6 lutego 2012

Najłatwiejsze ciasto w świecie

Jeśli pamiętacie lata 80, to pewnie kojarzycie piosenkę "Najłatwiejsze ciasto w świecie". Tutaj możecie ją sobie przypomnieć albo poznać, jeśli nie znacie. Mowa jest w niej o cieście na proszku, którego użycia ja staram się unikać, jeśli nie jest to niezbędne - tak jak np. w muffinach czy pancakes, one bez proszku czy sody nie urosną. Ale ja mam inną najłatwiejszą w świecie propozycję.

Jako że ostatnio posypało się trochę malutkich gromów na moje przepisy, które wg niektórych są zbyt skomplikowane i/lub mają nazwy nie do wymówienia (kto narzekał, ten wie), to postanowiłam wrzucić kilka naprawdę prostych dań, w tym dwa najłatwiejsze ciasta w świecie, nic a nic się ich nie gniecie - do ich przygotowania wystarczą podstawowe sztućce (łyżka, widelec, nóż), dowolna forma do pieczenia i dobre chęci. Nie piecze się ich w kąpieli wodnej, nie trzeba nic ubijać, ucierać ani wyrabiać, a efekt jest przepyszny. Nawet niedoświadczona w kuchni osoba sobie poradzi i może zaskoczyć efektem rodzinę, teściów, chłopaka czy dziewczynę, gości... i siebie.

Swoją drogą, niedługo Walentynki. To chyba akurat? Dobry timing?

12 comment(s):

Ewelina pisze...

A gdzie ten przepis?

Olga Cecylia pisze...

Dzisiaj będzie jedno :-)

Pat pisze...

JAKIE GROMY? KTO? GDZIE ONI SĄ? LECĘ NA RATUNEK! *Patman* Ja tu kombinuję jak jutro przygotować dla siebie i przyjaciółki banany w cieście naleśnikowym, znalazłam trochę przepisów i teraz analizuję z miną greckiego myśliciela składniki ;).

Olga Cecylia pisze...

Całe banany? Dość gęste ciasto naleśnikowe (jajko + mleko + mąka, wymieszane fyrlejką czy jak to nazywasz, albo mikserem) i głęboki tłuszcz :-)

Przepis się chyba nie kliknął "publikuj", biedak. Muszę go popchnąć.

Pat pisze...

Zdecydowałam, że chyba jakoś usmażę te bananiki na patelni i osobno zrobię naleśniki (żeby tylko nie wyszły omlety). U mnie w pieczeniu (oprócz mnie) problemem jest dwudziestoletni piekarnik, nie można ustawić temperatury oraz ma tendencję do przypalania spodów i tak oto moje plany zawładnięcia światem kulinarnym chyba się zmarnują i nie zostanę poetką talerzy, co za szkoda.

Pat pisze...

Ach, "fyrlejka" (Google nie wie co to jest, to ja też) chyba dołączy do grona moich ulubionych słów.

Olga Cecylia pisze...

Fyrlejka lub firlejka, lub rogolka, lub kołotuszka, lub fyrlok - taka gwiazdka na patyku do mieszania :-) Podobno jest 17 określeń gwarowych na to - któreś Google powinien znać :-)

Do bananów w cieście na szczęście piekarnika nie trzeba. Dobrze Cię rozumiem, przez pierwsze 4 lata studiów w ogóle nie miałam piekarnika, a potem przez rok bawiłam się takim gazowym, na oko starszym ode mnie. Jak się wysoko postawiło, to półkruche ciasta czy jakieś proszkowe wychodziły w miarę :-)

Anonimowy pisze...

A wiecie, że owa fyrlaczka/firlejka... to kiedyś był najzwyklejszy czubek świerkowy ścięty i odpowiednio okorowany oraz pozbawiony zbędnych odrostów? Można sobie taką zrobić po rozebraniu z ozdób choinki (koniecznie jednak naturalnej :-)) (m...szon)

Daga pisze...

Fyrlejka to firlajka po poznańsku ;)

Olga Cecylia pisze...

A widzisz, dzięki za kolejną nazwę do kolekcji :-) Używasz czasem firlajki? Bo przyznam, że ja nie posiadam.

Anonimowy pisze...

A masz jakąś choineczkę pod domem?;-) (m..sz)

Olga Cecylia pisze...

Sosenkę ze cztery razy większą ode mnie. Chyba się nie nada ;-)

 

Blog Template by BloggerCandy.com | Edited by On & my sElf