W czwartki On wraca do domu późno. Czasem tuż przed północą.
Czwartkowy wieczór, 23:57.
On zrobił sobie kanapkę z ostatnim plastrem szynki.
- Będę udawał, że jeszcze nie jest piątek - mruczy do siebie krzepiąco, zażerając się kanapką.
- Nie musisz udawać - komunikuję rzuciwszy okiem na zegar. - Ale się pośpiesz, masz 3 minuty. Tylko się nie udław.
Czwartkowy wieczór, 23:20. Podaję mu kolację złożoną z barszczu i krokietów z mięsem.
- Gorące, więc uważaj. Aha, masz 40 minut na zjedzenie - oznajmiam beznamiętnie stawiając przed nim talerzyk.