Zgubny nałóg


Rozmawiam z Siostrą.

- Ale nie pisz tego na blogu! - przestraszyła się ona po zrelacjonowaniu mi jakiejś rozmowy.
- No wiem... - westchnęłam wiedząc, że rozmówca czyta mój blog. - Ale mogę chociaż napisać o tym pierwszym?
- Też nie!
- Dlaczego? Przecież chyba nie czyta.
- Ale na pewno zacznie! Wszyscy w końcu to robią - oznajmiła Siostra ponurym tonem.

28 lutego 2012

Kobieca szafa


Kobieca szafa

Otworzyłam swoją szafę, On zajrzał mi przez ramię.

- No, co? - spytałam po dłuższej chwili milczenia.
- Czuję się jak z kamerą wśród zwierząt - orzekł On, próbując opanować oczopląs.

Oczywiście mimo to nie mam się w co ubrać i najchętniej dla odmiany czasem skorzystałabym z Jego szafy.

27 lutego 2012

...schodzi na psy


...schodzi na psy

- Widziałeś, że jakoś ostatnio nie było żadnych durnych artykułów o naszej dzielnicy?
- A, fakt - przyznał On. - Pewnie ten facet, który tak zawsze panikuje, miał sesję i nie miał czasu.
- Sesję? No proszę cię - prychnęłam. - Chyba zakończenie semestru w gimnazjum. 

Też macie wrażenie, że poziom dziennikarstwa jest coraz niższy?

26 lutego 2012

Pretensje


Pretensje

Dzwonię do Niego.

- Hej, jak tam?
- Przepraszam, że do ciebie nie dzwoniłem ani nie pisałem, ale szlajaliśmy się po piwnicach - zaczął się tłumaczyć On.
- Słonko, ale ja dzwonię, żeby spytać, co słychać, a nie z pretensjami.
- Nie? - zdziwił się On.

25 lutego 2012

Chij


Chij

- Na chij ci to? - zapytałam Siostrę.
- Na co?
- No, na kuj?
- Co ty w ogóle wygadujesz..? - osłupiała Siostra.
- Bo chciałam powiedzieć "na ch...", ale się w ostatniej chwili zreflektowałam i zmieniłam na wersję cenzuralną o kiju.

24 lutego 2012

Powiew świeżości


Powiew świeżości

On wysprzątał całe mieszkanie i włączył Cesarię Evorę.

- Jakie ładne włączyłeś. Ale czemu słuchamy nieboszczki? - zdziwiłam się, bo On nie należy do fanów Cesarii. A mnie się w tym domu nie pyta o zdanie w sprawie muzyki.
- Bo jest najświeższa - odkrzyknął On z drugiego końca mieszkania.
- Najświeższa?! - osłupiałam ze zgrozy i ze zdziwienia, że On przegapił co najmniej kilka ważnych wydarzeń.
- NAJLEPSZA - powtórzył On trochę głośniej.

Greka stosowana


Greka stosowana

- To chyba jest zamiokulkas - zidentyfikowałam roślinkę.
- Myślisz, że Grek?
- Tak, Demis Jorgos Skolias Zamiokulkas.

23 lutego 2012

Koncert


Koncert

- Czy ja dobrze słyszę? - w Jego pytaniu dźwięczała namacalna groza.
- Co takiego?
- Słuchałaś Whitney w kiblu?!
- Oj, mam nowe piosenki z "Glee" i chciałam posłuchać. Zresztą powinieneś spróbować. Wiesz, jaka tam jest świetna akustyka?

22 lutego 2012

Kolorowo


Kolorowo

- Mmm... - zamruczałam z zadowoleniem.
- Co znowu?
- Nic. Głaszczę Wrzosika po grzbiecie*. Chociaż może nie powinnam go nazywać Wrzosikiem, tylko raczej Bakłażanem..? Albo jeszcze inaczej? Jakbyś nazwał ten kolor?
- Fioletowy - wzruszył ramionami On.

* Mój fioletowy komputer ma karbowany wierzch, bardzo milusi do głaskania.

Jak będę miała dzieci, to niezależnie od płci będę je uczyła nazywania kolorów. W końcu największymi malarzami przez setki lat byli mężczyźni i nikt jakoś nie mówił im, że powinni znać nazwy tylko 16 barw.

21 lutego 2012

Świńskie noce


Świńskie noce

Przypadło mi w udziale dzielić pokój ze świnką morską. To niesamowite zwierzątko, o czym niżej, chociaż według mnie mało interaktywne, a według Niego nieakceptowalne z powodu alergii.

- I nie przeszkadza ci spanie w pokoju, w którym tak śmierdzi sianem? - spytał On, wkraczając do pokoju, w którym radioaktywna świnka wraz ze świeżym siankiem roztaczali wokół siebie dyskretny urok alergenów.
- Nie. Bardziej mi przeszkadza świnka, która w nocy udaje cały zwierzyniec.
- Że co? - zdziwił się On.
- Pokwikuje jak prawdziwa świnia, ryje i chrumka jak dzik szukający trufli, ćwierka jak kanarek, grucha jak gołąb i czka głośno jak pijak.
- I co wtedy robisz, jak ona tak się zachowuje?
- Mówię jej, żeby była cicho. 
- A ona co na to?
- A ona albo słucha, albo nie słucha.

O czym nie piszę, czyli tuńczyk


O czym nie piszę, czyli tuńczyk

- Ale zabraniam ci na razie pisać o tym na blogu - pogroził mi palcem On.
- O czymś muszę pisać... - westchnęłam.
- Napisz o tuńczyku.
- O jakim tuńczyku?!
- Nie wiem. Wczoraj wieczorem powiedziałaś, że jesteś zbyt śpiąca, żeby to zapisać, więc zapamiętasz, i powtórzyłaś parę razy słowo "tuńczyk". Ale o co chodziło, to nie wiem.

20 lutego 2012

Za sto lat


Za sto lat

- Właśnie odjechał nam autobus - zauważyłam spokojnie, obserwując drogę z ciepłej jadalni.
- Naaastępny będzie... może za stooo laaat - zaśpiewał On znad szarlotki.

Z pożytkiem


Z pożytkiem

Jego rodzice mają dwa psy. Oba są nieduże, a jeden krwiożerczy. Bestia o całkowicie nieprzystającym imieniu Herkules i aparycji wcielonej wredoty połączonej od 10 lat niezmiennie jest jedynym psem na świecie, który mnie nie akceptuje. Skacze wokół mnie na krzywych łapkach, wdzięczy się do wszystkiego co jem i gryzie w stopy, bo wyżej nie sięga.

- Właściwie nie wiem, po co jest takie zwierzę - zauważyłam, obserwując bestię śliniącą się do mojej kanapki.
- A po co miałoby być? - zdziwił się On.
- Wygląda nieszczególnie... i nie jest mądre, żeby nie powiedzieć: durne jak but.
- Kochanie, tak właśnie jest, jak się kogoś kocha: pomimo pewnych cech, a nie dzięki nim.
- Z tą różnicą, że ta pokraka się do niczego nie przydaje...
- W sumie fakt, ty przynajmniej umiesz obiad zrobić - przyznał On.

19 lutego 2012

Domek z klocków


Domek z klocków

Przejeżdżamy przez podwarszawskie miejscowości.

- Wszystkie te domy wyglądają jak z Simsów. Są kolorowe, kiczowate i wydają się strasznie duże... - zauważam patrząc przez okno.
- Kilkaset metrów - wzruszył ramionami On.
- Nie rozumiem tego. Ja bym w życiu nie chciała mieć takiego wielkiego domu. Nawet 100 m2 wydaje mi się jakąś potworną przestrzenią.
- Ale pomyśl, mogłabyś brudzić w jednym końcu domu i ja bym nawet nie zauważył! - roztoczył przede mną kuszącą wizję On.

18 lutego 2012

Słodko


Słodko

On walczy z programem graficznym, robiąc przy tym zaciętą minę.

- Jak ty słodko wyglądasz! - rozczulam się.
- Wcale nie! - warczy On, wyglądając słodko.
- Wcale tak! Robisz taką słodką minę!
- Wcale nie! - cedzi przez zęby On, robiąc słodką minę.

Na prowincji


Na prowincji

Odwieczna walka Krakowa z Warszawą, czyli starcie tytanów.

W: Jeździsz na ropie?
Warszawiak B: Tak, mam w Warszawie kilkaset wielkich limuzyn na ropę. 
W: Z szoferem?
Warszawiak B: Pewnie. Wychodzę tylko w odpowiedni punkt, dzwonię, mija chwilka i podjeżdżają.
ja: U nas na prowincji to się nazywa taksówka...

17 lutego 2012

Biedna czcionka


Biedna czcionka

- Ta czcionka wygląda, jakby miała być neonem nad wejściem do klubu muzycznego - oznajmił On.
- Uhm - zgodziłam się.
- No dobra, to które mam zostawić?
- Pierwsze. Nie, drugie. Właściwie to pierwsze jest ładniejsze, ale drugie jeszcze bardziej, jak się przyjrzeć.
- Biedna czcionka... - westchnął On, wyrzucając pierwsze.
- Nic się nie martw, zostaw ją sobie, będzie jak znalazł, jak otworzysz klub muzyczny.

16 lutego 2012

Hendrix i Pink Floyd


Hendrix i Pink Floyd

- Widziałeś, co P. napisał o mojej lasagne? - spytałam Go ze szczęściem w oczach.
- Widziałem - przytaknął On. 
- Tylko wiesz, ja się tak zastanawiam, czy lasagne to taka trudna potrawa.
- Taka średnia - ocenił On.
- Mnie parę razy nie wyszła, ale mimo to nie uważam, że jest trudna. Kwestia wprawy - wzruszyłam ramionami.
- Kochanie, Pink Floyd na pewno też tak uważał, kiedy synchronizował swoje solówki. A my jak synchronizujemy, to nam się to wydaje potwornie trudne.
- No, ale...
- Ale Jimi Hendrix też nie uważał swojego grania za nic nadzwyczajnego, a jakoś nikt nie potrafi go wystarczająco dobrze naśladować.
- Ooo... - rozczuliłam się.
- Co?! - przestraszył się On.
- Właśnie nazwałeś mnie Jimim Hendriksem lasagne...

15 lutego 2012

Epikur


Epikur

Jak już pisałam, jednym z Jego kierunków studiów jest tzw. EPI.

- Dzisiaj w pracy próbowaliśmy składać serduszko z origami.
- Aha. I co? - zainteresował się On.
- I utknęliśmy. Dopiero jak E. się za to zabrała, to w trzy minuty było poskładane.
- Tylko E. i nikt więcej?
- Ale przyznała się, że chodziła kiedyś na zajęcia z origami.
- Oj tam. Udało jej się, bo jest z EPI! - poczuł duchową solidarność On.

14 lutego 2012

Korki


Korki

- Zakręcaj korki! Bo jak ktoś chce podnieść za korek, to potem się zdziwi! - pouczył mnie On.
- Ale jakie korki? - wytrzeszczyłam oczy, mając w głowie obraz piwniczki z winem nakładający się na wizję korków wybitych w instalacji elektrycznej.
- Wszystkie! - odparł z mocą On.
- A. W sensie zakrętki. Ale nie podnosi się za zakrętkę, ktoś powinien to wiedzieć.
- Kopnę cię..!
- Kochanie, to nie zmieni zasady, że nie podnosi się za zakrętkę.
- Ale kopie się w tyłek. Ta zasada też jest niezmienna - uśmiechnął się pod nosem On.

13 lutego 2012

Brzytwa Ockhama


Brzytwa Ockhama

- Kochanie, można napisać "paralelne uniwersum"?
- Można, ale czemu nie po prostu "świat równoległy"?

12 lutego 2012

Prasa codzienna


Prasa codzienna

- Wiesz, ostatnio odkryłam w toalecie w pracy gazetę.
- Tak? Jaką?
- Myślałam, że to "Playboy", ale nie. To był "Coaching".
- Więcej do czytania - zauważył On.
- W sumie racja. Oprócz tego leży tam jakaś książka po rosyjsku, chyba romans, sądząc po okładce. I kieszonkowy słownik rosyjsko-polski.
- Aha. Nie myślałaś, żeby tam dorzucić coś swojego?
- Myślałam. Ale nie wiem, czy "Zen w sztuce łucznictwa" jest wystarczająco hermetyczne.

Bilet po krakowsku


Bilet po krakowsku

Kupuję bilet miesięczny (w Krakowie: kartę).

- "Wyciągnij Krakowską Kartę Miejską" - czyta On. 
- Co chcesz, po krakowsku. Ciesz się, że nie piszą "wyciąg".
- I "oglądnij potwierdzenie, czy wszystko się zgadza" - pokiwał głową On.
- I "nie chodźże na nogach, kup kartę na wszystkie linie".
- I "wyjdźże na pole, wsiądźże do tramwajki"...

11 lutego 2012

Ryż po kubańsku


Ryż po kubańsku

Nie wiem, co to danie ma wspólnego z Kubą - prawdopodobnie niewiele. Nie udało mi się znaleźć żadnego przepisu choć trochę podobnego na innych stronach niż polskie, więc sądzę, że to wytwór naszej rodzimej wyobraźni kulinarnej. Ja znam tę potrawę z dzieciństwa, podawana była zawsze na imprezach urodzinowych mojej przyjaciółki. Wtedy żadne z nas w domu nie tknęłoby pomidorów czy groszku, ale po kilku godzinach szaleństw ryż po kubańsku był pożerany w tempie błyskawicznym.

Jest to właściwie rodzaj risotto, które zalewa się sokiem pomidorowym wymieszanym z bulionem. Starałam się pozostać wierna temu, co pamiętam, stąd parówki - jeśli ich nie uznajecie, można je pominąć, zastąpić sojowymi albo dorzucić podobną ilość pokrojonej w kostkę szynki czy kiełbasy.


Ryż po kubańsku
porcja na 2 głodne osoby

150 g ryżu (niepełna szklanka)
5 parówek
300 g kukurydzy, mrożonej lub z puszki
300 g czerwonej lub czarnej fasoli
300 groszku zielonego (mrożonego lub z puszki, zamiast fasoli)
200 ml bulionu warzywnego lub drobiowego (1 szklanka)
500 ml soku pomidorowego (2,5 szklanki)
1 cebula
50 g masła (1/4 kostki)
1 łyżka oliwy

papryka mielona słodka lub ostra
sól, pieprz

1. Cebulę obrać, drobno posiekać, podsmażyć na oliwie.
2. W dużym garnku roztopić masło i wrzucić do niego ryż. Podgrzewać mieszając, aż zrobi się szklisty.
3. Wymieszać bulion z sokiem pomidorowym i podgrzać go do temperatury ok. 60-70 stopni (ma być gorący, nie musi się gotować).
4. Dodać cebulę do ryżu. Dodać 1 chochlę (1/2 szklanki) bulionu z sokiem i podgrzewać mieszając, aż ryż wchłonie sok. Czynność powtarzać, aż płyn się skończy, a ryż będzie miękki. (Jeśli nie jest, dodać szklankę gorącej wody.)
5. Parówki pokroić na grube plastry i dorzucić do ryżu.
6. Fasolę lub groszek oraz kukurydzę odsączyć i dorzucić do ryżu.
7. Dokładnie wymieszać, doprawić papryką, solą i pieprzem.
8. Podawać na gorąco.

Sobota rano


Sobota rano

Lenimy się w łóżku, korzystając z soboty.

- Gdzie znowu idziesz? - pyta On, widząc jak gramolę się spod kołdry i rozpaczliwie szukam skarpetek, zanim zmarzną mi stopy.
- Siku, kawa - rzucam skrótowo, biegnąc do łazienki. - Czy to nie brzmi jak nazwa jakiegoś japońskiego wulkanu..?

10 lutego 2012

Brak słuchu


Brak słuchu

Mama i Siostra pracują w kuchni. Siostra nuci.

- Czy to jest "Mydełko Fa"? - pyta podejrzliwie Mama.
- Nie, to jest "Mamma mia"! - odpowiada Siostra.
- Pytanie, czy to ja tak kiepsko słyszę, czy ty tak kiepsko śpiewasz... - wzdycha Mama.

9 lutego 2012

Liga Ochrony Przyrody


Liga Ochrony Przyrody

- Co to za walenie?! - zdenerwował się On wieczorem, słysząc rytmiczne uderzenia gdzieś parę pięter nad nami.
- Prawie na pewno pod ochroną. Ratujmy wieloryby!
- Aha - odparł wyraźnie uspokojony On.

8 lutego 2012

Niezdecydowanie


Niezdecydowanie

Wysyłam tekst do akceptacji wewnętrznej, tzn. przez K.

K. (pisze na Skype, linijka po linijce): Nie no. Za długie. To musi być pytanie. Chociaż... Nie, musi być pytanie, bo użytkownik zgłupieje, nie będzie wiedział, o co biega. Chociaż... Zostaje. Nie... No dobra. Dobrze jest.

Jak widać, niektóre pomysły bronią się same!

7 lutego 2012

Upodobania


Upodobania

Bad Hair Day może się dać we znaki...

- Najbardziej lubisz mnie z rozpuszczonymi włosami, prawda? - zawołałam do Niego sprzed lustra.
- Najbardziej cię lubię, jak nie zadajesz mi głupich pytań, bo jesteś w pracy.
- Ale z rozpuszczonymi włosami..?

6 lutego 2012

Sypane ciasto owocowe (szarlotka)


Sypane ciasto owocowe (szarlotka)

Moja pierwsza propozycja dla tych, którzy jeszcze nigdy nic nie piekli - pierwsze najłatwiejsze ciasto w świecie. Otóż, kochani, mam dla Was doskonałą wiadomość: to ciasto praktycznie robi się samo, przy przygotowaniu wymaga jedynie łyżki i tarki, nie ma szans nie wyjść, a wygląda i smakuje jak gdyby upiekła je jakaś babcia czy ciocia, korzystając ze starego rodzinnego przepisu. Dodatkowo można do niego użyć praktycznie każdych soczystych owoców, w tym mrożonych. Ja tym razem sięgnęłam po jabłka, ale nadają się również gruszki, jagody zwane w Galicji borówkami, maliny, truskawki, wiśnie, śliwki...

Wiem, że ten przepis na oko wygląda dziwnie, ale zaufajcie mi: udaje się! Na podstawie przepisu na szarlotkę sypaną, który krąży po sieci.

Sypane ciasto owocowe
na formę 20x30 cm

1,5 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
1,5 szklanki kaszy manny
200 g masła (1 kostka)
owoce - na 2 warstwy*

1. Masło wkładamy do zamrażarki.
2. Mąkę, cukier i kaszę mieszamy ze sobą. Dzielimy na 3 części.
3. Formę wyściełamy papierem do pieczenia. (To nie jest obowiązkowe. Można ją równie dobrze wysmarować masłem i wysypać kaszą. Albo nic z nią nie robić.)
4. Owoce przygotowujemy - jabłka lub gruszki trzeba obrać i zetrzeć na tarce na najgrubsze wiórki, truskawki pozbawić szypułek, wiśnie wydrylować, maliny oczyścić, borówki umyć.
5. Na spód formy wysypujemy pierwszą część suchej masy, równomiernie.
6. Wykładamy połowę owoców, przysypujemy drugą częścią suchego, potem znowu owoce i suche.
5. Nastawiamy piekarnik na 180 stopni (160 z termoobiegiem).
6. Masło ścieramy na tarce lub kroimy nożem na drobne kawałki i rozkładamy równomiernie na cieście.
7. Pieczemy przez ok. 50-60 minut (wierzch powinien być złocisty i suchy).

* Wychodzi ok. 2 kg jabłek lub tyle samo gruszek, lub ok. 1 kg śliwek/malin/truskawek/wiśni/borówek. Plus minus. Zawsze lepiej wziąć więcej niż mniej.


Najłatwiejsze ciasto w świecie


Najłatwiejsze ciasto w świecie

Jeśli pamiętacie lata 80, to pewnie kojarzycie piosenkę "Najłatwiejsze ciasto w świecie". Tutaj możecie ją sobie przypomnieć albo poznać, jeśli nie znacie. Mowa jest w niej o cieście na proszku, którego użycia ja staram się unikać, jeśli nie jest to niezbędne - tak jak np. w muffinach czy pancakes, one bez proszku czy sody nie urosną. Ale ja mam inną najłatwiejszą w świecie propozycję.

Jako że ostatnio posypało się trochę malutkich gromów na moje przepisy, które wg niektórych są zbyt skomplikowane i/lub mają nazwy nie do wymówienia (kto narzekał, ten wie), to postanowiłam wrzucić kilka naprawdę prostych dań, w tym dwa najłatwiejsze ciasta w świecie, nic a nic się ich nie gniecie - do ich przygotowania wystarczą podstawowe sztućce (łyżka, widelec, nóż), dowolna forma do pieczenia i dobre chęci. Nie piecze się ich w kąpieli wodnej, nie trzeba nic ubijać, ucierać ani wyrabiać, a efekt jest przepyszny. Nawet niedoświadczona w kuchni osoba sobie poradzi i może zaskoczyć efektem rodzinę, teściów, chłopaka czy dziewczynę, gości... i siebie.

Swoją drogą, niedługo Walentynki. To chyba akurat? Dobry timing?

5 lutego 2012

Pancakes pełnoziarniste


Pancakes pełnoziarniste

Zamiennie używa się czasem nazwy "amerykańskie naleśniki", ale moim zdaniem należałoby raczej skierować się w stronę placków, a dosłownie: patelniowego ciasta. Ale mniejsza o nazwę. To właśnie są te apetyczne wieże polane melasą czy syropem klonowym, które widujemy w filmach i serialach zza oceanu. Moja wersja, nieco zdrowsza, bo pełnoziarnista, doskonale nadaje się na śniadanie. Przygotowanie pancakes zajmuje jakieś pół godziny, wymagany sprzęt: miska, łyżka i patelnia do beztłuszczowego przygotowywania potraw, czyli teflonowa lub ceramiczna, i odrobina przytomności umysłu, bo łatwo je przypalić.

W roli statysty wystąpiła łyżka do mieszania o imieniu Oliver (design by Koziol).
Pancakes pełnoziarniste 
dla 3-4 osób
2 duże jajka
2 szklanki mąki pełnoziarnistej (lub zwykłej pszennej)
2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
100 g masła, roztopionego
1,5 szklanki mleka (350 ml)
3 czubate łyżki cukru
odrobina soli

+ owoce, np. banany, maliny, jabłka...
+ syrop klonowy lub miód, melasa, cukier puder...

1. Jajka roztrzepać w misce. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i dokładnie wymieszać.
2. Dodać masło i mleko oraz cukier i sól. Wymieszać.
3. Wylewać po łyżce masy na suchą rozgrzaną patelnię.
4. Kiedy na powierzchni placka pojawią się dziurki, przewrócić delikatnie na drugą stronę.
5. Podawać na ciepło, z ulubionymi dodatkami, u nas to są świeże truskawki w lecie i banany z syropem klonowym w zimie.



PS. Wrzucam ten przepis o 19, żebyście wiedzieli, co zrobić jutro na śniadanie... :-)

4 lutego 2012

Jest nadzieja! Dramat w 3 aktach


Jest nadzieja! Dramat w 3 aktach

Tramway signWystępują: 
Anonimowi Pasażerowie reprezentujący Społeczeństwo
Ruda Dziewczyna
Fioletowa Torba Rudej Dziewczyny (FTRD)
Słaba Dziewczyna


Napalm


Napalm

Robię pancakes, mieszając roztopione masło z resztą składników.

- Uważaj! - przestraszył się On.
- Bo co?
- Bo to gorące! Żebyś się nie oparzyła!
- Spokojnie, to przecież tylko roztopione masło, nie napalm.
- Nie?
- Nie. Napalmem jest puree ziemniaczane w proszku, jak je zalejesz wrzątkiem. Wypróbowałam.

3 lutego 2012

Jak wytrzymać ze sobą nawzajem?


Jak wytrzymać ze sobą nawzajem?

- Mnie się czasem wydaje, że ludzie jak słyszą "10 lat", to od razu im się wydaje, że my jesteśmy taką parą jak z serialu: żadnych problemów, idealna miłość przez całą dobę, siedem dni w tygodniu, jak stacja benzynowa. 
- Uhm - mruknął On.
- A przecież to nie jest tak, że te 10 lat tak nam wyszło - ciągnęłam.
- Uhm - mruknął On.
- I nie jest wcale tak super różowo, mamy swoje problemy, tak jak wszyscy... na przykład...
- ...na przykład ja cię wcale nie słucham... - podsunął usłużnie On.

Lanie


Lanie

- Wybacz mi to pytanie - chrząknęłam.
- Tak? - ożywił się Ch.
- Wlać ci?
- Pewnie, poproszę.

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi oczywiście o herbatę.

1 lutego 2012

Pierwszy ząb


Pierwszy ząb

- Nie myślałeś o tym, żebyśmy zmienili pastę do zębów? - zagadnęłam mojego prywatnego smakowego konserwatystę.
- Nie - stanowczo odparł On.
- Na przykład na Elmex - ciągnęłam udając, że nie słyszałam.
- Elmex śmierdzi - skrzywił się On.
- Pomarańczowy jest miętowy.
- Nie jest. Jest fluorowy i ohydny.
- Jest miętowy i normalny. I nie kłóć się! - uprzedziłam rozwój wypadków. - Myłam zęby pomarańczowym Elmeksem, jak ty jeszcze nie miałeś zębów.

Rzadko używam argumentu "nie kłóć się, bo jestem starsza", ale jak już, to przygważdża Go do podłoża, w tym przypadku do materaca.