Kota się nie pierze


- Naprawdę już czas, żebyś w pełni opanował obsługę pralki.
- Wiem, wiem... - westchnął On.
- I żeby nie wyhodować kolejnego pokolenia, które nie ogarnia pralki, pokażemy naszym dzieciom, jak nastawiać pranie, jak tylko nauczą się chodzić.
- Już widzę podstawowe zagrożenie - zgłosił wątpliwość On.
- Że wypiorą kota?
- Właśnie.
- Teraz podziwiaj moją niesamowitą przenikliwość i umiejętność planowania: nie mamy kota.

30 stycznia 2012

In-side - część I: minimalizm


In-side - część I: minimalizm

Przejrzałam w pamięci moich ulubionych projektantów, zerknęłam z dystansem na nasze mieszkanie i zdecydowałam, że ten cykl zacznę od minimalizmu.

Nie dlatego, że jest to styl szczególnie mi bliski, choć pewne jego założenia akceptuję i stosuję - ale dlatego, że wydaje mi się najbardziej kontrowersyjny, no i dlatego, że lubię wielu projektantów, którzy tworzą właśnie w tym prostym, co nie znaczy że łatwym, stylu. 

Popularność


Popularność

- Nie zazdroszczę popularnym blogerom - oświadczyłam z mocą.
- Ani trochę?
- No, może odrobinkę. Ale ogólnie to nie. Żeby być popularnym, gdziekolwiek, trzeba mieć...
- ...dupę z żelaza - dopowiedział On.
- Właśnie. Ja pracuję nad tym, żeby być coraz odporniejsza na krytykę, bo to się ogólnie przydaje, nie tylko blogerom, ale jeszcze nie mam dupy z żelaza.
- A z czego?
- Teraz z jakiegoś miękkiego metalu. Aluminiową?

29 stycznia 2012

Pedanteria


Pedanteria

- Kochanie... - zaczął łagodnie On.
- Co takiego?
- Nie możesz zostawiać ręcznika skręconego na pralce, bo w ten sposób nigdy nie wyschnie.
- Już idę rozwiesić - westchnęłam. (Nawet gdybym chciała zakisić sobie ręcznik, to przy Nim nie zdołam.)
- Nie trzeba, już to zrobiłem ZA CIEBIE.
- Wiesz, mam taką wizję, że jak będziemy brać ten ślub, to ty zamiast przysięgi zwrócisz mi uwagę, że krzywo włożyłam ci obrączkę.
- Jak włożysz krzywo, to bądź pewna, że zwrócę ci uwagę - wzruszył ramionami On.

Kulkowo


Kulkowo

Jednym z moich gwiazdkowych prezentów był tzw. zestaw fitness, składający się z maty, taśmy, piłki z pompką i kolczastej kulki, podobno przeznaczonej do masażu.

- Wiesz, gdyby takie kulki dodawali gratis przy zakupie pierścionków zaręczynowych czy obrączek, to byłoby mniej rozwodów i rozstań.
- Tak? - zdziwił się On, niebędący tak żarliwym wyznawcą kulki jak ja. (Ma mniej pokrzywione plecy.)
- Czuję głęboko w kręgosłupie, że ta kulka gwarantuje nam trwałość związku.

28 stycznia 2012

In-side: początek


In-side: początek

In-side - czyli w środku, ale tak jakby z boku. Ten cykl będzie o moim zakręcie na design. Tak jak szafiarki mają fioła na punkcie ciuchów, tak ja - mimo że lubię ładne ubrania - byłabym w stanie wydać każde pieniądze na wyposażenie wnętrz. Niestrudzenie poszukuję przedmiotów pięknych, ale przy tym praktycznych i w przystępnej cenie.

Moim ulubionym działem w każdym sklepie jest ten, gdzie znajdziecie talerze, obrusy i poduszki. Wprost uwielbiam miejsca, w których sprzedaje się tylko to. Gdybym miała maszynę do szycia, w pierwszej kolejności uszyłabym pokrowce na krzesła, ubranko na pralkę, ozdobne poduszki i makatkę na ścianę. Mam trzy roczniki "Elle Decoration" i nadludzkim wysiłkiem woli powstrzymuję się przed kupowaniem kolejnych numerów. W głowie kłębi mi się co najmniej osiem wizji wymarzonych mieszkań. Kiedy odwiedzam znajomych, bezwiednie myślę, co powinni zmienić, żeby pomieszczenie było bardziej funkcjonalne (uff, ale nie mówię im tego!). Naszą kuchnię projektowałam przez pół roku, wielokrotnie zmieniając koncepcje. Na moim dysku znajduje się CV stworzone specjalnie dla Ikei, mimo że nigdy go nie wysłałam. Uwielbiam planować remonty.

Przyszedł czas, żeby powiedzieć to głośno...
Jestem wnętrzofilem-amatorem-gawędziarzem.
I o tym tu będzie.

Bezpieczeństwo


Bezpieczeństwo

Tramway signKobieta w wieku ok. 40 lat rozmawia przez telefon, stojąc na przystanku.

- Tak, wszystko dobrze.
- ...
- No nie, nic się nie stało.
- ...
- Oczywiście, że wszystko w porządku.
- ...
- Nie, nikt mnie nie porwał. Powiedziałabym ci przecież.

27 stycznia 2012

Kotkowo


Kotkowo

Oglądamy serial, w którym jedna z bohaterek tuli do siebie małego kotka.

- Koootek..! - rozpływam się. - Czemu my nie mamy takiego kotka?!
- Kochanie - stanowczo przywraca mnie do rzeczywistości On, przy kotach kichający-i-drapiący-się.
- Ja chcę takiego malutkiego kotka, zgódź się, no proooszę...
- Każdy malutki kotek z czasem dorasta i staje się zryty.
- Nieprawda.
- Prawda, prawda.
- Jak zgodzisz się na kotka, to obiecuję ci, że on nigdy nie dorośnie.
- Aha, niby jak?
- Będę go kąpać w kremie przeciwzmarszczkowym.

26 stycznia 2012

Dobry pomysł


Dobry pomysł

- Który dzisiaj jest? - zapytałam Go.
- Dwudziesty któryś, a co?
- Wymyśliłam fajny tytuł przelewu dla ciebie i zastanawiam się, czy sobie nie zapisać, bo chyba zapomnę do lutego.

A tu kilka archiwalnych tytułów.

W dobrym kierunku


W dobrym kierunku

- Ty mówiłeś o programowaniu w parach... - zaczął K.
- Nie mówiłem! - wyparł się Ch.
- To nie było do ciebie - zaperzył się K.
- To ja mówiłem - przyznał się B.
- Ja się nie dam oszukać! Miałeś nos zwrócony w moim kierunku, więc na pewno mówiłeś do mnie! - wytknął K. Ch.

25 stycznia 2012

Źródło pomysłów


Źródło pomysłów

- Ja nie wiem, jak ty to wszystko wymyślasz - skomentowała Es. moją dzisiejszą pracę.
- Powiem ci, tylko jaką chcesz wersję, oficjalną czy nieoficjalną?
- Obie.
- Oficjalnie to "z palca", nieoficjalnie to "z dupy".

24 stycznia 2012

Sesja


Sesja

- Wiesz, widziałam ostatnio sesję zdjęciową dziewczyny, która jest blogerką. Pozowała z takim małym makbuczkiem. 
- Już wiem, co ci chodzi po głowie - mruknęła mama.
- Taaak, sesja z Wrzosikiem - westchnęłam, patrząc miłośnie na mój fioletowy komputer.
- To dobry pomysł... - zaczęła Mama.
- ...ale..?
- Ale proponuję, żebyś zrobiła sobie nagą sesję. Ty i Wrzosik, zasłaniający newralgiczne rejony.
- Dwa ale: 10 cali nie zasłoni mi żadnych newralgicznych rejonów ORAZ to ma być ekskribicjonizm kontrolowany, a nie ekshibicjonizm niekontrolowany!

23 stycznia 2012

100% normy


100% normy

- Nie musisz się uczyć?
- Z włoskiego wszystko już umiem - oznajmił Braciszek.
- Wszystko?
- Wiem, jak powiedzieć "posłuszny murzyn", nic więcej mi nie jest potrzebne.

22 stycznia 2012

Magiczna liczba


Magiczna liczba

- Ilu masz znajomych na fejsie? - zagadnął Braciszek.
- Czekaj, sprawdzę... 313.
- Byle do 333!
- Czemu akurat?
- Bo to połowa 666.

A może...


A może...

Braciszek* wrócił z imprezy.

- Piłeś? - zagadnęłam Go.
- Będzie mnie tu..! - obruszył się Braciszek.
- Chciałam dobrnąć do "a może Harry Potter..?", ale nie podjąłeś wyzwania - odparłam z lekkim smuteczkiem.

* Braciszek dla mnie nadal jest Braciszkiem, choć do pełnoletności zostało mi tyle, ile mnie do trzydziestki. Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka.

21 stycznia 2012

Gotycko


Gotycko

Tramway signAutobus miejski. Na jednym z siedzeń "dla uprzywilejowanych" - dziewczyna wystylizowana na gotkę, z dużymi i wyglądającymi na profesjonalne słuchawkami na uszach. Z ponurą miną porusza głową w takt muzyki.

- Przepraszam, czy mogę usiąść? - nad dziewczyną staje starsza pani. - Przepraszam! - powtarza głośniej.
- Tak? - dziewczyna zdejmuje słuchawki z uszu. Autobus napełnia się radosnymi dźwiękami "Single Ladies" Beyonce.

Jak dorosnę


Jak dorosnę

- Dzisiaj wspominamy młodość - zakomunikowałam E.
- To znaczy?
- Słuchamy radia z przebojami lat 90.
- Aha. Ja wtedy miałam 10 lat - wyjawiła E. - Nawet nie pamiętam, jaka wtedy byłam. Na pewno nie lubiłam chłopaków.
- Ja chciałam być Emilką z Księżycowego Nowiu. Tak jak ona pisałam wiersze i pamiętnik. I marzyłam o tym, żeby zostać pisarką.
- W sumie... - zaczęła E.
- No właśnie, w pewnym sensie się spełniło.

19 stycznia 2012

Jak tam?


Jak tam?

Odbieram telefon będąc w pracy.

- Cześć. Jak tam? - pyta On.
- Zimno - odpowiadam zwięźle.
- Dużo pracy?
- Dużo.
- To słabo.
- Nie, zimno.

18 stycznia 2012

Somebodyyy..!


Somebodyyy..!

Jest sobie taka piosenka australijskiego muzyka o pseudonimie Gotye, która jakiś czas temu opanowała profile na Facebooku - "Somebody that I used to know". Czy się podoba, czy nie - trudno było ją przeoczyć (chyba że nie macie konta na FB i jednocześnie żyjecie w odcięciu od wszystkich polskich stron rozrywkowych - wtedy zapraszam tutaj). A że motyw z tej piosenki mi się podoba, zleciłam Mu zrobienie z niego dzwonka do telefonu, żeby nie maglować całości z tytułowym "somebodyyy!" wwiercającym się w ucho.

- O nie, GOTYE! - jęknął On, otwierając folder z piosenkami do pocięcia.
- Nie marudź. Ustawię sobie jako twój dzwonek, to nawet nie będziesz słyszał, że mi dzwoni.
- Ale... to nie pasuje!
- Dlaczego?
- Musiałabyś znaleźć kogoś, kto treats you like a stranger and that feels so rough.
- Ciężko będzie. Takim ludziom nie daję mojego numeru...

17 stycznia 2012

Dwa lata


Dwa lata

Lubię Go czasem (2006, 2008) podrażnić i przeczytać horoskop.

- W czerwcu nasz związek...
- Nie czytaj mi horoskopu - ostrzegł On.
- ...wejdzie w dwuletni okres...
- Dwuletni okres?! - przeraził się On. - I dwuletni PMS? Ja tego nie przeżyję...

16 stycznia 2012

Siódme przykazanie


Siódme przykazanie

Trus pisała u siebie o akcji blogowej "Doceniam - nie kradnę - podaję autora". Po ostatniej akcji z kradzieżą moich zdjęć (pisałam o tym na Facebooku - kto blog lajkuje, ten wie!) stałam się wyjątkowo wyczulona na tego rodzaju zachowania. Zawsze podaję autora przepisu czy zdjęcia, jeśli nie korzystam z własnych - wszyscy tak powinni robić.

Zdjęcie opublikowane na blogu należy do tego, kto je robił. Moje zdjęcia (np. opublikowane tutaj, ale i te na blogu) są na licencji Creative Commons - można ich używać niekomercyjnie, pod warunkiem, że mnie o to zapytacie i podpiszecie pod zdjęciem. Więcej tutaj.

Przepisy kulinarne są częściowo objęte prawem autorskim. Receptura, tak jak inne algorytmy, idee czy pomysły, nie jest autorska - ale jeśli opis jest utworem w jakikolwiek sposób (a de facto każdy opis jest), to chroni go prawo autorskie. Etyka jednak nakazuje podać autora lub źródło przepisu, którym się inspirujemy.

Cała twórczość, a więc wszystkie teksty, które tutaj się pojawiają, należy do mnie. Przy cytowaniu z czyjegoś blogu TRZEBA podać autora (a najlepiej - jeszcze link do cytowanego tekstu), tak jak przy cytatach z książek w pracy naukowej.

Wiem, że czasem znajduje się coś w sieci przypadkiem albo bez autora - sama mam pozapisywane setki zdjęć z różnego rodzaju inspiracjami wnętrzarskimi, kulinarnymi, fotograficznymi i innymi. W takim przypadku, publikując strój, wnętrze, przepis czy zdjęcie inspirowane czyjąś twórczością, najlepiej postawić sprawę jasno i napisać, że nie zna się autora oryginalnego pomysłu. Kradzieżą w takim przypadku jest przypisywanie sobie autorstwa pomysłu.


Grafika: Trus

Trucizna


Trucizna

Nasza begonia jakoś zmarniała. Właściwie to wygląda, jakby ktoś ją... obgryzł.

- Co zrobiłeś z begonią?
- Zjadłem - mruknął On.
- Ale wiesz, że ona chyba jest trująca?
- Wiem - przytaknął On.
- Aha. To sam będziesz sobie winien.
- Będę - zgodził się On.

15 stycznia 2012

Duch w narodzie


Duch w narodzie

Pisałam już (np. tutaj i tutaj) o naszej wiekowej pralce, która jest tak stara, że nie opłaca się jej naprawiać. Od 15 lat istniała, prała i wirowała, aż wreszcie zepsuła się. Wybrała moment z dużym wyczuciem - środek miesiąca, w sobotni wieczór, tuż przed nastawieniem drugiego prania. Oddaję sprawiedliwość, że coś wyprała jednak, więc będę miała czyste majtki na najbliższy tydzień.

On po prostu otworzył drzwiczki i uchwyt został mu w ręce. Stwierdził ze spokojem, że chyba zepsuła się pralka, wyjął pranie, powiesił je, po czym usiadł do przerwanej partyjki Heroes of Might & Magic.

- Jestem załamana - wyjawiłam Mu.
- Dlaczego?
- Bo jest sobota wieczór. Co oznacza, że nawet jeśli teraz kupimy pralkę, to będziemy ją mieć najwcześniej we wtorek.
- Uhm - kiwnął głową On, nie odrywając wzroku od ekranu.
- Kochanie. Ty się w ogóle nie przejmujesz!
- A czym mam się przejmować? Kupimy nową pralkę - wzruszył ramionami On.
- A do tego czasu..? Mam prać w strumieniu!
- O. Wreszcie mówisz do rzeczy. That's the spirit! - ucieszył się On.

14 stycznia 2012

Tępota


Tępota

Siedzimy z siostrą i D., jej chłopakiem, w Zielonych Tarasach.

- Co tak tym talerzem przesuwasz? - ofukuje mnie Siostra.
- Przepraszam, ale ten nóż jest tępy jak... jak...
- Jak co?
- Nie wiem, znacie kogoś tępego? - D. nieśmiało uniósł dwa palce. Siostra nie ogarnęła.
- OK, tępy jak D. Zadowoleni?
- Musisz uważać, bo niektórzy mówią i robią różne rzeczy tylko po to, żeby być na twoim blogu! - oświadczyła Siostra.

Nie siedzę w dresie


Nie siedzę w dresie

Czy po 10 latach związku jest już człowiekowi wszystko jedno?

"Siedzisz sobie w dresie"

Przeczytałam ten tekst z dużym zaskoczeniem. Rozumiem, że są ludzie i kaloryfery, że to, co dla jednych jest bodźcem do działania, dla innych staje się pretekstem do nicnierobienia. Ale mam takie poczucie, jakbym żyła na innej planecie niż autorka linkowanego wyżej tekstu.

Pierwsza zasada: nie ma zasad

Mam bardzo różnych znajomych - takich, którzy dbają o siebie niezależnie od sytuacji i takich, którzy nie dbają. I mówiąc "dbanie" nie mam na myśli biegania codziennie w najmodniejszych ciuchach i szpilkach, w pełnym makijażu, tylko podstawowe czynności pielęgnacyjne i ubraniowe. Być może któryś typ (niedbaluchów czy dbaluchów) przeważa, ale nie pokusiłabym się o formułowanie na tej podstawie ogólnego prawa odnoszącego się do całej ludzkości, czyli: "nie ma kobiet, które wyglądają gorzej niż kobiety, które są pewnie, wręcz absolutnie przekonane o tym, że ich mąż/narzeczony/chłopak je kocha i zawsze będzie kochał."

Teoria i praktyka

Przyjrzałam się sobie: mojej domowej garderobie, mojemu trybowi życia, moim przyzwyczajeniom i mojemu podejściu do wyglądu - jak wiecie, mieszkam z Nim szósty rok, więc miałam pełne prawo zamienić się w ohydnego stwora. A tymczasem... w szafie żadnego dresu. Po domu legginsy albo spodnie plus męska koszula zabrana Tacie. Makijaż prawie codziennie (nie znaczy to, że tapeta). Zabiegi higieniczne przy zamkniętych drzwiach łazienki. Oto my, jesteśmy razem od 10 lat i ciągle wyglądamy dobrze!

"Ja go/ją zmienię..."

Ale skoro już formułujemy uniwersalne zasady, to i ja się o taką pokuszę: żaden związek nie zmienia człowieka, jeśli on sam nie chce zmiany. Flejtuch singiel po wejściu w związek nadal będzie nosił poplamione koszulki, w narzeczeństwie założy kolekcję worków ze śmieciami (pełnych, oczywiście, bo po co wynosić?), a po ślubie będzie radośnie syfił wokół siebie, doprowadzając tym swoją drugą połówkę do szału. Albo i nie, jeśli połówka nie oszukiwała się, że flejtuchowi papier z USC zrewolucjonizuje charakter w jednej sekundzie. Singielka, która się nie maluje i uważa, że dres jest wygodny, może mieć zryw na szminki i sukienki w pierwszej fazie związku, ale w krótkim czasie wróci do starych upodobań. I tak dalej. Ta zasada się sprawdza - zmieniają się tylko ci, którzy zmieniać się chcą.

11. Nie upraszczaj.

Słowo na koniec: stereotyp - konstrukcja myślowa, zawierająca komponent poznawczy (zwykle uproszczony), emocjonalny i behawioralny, zawierająca pewne fałszywe przeświadczenie, dotyczące różnych zjawisk, w tym innych grup społecznych. Wiem, że życie bez stereotypów nie jest możliwe, ale nie stawiajmy znaku równości między statystyką a szufladką. 

13 stycznia 2012

IQ


IQ

- Widziałaś, że jakiś debil wyrwał drzewko pod tym blokiem obok? - spytał On.
- Ludzie to potrafią być durni... - westchnęłam. - Powinno się takich eksterminować.
- Ty byś od razu eksterminowała! Frau Hitler - obruszył się On.
- Ale taki debil jest zagrożeniem dla porządku publicznego. I jeszcze się rozmnaża, i płodzi kolejnych idiotów. Jak ktoś wyrwie drzewko, powinna być kontrola: sprawdzają IQ i jak jest niższe od mojego, to wywożą na Antarktydę. Niech tam sobie mieszka, wtedy nie będzie zagrożeniem.
- Naprawdę jesteś Frau Hitler... - mruknął osłupiały On. - Ale wiesz, że wtedy ja bym musiał żyć na Antarktydzie?
- Ty nie - żachnęłam się. - Chyba że wyrwałbyś drzewko. Wtedy bez żalu wydałabym cię władzom. Z debilem nie chcę się rozmnażać.

(Proszę o mocne przymrużenie oka. Powyższy post nie jest odzwierciedleniem moich poglądów.)

12 stycznia 2012

Zagrożenie na drodze


Zagrożenie na drodze

- A czemu z tym twoim katarem nie można jeździć na rowerze? - zapytał On, przemyślawszy sobie widać tę rozmowę.
- Bo jak jadę na rowerze, mam obie ręce zajęte i nie mogę wycierać nosa.
- I..?
- I glut by mi wisiał do pasa i powiewał za mną, i osoby jadące za mną mogłyby po prostu się na nim poślizgnąć - wyjaśniłam spokojnie.

Meandry


Meandry

K. poleciła komuś znajomemu (M.) mój blog.

M.: Wiesz, czytałam ten blog, bardzo fajny, tylko czemu ona daje gwiazdkę przy słowie anus?
K.: Nie muszę jej pytać, żeby wiedzieć, bo jesteśmy bardzo podobne. Po prostu wie, że ludzie to idioci.

Kiedy K. mi to opowiedziała, zaprotestowałam.

- Wcale nie uważam, że ludzie to idioci. Po prostu wiem, że nie każdy zna łacinę.
- Na jedno wychodzi - ucięła bezlitośnie K.

Spieszę oświadczyć, że uważam Was za niezwykle bystrych i wartościowych ludzi, bowiem jedynie taka osoba jest w stanie pojąć meandry mojego pokrętnego poczucia humoru i zrozumieć więcej niż jeden wpis na tym blogu. Serdecznie pozdrawiam głównie tych, którzy nie znają łaciny (macie prawo!).

11 stycznia 2012

Halucynacje


Halucynacje

Rozmawiam z Siostrą przez telefon o jej kolanie.

- Ty, a co to znaczy, jak mi się tutaj taki znak Batmana świeci? - pyta ona.
- Na kolanie ci się świeci znak Batmana? Dzwoń po pogotowie, bo to już chyba omamy tuż przed zejściem...

Rozpoznanie


Rozpoznanie

- Wiesz, mam nadzieję, że jak zrobi się ciepło, to już będzie otwarte to skrzyżowanie. Bo teraz nawet jakbym mogła jeździć na rowerze, to musiałabym mu dopiąć skrzydła.
- Jakbyś mogła? A nie możesz?
- Nie mogę, bo mam katar naczyniowo-ruchowy.
- I co jeszcze? - z gryzącą ironią spytał On.
- I jeszcze hipochondrię. Ale łagodną postać.

Pisałam już, że jestem hipochondryczką. Teraz wyjaśniam jeszcze, czemu nie jeżdżę rowerem w zimie.

10 stycznia 2012

Sacrum i profanum


Sacrum i profanum

- Dzień dobry! Czy wpuścisz... czy wpuści pani księdza? - zająknął się jeden z ministrantów po fałszywym odśpiewaniu kolędy.
- Wpuszczę - przytaknęłam. (Jak pisałam, do pracy nie wpuściłam.)
- A ma pani wodę święconą?
- Nie mam.
- To my nalejemy! - zapalił się młodszy ministrant, po czym wyłuskał z foliowej torby litrową plastikową butelkę o charakterystycznym kształcie "z talią". 

Okazało się, że krzyż stojący nie był potrzebny, a w roli świec wystąpiły pogrzebacze podgrzewacze*. Pozdrowienia dla Joasi, dzięki której na naszych białych drzwiach widnieje dumne C+M+B 2012.

* Przepraszam za ten błąd, nie wiem, co mi przyszło do głowy. Nawet nie mam pogrzebacza!

9 stycznia 2012

"Nie umiem gotować."


"Nie umiem gotować."

Ciągle słyszę to "nie umiem" na zmianę z "że też ci się chce". Zatem, drodzy "nie umiem", wyjaśnię Wam, co robicie źle: mianowicie, przez własną nieuwagę przypalacie wodę na herbatę, psujecie zupkę chińską i wytwarzacie niejadalne dania.

Nie istnieją ludzie, którzy nie umieją gotować. 

Wyobraźcie sobie, że mielibyście się ubierać jednocześnie tocząc burzliwą dyskusję na tematy elementarne, albo myć zęby czytając porywającą książkę, albo odkurzać, żonglując surowymi jajkami, albo pisać pracę zaliczeniową, przeglądając komiksy z Garfieldem - albo robić cokolwiek, angażując się jednocześnie w coś zupełnie innego. Niewiele jest osób, które potrafią doskonale robić kilka rzeczy naraz (zwykle nazywamy je matkami...). 


Przykład 1, różowy: dokładne realizowanie kiepskiego przepisu.

Piekłam kiedyś ciasto, w którym była podejrzanie mała ilość mąki. Zrobiłam wszystko według przepisu, to nie było pierwsze ciasto w moim życiu - ale oczywiście wyszedł zakalec, bo jakżeby inaczej.
Rada: stosować wyłącznie przepisy sprawdzone - najlepsze są te przechodzące z pokolenia na pokolenie, z dobrych książek kucharskich albo z blogów, co do których wiemy, że autor rzeczywiście przygotowuje to, co opisuje, nie będąc przy tym profesjonalistą. 

Przykład 2, szary: niedokładne realizowanie dobrego przepisu.

Dobry przepis podstawowy jest jak dobra instrukcja: każdy element jest niezbędny. Pomijając którąś z opisanych czynności lub jeden z wymienionych składników, zwiększasz prawdopodobieństwo porażki. Mnie przez lata nie wychodziły bezy, bo próbowałam je robić "po swojemu" - przepisy kazały dodawać cukier do ubitej na sztywno piany i nadal ubijać, ja wsypywałam, mieszałam łyżką i dziwiłam się, czemu klapie i rozlewa się po blaszce.

Przykład 3, niebieski: rozproszona uwaga.

Swego czasu grałam w grę online, która pochłaniała mnie bez reszty. Pominę tutaj oczywiste korzyści z tego grania (wbrew pozorom, było ich kilka), napiszę tylko, że w kuchni w tym czasie odnosiłam prawie same porażki: przypalałam, przesuszałam, karmelizowałam i wygotowywałam wszystko co można. Dlaczego? Bo szłam do kuchni, nastawiałam wodę na ryż, po czym wracałam do komputera. Woda przypominała o sobie godzinę później, intensywnym swądem spalonego garnka. Nie zachęcam do stania nad wodą jak diabeł nad pokutującą duszą - ale w tym czasie można zająć się resztą obiadu albo nastawić minutnik, którego sygnał stanie się głosem niemej wody na ryż albo placków na patelni.

Przykład 4, błękitny: złośliwość rzeczy martwych.

Powiedzmy sobie szczerze: niezwykle rzadko wszystkie żywioły są przeciwko Wam, ziemia się trzęsie, pokrętło piekarnika psuje, gaz w kuchence bucha płomieniem aż pod sufit, a wodociągi mają akurat awarię i zabrakło wody. W takiej sytuacji najlepiej iść zjeść coś poza domem albo zamówić na telefon (w żadnym razie nie robić sobie kanapki, bo złośliwy nóż się ześlizgnie i zostaniecie bez palca).

"Nie mam talentu do gotowania"

Celowo nie wymieniam tutaj w przyczynach niepowodzeń w kuchni tzw. braku talentu, bo nie wierzę w takie cuda - czy komuś brakuje talentu do mycia zębów? Codzienne gotowanie jest umiejętnością, której nauczyć się można przy odrobinie dobrych chęci, mając dobre przepisy, stosując się do nich (póki nie nabierzemy wprawy takiej, żeby tworzyć własne, ale wtedy to już nie jest umiejętność, tylko sztuka) i uważnie podchodząc do samej czynności.

Pozdrawiam Michalinę i wszystkich, którzy nie zastanawiają się nad tym, czy umieją, tylko po prostu gotują, oraz wszystkich, którzy nie umieją i właśnie zrozumieli, dlaczego.

8 stycznia 2012

Potrząsanie


Potrząsanie

Robimy pierogi - On wałkuje, ja lepię.

- Włos, włos, WŁOS!!! - woła On.
- Że niby mój?
- Pewnie, że twój. Ty robiłaś ciasto.
- Mnie to wygląda na włos z twojej nogi. Nie trzeba było trząść kuprem nad ciastem, to by nie było w nim włosów.

Pierogi wyszły bezwłose, bardzo smaczne i tylko trochę pokraczne.

7 stycznia 2012

"Big Nothing"


"Big Nothing"


Czasami mimo planu idealnego i najszczerszych chęci wszystko, co udaje nam się zdobyć, to "wielkie nic". Życie bohaterów tego filmu jest jedną wielką porażką. Próbując odmienić zły los pakują się w coraz to większe tarapaty, a wypadki toczą się jak domino: każdy błąd pociąga za sobą następny.

Przyjemny, miejscami zabawny, miejscami makabryczny, zapomniany w 10 minut.

Big Nothing, USA/UK 2006

"Poznasz przystojnego bruneta"


"Poznasz przystojnego bruneta"



Tak jak w "Midnight in Paris" cały film można było podsumować jednym zdaniem - wszędzie dobrze, ale  dawniej najlepiej - tak ten film podsumowuje kwestia wypowiadana przez jedną z bohaterek: "czasami złudzenia działają lepiej niż leki".

Bo też tak to nasze życie czasem wygląda: łudzimy się, że dążymy do jakiegoś sensu, a nie widzimy, że to poszukiwanie jest właśnie sensem życia. Chodzimy do wróżek, wikłamy się w związki bez przyszłości, oszukujemy przyjaciół z nadzieją, że nikt tego nie zauważy, kupujemy miłość i akceptację. W danej chwili czujemy się szczęśliwi, ale w ogólnym rozrachunku to miotanie się i kręcenie w miejscu. Ten film z pewnością nie jest komedią, wnioski z niego są moim zdaniem słodko-gorzkie. Tak jak życie.



6 stycznia 2012

Dzielenie przez 0


Dzielenie przez 0

- Fajnie było na próbie - wypalił On, wracając z tejże.
- Tak? A co robiliście? - zdziwiłam się, bo co można robić na próbie? Poza graniem. 
- T. wczoraj kończył pracę i dostał butelkę ginu. Wiesz, ja go podziwiam. Gdybym dostał butelkę ginu, to bym ją sobie popijał w ukryciu przez pół roku, a nie dawał znajomym.
- Bo T. został w domu nauczony, jak się dzielić, a ty jesteś cholernym egoistą - podsumowałam Go.
- Chyba masz rację - odpowiedział On, całkiem niespeszony.

Tłucze się po kuchni


Tłucze się po kuchni

Sklep z piwem w centrum Krakowa, sprzedawca rozmawia z klientem, najwyraźniej swoim znajomym.

- Muszę teraz dokupić tych kufli, bo głupi myłem w zmywarce i się wytłukły - wyjaśnia klient.
- Tak, tak, zmywarki zawsze tłuką naczynia - kiwa głową sprzedawca.
- Ja to nawet mówię żonie, żeby się pozbyć tej zmywarki - wzdycha klient.
- My nie mamy - zapewnia sprzedawca. - Bo by wszystko wytłukła!

Już wiem, jak czuła się Pchełka, słuchając głupot o robieniu tarty. Mityczne zmywarki i magiczne tarty.

5 stycznia 2012

Truizm


Truizm

- Idę się myć, wiesz?
- Wiem - odparł On z niezachwianą pewnością.
- Bo jak nie pójdę, to...
- To co?
- To się nie umyję.

Bezglutenowe ciasto cytrusowe


Bezglutenowe ciasto cytrusowe

Bardzo zimowe ciasto - a cytrusy akurat teraz są najsmaczniejsze. Można do niego użyć klementynek (są w oryginalnym przepisie Nigelli), mandarynek albo pomarańczy, w każdej z tych wersji smakuje bosko - ważne tylko, żeby owoce miały jak najcieńszą skórkę, bo im grubsza, tym bardziej gorzkie ciasto. Jednak nie dajcie się zwieść brakowi mąki i tłuszczu: ciasto z mielonymi migdałami jest dużo bardziej kaloryczne. Zmodyfikowałam oryginalny przepis, usuwając z niego m.in. proszek do pieczenia (ciasto rośnie dzięki pianie z białek).



Bezglutenowe ciasto cytrusowe
wg przepisu Nigelli Lawson

0,5 kg (5-6 sztuk) klementynek, mandarynek lub pomarańczy
6 jajek, białka i żółtka osobno
szczypta soli
200 g mielonych migdałów
220 g cukru

100 g czekolady (gorzkiej lub mlecznej)

1. Cytrusy szorujemy pod gorącą wodą, sparzamy, wkładamy do garnka, zalewamy wodą i gotujemy do miękkości. (W zależności od rodzaju owoców trwa to od 2 do 3 godzin.)
2. Ugotowane owoce przecinamy na pół każdy, usuwamy pestki i w całości mielimy blenderem lub robotem kuchennym na gładką papkę. 
3. Oddzielamy białka od żółtek. Żółtka ucieramy z 3 czubatymi łyżkami cukru.
4. Migdały mieszamy z utartymi owocami. Dodajemy żółtka i dokładnie mieszamy.
5. Okrągłą formę o średnicy ok. 20 cm lub prostokątną o wymiarach ok. 15x20 cm wykładamy papierem do pieczenia. 
6. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni (z termoobiegiem o 20 stopni mniej).
7. Ubijamy białka z solą na sztywną pianę. Po trochę dodajemy resztę cukru i nadal ubijamy.
8. Dodajemy pianę z białek z cukrem do pozostałej masy, delikatnie mieszamy.
9. Wlewamy masę do formy i pieczemy przez ok. 60 minut (sprawdzamy patyczkiem).
10. Po upieczeniu studzimy w formie. Oblewamy roztopioną czekoladą.

4 stycznia 2012

Odpowiedni strój


Odpowiedni strój

Tramway signScena dzieje się w tramwaju, dres z pękiem kartek i gumą w paszczy oraz dziewczyna dresa, z podkrążonymi oczami.

- Jeszcze musimy powiesić przy cmentarzu - mówi dziewczyna.
- Ehe - odmrukuje dres.
- Ale przyjdziesz? Na pogrzeb? - upewnia się dziewczyna.
- Ehe. To przecież matka twoja była.
- A masz garnitur?
- Tak pójdę - dres wzrusza ramionami, na sobie ma czarne adidasy i czarny dres z białymi paskami. Trzema, a jakże.
- W dresie?!
- No co. Czarny jest.

3 stycznia 2012

Lepsza broń


Lepsza broń

Oglądamy "Serenity" - scena walki.

- Patrz, ma śrubokręt! Będzie walczył z mistrzem śrubokrętem! - emocjonuje się On.
- Śrubokręt w oku lepiej działa... - zaczęłam spokojnie.
- ...niż?
- ...niż na plecach wielka pała - dokończyłam, obserwując przebieg walki pałki ze śrubokrętem.

Aberracja


Aberracja

- Czy mam ochotę na szampana w wannie? - zagadnął samego siebie On.
- No, to już jest aberracja! - oburzyłam się.
- Co aberracja, żadna aberracja! Mam szampana i mam wannę, to jest moje święte prawo!

2 stycznia 2012

Gotowanie po szatańsku


Gotowanie po szatańsku

- A jedną bruschettę zrobię sobie szatańską! - zawołał On z kuchni.
- To znaczy..?
- To znaczy wbrew wszelkim regułom!
- To znaczy..?
- Z szynką.

"Serenity"


"Serenity"



I am a leaf on the wind - watch how I soar.

Kapitan Malcolm Reynolds jest kosmicznym kowbojem i Robinem Hoodem przyszłości - zabiera bogatym (Sojusz) i daje biednym (on sam i jego załoga). Pewnego razu zabiera na pokład swojego statku pasażera z ładunkiem, którego usilnie poszukują szpiedzy i pracownicy Sojuszu, będącego swego rodzaju uciskającym feudałem Wszechświata. Nastoletnia River, bo ona jest tym ładunkiem, zna tajemnicę, której Sojusz od kilkudziesięciu lat strzeże jak oka w głowie.

Nic więcej nie napiszę, żeby nie zdradzać zbyt wielu szczegółów fabuły. Dodam tylko, że film jest pozycją obowiązkową dla fanów fantastyki wszelkiego sortu (bohaterowie jak z "Bonanzy" w świecie "Gwiezdnych Wojen", czy to nie cudowne połączenie?), a wcześniejsze losy Malcolma i jego załogi, a także bardziej szczegółowe wytłumaczenie historii River, znajdziecie w serialu "Firefly".

Serenity, USA 2005


1 stycznia 2012

Jadalne bikini


Jadalne bikini

- Postanowiłam kupić sobie jadalne bikini.
- Jadalne? - ożywił się On.
- Ale tak sobie myślę, że cukierki cię strasznie zasłodzą...
- No, zasłodzą - pokiwał głową On.
- To może kupię takie z tostów z serem? Albo ze spaghetti? Albo z banoffee? Żeby na pewno ci zasmakowały.

"O północy w Paryżu"


"O północy w Paryżu"


"A ty lubisz Allena?" - spytał mnie ktoś niedawno. Otóż, trudno powiedzieć, skoro na 44 filmy, które wyreżyserował, widziałam zaledwie pięć, czyli nawet nie 1/9. Taka dawka nie pozwala wyrobić sobie zdania na temat całej twórczości, chociaż muszę przyznać, że to, co widziałam, sprawiało jedynie, że chciałam więcej. Dlatego po trzech wyjściach do kina, które nie doszły do skutku, wreszcie obejrzeliśmy "O północy w Paryżu".

To tutaj powinien znaleźć się pisarz szukający inspiracji do swojej książki oraz jego narzeczona i przyszła teściowa, niestrudzenie wynajdujące coraz to nowe sposoby na wydawanie pieniędzy. Pisarz jednak we współczesnym Paryżu szuka jego dawnej świetności, czyli lat 20 XX wieku. Jego marzenie spełnia się jak w "Godzinie pąsowej róży", ale okazuje się, że każda epoka ma swe własne cele i co innego uważa za czasy świetności. A ten Paryż... Według mnie jest piękny w każdych czasach.

Midnight in Paris, USA 2011

Premiera


Premiera

- Dzisiaj premiera! - oznajmił On.
- Premiera czego? - przestraszyłam się, że jestem nie na bieżąco.
- Jak to czego: nowej poduszki!

Przy okazji - witamy w nowym roku! Obiecujemy jeszcze więcej pozytywnych wycinków z naszej codzienności.