W cyfrowej ciemni


Obrabianie zdjęć w programach graficznych to temat dość drażliwy - i zwykle w sieci spotyka się albo jego zagorzałych zwolenników, albo równie zagorzałych przeciwników. Ja zaś uważam, że wszelkie manipulacje, których można by było dokonać w tradycyjnej ciemni, są jak najbardziej dozwolone. Nie zmieniam sobie kształtu nosa ani koloru włosów, nie wstawiam ciast do namiotu bezcieniowego, żeby je sfotografować - ale staram się zawsze, żeby zdjęcie było nie tylko ładne, ale i oddawało jak najbardziej rzeczywistość. A że obiektyw jest ułomny (przynajmniej w porównaniu z ludzkim okiem), to trzeba czasami mu pomóc.

- Nauczysz mnie obrabiać zdjęcia? - poprosiłam Go, pewna, że się zgodzi. W końcu bym Mu mogła głowy nie zawracać.
- Nie - odparł krótko On.
- Dlaczeeegooo?
- Bo to jest jedyna rzecz, którą ja umiem robić, a ty nie, i jak się nauczysz, to już do niczego nie będę ci potrzebny.

28 listopada 2011

Konieczne zakupy


Konieczne zakupy

- Musimy jechać do Ikei. Ta poduszka jest już całkiem płaska!
- Upodabnia się do swojej właścicielki - pokiwał głową On.
- Ale naprawdę musimy mi kupić nową poduszkę...
- Pewnie, pojedziemy i kupimy. Myślisz, że będą mieli nową ciebie? - zastanowił się On.
- Już przestali dawno produkować. Może uda ci się ewentualnie kupić na mnie nowe pokrycie...
- Też dobrze, stare już się wyleżało.

27 listopada 2011

Śmiertelny owoc


Śmiertelny owoc

Oglądamy ostatnią z ostatnich części cyklu o Harry'm Potterze.

- Czemu on pyta, czy tamten nie żyje? - zgłębia tajniki scenariusza On.
- Też tego nie rozumiem. Przecież rzucił w niego...
- ...tym awokado, no właśnie.
- Jakim awokado?! - zdumiałam się.
- No, tym śmiertelnym awokado go trafił!

26 listopada 2011

Gorąca czekolada


Gorąca czekolada

Gorąca czekolada jest od lat w ofercie większości kawiarni, a moi znajomi prześcigają się w pomysłach, w której najlepsza. Otóż, moim skromnym zdaniem, najlepsza jest taka zrobiona w domu. W 10 minut, a jeśli macie mikrofalówkę, to jeszcze szybciej. 


Gorąca czekolada
(porcja na 2 filiżanki 100 ml)

100 g gorzkiej czekolady
100 ml słodkiej śmietanki 18%

opcjonalnie:
50 ml słodkiej śmietanki 30% lub więcej (do ubicia)
cukier do smaku
chilli lub cynamon, lub imbir
posiekane orzechy lub migdały, lub wiórki kokosowe

1. Czekoladę połamać na kawałki.
2. Do garnuszka wlać śmietankę.
3. Do śmietanki wrzucić czekoladę i podgrzewać na małym ogniu, mieszając.
4. Dodać przyprawy i ewentualnie dosłodzić do smaku.


Wersja mikrofalówkowa:
1. Czekoladę połamać na kawałki.
2. Umieścić w kubku lub filiżance i zalać śmietanką.
3. Podgrzewać po 30 sekund, między etapami podgrzewania mieszać.


Braki


Braki

- Poszedłbyś do sklepu, kupił mi gazetę...
- Nie będę szedł do sklepu po jedną głupią gazetę! - zaoponował On, ubierając się.
- No, ale może nam czegoś innego brakuje...
- Owszem, brakuje. Mnie mądrości, tobie urody.
- No, i kupisz mi gazetę, ja sobie przeczytam dział Uroda, ty sobie z braku laku przejrzysz dział Nauka...

25 listopada 2011

Tapmadl


Tapmadl

Zawiesiłam się, stojąc w przedpokoju w różowej piżamie w groszki, z fryzurą a la kocia kupa i rozchylonymi ze względu na zatkany nos ustami.

- Co tak stoisz? - zagadnął On.
- Wyglądam jak top model? - mruknęłam w odpowiedzi.
- Jak najbardziej.

I tyle zostało z mojego image'u dorosłej...

Dla odmiany


Dla odmiany

- Nawet nie wiesz, jak miło jest cię widzieć w domu rano.
- Taaakapsik?!
- Oczywiście nie takiego zasmarkańca. Ale tak dla odmiany.

24 listopada 2011

Stereotyp


Stereotyp

- Ciekawe, że tu nie ma żadnych grubych zombiaków - powiedziałam, śledząc jednym okiem masakrę na ekranie.
- Bo to nie są prawdziwi statyści, tylko wielbiciele fantasy, którzy przez całe życie marzyli, żeby zagrać zombie - pouczył mnie On.
- I? 
- Sama powiedz, ilu widziałaś grubych wielbicieli fantasy? No? Właśnie.

Serial "Walking Dead" polecam wielbicielom fantasy oraz masakry. 
Wielbicieli fantasy z nadwagą nie przepraszam, tylko pozdrawiam - jesteście rzadkością! 

Początek końca


Początek końca

- Co tak łazisz? Idźże się połóż! - zirytował się On.
- Oj, źle się czuję.
- Tym bardziej się połóż!
- Połóż, połóż. Od tego się zaczyna umieranie, wiesz? Człowiek jest chory, kładzie się i puff!

Ebola


Ebola

Jestem trochę hipochondryczką. Nigdy nie byłam poważnie chora, więc mam tendencje do wyolbrzymiania nawet drobnego kataru. Wczoraj mnie właśnie tak chwyciło - wychodząc z pracy czułam tylko lekki ból głowy, o 21 musiałam się już położyć, a o 22 zdecydowałam, że nie dam rady pójść następnego dnia do pracy.

- Coś szybko cię wzięło - zauważył On.
- Szybkooaapsik! Bo może to ebola.
- Ebola. Na pewno - On obdarzył mnie spojrzeniem, jakim obdarza się przeziębionych hipochondryków*.

* Jest to mieszanka współczucia i pogardy z odrobiną "are you fucking kidding me?".

22 listopada 2011

Leśne sprawy


Leśne sprawy

- Pójdziesz ze mną w sobotę kupić czapkę?
- A sama nie możesz? - zdziwił się On.
- Nie, bo jeszcze kupię taką, w której wyglądam jak grzyb...
- Przecież potrafisz ocenić, czy wyglądasz ładnie, czy jak grzyb.
- I tu masz dowód na subiektywność naszych sądów. Bo kiedy ty mówisz "jak grzyb", ja sobie myślę chwilę wcześniej "jak uroczy leśny skrzat".

Prawo ironii losu nr 666


Prawo ironii losu nr 666

Przychodzisz na przystanek.
Widzisz odjeżdżający autobus - to "twój".
Wsiadasz w następny, zdecydowana/y pojechać z przesiadką, bo bezpośredni będzie za 20 minut.
Przesiadasz się dwukrotnie.
Dwa przystanki od celu widzisz ten bezpośredni...

21 listopada 2011

Samoobsługa


Samoobsługa

- Zjadłbym lody - westchnął On.
- A widziałeś ten obrazek "Zrób sobie sam loda"?
- Widziałem. To co, mam sobie zrobić?
- Nie masz wyboru. A ja ci podaruję kupon promocyjny, 50% zniżki na wycięcie żeber, żebyś był jak Marylin Manson...





20 listopada 2011

Jak urządzić komunikację miejską? Część II


Jak urządzić komunikację miejską? Część II

6. Przy ustalaniu trasy z miasta A do miasta B, między którymi wytyczono prostą drogę, należy brać pod uwagę mieszkańców wiosek znajdujących się w pewnym oddaleniu od tejże drogi. Trasa powinna jak najbardziej przypominać slalom między tymi wioskami.

7. Kierowca może, a nawet powinien być lekko upośledzony umysłowo. 

8. Zajezdnia powinna być tylko jedna na duży teren, żeby uniemożliwić wysyłanie pojazdów rezerwowych w razie awarii.

9. Synchronizacja rozkładu jazdy autobusów dalekobieżnych z jakimikolwiek rozsądnymi godzinami jest surowo zabroniona. Przykład: autobus dojeżdżający do szkoły powinien dowozić uczniów na miejsce co najmniej kwadrans po rozpoczęciu każdej lekcji.

10. W dni świąteczne oraz wieczorami należy w trasę wysyłać pojazdy pozbawione automatów biletowych, a kierowcom odbierać pulę biletów do sprzedania. 


19 listopada 2011

Czym jest smart shopping?


Czym jest smart shopping?

Bezkrwawe safari, na które mogę się wybrać w każdej chwili bez potrzeby pakowania walizki do Afryki - tym właśnie jest smart shopping.

Polowanie na grubego zwierza zaczynam od sieci. Nie tej pajęczej! W internecie niestrudzenie tropię okazje cenowe, porównuję oferty. Szukam znanych marek w przyjaznych cenach. Nie stać mnie na eksperymenty, stawiam na to, co sprawdzone. Sprawdzam, gdzie powinnam zacząć polowanie, żeby przynieść do domu obfite łupy.
 
Biorę ze sobą broń: niepozorny kawałek plastiku, który niezawodnie pomoże mi ustrzelić najlepsze okazje.
 
Staję na progu sklepu i zaczynam podchody. Bezbłędnie lokalizuję moją zdobycz. Zdradziło ją wielkie -60% na zadzie. Dopadam wieszaka i ciągnę spodnie do przymierzalni. Nie stawiają oporu. Tym lepiej dla mnie! Potulnie pozwalają zanieść się do kasy. Dobijam je plastikiem, żeby nie szamotały się w torbie, i wychodzę.
 
Czuję się taka sprytna! A to dopiero początek łowów... I jak tu nie kochać outletów?

Tekst nagrodzony w konkursie kampanii Manifest Your Style.

18 listopada 2011

Kompleks prowincji, czyli jak się nie dać dużemu miastu


Kompleks prowincji, czyli jak się nie dać dużemu miastu

Znalazłam wczoraj na portalu Onet artykuł z czasopisma „Cosmopolitan” - już samo to powinno mi powiedzieć, jaki będzie poziom tego tekstu. Ale przeczytałam. Bo też pochodzę z niedużego miasta, bo też przeprowadzka do Krakowa była dla mnie skokiem na głęboką wodę, bo też musiałam się nauczyć pływać. Ale „Kompleks prowincji” czytałam ze zdumieniem i z rosnącym poczuciem bycia nabijaną w butelkę. 

Opowieści niesamowite i niewiarygodne

„Nie wiedziały, co to jest kajzerka ani jak kupić bilet do metra.”
Z tego wynika, że kajzerka to wielkomiejski rarytas, a nie odmrażana bułka sprzedawana w supermarkecie za 0,19 zł (mają takie sklepy nawet w niedużych miastach), a kupowanie biletu do metra jest sztuką wymagającą lat praktyki, doktoratu i meldunku w stolicy.

„W Paryżu nie wiedziałam, jak działa metro, bo w moim mieście nie ma metra. Nie ma nawet tramwajów.”
W moim rodzinnym mieście też nie ma metra ani tramwajów. Jadąc do Londynu przeczytałam w przewodniku, gdzie kupuje się bilety do metra (kasowanie można łatwo opanować obserwując innych kasujących) – jestem przekonana, że Warszawa też ma swoje przewodniki, a pewnie i informację. I wreszcie: nie trzeba chyba wiedzieć, jak działa metro, żeby nim jeździć… Tak jak nie trzeba znać budowy silnika spalinowego, żeby wsiąść w autobus.

„Kiedy zostawiasz za sobą to, co znane, i wysiadasz z pociągu w centrum wielkiego miasta, twoja pewność siebie i poczucie własnej wartości mogą chwilowo zmaleć.”
To na pewno - i normalne jest, że ktoś pochodzący z niedużej miejscowości w wielokrotnie większym mieście początkowo czuje się obserwowany, ma wrażenie, że wszyscy wokół się na niego gapią i na pewno komentują jego wygląd i zachowanie. Ale wystarczy pogadać z innymi - bo na każdych studiach są „tutejsi” i przyjezdni, wystarczy podnieść wzrok i poszukać kogoś, kto tak jak my stoi z boku - by dowiedzieć się, że to uczucie jest normalne. I mija z czasem.

„Zaraz po przyjeździe zgubiła wszystkie pieniądze. A może ktoś je ukradł? Ola nie jest pewna. Była tak oszołomiona wielkim miastem...”
Jak już zmyślać, to porządnie! Może zgubiła, może ktoś ukradł, a tak naprawdę... zapomniała PIN-u do karty. W Słupsku, skąd pochodzi ta niezwykle rozgarnięta osoba (zapomnienie PIN-u się zdarza, ale można bez trudu sobie z tym poradzić), są identyczne banki jak w Warszawie, a czas poświęcony na odblokowanie karty nie jest wprost proporcjonalny do liczby mieszkańców.

„Strach obudził dawne kompleksy i wyciszone lęki. Że coś jest z nią nie tak. Że jest do niczego. Głupia. Nudna. Nieciekawa.”
Bo kompleksy mogą mieć jedynie mieszkańcy małych miejscowości, prawda? Warszawiacy przez okres dojrzewania prześlizgują się niepostrzeżenie, lansując się po Nowym Świecie bez nieproporcjonalnych nosów, nieśmiałości, trądziku i nagle rosnących piersi czy puszku pokrywającego brodę. W stolicy dzieci są jak z foremki, wszystkie identycznie fajne i bez skazy, ekstrawertyczne i przebojowe, a pozostałe miasta mają tylko foremki na zakompleksione szare myszy.

„– Warszawiacy dobrze znają swoje miasto. A ja... Ktoś mnie pyta: byłaś w Zachęcie? Odpowiadam, że nie, a tak naprawdę nie bardzo kojarzę, co to jest ta Zachęta. I teraz nie wiem, mam zapytać? Wyjdę na głupka. Powstanie warszawskie znam głównie z nazwy: jak ty możesz nie znać TAKIEJ historii?! Pomnik na Placu Zamkowym: No nie żartuj, że nie wiesz, kto tam stoi! Co chwila dostawałam po głowie.”
A trzeba było uważać na lekcjach... O Powstaniu Warszawskim uczą w szkole, o pomniku na Placu Zamkowym też - i to w podstawówce. A nawet jeśli nie, to biblioteki są ogólnodostępne, nawet w małej miejscowości mają na pewno jakąś książkę o Warszawie.

 „Łazimy z koleżanką po sklepach i ona mówi: patrz, jaka fajna marynarka. I nawet niedroga. 250 zł. W sam raz dla ciebie. Nie podoba ci się? Dla mnie fajna marynarka to taka, która kosztuje 50 zł – jak się poszuka, to się znajdzie – na droższą mnie nie stać. Ale głupio mi się do tego przyznać, więc mówię, że nie w moim stylu. Dlaczego nie mówię prawdy? Nie wiem. Może dlatego, że gdybym powiedziała, ona nie chodziłaby ze mną na zakupy?”
To by nie chodziła… Żadna strata, jeśli wyprawa obejmuje sklep, w którym autorka tych słów i tak nic nie kupi.

„- Limanowa, a gdzie to jest? – pytają Agatę znajomi. - Koło Nowego Sącza – odpowiada. - A gdzie jest Nowy Sącz? - Koło Krakowa.”
Ten fragment robi z warszawian idiotów, którzy wagarowali na lekcjach geografii, nigdy w życiu nie widzieli mapy i całe życie spędzili wśród stołecznych wieżowców, wakacje spędzają za granicą i lepiej wiedzą, gdzie jest Kair niż Koszalin. OK, wiem, zdawałam maturę z geografii i jestem skarbnicą wiedzy nikomu niepotrzebnej, ale chyba wiedza o tym, gdzie z grubsza leży Limanowa nie wymaga profesury? Nigdy nie zapomnę zdziwienia koleżanki pochodzącej z Lasek czy innej z Garwolina, które usłyszały ode mnie nie „A gdzie to?”, tylko „A, to wiem”. (O Laskach czytałam w jednym z felietonów Musierowicz, a w Garwolinie ma siedzibę producent mojej torebki. PRZEPRASZAM, że to wiem.)

„A w Warszawie? Tutaj nowi znajomi zazdroszczą jej: tego, że wychowała się w domu z ogrodem, biegała boso po sadzie, miała za oknem góry. Oni dzieciństwo spędzili na betonowych podwórkach, wśród kurzu i spalin.”
Czyli cała ta złota młodzież z prestiżowego warszawskiego liceum mieszkała w blokach? Chyba mają jakieś dzielnice willowe w stolicy, jakieś kamienice i inne domki jednorodzinne…
Ja się wychowałam na Górnym Śląsku i często przełamywanie stereotypów było zalążkiem rozmowy (bo wiadomo, blok z wielkiej płyty wybudowanym u stóp hałdy, czarne prześcieradła, bo sadza na nich osiadła, i 100% mieszkańców to górnicy). Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale mieszkam parę kilometrów od rezerwatu buków, czereśnie dla siebie i mlecze dla świnki morskiej rwałam w przydomowym ogrodzie, nie znam osobiście żadnego górnika, a w najbliższej kopalni wydobywano srebro i została zamknięta prawie 100 lat temu.

„Przed świtem wychodzi z akademika i idzie tam, gdzie widać kawałek nieba.”

Tu mi już ręce opadły. Nawet na osiedlach krakowskiej Nowej Huty widać niebo.

„Nie od razu musisz znać na pamięć nazwy wszystkich ulic. Daj sobie czas.”

Znam na pamięć nazwy ulic wokół Rynku - kosztowało mnie to chyba dobre kilka godzin nauki na pamięć. Dzieciom w Krakowie nie wszczepia się w mózg przy urodzeniu płytki z topografią miasta. Każdy się tego musi nauczyć. Lepiej znam ulice Krakowa niż moją rodzinną miejscowość, bo od I roku starałam się chodzić i jeździć: odwiedzać znajomych, zaliczać koncerty i wystawy nawet w odległych punktach miasta, zwiedziłam też sporo przy okazji szukania mieszkania.

Jak nie mieć kompleksu prowincji?

Nastawić się pozytywnie do siebie i do swojej sytuacji. Wieś, mała miejscowość i duże miasto - wszystkie mają swoje zalety. Mieszkając w tym ostatnim, trzeba po prostu przywyknąć i zacząć korzystać - ze sklepów całodobowych, sprawnej komunikacji miejskiej i ożywionego życia kulturalnego. Oczywiście wady też są, ale i tutaj trzeba szukać plusów - stojąc w korku można poczytać książkę, w bloku „mrówkowcu” zawsze jest ktoś, kto pożyczy cukier, a anonimowość w tłumie pozwala być sobą i nie przejmować się, co powie pani Kazia z przeciwka. Jak się czegoś nie wie, trzeba pytać i sprawdzać - w każdym akademiku mieszkają setki przyjezdnych osób, a wujek Google pomaga nie oceniając.

Trzeba się otworzyć na nowe - na tym polega lekcja dorosłości, którą każdy prędzej czy później musi odrobić.

17 listopada 2011

Dekoracja


Dekoracja

- Już wiem, kim zostanę, jak dorosnę - zwierzyłam Mu się.
- No, kim? - mruknął nieuważnie On.
- Zostanę zombiaczkiem! - wyjawiłam Mu swoją decyzję, podjętą pod wpływem oglądania serialu "Walking Dead".
- Aha, no i?
- I nie będę musiała myć włosów... A na szyi będę nosić naszyjnik z jelitek. Taki dekoracyjny.

16 listopada 2011

Guzik z pętelką


Guzik z pętelką

- Ta strona zawiera pętlę przekierowań - przeczytała M.
- I co, tak się przekierowuje tam i z powrotem? - zdziwiłam się.
- Dokładnie.
- Hm, to po co robić taką stronę? - spytałam w swej nieświadomości.
- Jak nie masz co robić, to sobie taką robisz - wyjaśniła M.
- I tak siedzisz i patrzysz, jak się przekierowuje... I przekierowuje... - dodała E.

15 listopada 2011

Wyciąg krzesełkowy


Wyciąg krzesełkowy

Lubimy sobie pogadać (co dokumentuje ten blog). Także w łazience, nie mylić z toaletą. A ja lubię siedzieć, jak z kimś rozmawiam, i zwykle wtedy siadam na pralce.

- I znowu siadasz na pralce! - wytknął mi On, wycierając się.
- Siadam, co z tego?
- Specjalnie przyniosłem ci tutaj krzesło, tak jak chciałaś, a ty nadal siadasz na pralce! - On wskazał dramatycznym gestem krzesło, na którym spoczywała kupka starannie poskładanych ciuchów.
- Oj, bo nie rozumiesz. Chciałam, żebyś przyniósł tu krzesło, żeby móc kłaść ubrania na nim zamiast na pralce, i żeby pralka była wolna, i żebym mogła na niej siadać!

14 listopada 2011

StayFly pisze o mnie


StayFly pisze o mnie

Na blogu StayFly pojawiła się notka o moim blogu - a ja szalenie lubię czytać (i słuchać też, ale mało kto się decyduje na taką szczerość na żywo) o tym, jak widzą mnie inni. I najbardziej lubię w tym słowa krytyki, bo oczywiście miło jest być adresatem komplementów, ale to nie one mobilizują do pracy nad sobą. I nad blogiem, w tym przypadku.

Zatem zapraszam. Można komentować!

13 listopada 2011

Figa z makiem


Figa z makiem

Rozmowa o kulinarnych zwyczajach świątecznych, przy okazji robienia... tiramisu.

- To jakie ciasto się u was robi na święta? Poza tiramisu?
- Eee... paschę... - odparł ostrożnie On.
- Paschę to na Wielkanoc.
- A, tak. To makowiec chyba. Ale ja nie jem maku.
- JAK MOŻNA nie jeść maku?!
- Bo to jakiś debil wymyślił, żeby jeść mak na słodko! I to włazi między zęby! Ze wszystkich złych rzeczy tego świata mak jest NAJGORSZY! Zaraz po Hitlerze.

12 listopada 2011

Ciepła sowa


Ciepła sowa

Lecimy z B. przez którąś z dzielnic Katowic, ciemno wszędzie, głucho wszędzie, a do tego ziąb potworny.
Daję B. mój ogrzewacz do rąk (w kształcie sowy). B. się grzeje.

- Prawie zamarzłam, ale Ona mi dała ciepłą sowę - zwierza się B. Abirkowi.
- CO ci dała?! - mina Abirka wyrażała jasno jej myśli, w skrócie WTF.

11 listopada 2011

O pochodzeniu gatunków


O pochodzeniu gatunków

Wciskamy się we trzy na tylne siedzenie samochodu.

- Ale jesteśmy upakowane! - cieszy się O. z mojej lewej.
- No, jak pingwinki! - dodaje K. z mojej prawej.
- Chyba jak sardynki... - prostuję, jak to ja.
- Ja wolę pingwinki. Chyba lepiej smakują - protestuje K. - A ty nie wolisz?
- Nie wiem, bo nigdy nie jadłam pingwina. Nie mogę się zdecydować, czy to drób, czy dziczyzna...

10 listopada 2011

Jak urządzić komunikację miejską?


Jak urządzić komunikację miejską?


1. Przystanki o tej samej nazwie powinny być jak najbardziej od siebie oddalone. Zaleca się umieszczać przystanki wokół rond i placów, i zmieniać w tych miejscach organizację ruchu dla autobusów, by w żadnym razie nie można było domyślić się, w którym kierunku odjedzie dany pojazd. Wiat przystanków nie należy podpisywać.

2. Linie powinny mieć możliwie długie numery, co najmniej trzycyfrowe, przydzielane losowo, bez klucza. Numery linii tramwajowych i autobusowych muszą się powtarzać. Nazwy przystanków docelowych również (np. Kościół, Szpital itd.), przy czym trasy takich linii nie powinny pokrywać się w żadnym punkcie.

3. Informacje na rozkładzie jazdy powinny być możliwie nieaktualne i nieczytelne. Nie powinny w żadnym razie zgadzać się z widocznymi z daleka tabliczkami z numerami linii. Podział rozkładu powinien być inny dla każdej linii - rozkłady wakacyjne, wigilijne, dla dni wolnych, dla świąt, dla sobót, dla dni powszednich, dla Sylwestra i Święta Zmarłych niech różnią się od siebie jak najbardziej, a każda linia powinna mieć swoją kombinację tychże wariacji.

4. Na wyposażeniu Biura Obsługi Podróżnych priorytetem jest tabliczka z tekstem "informacji o rozkładzie jazdy nie udziela się".

5. Rozkład jazdy należy zaplanować tak, by autobusy jeździły po pięć po kolei, po czym winna następować godzinna przerwa, podczas której z danego przystanku nie odjeżdża nic.

Tekst powstał 2 lata temu, kiedy na ponad 2 godziny utknęłam w Gliwicach, chcąc dojechać do oddalonych o około 15 km Tarnowskich Gór. Błądziłam między różnymi przystankami o tej samej nazwie, próbując znaleźć ten, z którego odjeżdżał mój autobus. 


Zdecydowałam się go tutaj zamieścić (a to nie koniec, niestety), bo wybieram się właśnie do Katowic i sprawdziłam sobie połączenia. Nic się nie zmieniło, poza cenami biletów, które są coraz wyższe. 

CZĘŚĆ II

9 listopada 2011

Trzy nowości


Trzy nowości

Właściwie nowość jest jedna, dwie to takie odgrzewane, ale lepiej późno niż wcale.

1. Tutaj możecie sobie poczytać o nas i o innych osobach występujących na blogu. Link znajduje się również pod różową kulką w prawej kolumnie.

2. Tutaj są odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, czyli tzw. FAQ. Link znajduje się również pod FAQ w kategoriach blogu (na górze).

3. W prawej kolumnie pojawiła się znów lista blogów, które czytam, a na niej blog StayFly, o tzw. lifestyle'u, różnych nowościach i Krakowie.

8 listopada 2011

Słowotwórstwo


Słowotwórstwo

- Widziałaś ten maszkietwóz?
- Co widziałam? - zdumiałam się.
- Maszkietwóz! - huknął On, przekonany widać o moim niedosłuchu.
- Czyli co?
- Samochód, którym podjechał hasiomaszkietnik*. Chociaż może to był raczej maszkietmobil...

* Dla osób spoza Górnego Śląska** wyjaśnienie: hasiomaszkietnik - człowiek, który grzebie po śmietnikach w poszukiwaniu przedmiotów do spieniężenia lub ponownego użycia, od hasiok - śmietnik, i maszkiecić - podjadać smakołyki. 

** Co prawda tylko się na tym Górnym Śląsku urodziłam i wychowałam, ale prawdziwą Ślązaczką nie jestem - bardziej rozumiem śląski niż umiem po śląsku mówić, w moim domu używało się zawsze polskiego. Ale niektórych określeń używam tylko w tej wersji, na przykład nigdy nie wiem, co się robi z kotletami, bo u nas się je klupie klupaczką. Jak inaczej nazwać hasiomaszkietnika?

7 listopada 2011

Trup w szafie


Trup w szafie

Pokłóciłam się z Siostrą, a On, miłujący święty spokój (więcej tutaj) po prostu wyszedł.

- Jestem strasznie głupia - przyznałam się Mu do słuchawki, kiedy było już po wszystkim.
- No jesteś - zgodził się on. - A co, zabiłaś ją?
- Nie...
- To dobrze, bo nie bardzo mielibyśmy co zrobić z ciałem.

Niniejszy post dedykuję tym wszystkim, którzy twierdzą lub twierdzili kiedykolwiek, że ten blog jest nieautentyczny/jest przesłodzony/przekłamuje rzeczywistość/pokazuje tylko pozytywne strony bohaterów. 


Podryw roku III


Podryw roku III

Tramway signPożyczyłam dzisiaj od Niego t-shirt, który kupiliśmy ostatnio (tzn. ja wybrałam, On zaakceptował) - biały w czarno-srebrne gitary. Autobusem jechałam w rozpiętej kurtce, bo ciepło było.

- Ej, ty! - usłyszałam. - Fajna koszulka.

Podryw przez licealistę = +100 do lansu.
(Podryw roku I i II.)

Latający pies


Latający pies

On gra w HoMM część tysiąc dwieście. Ja zaglądam mu przez ramię.

- A ten to co?
- To jest taki latający pies.
- Pies? - dziwię się.
- Kundel. Ma pysk psa, łapy lwa, ogon Obcego z "Obcy kontra Predator", skrzydła orła i włosy Boba Marleya - wyjaśnia spokojnie On.

6 listopada 2011

Lanie


Lanie

- Moja siostra znalazła mój pendrive - przyznałam Mu się.
- Wiem - mruknął ponuro On.
- Beznadziejna jestem, nie?
- ... - On zachował wymowne milczenie.
- Ale mam pomysł, jak sobie z tym poradzić... Zrobimy sobie taki mały rytuał. Co piątek będziesz mnie lał i po kilku tygodniach powinna być poprawa.

5 listopada 2011

Lista dialektowa


Lista dialektowa

On urodził się i wychował na Dzikim Wschodzie Polski, ja zaś na Górnym Śląsku, wśród pagórków i zieleni. Teraz mieszkamy w Krakowie i czasem snujemy pewne refleksje natury językowej.

- Myślisz, że za 10 lat będziemy mówić "na pole" i "na nogach"? - zagadnął mnie On.

Ja nie wiem, a Wy jak myślicie?

4 listopada 2011

Toxic


Toxic

On miał wczoraj próbę zespołu, ja się wybierałam na spotkanie autorskie (promocja książki, którą, ach, pomagałam przygotować do druku!), więc porozumiewaliśmy się telefonicznie. Przed wyjściem On ogarnął mieszkanie i zadzwonił, żeby mnie o tym poinformować.

- Umyłem... odkurzyłem... sprzątnąłem... wyczyściłem... zalałem... wyszorowałem... - wyliczył swoje zasługi On.
- Jesteś cudowny... Mówiłam, że jesteś cudowny? Rany, jaki jesteś cudowny... - wtrącałam pomiędzy wyliczenia. - Posklejałeś mój zaparzacz?! - zdumiałam się wróciwszy do domu. (Zaparzacz stłukłam wczoraj rano, razem ze słoikiem z herbatą.) - Jesteś naprawdę cudowny...
- Posklejałem. Ale butaprenem, więc jest teraz toksyczny.

Rada na przyszłość


Rada na przyszłość

Przede mną w autobusie siedzi starsza pani z wnuczką (chyba). Ja naprzeciwko, ze słuchawkami w uszach i w Emu na nogach.

- Popatrz, Natalko... - nachyla się pani do wnuczki - jak będziesz wykręcała nóżki, to będziesz potem musiała nosić takie buciory jak ta pani.
Natalka pokiwała główką.
Mnie mowę odjęło. 

Moja torebka nie przeszła do II etapu konkursu. Jeszcze nie wiem, czy w ramach protestu najechać na siedzibę organizatora, czy iść do konkurencji, czy po prostu zadrzeć nosa i oznajmić: "nie znacie się, odchodzę niedoceniona" i sama zostać kaletnikiem. Zastanawiam się intensywnie.

2 listopada 2011

Miś


Miś

Byliśmy w weekend w moim rodzinnym mieście i zahaczyliśmy o plac zabaw. Ja się huśtałam, On się rozglądał.

- Co to jest? - zdumiał się.
- Pedobear! - wykrzyknęłam na widok brązowego kosza na śmieci o kształcie misia z rozdziawioną paszczą.
- Rzeczywiście... Dziecko podchodzi, a on: chaps! i połyka.
- A widziałeś, że ma nawet klapkę z tyłu? Pewnie po to, żeby już takie połknięte dziecko po wszystkim można było wyjąć...