Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30-Day Food Challenge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30-Day Food Challenge. Pokaż wszystkie posty

Serial o potrawach - podsumowanie


U mnie 30-day Food Challenge zakończone!

Żeby jednak nie poszło na marne, postanowiłam je częściowo powtórzyć.
Chcę przyrządzić wszystkie potrawy, o jakich pisałam, lub potrawy z wykorzystaniem produktów, które pojawiły się przy okazji kolejnych notek. Będę brać pod uwagę również Wasze sugestie dotyczące sposobu podawania czy przyrządzania. Wszystko udokumentuję fotograficznie i oczywiście pokażę na blogu.

Czyli będą:
1 - placki ziemniaczane PRZEPIS | NOTKA
2 - leczo NOTKA
3 - creme brulee
4 - sushi
5 - Apfelstrudel
6 - cydr z bagietą
7 - piwo
8 - tiramisu PRZEPIS | NOTKA
9 - róże z kruchego ciasta
10 - risotto PRZEPIS | NOTKA
11 - jabłka w cieście
12 - ciasto "wiewiórka"
13 - alkohol
14 - kurczak pchlisty PRZEPIS | NOTKA
15 - pomidory
16 - coca-cola
17 - makaron
18 - frutti di mare
19 - bób
20 - jajko w szklance
21 - kebab
22 - puree ziemniaczane
23 - fondue
24 - czulent
25 - barszcz z uszkami
26 - sugar pie
27 - rachatłukum
28 - kwas chlebowy
29 - carpaccio
30 - piernik, szparagi, pischinger i kawa z amaretto.

Wszystkich zapraszam do kibicowania i do podejmowania wyzwania na swoich blogach i fejsbukach.

Przyłącz się do akcji!

2 stycznia 2011

dzień 30 - potrawa, która jest taka jak Ty - rozwiązanie


dzień 30 - potrawa, która jest taka jak Ty - rozwiązanie

Braciszek: Prosię z jabłkiem w pysku.
Ja: Ale nie wizualnie..!
Braciszek: Ty to masz naprawdę niską samoocenę.

On: Fasolka szparagowa!
Ja: Naprawdę? Dlaczego?
On: Bo ostatnio jakoś często ją jemy.

Siostra: Tiramisu - słodko-gorzkie.

Mama: Szparagi. Bo długie, chude i jedyne w swoim rodzaju. Nic nie smakuje jak szparagi.

Krytyk: Pischinger, bo krakowski, i do tego deser (a coś z kawiarnią chyba Cię łączyło jakiś czas temu?) - a dobrze zrobiony faktycznie może być smaczny! A nadto kobieta jest właściwie jak pirschinger, tych warstw różnych tyle, że już nie wiadomo, gdzie krem a gdzie wafel :)

Aleksandra: Piernik!
I nie chodzi mi o to, że "stary piernik", o nie!;-)))
Polskie ciasto, pyszne, słodkie i tradycyjne, a jednocześnie wyrafinowane i "slołfudowe":-) Wymaga trochę "kuchennej wiedzy tajemnej";-) i do tego te orientalne przyprawy korzenne, daktyle, figi, rodzynki, dodające egzotyczny posmak.
A żeby było jeszcze trochę francusko może być to pain d'epices albo może wersja włoska - panforte...?

paniciapka: Kawa! Ale nie jakieś zwykłe americano. Tylko taka z amaretto i odrobiną białej czekolady.
Człowiek odrywa się od rzeczywistości, zatapia w zapachach, a po chwili musuje radość.
Do tego mała beza.

1 stycznia 2011

dzień 30 - potrawa, która jest taka jak Ty


dzień 30 - potrawa, która jest taka jak Ty

Dziś jest dobry dzień, żeby zakończyć 30-day Food Challenge. Każde zakończenie, choćby nawet umowne, popycha do czynienia podsumowań. Dlatego właśnie tworząc listę "wyzwań", to najtrudniejsze zostawiłam na koniec. Nie sądziłam, że tak dokładnie wyceluję w 1 stycznia nowego roku.

Dlatego postanowiłam, że o pomoc w tym wyzwaniu poproszę was, czytelników bloga, i moich realnych znajomych. Odpowiedzi na pytanie, jaką potrawę Wam przypominam, opublikuję jutro w tym poście. Jestem ich bardzo ciekawa!


Przyłącz się do akcji!

31 grudnia 2010

Dzień 29 - coś zbyt skomplikowanego, by próbować to przygotować


Dzień 29 - coś zbyt skomplikowanego, by próbować to przygotować

Carpaccio.

Nie mam odpowiedniego mięsa, odpowiedniego noża i odpowiednich umiejętności.
To danie dla profesjonalistów, a ja nigdy profesjonalistą w kuchni nie będę.


Przyłącz się do akcji!

30 grudnia 2010

Dzień 28 - coś pysznego i jednocześnie zdrowego


Dzień 28 - coś pysznego i jednocześnie zdrowego

Kwas chlebowy!

Slowfoodowy odpowiednik coli, ale gasi pragnienie dużo lepiej.
Mnie najbardziej smakuje ukraiński Obołoń.

Przyłącz się do akcji!

29 grudnia 2010

Dzień 27 - jedzenie filmowe


Dzień 27 - jedzenie filmowe

Rachatłukum.

W filmie na podstawie książki "Lew, Czarownica i stara szafa" jeden z głównych bohaterów zostaje poczęstowany magicznymi słodkościami. Wynikiem łakomstwa jest wiele ciekawych wydarzeń, ale skupmy się może na tym, co Edmund Pevensie jadł. W mojej książce pan Polkowski przełożył oryginalne turkish delight - na swojskie ptasie mleczko. Zamysłem autora było nakarmić Syna Adama rachatłukum - z tureckiego "ukojenie gardła". Gdybyście się natknęli na wypróbowany przepis, proszę o wiadomość, bo jadłam (przywiezione z Turcji) i było boskie.

Przyłącz się do akcji!

17 grudnia 2010

Dzień 26 - jedzenie z piosenki


Dzień 26 - jedzenie z piosenki

Sugar pie.

Oczywiście chodzi o tę piosenkę. Flagowe ciasto Quebecu, znane jako tarte au sucre - czyli po prostu tarta z cukrem - przywiezione zostało do Kanady z terenów Flandrii. Przepisów na to cudo jest wiele, od wersji kruchej, poprzez ciasto proszkowe, skończywszy na drożdżowym (sic!) spodzie. Co do jednego są zgodne: jest to deser prosty w przygotowaniu i bardzo słodki.

Przyłącz się do akcji!

16 grudnia 2010

Dzień 25 - ulubiona potrawa świąteczna


Dzień 25 - ulubiona potrawa świąteczna

Barszcz z uszkami.

Warunek jest jeden: barszcz musi robić i doprawiać Mama, a uszka oczywiście domowej roboty.
Ja w ogóle uwielbiam świąteczne potrawy, wszystkie - myślę, że to dlatego, że nikt mnie nigdy nie zmuszał do ich jedzenia ani nie podawał torebkowych i kupnych ohydztw.

Przyłącz się do akcji!

15 grudnia 2010

Dzień 24 - najbardziej nieestetyczna potrawa


Dzień 24 - najbardziej nieestetyczna potrawa

Czulent.

To było chyba na pierwszym roku studiów. Na ul. Szczepańskiej była wtedy "restauracja samoobsługowa" pt. Polakowski, na którą Lu i ja, dwie studentki, czasem się wykosztowywałyśmy. W pewną senną sobotę natrafiłyśmy na potrawę o dziwnie brzmiącej nazwie, zniewalającym zapachu... i kuszącej cenie, która zdecydowała o zamówieniu.

Dostałyśmy po talerzu czegoś, co wyglądało jak gulasz z błota, wcześniej spożyty i zwrócony. Bliższe oględziny wykazały obecność czerwonej fasoli, ziemniaków, mięsa i bliżej niezidentyfikowanych warzyw, wszystko w różnych odcieniach nieapetycznych brązów. Podejrzliwie oglądałyśmy widelec przed pierwszym kęsem... A później było już tylko niebo w gębie, bo tak jak inne eintopfy, czulent jest daniem, którego nie należy sądzić po pozorach.

Przyłącz się do akcji!

14 grudnia 2010

Dzień 23 - romantyczne jedzenie dla dwojga


Dzień 23 - romantyczne jedzenie dla dwojga

Fondue.

Trudne to dzisiejsze wyzwanie, zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy nie był na randce... Uruchomiłam jednak wyobraźnię. Odepchnęłam stanowczo skojarzenie z filmem "Lady and the Tramp" i słynną scenę ze spaghetti.

Chlapiący wokół sos pomidorowy nie pasuje na randkę - ale co innego można jeść we dwoje? Oczywiście, że fondue!

Szwajcarskie - serowe, piemonckie - z truflami, burgundzkie - z gorącą oliwą i wołowiną do maczania, na słodko - czekoladowe. Wszystkie się nadają! Jedzmy fondue, jedzmy wraz!

W kwestii czosnku i innych przypraw - wypróbowane: jeśli dwie osoby jedzą to samo danie, to potem nie czują swoich "smoczych oddechów".


Przyłącz się do akcji!

13 grudnia 2010

Dzień 22 - coś, co jesz, kiedy chorujesz


Dzień 22 - coś, co jesz, kiedy chorujesz

Puree ziemniaczane.

Do ugotowanych ziemniaków po łyżce masła i śmietany.
Zgnieść.
Sypnąć szczypiorku, gałki muszkatołowej albo zrumienionej cebulki.
Pachnie zniewalająco i łatwo przechodzi przez obolałe gardło.
Uwielbiam ziemniaki, tak łatwo poddają się modyfikacjom.

Przyłącz się do akcji!

12 grudnia 2010

Dzień 21 - potrawa, której chciał(a)byś spróbować


Dzień 21 - potrawa, której chciał(a)byś spróbować

Kebab.

Ale taki autentyczny, z jagnięciny. Jestem niezmiernie ciekawa, jak różniłby się od tego, co podają w krakowskim Pod Osłoną Nieba - i jednocześnie dziwnie pewna, że byłby po prostu pyszny!

To kulinarne marzenie na razie pozostaje niespełnione tak jak wycieczka do Turcji.

Przyłącz się do akcji!

11 grudnia 2010

Dzień 20 - kulinarne wspomnienie z dzieciństwa


Dzień 20 - kulinarne wspomnienie z dzieciństwa

Jajko w szklance.

Czyli tzw. jajko po wiedeńsku. Pośród wielu wspomnień wybija się ono na pierwszy plan z prostego powodu: jajka na miękko to moja pięta achillesowa! Zawsze gotuję zbyt mało lub zbyt mocno ścięte. Jako dziecko dostawałam takie jajko w szklance - z masłem, odrobiną soli i szczyptą pieprzu - na śniadania. Coś pysznego!

Przyłącz się do akcji!

10 grudnia 2010

Dzień 19 - potrawa, którą jesz rękami


Dzień 19 - potrawa, którą jesz rękami

Bób.

Rzecz jasna, nie surowy, tylko gotowany z koprem i czosnkiem, okraszony masłem. Poezja i efekt Prousta. Prosto z miski, w całości, z łupinami.

Kiedy byłam mała, Babcia zabierała mnie na basen na stadion w pobliżu swojego domu. Spędzałyśmy tam całe dnie - Babcia na czytaniu, ja to na pluskaniu się w lodowatej wodzie brodzika, to na wysychaniu na słońcu. Najczęściej zabieraną na basen przekąską był właśnie gotowany bób. Można było do woli oblizywać palce, pokryte słonym masłem. Ja chcę lato...

Przyłącz się do akcji!

8 grudnia 2010

Dzień 18 - coś, czego nigdy nie jadasz


Dzień 18 - coś, czego nigdy nie jadasz

Frutti di mare.

Moje pierwsze wspomnienie: niemiecka IKEA, Tata kupujący ośmiornice kurczowo przyssane do wewnętrznych ścianek słoika, i sercówki w zalewie. (Wiedziałam, że to sercówki, bo zbierałam wtedy muszle.) Kolejne: raki na Mazurach. Były obiektem polowań okolicznej dzieciarni - oczywiście po dokładnych oględzinach wrzucało się je z powrotem do wody, raki w Polsce są pod ochroną. Kolejne: winniczki jedzone z czosnkiem w "Sadze o Wiedźminie" - i plaga winniczków w ogrodzie mojej Mamy. Kolejne: prezent z Florencji, makaron w kształcie penisów, barwiony na czarno.

Ja uczuciowa jestem. Trudno mi jeść coś, co jeszcze chwilę wcześniej było żywe i co wygląda zupełnie jak żywe. (I co nosiło imię, które wspomina się przy posiłku, ale to na szczęście nie dotyczy owoców morza.) No i wreszcie - próba krewetkowa skończyła się wysypką.

Przyłącz się do akcji!

7 grudnia 2010

Dzień 17 - coś, co jesz bardzo często


Dzień 17 - coś, co jesz bardzo często

Makaron.

Jest pyszny i szybko się gotuje. Jest uniwersalny, łatwo się dostosowuje do różnych klimatów. Występuje w wielu wariantach i kolorach. Makaron na naszym stole co najmniej dwa razy w tygodniu!

Przyłącz się do akcji!

6 grudnia 2010

Dzień 16 - kiedyś ulubione, dziś znienawidzone


Dzień 16 - kiedyś ulubione, dziś znienawidzone

Coca-cola.

Długo myślałam nad tym, co opublikować w tej kategorii. Z wiekiem moje horyzonty smakowe, co naturalne, poszerzyły się. Nadal też lubię różne potrawy zapamiętane z dzieciństwa - zupy mleczne, twarożek, a nawet bawarkę.

Dla dzieci urodzonych przed rokiem 89 coca-cola była smakiem importowanym, niepowtarzalnym i wciąż upragnionym. Nie było wtedy alarmujących sygnałów o szkodliwości napojów gazowanych, o zachodniej epidemii otyłości ani przede wszystkim o wpływie cukru na zdrowie dziecka. Piło się colę prosto z butelki, chichocząc, gdy bąbelki łaskotały w nosie.

Teraz jakoś nie lubię. Jest za słodka, czuję się, jakbym miała zalepione podniebienie. Raz na parę miesięcy mam Ochotę na Colę. Kupuję wtedy puszkę (ta w plastiku smakuje jakoś dziwnie) i wypijam duszkiem. I zawsze się rozczarowuję. Coca-cola to już nie jest to.

Przyłącz się do akcji!

5 grudnia 2010

Dzień 15 - kiedyś znienawidzone, dziś ulubione


Dzień 15 - kiedyś znienawidzone, dziś ulubione

Pomidory!

Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale jako dziecko nienawidziłam pomidorów. Keczup jeszcze był znośny, zupa też jakoś uszła, ale surowy pomidor na kanapce... Nie tknęłam za żadne skarby. Przyczyną tego stanu rzeczy była nieszkodliwa dolegliwość zwana językiem geograficznym. Póki na nią cierpiałam, jedzenie pomidorów wywoływało ostry, szczypiący ból.

Na szczęście wyrosłam z języka geograficznego. Teraz uwielbiam pomidory w każdej postaci: surowe, suszone, rozgotowane, uduszone, upieczone, nadziane, przetarte, wyciśnięte. Żałuję, że nie można ich jeść przez cały rok.

Przyłącz się do akcji!

4 grudnia 2010

Dzień 14 - coś, czego nigdy nie spodziewał(a)byś się polubić


Dzień 14 - coś, czego nigdy nie spodziewał(a)byś się polubić

Pchlisty kurczak.

Czyli danie pt. kurczak po meksykańsku z książki kucharskiej "Kuchnia polska" Marka Łebkowskiego. Słowo daję, kiedy Pchełka opowiadała mi o nim po raz pierwszy, byłam silnie uprzedzona - nie zwerbalizuję może też moich myśli na widok tej potrawy. A tymczasem, mimo dużej ilości cebuli, to danie gości na naszym stole dość często i zajadam się nim ze smakiem!

Przyłącz się do akcji!

3 grudnia 2010

Dzień 13 - jedzenie, które jest grzechem (ale jakże przyjemnym)


Dzień 13 - jedzenie, które jest grzechem (ale jakże przyjemnym)

Alkohol.

To nie zawsze jedzenie, bo choć wiele potraw zawiera alkohol, to znamy go jednak bardziej w stanie ciekłym. Z punktu widzenia biologicznego alkohol jest toksyną: zatruwa układ nerwowy, stąd objawy upojenia, a następnie kaca.

Ale tak dobrze smakuje...

Przyłącz się do akcji!