Braciszek: Prosię z jabłkiem w pysku.
Ja: Ale nie wizualnie..!
Braciszek: Ty to masz naprawdę niską samoocenę.
On: Fasolka szparagowa!
Ja: Naprawdę? Dlaczego?
On: Bo ostatnio jakoś często ją jemy.
Siostra: Tiramisu - słodko-gorzkie.
Mama: Szparagi. Bo długie, chude i jedyne w swoim rodzaju. Nic nie smakuje jak szparagi.
Krytyk: Pischinger, bo krakowski, i do tego deser (a coś z kawiarnią chyba Cię łączyło jakiś czas temu?) - a dobrze zrobiony faktycznie może być smaczny! A nadto kobieta jest właściwie jak pirschinger, tych warstw różnych tyle, że już nie wiadomo, gdzie krem a gdzie wafel :)
Aleksandra: Piernik!
I nie chodzi mi o to, że "stary piernik", o nie!;-)))
Polskie ciasto, pyszne, słodkie i tradycyjne, a jednocześnie wyrafinowane i "slołfudowe":-) Wymaga trochę "kuchennej wiedzy tajemnej";-) i do tego te orientalne przyprawy korzenne, daktyle, figi, rodzynki, dodające egzotyczny posmak.
A żeby było jeszcze trochę francusko może być to pain d'epices albo może wersja włoska - panforte...?
paniciapka: Kawa! Ale nie jakieś zwykłe americano. Tylko taka z amaretto i odrobiną białej czekolady.
Człowiek odrywa się od rzeczywistości, zatapia w zapachach, a po chwili musuje radość.
Do tego mała beza.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30-Day Food Challenge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30-Day Food Challenge. Pokaż wszystkie posty
6 stycznia 2011
U mnie 30-day Food Challenge zakończone!
Żeby jednak nie poszło na marne, postanowiłam je częściowo powtórzyć.
Chcę przyrządzić wszystkie potrawy, o jakich pisałam, lub potrawy z wykorzystaniem produktów, które pojawiły się przy okazji kolejnych notek. Będę brać pod uwagę również Wasze sugestie dotyczące sposobu podawania czy przyrządzania. Wszystko udokumentuję fotograficznie i oczywiście pokażę na blogu.
Czyli będą:
1 - placki ziemniaczane PRZEPIS | NOTKA
2 - leczo NOTKA
3 - creme brulee
4 - sushi
5 - Apfelstrudel
6 - cydr z bagietą
7 - piwo
8 - tiramisu PRZEPIS | NOTKA
9 - róże z kruchego ciasta
10 - risotto PRZEPIS | NOTKA
11 - jabłka w cieście
12 - ciasto "wiewiórka"
13 - alkohol
14 - kurczak pchlisty PRZEPIS | NOTKA
15 - pomidory
16 - coca-cola
17 - makaron
18 - frutti di mare
19 - bób
20 - jajko w szklance
21 - kebab
22 - puree ziemniaczane
23 - fondue
24 - czulent
25 - barszcz z uszkami
26 - sugar pie
27 - rachatłukum
28 - kwas chlebowy
29 - carpaccio
30 - piernik, szparagi, pischinger i kawa z amaretto.
Wszystkich zapraszam do kibicowania i do podejmowania wyzwania na swoich blogach i fejsbukach.
Żeby jednak nie poszło na marne, postanowiłam je częściowo powtórzyć.
Chcę przyrządzić wszystkie potrawy, o jakich pisałam, lub potrawy z wykorzystaniem produktów, które pojawiły się przy okazji kolejnych notek. Będę brać pod uwagę również Wasze sugestie dotyczące sposobu podawania czy przyrządzania. Wszystko udokumentuję fotograficznie i oczywiście pokażę na blogu.
Czyli będą:
1 - placki ziemniaczane PRZEPIS | NOTKA
2 - leczo NOTKA
3 - creme brulee
4 - sushi
5 - Apfelstrudel
6 - cydr z bagietą
7 - piwo
8 - tiramisu PRZEPIS | NOTKA
9 - róże z kruchego ciasta
10 - risotto PRZEPIS | NOTKA
11 - jabłka w cieście
12 - ciasto "wiewiórka"
13 - alkohol
14 - kurczak pchlisty PRZEPIS | NOTKA
15 - pomidory
16 - coca-cola
17 - makaron
18 - frutti di mare
19 - bób
20 - jajko w szklance
21 - kebab
22 - puree ziemniaczane
23 - fondue
24 - czulent
25 - barszcz z uszkami
26 - sugar pie
27 - rachatłukum
28 - kwas chlebowy
29 - carpaccio
30 - piernik, szparagi, pischinger i kawa z amaretto.
Wszystkich zapraszam do kibicowania i do podejmowania wyzwania na swoich blogach i fejsbukach.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
2 stycznia 2011
dzień 30 - potrawa, która jest taka jak Ty - rozwiązanie
dzień 30 - potrawa, która jest taka jak Ty - rozwiązanie
1 stycznia 2011
dzień 30 - potrawa, która jest taka jak Ty
dzień 30 - potrawa, która jest taka jak Ty
Dziś jest dobry dzień, żeby zakończyć 30-day Food Challenge. Każde zakończenie, choćby nawet umowne, popycha do czynienia podsumowań. Dlatego właśnie tworząc listę "wyzwań", to najtrudniejsze zostawiłam na koniec. Nie sądziłam, że tak dokładnie wyceluję w 1 stycznia nowego roku.
Dlatego postanowiłam, że o pomoc w tym wyzwaniu poproszę was, czytelników bloga, i moich realnych znajomych. Odpowiedzi na pytanie, jaką potrawę Wam przypominam, opublikuję jutro w tym poście. Jestem ich bardzo ciekawa!
Dlatego postanowiłam, że o pomoc w tym wyzwaniu poproszę was, czytelników bloga, i moich realnych znajomych. Odpowiedzi na pytanie, jaką potrawę Wam przypominam, opublikuję jutro w tym poście. Jestem ich bardzo ciekawa!
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
31 grudnia 2010
Dzień 29 - coś zbyt skomplikowanego, by próbować to przygotować
30 grudnia 2010
Dzień 28 - coś pysznego i jednocześnie zdrowego
29 grudnia 2010
Dzień 27 - jedzenie filmowe
Dzień 27 - jedzenie filmowe
Rachatłukum.
W filmie na podstawie książki "Lew, Czarownica i stara szafa" jeden z głównych bohaterów zostaje poczęstowany magicznymi słodkościami. Wynikiem łakomstwa jest wiele ciekawych wydarzeń, ale skupmy się może na tym, co Edmund Pevensie jadł. W mojej książce pan Polkowski przełożył oryginalne turkish delight - na swojskie ptasie mleczko. Zamysłem autora było nakarmić Syna Adama rachatłukum - z tureckiego "ukojenie gardła". Gdybyście się natknęli na wypróbowany przepis, proszę o wiadomość, bo jadłam (przywiezione z Turcji) i było boskie.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
17 grudnia 2010
Dzień 26 - jedzenie z piosenki
Dzień 26 - jedzenie z piosenki
Sugar pie.
Oczywiście chodzi o tę piosenkę. Flagowe ciasto Quebecu, znane jako tarte au sucre - czyli po prostu tarta z cukrem - przywiezione zostało do Kanady z terenów Flandrii. Przepisów na to cudo jest wiele, od wersji kruchej, poprzez ciasto proszkowe, skończywszy na drożdżowym (sic!) spodzie. Co do jednego są zgodne: jest to deser prosty w przygotowaniu i bardzo słodki.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
16 grudnia 2010
Dzień 25 - ulubiona potrawa świąteczna
Dzień 25 - ulubiona potrawa świąteczna
Barszcz z uszkami.
Warunek jest jeden: barszcz musi robić i doprawiać Mama, a uszka oczywiście domowej roboty.
Ja w ogóle uwielbiam świąteczne potrawy, wszystkie - myślę, że to dlatego, że nikt mnie nigdy nie zmuszał do ich jedzenia ani nie podawał torebkowych i kupnych ohydztw.
Ja w ogóle uwielbiam świąteczne potrawy, wszystkie - myślę, że to dlatego, że nikt mnie nigdy nie zmuszał do ich jedzenia ani nie podawał torebkowych i kupnych ohydztw.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
15 grudnia 2010
Dzień 24 - najbardziej nieestetyczna potrawa
Dzień 24 - najbardziej nieestetyczna potrawa
Czulent.
To było chyba na pierwszym roku studiów. Na ul. Szczepańskiej była wtedy "restauracja samoobsługowa" pt. Polakowski, na którą Lu i ja, dwie studentki, czasem się wykosztowywałyśmy. W pewną senną sobotę natrafiłyśmy na potrawę o dziwnie brzmiącej nazwie, zniewalającym zapachu... i kuszącej cenie, która zdecydowała o zamówieniu.
Dostałyśmy po talerzu czegoś, co wyglądało jak gulasz z błota, wcześniej spożyty i zwrócony. Bliższe oględziny wykazały obecność czerwonej fasoli, ziemniaków, mięsa i bliżej niezidentyfikowanych warzyw, wszystko w różnych odcieniach nieapetycznych brązów. Podejrzliwie oglądałyśmy widelec przed pierwszym kęsem... A później było już tylko niebo w gębie, bo tak jak inne eintopfy, czulent jest daniem, którego nie należy sądzić po pozorach.
Dostałyśmy po talerzu czegoś, co wyglądało jak gulasz z błota, wcześniej spożyty i zwrócony. Bliższe oględziny wykazały obecność czerwonej fasoli, ziemniaków, mięsa i bliżej niezidentyfikowanych warzyw, wszystko w różnych odcieniach nieapetycznych brązów. Podejrzliwie oglądałyśmy widelec przed pierwszym kęsem... A później było już tylko niebo w gębie, bo tak jak inne eintopfy, czulent jest daniem, którego nie należy sądzić po pozorach.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
14 grudnia 2010
Dzień 23 - romantyczne jedzenie dla dwojga
Dzień 23 - romantyczne jedzenie dla dwojga
Fondue.
Trudne to dzisiejsze wyzwanie, zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy nie był na randce... Uruchomiłam jednak wyobraźnię. Odepchnęłam stanowczo skojarzenie z filmem "Lady and the Tramp" i słynną scenę ze spaghetti.
Chlapiący wokół sos pomidorowy nie pasuje na randkę - ale co innego można jeść we dwoje? Oczywiście, że fondue!
Szwajcarskie - serowe, piemonckie - z truflami, burgundzkie - z gorącą oliwą i wołowiną do maczania, na słodko - czekoladowe. Wszystkie się nadają! Jedzmy fondue, jedzmy wraz!
W kwestii czosnku i innych przypraw - wypróbowane: jeśli dwie osoby jedzą to samo danie, to potem nie czują swoich "smoczych oddechów".
Chlapiący wokół sos pomidorowy nie pasuje na randkę - ale co innego można jeść we dwoje? Oczywiście, że fondue!Szwajcarskie - serowe, piemonckie - z truflami, burgundzkie - z gorącą oliwą i wołowiną do maczania, na słodko - czekoladowe. Wszystkie się nadają! Jedzmy fondue, jedzmy wraz!
W kwestii czosnku i innych przypraw - wypróbowane: jeśli dwie osoby jedzą to samo danie, to potem nie czują swoich "smoczych oddechów".
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
12 grudnia 2010
Dzień 21 - potrawa, której chciał(a)byś spróbować
Dzień 21 - potrawa, której chciał(a)byś spróbować
Kebab.
Ale taki autentyczny, z jagnięciny. Jestem niezmiernie ciekawa, jak różniłby się od tego, co podają w krakowskim Pod Osłoną Nieba - i jednocześnie dziwnie pewna, że byłby po prostu pyszny!
To kulinarne marzenie na razie pozostaje niespełnione tak jak wycieczka do Turcji.
To kulinarne marzenie na razie pozostaje niespełnione tak jak wycieczka do Turcji.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
11 grudnia 2010
Dzień 20 - kulinarne wspomnienie z dzieciństwa
Dzień 20 - kulinarne wspomnienie z dzieciństwa
Jajko w szklance.
Czyli tzw. jajko po wiedeńsku. Pośród wielu wspomnień wybija się ono na pierwszy plan z prostego powodu: jajka na miękko to moja pięta achillesowa! Zawsze gotuję zbyt mało lub zbyt mocno ścięte. Jako dziecko dostawałam takie jajko w szklance - z masłem, odrobiną soli i szczyptą pieprzu - na śniadania. Coś pysznego!
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
10 grudnia 2010
Dzień 19 - potrawa, którą jesz rękami
Dzień 19 - potrawa, którą jesz rękami
Rzecz jasna, nie surowy, tylko gotowany z koprem i czosnkiem, okraszony masłem. Poezja i efekt Prousta. Prosto z miski, w całości, z łupinami.
Kiedy byłam mała, Babcia zabierała mnie na basen na stadion w pobliżu swojego domu. Spędzałyśmy tam całe dnie - Babcia na czytaniu, ja to na pluskaniu się w lodowatej wodzie brodzika, to na wysychaniu na słońcu. Najczęściej zabieraną na basen przekąską był właśnie gotowany bób. Można było do woli oblizywać palce, pokryte słonym masłem. Ja chcę lato...
Bób.
Rzecz jasna, nie surowy, tylko gotowany z koprem i czosnkiem, okraszony masłem. Poezja i efekt Prousta. Prosto z miski, w całości, z łupinami.
Kiedy byłam mała, Babcia zabierała mnie na basen na stadion w pobliżu swojego domu. Spędzałyśmy tam całe dnie - Babcia na czytaniu, ja to na pluskaniu się w lodowatej wodzie brodzika, to na wysychaniu na słońcu. Najczęściej zabieraną na basen przekąską był właśnie gotowany bób. Można było do woli oblizywać palce, pokryte słonym masłem. Ja chcę lato...
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
8 grudnia 2010
Dzień 18 - coś, czego nigdy nie jadasz
Dzień 18 - coś, czego nigdy nie jadasz
Frutti di mare.
Moje pierwsze wspomnienie: niemiecka IKEA, Tata kupujący ośmiornice kurczowo przyssane do wewnętrznych ścianek słoika, i sercówki w zalewie. (Wiedziałam, że to sercówki, bo zbierałam wtedy muszle.) Kolejne: raki na Mazurach. Były obiektem polowań okolicznej dzieciarni - oczywiście po dokładnych oględzinach wrzucało się je z powrotem do wody, raki w Polsce są pod ochroną. Kolejne: winniczki jedzone z czosnkiem w "Sadze o Wiedźminie" - i plaga winniczków w ogrodzie mojej Mamy. Kolejne: prezent z Florencji, makaron w kształcie penisów, barwiony na czarno.
Ja uczuciowa jestem. Trudno mi jeść coś, co jeszcze chwilę wcześniej było żywe i co wygląda zupełnie jak żywe. (I co nosiło imię, które wspomina się przy posiłku, ale to na szczęście nie dotyczy owoców morza.) No i wreszcie - próba krewetkowa skończyła się wysypką.
Ja uczuciowa jestem. Trudno mi jeść coś, co jeszcze chwilę wcześniej było żywe i co wygląda zupełnie jak żywe. (I co nosiło imię, które wspomina się przy posiłku, ale to na szczęście nie dotyczy owoców morza.) No i wreszcie - próba krewetkowa skończyła się wysypką.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
6 grudnia 2010
Dzień 16 - kiedyś ulubione, dziś znienawidzone
Dzień 16 - kiedyś ulubione, dziś znienawidzone
Coca-cola.
Długo myślałam nad tym, co opublikować w tej kategorii. Z wiekiem moje horyzonty smakowe, co naturalne, poszerzyły się. Nadal też lubię różne potrawy zapamiętane z dzieciństwa - zupy mleczne, twarożek, a nawet bawarkę.
Dla dzieci urodzonych przed rokiem 89 coca-cola była smakiem importowanym, niepowtarzalnym i wciąż upragnionym. Nie było wtedy alarmujących sygnałów o szkodliwości napojów gazowanych, o zachodniej epidemii otyłości ani przede wszystkim o wpływie cukru na zdrowie dziecka. Piło się colę prosto z butelki, chichocząc, gdy bąbelki łaskotały w nosie.
Teraz jakoś nie lubię. Jest za słodka, czuję się, jakbym miała zalepione podniebienie. Raz na parę miesięcy mam Ochotę na Colę. Kupuję wtedy puszkę (ta w plastiku smakuje jakoś dziwnie) i wypijam duszkiem. I zawsze się rozczarowuję. Coca-cola to już nie jest to.
Dla dzieci urodzonych przed rokiem 89 coca-cola była smakiem importowanym, niepowtarzalnym i wciąż upragnionym. Nie było wtedy alarmujących sygnałów o szkodliwości napojów gazowanych, o zachodniej epidemii otyłości ani przede wszystkim o wpływie cukru na zdrowie dziecka. Piło się colę prosto z butelki, chichocząc, gdy bąbelki łaskotały w nosie.
Teraz jakoś nie lubię. Jest za słodka, czuję się, jakbym miała zalepione podniebienie. Raz na parę miesięcy mam Ochotę na Colę. Kupuję wtedy puszkę (ta w plastiku smakuje jakoś dziwnie) i wypijam duszkiem. I zawsze się rozczarowuję. Coca-cola to już nie jest to.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
5 grudnia 2010
Dzień 15 - kiedyś znienawidzone, dziś ulubione
Dzień 15 - kiedyś znienawidzone, dziś ulubione
Pomidory!
Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale jako dziecko nienawidziłam pomidorów. Keczup jeszcze był znośny, zupa też jakoś uszła, ale surowy pomidor na kanapce... Nie tknęłam za żadne skarby. Przyczyną tego stanu rzeczy była nieszkodliwa dolegliwość zwana językiem geograficznym. Póki na nią cierpiałam, jedzenie pomidorów wywoływało ostry, szczypiący ból.
Na szczęście wyrosłam z języka geograficznego. Teraz uwielbiam pomidory w każdej postaci: surowe, suszone, rozgotowane, uduszone, upieczone, nadziane, przetarte, wyciśnięte. Żałuję, że nie można ich jeść przez cały rok.
Na szczęście wyrosłam z języka geograficznego. Teraz uwielbiam pomidory w każdej postaci: surowe, suszone, rozgotowane, uduszone, upieczone, nadziane, przetarte, wyciśnięte. Żałuję, że nie można ich jeść przez cały rok.
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |
4 grudnia 2010
Dzień 14 - coś, czego nigdy nie spodziewał(a)byś się polubić
Dzień 14 - coś, czego nigdy nie spodziewał(a)byś się polubić
Pchlisty kurczak.
Czyli danie pt. kurczak po meksykańsku z książki kucharskiej "Kuchnia polska" Marka Łebkowskiego. Słowo daję, kiedy Pchełka opowiadała mi o nim po raz pierwszy, byłam silnie uprzedzona - nie zwerbalizuję może też moich myśli na widok tej potrawy. A tymczasem, mimo dużej ilości cebuli, to danie gości na naszym stole dość często i zajadam się nim ze smakiem!
![]() |
| Przyłącz się do akcji! |

