż przyzna rację kobiecie, ale doprawdy, mógłbyś zaryzykować.
- No dobrze, MIAŁAŚ RACJĘ.
Groźba
- Poprasuj teraz, bo wiem, co będzie za pół godziny: "nie mogę prasować, bo jest ciemno" - zaczął mnie przedrzeźniać On.
- Oj, daj spokój... To jutro poprasuję...
- Jutro, jutro, a jutro będzie: "nie mogę prasować, bo jest sobota"... I: "nie mogę prasować, bo mamy niebieską ścianę...", i jeszcze: "nie mogę prasować, bo czwarta część trylogii Oko Jelenia ma tytuł Drewniana Twierdza" - marudził dalej On, najwyraźniej czerpiąc inspirację z otoczenia.
- Nie wkurzaj mnie.
- Bo co?
- Bo zrobię z ciebie viral!
Stalaktyt
Obserwując fascynująco monotonną i niezmienną wędrówkę kolejnych kropel po suficie, On popadł w niemal filozoficzną zadumę, zastygnąwszy nieruchomo opierając się o grzejnik.
- Chodźmy stąd, nie będziemy patrzeć, jak woda nam ścieka - pociągnęłam Go za rękę.
- Myślisz, że do rana wyrośnie na tym stalaktyt? - zagadnął mnie poważnym tonem On.
Pink Floyd
- Ostatnio u nas ciągle leci Pink Floyd, bo On jest wielkim fanem, a na dodatek zaczął grać w zespole, który to coveruje.
- Właśnie, czy oni niedługo mają jakiś koncert? - budzi się siedzący obok K.
- Za parę dni grają w Skawinie - odpowiadam, doskonale wiedząc, że K. (który Go zna), pyta o coverujący Pink Floyd zespół.
- Kiedy?! - pyta nagle ożywiony W.
- No, jakoś niedługo, nie pamiętam.
- Ale w Skawinie?! PINK FLOYD?! - dopytuje się nieco oszołomiony W.
Więcej o coverującym Pink Floyd zespole tutaj.
Gra o tron
Miniteatrzyk karykaturalny.
król Robert: Niech Ręka Króla poda mi ser!
sługa: Ser, ser?
król Robert: Ser!
Ręka Króla w osobie Neda Starka: Oto ser, ser! Gouda ser, ser!
Patelnia
Oglądaliśmy dzisiaj Kuchenne rewolucje.
Magda Gessler (z ekranu): Ten teflon nie może tak obłazić! To jest trucizna! Wszystkie patelnie do śmieci!
On: Widzisz? Ten teflon nie może tak obłazić! A ty NIE CHCIAŁAŚ kupić nowej patelni!
Fular
- I laskę. Z ozdobną gałką.
- Laska to by była już przesada.
- Nie ma problemu, przestrzelę ci kolano i będziesz musiał być stylowy.
Pożegnania
- Może nigdy - ostrzegł mnie On.
- Jak to: nigdy?! - przeraziłam się. - To jak ty się żegnasz ze swoją siostrą?
- Mówię jej: bye, man.
Kąpiel
- Zobacz, tu jest 500 GB, ale dopłacisz tylko 40 zł i masz 1 terabajt.
- Kochanie, mnie wystarcza moje 160 GB...
- Nie opłaca się kupować tak małych dysków!
- To mi kup terabajt, będę się w nim kąpała.
Anlejko, przepraszam Cię, coś pokręciłam z publikacją postów w innej przeglądarce i usunęły mi się Twoje komentarze pod postem Zimno. Możesz je jeszcze raz zamieścić, jeśli chcesz.



