17 września 2014

Zdejmę szpilki, bo jestem kobietą




Kobiecość to pojęcie-worek.

Każda kobieta z definicji jest kobieca, choć w jakimś stopniu. Nawet kiedy czuje się męska, to wciąż ma drugo- i trzeciorzędowe cechy płciowe świadczące o jej płci. Dlatego sądzę, że kobieco czuć się można bez względu na strój, jaki mamy na sobie.

Kanony kobiecości, tak jak kanony piękna, zmieniały się przez wieki. Starożytne Egipcjanki nosiły suknie odkrywające piersi i bogato zdobione naszyjniki, w średniowieczu kobiety podgalały czoło, żeby wydawało się wyższe. Za ultrakobiece uznawane były już spłaszczające gorsety bez miseczek, przypudrowane loki spiętrzone w misterne konstrukcje czy stopy zniekształcone przez wieloletnie bandażowane. Przez ponad 1000 lat błękit i inne odcienie niebieskiego postrzegano jako jedyne odpowiednie dla dziewczynek, panienek i matron.

Teraz żyjemy w fantastycznych czasach, kiedy kobiecość przestała być tak jednoznaczna i wielowymiarowa. Zamiast żelaznych zasad i wytycznych słyszymy postulaty o kochaniu swojego ciała, czytamy porady o strojach na różne kształty, możemy nosić każdy kolor, jaki nam się zamarzy. Jak w reklamach Benettona czy Dove, znajdujemy piękno w różnorodności. W ciągu ostatniego stulecia masową wyobraźnię opanowało wiele zupełnie odmiennych od siebie kobiet, które wcale nie wpisywały się w umownie przyjęty zachodni kanon czerwonej szminki, wysokich obcasów i blond loków do pasa.

Brigitte Bardot, Isabella Rosselini, Audrey Hepburn, Louise Brooks, Twiggy, Sophia Loren, Marilyn Monroe, Grace Kelly, Ava Gardner, Marlena Dietrich, Greta Garbo... Łączy je tylko to, że były kobietami uwielbianymi i podziwianymi przez miliony. Nie wszystkie nosiły wysokie obcasy, długie włosy, dopasowane ołówkowe sukienki, wielkie dekolty. Wszystkie udowadniały, że kobiecość to coś więcej niż szmatki i makijaże. Że nawet w balerinach, spodniach, krótkich włosach czy męskim garniturze można błyszczeć jako kobieta.

Dlatego nie zamierzam rozstawać się z dżinsami, niszczyć sobie kośćca ciągłym bieganiem na obcasach czy wyrzucać dresośpiochów. Wypchaj się sianem, dyktacie czerwonej szminki. Będę nosić koronkowe staniki pod luźnymi koszulkami i trampki do odświętnych sukienek. Może pomaluję dziś paznokcie i będę popijać Bellini, a może spędzę wieczór na kanapie z piwem (smakowym) w dłoni, wdychając opary z lutownicy.

Szukam własnych dróg w stronę kobiecości. Nie zamierzam wybierać nudnej autostrady.