- O, masz Fritta. Dostanę kawałek?
- Nie.
- Czemu? - spytałam z autentycznym żalem. Uwielbiam Fritty, a ten jest wiśniowy, mój ulubiony (poza truskawkowym, cytrynowym i coca-colowym).
- Bo jesteś gruba. O, zobacz - ciągnie, macając mnie po brzuchu - tu masz tłuszczyk, zobacz.
- Nie.
- Czemu? - spytałam z autentycznym żalem. Uwielbiam Fritty, a ten jest wiśniowy, mój ulubiony (poza truskawkowym, cytrynowym i coca-colowym).
- Bo jesteś gruba. O, zobacz - ciągnie, macając mnie po brzuchu - tu masz tłuszczyk, zobacz.
Z oburzenia prawie nie mogłam złapać tchu.
- Ale tylko kawałek...
- Nie, zjadłaś już dzisiaj trzy Schogotteny.
- Dwa.
- Trzy.
- Dwa.
- Ale wczoraj zjadłaś cztery.
- Ale to ma niedużo kalorii.
- Dużo ma! Ze dwa tysiące jeden taki Schogotten.
- Jasne - obraziłam się - a dieta tysiąca kalorii polega na jedzeniu dziennie połówki Schogottena!