16 lutego 2012

Hendrix i Pink Floyd

- Widziałeś, co P. napisał o mojej lasagne? - spytałam Go ze szczęściem w oczach.
- Widziałem - przytaknął On. 
- Tylko wiesz, ja się tak zastanawiam, czy lasagne to taka trudna potrawa.
- Taka średnia - ocenił On.
- Mnie parę razy nie wyszła, ale mimo to nie uważam, że jest trudna. Kwestia wprawy - wzruszyłam ramionami.
- Kochanie, Pink Floyd na pewno też tak uważał, kiedy synchronizował swoje solówki. A my jak synchronizujemy, to nam się to wydaje potwornie trudne.
- No, ale...
- Ale Jimi Hendrix też nie uważał swojego grania za nic nadzwyczajnego, a jakoś nikt nie potrafi go wystarczająco dobrze naśladować.
- Ooo... - rozczuliłam się.
- Co?! - przestraszył się On.
- Właśnie nazwałeś mnie Jimim Hendriksem lasagne...

16 comment(s):

antytalentka pisze...

Gdyby ktoś porównał chociaż jedną moją potrawę do Jimiego lub Pink Floyd, gdyby ktoś cokolwiek co zrobię porównał do nich, to nie mogłabym sobie wyobrazić przyjemniejszego komplementu.

Olga Cecylia pisze...

Ja się teraz na samą myśl rozczulam! A co myślisz o lasagne? Trudna? :-)

Ennaven pisze...

po prostu romantyk :) A i przez Ciebie teraz mi się Lasagne zachciało ... uuuu jak ja nie cierpię robić beszamelu !

Olga Cecylia pisze...

Beszamel jest kapryśny, czasem wychodzi, a czasem nie, ale zawsze jest sitko. No i można lasagne bez beszamelu! Na wierzch dać sos pomidorowy i już :-)

On nie jest mocny w komplementach jako takich, ale jak ma porównać do muzyka, to aaach ;-)

mejoa pisze...

Chciałabym, aby ktoś porównał cokolwiek zrobię do muzyki Możdżera, co za wspaniała abstrakcja :)

Aleksandra pisze...

Komplement świetny!:-D

A lasagne raczej trudna (i pracochłonna).
Ciekawa jestem, czy Twoja "trzyma kształt" po pokrojeniu na porcje?
Bo kilka razy już jadłam pyszne w smaku lasagne, ale raczej wyglądające na talerzu jak bezkształtny kopczyk, a nie jak ładnie ukrojony kawałek.

Olga Cecylia pisze...

mejoa, a co powiesz na "Twoje gotowanie jest jak kompozycje Gotham Project"? :-) Tylko to nie był komplement ;-)

Aleksandro, że pracochłonna, tu się zgodzę, ale co trudnego? Nieskomplikowana przekładanka, jakby się uprzeć, to nawet nie trzeba nic kroić.

Z kształtem lasagne to jest trudna sprawa - kwestia wprawy i "poznania" specyfiki makaronu danej firmy, ale i tak czasem pomidory będą bardziej wodniste i wszystko się rozwali ;-)

Pewnym sposobem jest upiec lasagne dzień wcześniej, następnie po wystygnięciu pokroić ją na kawałki i taką pokrojoną podgrzać.

Oj, coś czuję, że wrzucę przepis na lasagne, bo doszłam do niego metodą prób i błędów, więc sądzę, że jest dobry :-)

Daga pisze...

O jak słodko ;)
A gdzie Iron Maiden ? ;>

Aleksandra pisze...

Wrzuć przepis koniecznie!:-)))

Olga Cecylia pisze...

Daga, nie wiem, jak On na to patrzy, ale zdaje mi się, że jednak Hendrix i Gilmour są o oczko wyżej w kunszcie gitarowym niż Murray, Smith & Gers :-)

Ennaven pisze...

niby można nawet riccotą posmarować zamiast użerać się z Beszamelem .. ale do niektórych przepisów mam sentyment i beszamel musi być. Wrzuć przepis, porównam sobie :D

Olga Cecylia pisze...

Żeby wrzucić, muszę zrobić, a żeby zrobić, muszę być w domu... Więc jeszcze parę dni, bo wracam w środę.

Można czymkolwiek posmarować, ja robię z beszamelem, bo jestem osobą z beszamelową krwią w żyłach ;-) Ale nadaje się np. śmietana albo sos pomidorowy przykryty serem.

antytalentka pisze...

Co myślę o lasagne? Zawsze uważałam ją za bardzo trudną potrawę, za którą z moim nickiem nie mam się co zabierać. Zdanie zmieniłam, kiedy zrobiłam ją po raz pierwszy i okazało się, że nie taki diabeł straszny;) Skorzystałam z przepisu na stronie internetowej, w którym były zawarte fotografie każdego etapu. Biegałam od patelni/piekarnika do monitora i sprawdzałam czy też tak mam;) Teraz lasagne gości dość często w mojej kuchni wymiennie z cannelloni. Pozdrawiam
P.S. Też wolę Gilmoura niż Ironów, szczególnie po koncercie na żywo. Jimiego w ten sposób nie miałam okazji obejrzeć;)

Olga Cecylia pisze...

Antytalentko, a widzisz :-) Podzielam Twój pogląd, to w końcu tylko zapiekanka :-)

Byłaś w Gdańsku na koncercie Gilmoura?

antytalentka pisze...

Tak, byłam. Pięknie było:) Liczyłam, jak wiele ludzi, że Waters oderwie się na chwilę od swojej opery i też wpadnie zagrać kilka kawałków, ale się przeliczyłam. Mimo wszystko i tak warto było.
P.S. Przepraszam za tempo odpisywania, często jestem zajęta pogonią za dwulatką;)

Olga Cecylia pisze...

To prawda, było pięknie :-) My staliśmy tuż pod sceną, było warto!

Pozdrów dwulatkę. Też tak biegałam, jak wszyscy zresztą ;-)

 

Blog Template by BloggerCandy.com | Edited by On & my sElf