Lenimy się w łóżku, korzystając z soboty.
- Gdzie znowu idziesz? - pyta On, widząc jak gramolę się spod kołdry i rozpaczliwie szukam skarpetek, zanim zmarzną mi stopy.
- Siku, kawa - rzucam skrótowo, biegnąc do łazienki. - Czy to nie brzmi jak nazwa jakiegoś japońskiego wulkanu..?

4 comment(s):
Ha, ha:) Gdyby zastosować dla "w" oryginalną transliterację, to brzmiałoby to trochę bezsensu, ale jak najbardziej po japońsku 式川 :D
O, jakie śliczne, dziękuję! :-) Zawsze podziwiałam ludzi, którzy wiedzą, o co chodzi w językach azjatyckich :-)
To chyba oczywiste, że w sobotni poranek należy udać się na japoński wulkan Sikukawa!;-)
I w niedzielę, rzecz jasna, też! Taka cotygodniowa obowiązkowa pielgrzymka ;-)
Prześlij komentarz