Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

"Big Nothing"



Czasami mimo planu idealnego i najszczerszych chęci wszystko, co udaje nam się zdobyć, to "wielkie nic". Życie bohaterów tego filmu jest jedną wielką porażką. Próbując odmienić zły los pakują się w coraz to większe tarapaty, a wypadki toczą się jak domino: każdy błąd pociąga za sobą następny.

Przyjemny, miejscami zabawny, miejscami makabryczny, zapomniany w 10 minut.

Big Nothing, USA/UK 2006

"Poznasz przystojnego bruneta"


"Poznasz przystojnego bruneta"



Tak jak w "Midnight in Paris" cały film można było podsumować jednym zdaniem - wszędzie dobrze, ale  dawniej najlepiej - tak ten film podsumowuje kwestia wypowiadana przez jedną z bohaterek: "czasami złudzenia działają lepiej niż leki".

Bo też tak to nasze życie czasem wygląda: łudzimy się, że dążymy do jakiegoś sensu, a nie widzimy, że to poszukiwanie jest właśnie sensem życia. Chodzimy do wróżek, wikłamy się w związki bez przyszłości, oszukujemy przyjaciół z nadzieją, że nikt tego nie zauważy, kupujemy miłość i akceptację. W danej chwili czujemy się szczęśliwi, ale w ogólnym rozrachunku to miotanie się i kręcenie w miejscu. Ten film z pewnością nie jest komedią, wnioski z niego są moim zdaniem słodko-gorzkie. Tak jak życie.



2 stycznia 2012

"Serenity"


"Serenity"



I am a leaf on the wind - watch how I soar.

Kapitan Malcolm Reynolds jest kosmicznym kowbojem i Robinem Hoodem przyszłości - zabiera bogatym (Sojusz) i daje biednym (on sam i jego załoga). Pewnego razu zabiera na pokład swojego statku pasażera z ładunkiem, którego usilnie poszukują szpiedzy i pracownicy Sojuszu, będącego swego rodzaju uciskającym feudałem Wszechświata. Nastoletnia River, bo ona jest tym ładunkiem, zna tajemnicę, której Sojusz od kilkudziesięciu lat strzeże jak oka w głowie.

Nic więcej nie napiszę, żeby nie zdradzać zbyt wielu szczegółów fabuły. Dodam tylko, że film jest pozycją obowiązkową dla fanów fantastyki wszelkiego sortu (bohaterowie jak z "Bonanzy" w świecie "Gwiezdnych Wojen", czy to nie cudowne połączenie?), a wcześniejsze losy Malcolma i jego załogi, a także bardziej szczegółowe wytłumaczenie historii River, znajdziecie w serialu "Firefly".

Serenity, USA 2005


1 stycznia 2012

"O północy w Paryżu"


"O północy w Paryżu"


"A ty lubisz Allena?" - spytał mnie ktoś niedawno. Otóż, trudno powiedzieć, skoro na 44 filmy, które wyreżyserował, widziałam zaledwie pięć, czyli nawet nie 1/9. Taka dawka nie pozwala wyrobić sobie zdania na temat całej twórczości, chociaż muszę przyznać, że to, co widziałam, sprawiało jedynie, że chciałam więcej. Dlatego po trzech wyjściach do kina, które nie doszły do skutku, wreszcie obejrzeliśmy "O północy w Paryżu".

To tutaj powinien znaleźć się pisarz szukający inspiracji do swojej książki oraz jego narzeczona i przyszła teściowa, niestrudzenie wynajdujące coraz to nowe sposoby na wydawanie pieniędzy. Pisarz jednak we współczesnym Paryżu szuka jego dawnej świetności, czyli lat 20 XX wieku. Jego marzenie spełnia się jak w "Godzinie pąsowej róży", ale okazuje się, że każda epoka ma swe własne cele i co innego uważa za czasy świetności. A ten Paryż... Według mnie jest piękny w każdych czasach.

Midnight in Paris, USA 2011

12 grudnia 2011

"Walentynki"


"Walentynki"


Komedie romantyczne to specyficzny gatunek filmowy. Albo się go kocha, albo nienawidzi. Ja uwielbiam, chociaż nie twierdzę, że to ambitne kino. Ot, bezrefleksyjna rozrywka - i w tej kategorii zdecydowanie wolę komedie romantyczne od tzw. kina akcji. 

"Walentynki" przypominają pod wieloma względami komedię romantyczną wszech czasów, czyli "Love Actually" - świetna obsada, wątek oparty na grupie ludzi na różne sposoby ze sobą powiązanych, miejscami zabawne dialogi i przyjemna muzyka. Ogląda się po prostu miło. I nie ma co oczekiwać głębi porównywalnej z Rowem Mariańskim.

Walentynki, USA 2010


9 grudnia 2011

"Sucker Punch"


"Sucker Punch"

Bohaterkę filmu spotyka seria niefortunnych zdarzeń: umiera jej matka, chciwy wujaszek lubieżnym wzrokiem obserwuje młodszą siostrę, a wycelowany w jego głowę pistolet nieszczęśliwie trafia w żarówkę, rykoszetem zaś w siostrzyczkę. W efekcie tego pecha słodka blondynka trafia do szpitala psychiatrycznego, a że akcja dzieje się podobno w latach 50 XX w., to jest mrocznie i przerażająco. Tym gorzej, że w ciągu pięciu dni na bohaterce mają dokonać zabiegu lobotomii.

Dalszej akcji można się łatwo domyślić, jeśli kiedykolwiek grało się w jakąś grę komputerową: Baby Doll odkrywa w sobie nadprzyrodzoną moc, od przypadkowo napotkanego mędrca dostaje quest, zbiera drużynę, organizuje kilka wypraw, by zdobyć przedmioty niezbędne do ukończenia misji. I to te wyprawy są główną atrakcją, bo wszystko wygląda w nich jak w grze komputerowej - z tą różnicą, że dzieje się samo. Byłoby lepiej, gdyby nie pseudofilozoficzna narracja na początku i na końcu, chociaż może ten film jest dla nastolatek zaczytujących się w Coelho.

Dla wielbicieli lolitek, Vanessy Hudgens, gier komputerowych, steampunkowych hitlerowców i metaforyki rodem z "Matriksa". Czyli dla mnie! (Naprawdę lubię Vanessę. Jest śliczna, kiedy nie śpiewa.)

Sucker Punch, USA/Kanada 2011

8 września 2011

"W stronę słońca"


"W stronę słońca"


Kiedy obecne nastolatki będą na emeryturze, Słońce znajdzie się w stanie agonalnym, a na Ziemi zapanuje kolejna epoka lodowcowa. Ludzkość ostatnim wysiłkiem zdobędzie się na wysłanie dwóch ekip, które za pomocą ładunku wybuchowego mają rozpalić Słońce na nowo. Asystujemy drugiej ekipie na statku Ikarus II, wysłany 7 lat wcześniej Ikarus I zaginął w nieznanych okolicznościach. W pobliżu Merkurego nasi bohaterowie słyszą sygnał, który zdaje się pochodzić od ich zaginionych poprzedników.

Od tego momentu film zaczął być dla mnie nieznośnie przewidywalny. I ciągle miałam wrażenie, że już gdzieś to widziałam (motyw tajemniczo zaginionego statku kosmicznego, na który przypadkiem natyka się kolejna ekipa, znajdując w środku coś, dzięki czemu cały film ma +10 do bycia S-F). Oboje się raczej wynudziliśmy. 2/5 za powtarzalność plus pół ptaszka za to, że reżyser otwarcie przyznaje się do inspirowania Tarkowskim i Kubrickiem. Tylko gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna kopia..? Tylko dla wielbicieli gatunku.

Sunshine, UK/USA 2007

23 lipca 2011

"Zanim odejdą wody"


"Zanim odejdą wody"

Poukładany życiowo architekt Peter Highman i niebieski ptak Ethan Tremblay przez nieprawdopodobny zbieg okoliczności trafiają do jednego samochodu, którym muszą przemierzyć w poprzek całe Stany Zjednoczone. Peter powinien zdążyć na zaplanowane starannie narodziny swojego pierwszego dziecka, a Ethan jedzie na rozmowę z producentem filmu.
Komedia drogi, przygoda goni przygodę, a finał jest słodki i uroczy. Jest zabawnie, choć chwilami trochę zbyt amerykańsko. Cztery ptaszki! Plus pół za Roberta Downeya Jr., który doskonale poradził sobie z udawaniem, że jest sztywny i życiowo ustawiony, a także, że brzydzi się narkotykami.

Due Date, USA 2010

20 lipca 2011

"Soul Kitchen"


"Soul Kitchen"


Kuchnia z duszą czy prymitywne spełnianie potrzeb klientów?

Bohater filmu, Grek mieszkający w Niemczech, ma gotową odpowiedź na to pytanie. Codziennie przygotowuje koszmar Magdy Gessler: niewyszukane potrawy z mrożonych i suszonych półproduktów. Kiedy jednak okazuje się, że powinien zostawić brzydką i niezbyt popularną, ale jednak własną restaurację, i wyjechać do Chin śladem swojej dziewczyny, coś go powstrzymuje...

A widz ma podaną jak na tacy historię nieskomplikowaną jak hamburger. Z tą różnicą, że jest to hamburger domowy, przygotowany starannie, z dbałością o jakość składników i ze szczyptą indywidualizmu kucharza. Mamy tu kilka sympatycznych, wyrazistych postaci, przyjemną, luźno splecioną fabułę, bez naciągania we wszystkie strony, i ciepły finał. Nie jest wybitnie, ale jest dobrze.

Bo przecież we wszystko, co robisz, musisz włożyć duszę, żeby wynikło z tego coś dobrego.

Soul Kitchen, Niemcy, 2009
 

29 grudnia 2009

"Avatar"


"Avatar"


Opowieść stara jak świat: dwie grupy istot, z których każda nazywa się po prostu Ludźmi, w bitwie o wartości: pieniądze, władzę, ojczyznę. Znamy to, prawda? Z filmów lub z historii, tej dawnej i tej całkiem świeżej. Dlatego fabuła najnowszego dzieła Jamesa Camerona jest przewidywalna do bólu. Ale w takiej formie jeszcze nie oglądaliśmy tej odwiecznej przepychanki: w 3D film wciska w fotel. I mówię to ja, antyfanka filmów akcji i efektów specjalnych.

Można "Avatar" interpretować na przykład jako manifest ekologów albo jako protest przeciwko wojnie w Iraku. Nie zacznie być przez te interpretacje filmem wybitnym, ale pozostanie kawałem dobrej rozrywki na długie (bardzo długie!) zimowe wieczory.

Tylko tłumaczenie kuriozalne. Jak zwykle w Polsce.

Avatar, USA/UK 2009

12 grudnia 2009

"Przypadek Harolda Cricka"


"Przypadek Harolda Cricka"

It was a really awful day. I know, I made sure of it.
So pick up the cookie, dip it in the milk, and eat it.

Taki tekst wygłasza w filmie Ana Pascal, anarchizująca cukierniczka. (O cukierniczkach pisałam tutaj.) Mimo buntowniczego podejścia do życia dziewczyna grana przez Maggie Gyllenhaal chce ulepszyć świat - i zrobić to przy pomocy swoich wypieków. I udaje jej się to! Bawarskie ciastka są jak balsam dla duszy Harolda Cricka, mężczyzny, którego każdy krok w życiu zależy od widzimisię manierycznej pisarki. Zagadnienie znane z "Krainy Chichów" ukazane z nieco innej perspektywy.

Świetne role Emmy Thompson i Dustina Hoffmana, ciekawy scenariusz i klimat filmu. Do ostatniej chwili razem z bohaterem zadawaliśmy sobie pytanie: to komedia czy tragedia? Historia Harolda Cricka wciąga i naprawdę warto ją obejrzeć.


Stranger than Fiction, USA 2006

22 listopada 2009

"Zmierzch"


"Zmierzch"

 
Kiedy chodziłam do trzeciej klasy podstawówki, zgarnęłam z półki w bibliotece szkolnej komiks pt. "Dracula". Z wypiekami na twarzy pochłonęłam historyjkę opartą w dużej mierze na książeczce Brama Stokera, zaczęłam sypiać na boku z włosami dokładnie zakrywającymi szyję, a po nocach prześladował mnie sugestywny rysunek przedstawiający zwampirzoną Lucy.

Będąc równolatką Belli Swan (ewidentne i jakież żałośnie oczywiste nawiązanie do "Pięknej i Bestii") posiadałam już sporą wiedzę na tematy wampiryczne, czerpaną z wielu często sprzecznych źródeł, miałam też za sobą kilka sesji udawania wampira. Niech żyje RPG.

W USA o czymś takim nie słyszeli, a na pewno nie słyszała zakochana w upudrowanym nastolatku Bella, która dzięki książce i Internetowi poznaje nowe pojęcia: zimnoskóry, nieśmiertelny, nieumarły, krwiożerczy. Dziewczę cierpi na poważną chorobę zwaną "pustogłowie" (scena nad ravioli, Edward jako diagnosta), więc nawał informacji wywołuje u niej polipy w nosie i w związku z tym permanentnie półotwarte usta. Aktorka w tej ekspresji przypomina pannę Watson z konkurencyjnego uniwersum Harry'ego P. Dialogi są niemożebnie drętwe, pan Patison epatuje sex appealem i rozwichrzonymi włosami, a całość nastrojem stara się chyba nawiązywać do tych wszystkich filmowych miasteczek, w których dzieją się dziwne rzeczy, poczynając od Salem, skończywszy na Twin Peaks.

Nieudolnie, bo w Widelcach (Forks) mroczne szczegóły zmieniają się w farsę. Słynna diamentowa skóra wygląda jak pikseloza, fiołki na romantycznej łące są plastikowe, wampira w Ray Banach można sobie wygooglać, a wiedzy o tym, że Bella nosi identyczną bransoletkę jak moja, mogłam sobie oszczędzić.

Knot, jakich mało. O amerykańskich nastolatkach fajniej opowiada "Juno".

Twilight, USA 2008

11 października 2009

"Julie i Julia"


"Julie i Julia"


Królowa Julia I - Amerykanka, która postanowiła odczarować kuchnię francuską, a przy okazji gotująca feministka. (Też jestem gotującą feministką!) Julia II - niespełniona pisarka, urzędniczka, uciekająca od szarego życia w gotowanie.

8 lat i 365 dni, 524 przepisy, mnóstwo kulinarnych złotych myśli, kilka naprawdę zabawnych scen, parę załamań nerwowych po obu stronach. Komediodramat - mój ulubiony gatunek filmowy.

Jeśli lubisz gotowanie i Meryl Streep, to biegnij do kina!

Julie & Julia, USA 2009

5 października 2009

"Moje Winnipeg"


"Moje Winnipeg"


"Wszyscy mamy swoje mitologie prywatne. Odkrywam miejsca i wydarzenia, które ukształtowały moją wrażliwość. [...] Kino powinno uświadamiać to, co podświadome" - mówi Guy Maddin.

I tworzy film, który staje się paradokumentalną bramą do świata jego dzieciństwa. Rodzinne miasto widziane oczami dziecka i nastolatka, podróż sentymentalna po nieczynnym już kąpielisku, domu towarowym, stadionie. Tragikomiczne wspomnienia, niektóre będące tworem wyobraźni, ale świetnie wpasowujące się w oniryczny nastrój filmu. 80 minut w półśnie.

Każdy z nas ma taki film w głowie. Maddin pomaga to sobie uświadomić.

My Winnipeg, Kanada 2007

22 lipca 2009

"Sweeney Todd"


"Sweeney Todd"


Typowo Burtonowski klimat. Świetne kostiumy. Johny Depp jak zwykle dziwny. (Czy ten człowiek zagrał w życiu jakąś NORMALNĄ rolę?) Spodziewałam się jednak bardziej tarantinowskiej krwistości, zbytni naturalizm mnie drażnił. Muzyka rozczarowująco nudna, nawet dla takiej jak ja zatwardziałej fanki musicali. Ponadto film utwierdził mnie w przekonaniu, że mój wegetarianizm to nie tylko konieczność, ale i wybór, i zradykalizował moje podejście do tej sprawy na jakiś czas.

Pewnie bez rumuńskiej orkiestry dętej, która akompaniowała nam przy oglądaniu końcówki, lepiej byśmy odebrali ten film. A tak - to prawie jak Kusturica, tylko nudniejsze.

Sweeney Todd, USA/UK 2007

24 września 2008

"Mamma Mia!"


"Mamma Mia!"


Ło matko! Uwielbiam musicale. Podoba mi się przerysowanie, z przymrużeniem oka patrzę na naiwną fabułę, toleruję kicz. Wszystko dla tych emocji, dla tej radości, która zapiera dech w piersiach i każe jeśli nawet nie wstawać i tańczyć, to chociaż przytupywać do rytmu i szeroko się uśmiechać, nie zważając na ciemności w kinie.

"Mamma Mia!" całkowicie spełniła moje wymagania. Cudowne, idylliczne krajobrazy greckiej wyspy (a właściwie trzech - Skiathos, Skopelos i Damouhari) - tak różne od tego, co widzimy obecnie za oknem. Muzyka Abby w nowej, bardzo sympatycznej aranżacji. Kostiumy - kwintesencja estradowego musicalowego jarmarku. Zaskoczyło mnie nawet coś, co z definicji powinno być przewidywalne - a mianowicie fabuła.

Dla czego warto?
- dla Knowin' me, knowin' you zamiast marsza weselnego,
- dla tańca synchronicznego bandy mężczyzn ubranych w slipki i płetwy,
- dla tańców w fontannie.

I jeszcze dla kilku innych scen, których tu nie opiszę, żeby nie spoilować.
Po prostu... Ja chcę jeszcze raz!

Mamma Mia!, Wielka Brytania - USA - Niemcy 2008

15 maja 2008

"Iron Man"


"Iron Man"


Pierwsza myśl w głowie kogoś, kto nie czyta komiksów: kolejna żałosna, bezsensowna, mało ambitna naparzanka. Kiedy jednak zobaczyłam obsadę - w roli głównej uwielbiany przeze mnie Robert Downey jr., do tego Jeff Bridges i Gwyneth Paltrow - stwierdziłam, że warto.

I nie pomyliłam się. "Iron Man" to dwie godziny przyjemnej dla oka i ucha rozrywki. Downey na papierowym bohaterze komiksu zbudował realistycznego bohatera i bez patosu, za pomocą bardzo oszczędnych środków pokazał jego wewnętrzną przemianę. Dialogi są ciekawe i w wielu miejscach dowcipne, jednak nie dominują akcji - co często zdarza się, gdy reżyser chce zbyt dogłębnie tłumaczyć widzowi, co też miał na myśli. Dodatkowy plus za muzykę (film otwiera AC/DC, zamyka Black Sabbath).

Scenariuszowi można by zarzucić brak realizmu, a reżyserowi - zbytnie wysługiwanie się ekspertami od efektów specjalnych, ale czy nie tego właśnie należy oczekiwać po ekranizacji komiksu science-fiction?

Iron Man, USA 2008

12 maja 2008

"Sierociniec"


"Sierociniec"


Ja i filmy grozy mamy ze sobą wyjątkowo nie po drodze. Po obejrzeniu naprawdę dobrych horrorów boję się spać sama, a te kiepskie wywołują u mnie wybuchy śmiechu albo pobłażliwe kręcenie głową. 

Po "Sierocińcu" spodziewałam się opowieści grozy z mistrzowsko dawkowanym napięciem. Jak w "Labiryncie Fauna" tego samego reżysera. Niestety, dziełko okazało się nieskładne jak "Wiedźmin" i mniej pomysłowe niż "Szósty zmysł", a do tego nie przerażało. Może jestem dziwna, ale osoby niepełnosprawne fizycznie nie wywołują we mnie lęku, raczej współczucie.

Nie przepraszam za spoiler, bo też nie ma za co - nie warto się za ten film zabierać, lepiej obejrzeć "Lśnienie" czy "Innych".

El Orfanato, Meksyk-Hiszpania 2007

9 maja 2008

"Oko"


"Oko"


Azjatycki oryginał.
Oryginalny pomysł - po przeszczepie rogówki bohaterka zaczyna widzieć to samo, co widziała dawczyni: cienie zmarłych. Potrafi także przewidywać nadchodzące śmiertelne niebezpieczeństwo, bowiem po każdego człowieka przychodzi z wyprzedzeniem niewidzialny psychopompos. Odzyskany wzrok staje się ambiwalentnym zyskiem. "It's a gift - and a curse", jak mawia detektyw Monk.

Dużym atutem "Oka" jest nastrojowość. Początkowo mamy wrażenie, że bohaterka oszalała, uległa omamom czy paranoi. Wraz ze zmianą jej nastawienia do kontrowersyjnego daru widzenia zmienia się także atmosfera w filmie. W porównaniu z amerykańskimi remake'ami bracia Pang oszczędnie gospodarują efektami specjalnymi, pozwalając, by widza straszyło to, co rzeczywiste. Każdy z nas ma czasem wrażenie czyjejś obecności w pokoju, kątem oka dostrzega coś, co po chwili wydaje się grą światła czy całkiem zwyczajną rzeczą. Takie smaczki sprawiają, że "Oko" wywołuje pewien niepokój, nakazuje wstrzymywać oddech i zamykać oczy.
Mimo to nie zaliczę "Oka" do moich ulubionych filmów - oglądało się przyjemnie i nawet trochę straszno, ale zaraz po napisach nastrój prysł.

Gin gwai, Hongkong-Singapur-Wielka Brytania-Tajlandia 2002

19 kwietnia 2008

"Juno"


"Juno"


Nastolatka uważana za dziwaczkę, żyjąca na uboczu światka towarzyskiego szkoły średniej - i uzależniony od tiktaków biegacz. Niezobowiązująca z początku miłostka. Chwila zapomnienia w fotelu z salonu... i dziewczyna zachodzi w nieplanowaną ciążę. Oczywiście w bardzo nietypowy sposób znajduje nietypowe wyjście z sytuacji.

Wielką zaletą filmu są bardzo naturalne, niewymuszone dialogi, przetłumaczone na polski w sposób trafny i dowcipny. (O co w polskich filmach trudno.) Nieoceniona okazała się pomoc konsultanta ds. najnowszej polszczyzny, Bartka Chacińskiego. Młodzi aktorzy obsadzeni w głównych rolach też stanęli na wysokości zadania - co tworzy duży kontrast z nastoletnimi manekinami, które oglądamy w polskich filmach. Wszystko to składa się na tragikomiczny, ale ciepły i pozytywny w wymowie film.

To za radą Mortigan udałam się z przyjaciółką do kina. I nie żałowałam ani przez chwilę.

Juno, Kanada-USA-Węgry 2007