30 kwietnia 2010

Gorzka refleksja

Edukowanie podniebień to misja z góry skazana na porażkę. Masy bowiem, tłumy, społeczeństwem zwane, pragną niemożliwego: pragną dobrze, tanio i szybko. Najlepiej, żeby to "dobrze" obejmowało indywidualne zamówienia, setki lat tradycji, ekologiczne składniki, brak konserwantów i sztucznych barwników, domowy smak, profesjonalny wygląd i Hello Kitty w niebieskiej sukience firmującą to wszystko swoją pozbawioną ust mordką.

Tymczasem poszukiwanie ekologicznych jajek, dostosowywanie receptur do alergii i osobistych gustów czy ręczny wyrób bez półproduktów wymagają CZASU. Czas to praca, a praca kosztuje. Dlatego właśnie w trójkącie szybko-tanio-dobrze można zaznaczyć tylko jedną linię, przechodzącą - jak wiadomo z lekcji matematyki - przez dwa, nie przez trzy punkty. Szybko i tanio można pod dworcem dostać frytki z mrożonki smażone w starym oleju.

Przykro, kiedy ideały z tak wielkim hukiem zderzają się z rzeczywistością.

2 comment(s):

Krytyk Kulinarny pisze...

Ja mam jeszcze bardziej gorzką refleksję. Masy poszukują nie tyle dobrze, szybko i tanio, ile szybko i tanio. A właściwie samo tanio, może i nie być aż tak szybko. Chciałem kiedyś kupić tabliczkę Cote d'or, a wiedziałem, że jest w lokalnym dyskoncie Carrefour. Co za pech, akurat sieć wprowadziła promocję, której zasada była prosta: kupisz dwa kubeczki, trzeci dostaniesz gratis czy coś w tym stylu. Więc klienci walnęli do sklepu i na oślep brali co się dało tworząc korki przy kasach. Korki przerodziły się w czopy, gdy okazało się że jedna z drugą wzięła po 20 kubeczków, a limit na klienta to tylko 3. Więc kasjerka, żeby ominąć zasadę, kasowała po 3 kubeczki, drukowała paragon, potem kolejne trzy i tak do znudzenia... No tak, było tanio, to pół miasta i okoliczne wioski wykupiły pół sklepu. Tak czy siak masy klientów, które siedzą w dyskontach, zatrważają. Żeby zakończyć optymistycznie: zauważyłem, że klienci łażący po dyskontach mają jakieś takie ponure i brzydkie twarze. W delikatesach jednak takich zdecydowanie mniej, panie umalowane, panowie w gustownych apaszkach :) Więc może miejmy w nosie masy, skoro dla nas są enklawy, do których masy nie lubią wchodzić :)

my sElf pisze...

Niestety moje wnioski wynikają z doświadczenia. Enklawa, do której nie przychodzą masy, ma trudności związane z przetrwaniem z miesiąca na miesiąc, a jeśli masy zaczęłyby przychodzić, to przestałaby być enklawą...

Choć faktycznie lepiej się robi zakupy poza tłumem. Nawet jeśli rachunek wyższy niż w dyskoncie.

 

Blog Template by BloggerCandy.com | Edited by On & my sElf