Puls


- Jakie zimne ręce! - zrobił odkrycie On. - Przecież ty całkiem nie masz pulsu!
- Nie no, puls jakiś to chyba mam... - zaoponowałam, dziarsko maszerując przez Kazimierz*.
- Nie masz! I w ogóle jakaś blada jesteś - zrobił kolejne odkrycie On.
- Ja ZAWSZE jestem blada.
- Masz za mało krwi - zdiagnozował On.
- I co w związku z tym?
- Jak to co? Musisz się napić.

* Może i mam anemię, niskie ciśnienie i brachykardię, i hipochondrię, ale jak mi dawać regularnie jeść i nie kazać gwałtownie wstawać, to się naprawdę doskonale czuję.

30 maja 2012

Zbieżność nazwisk


Zbieżność nazwisk

Rozmawiam z Siostrą na temat imprezy pt. Orientalny Koktajl, która odbędzie się już jutro, 2 czerwca, w Warszawie. (Zapraszam, od 18:00, wstęp wolny! Szczegóły tutaj).
- Sprawdzałam dojazd od ciebie i nawet coś bezpośrednio jedzie. Tylko musisz wpisać jako cel podróży ten amfiteatr.
- On się jakoś nazywa? - dopytuje Siostra.
- Imienia Jacksona.
- Oczywiście Michaela - dopowiedział On.
- A nie wiem. Może Pollocka. Albo Samuela L.!

29 maja 2012

Diabeł z pudełka


Diabeł z pudełka


- Wiem, że w to trudno uwierzyć, ale spotkałam dzisiaj ekshibicjonistę jadąc przez Skałki! - wyjawiłam Mu w niedzielę.
- Żartujesz chyba - zdziwił się uprzejmie On.
- Mówiłam, że w to trudno uwierzyć... Jadę sobie i widzę z daleka, że ktoś włazi w krzaki. Ale tam ciągle ludzie włażą w krzaki i z nich wyłażą, więc jadę dalej. Jestem 20 metrów od tych krzaków, a tam wyskakuje facet z fujarą w ręce. 
- I co zrobiłaś?
- Umarłam ze śmiechu i pojechałam dalej, a co miałam robić? Ale jesteś cudowny, że nie zapytałeś, czy to był ten sam co zawsze. Przecież wiesz, że się nie przyglądałam, bez jaj.
 - Gdyby był bez jaj, to chyba byś poznała, taki charakterystyczny - przytomnie zauważył On.

28 maja 2012

Miejska jazda na rowerze


Miejska jazda na rowerze

foto: http://www.fibers.com/
Przeciętny kierowca słysząc "rowerzysta" ma w głowie jeden z dwóch obrazów: kolarz jak Lance Armstrong, w profesjonalnym stroju ze sklepu sportowego i z równie profesjonalnym podejściem do jazdy albo irytujący hipster na rozklekotanym składaku, który za nic ma kodeks ruchu drogowego.

27 maja 2012

Chłodnik litewski


Chłodnik litewski

Co roku na wiosnę chodzi za mną myśl o chłodniku litewskim. Myślałam długo, że to skomplikowana potrawa - bo przepis nałożył mi się w głowie na barszcz ukraiński, którego głównym składnikiem, jak pamiętałam, jest wywar z cielęciny.

Ale sięgnęłam do książki Hanny Szymanderskiej "Sekret kucharski, czyli co jadano w Soplicowie" i dokształciłam się. Byłam zaskoczona, jaki prosty jest ten chłodnik! Potem wystarczyło tylko poczekać, aż On wyjedzie na męski wyjazd (przetwory mleczne to nie jest coś, co lubi najbardziej), upolować botwinkę i... voila! Zrobić obiad na różowo. W godzinę, łącznie ze studzeniem buraczków.

Jako że chłodnik powinien się "przegryźć", najlepiej przygotować go dzień przed podaniem. Polecam zaopatrzyć się w gumowe lub foliowe rękawiczki (ja mam takie do farbowania włosów, jednorazowe), żeby nie zafarbować sobie dłoni buraczkami. Chyba że ktoś lubi wyglądać jak Lady Makbet.

26 maja 2012

Serce domu


Serce domu

Oglądamy "Kuchenne rewolucje". Skłócone małżeństwo polsko-indyjskie dostaje pytanie o to, co jest sercem domu. On pauzuje.

- Co byś odpowiedziała na takie pytanie?
- Nie mam pojęcia. U mnie w domu to by była jadalnia, bo wszyscy się zawsze tam spotykaliśmy, ale u nas to chyba... No nie wiem, co u nas jest sercem domu.
- Podejdźmy do tego racjonalnie: serce to pompa ssąco-tłocząca. Co u nas w domu jednocześnie ssie i tłoczy..?
- Zmywarka? - podsunęłam niepewnie.
- EXACTLY.

24 maja 2012

Coś z niczego


Coś z niczego

Genialny wynalazek, czyli magnesy z nazwami podstawowych
produktów spożywczych. Można zrobić samemu, np.
na podstawie tego poradnika.
Nawet perfekcyjnej pani domu zdarza się nie zrobić zakupów na czas albo po prostu nie mieć ochoty na wyprawę do sklepu.

Ja tak zwykle mam w weekendy, kiedy tuż przed śniadaniem okazuje się, że żeby zjeść ten podobno najważniejszy posiłek w ciągu dnia, musiałabym wyjść z domu. A komu by się chciało na głodnego myć, czesać i ubierać?


23 maja 2012

Badanie preferencji


Badanie preferencji

Męki twórcze w pracy.

- Po co młodzi ludzie wyskakują do sklepu? - zadałam pytanie grupie badanych w wieku odpowiednim, czyli E., Es. i Ł.
- Po piwo - rzucił Ł.
- Nie może być alkohol ani papierosy - sprecyzowałam.
- No to nie wiem - poddała się Es.

22 maja 2012

Jestem Edukatorem Stylu!


Jestem Edukatorem Stylu!

W zeszłym roku z głupia frant wypełniłam ankietę na stronie firmy DUKA, szwedzkiej marki oferującej artykuły z dziedziny wyposażenia wnętrz.

Kiedy przyszły do mnie łyżeczki do przystawek SHOW (spory problem, bo nie miałam pomysłu, co można podać na takich łyżeczkach), pogotowałam trochę, zastawiłam stół, zrobiłam zdjęcia i... voila!

21 maja 2012

Psychoanaliza


Psychoanaliza

W miniony weekend uczestniczyłam w warsztatach tanecznych. (Były świetne, bo to ja byłam organizatorem, a zawsze wybieram najlepsze instruktorki!)

- Wiesz, przede mną jeszcze długa droga - zwierzyłam się Siostrze, również tańczącej. - Jak mi jeszcze jakoś idzie uśmiechanie się, to jednak kompletnie nie umiem być w tańcu dramatyczna.
- Ty zawsze byłaś bardziej gramatyczna niż dramatyczna - pokiwała głową Siostra.

20 maja 2012

Duszki leśne


Duszki leśne

Wracałam wczoraj wieczorem do domu - na rowerze, zwykłą trasą, czyli przez krakowskie Skałki Twardowskiego, które mają to do siebie, że jako park krajobrazowy nie posiadają oświetlenia. Co prawda po ciemku niełatwo podziwiać krajobraz, ale przecież żyjemy w kraju absurdów. Wyjechałam więc z drogi między krzakami z totalnym wytrzeszczem oczu, bo mimo dobrych świateł jechałam raczej na pamięć, omijając na czuja obiekty ruchome takie jak wiewiórki oraz ludzie.
 
- Dzień dobry! - zawołali mimo późnej pory jacyś dwaj młodzi faceci przełażący przez skrzyżowanie.
- No dzień dobry - odparłam niepewnie, dla polepszenia efektu uśmiechając się czarująco.
- Ty, jakaś nimfa k... leśna to chyba jest - jeden z facetów trącił drugiego łokciem, wpatrując się we mnie jak w obrazek.

19 maja 2012

Left is the new right


Left is the new right

Do not enter signJechałam wczoraj rano Sławkowską. Jak to jest, że zawsze, kiedy coś mi się przydarza, to jest tam? I to rano, kiedy asfalt jest mokry i śliski. Czy na tej ulicy jest jakieś zakrzywienie czasoprzestrzeni?

W każdym razie - jadę. Po prawej stronie, tak jak trzeba. I widzę faceta, który jedzie naprzeciwko mnie - czyli po prawej, ale swojej lewej.


18 maja 2012

Filozofia czosnku


Filozofia czosnku

- Ostatnio bardzo polubiłem czosnek - zwierzył się On, trąc rzeczony na minitarce.
- Mhm - mruknęłam sprzed ekranu.
- Soli prawie nie używam, za to czosnek wpieprzam do wszystkiego - ciągnął On.
- No i dobrze. 
- Do wszystkiego. Na przykład na świeżo umytą, pachnącą stopę - uzupełnił On, zdrapując czosnek z klapka i palców stopy.
- Nic się nie martw, dalej jest pachnąca...

17 maja 2012

Zbir tkwi w zbiorze, czyli o liczebnikach zbiorowych


Zbir tkwi w zbiorze, czyli o liczebnikach zbiorowych

Oprócz apostrofów i ekspansywnej końcówki -a na moim podium w konkursie na najbardziej wkurzające błędy językowe jest i trzecia sprawa - liczebniki zbiorowe. Bywa, że nadużywam słów "generalnie", "osobiście" i "dokładnie", często zdarza mi się powiedzieć "oglądnąć" czy "po najmniejszej linii oporu" albo użyć słowa "ilość" w znaczeniu "liczba". W końcu nobody's perfect, błędy każdemu się zdarzają. Ale przez gardło ani przez klawiaturę mi nie przejdzie coś takiego, co poniżej...


16 maja 2012

Sponsoring


Sponsoring

- To jest jakaś czarna magia... - szepnęłam obserwując, jak Ch. bezbłędnie odnajduje drogę w gąszczu jakichś potwornych cyferek w bazie danych. - Gdyby było średniowiecze, to by cię spalili na stosie jako czarownicę...
- Bo jego sponsoruje diabolo - rzucił z boku K.
- Nie ciesz się tak, bo to, co ty robisz, to też jest wyższy stopień wtajemniczenia. Wy wszyscy w ogóle uprawiacie tutaj czarną magię.
- Ale jego sponsoruje Kubuś Puchatek - roześmiał się Ch. wbijając słowną szpilę.
- Osz, wydało się... - mruknął do siebie K.

15 maja 2012

Męskie widzenie kolorów II


Męskie widzenie kolorów II

- Większość materiałów jest w tym takim łososiu - powiedziała Es.
- Czy mówiąc "łosoś" masz na myśli ten kolor numer sto siedemdziesiąt ileś? - odpowiedział pytaniem na pytanie W. 

Ale to nie był KLASYCZNY łosoś.

14 maja 2012

Outlet


Outlet

Po przejściu przez outletowe sklepy zajrzeliśmy do drogerii.

- Tutaj też wszystko jest w promocji... O, zobacz, tampony tańsze o 50% - wskazał mi On.
- Bo to pewnie zeszłoroczna kolekcja, już dawno niemodne...

Kupiliśmy też krem z kolekcji wiosna/lato 2011 oraz korektor dla mnie w fasonie sprzed 2 lat.

13 maja 2012

Męskie widzenie kolorów


Męskie widzenie kolorów

Centrum handlowe, sklep z butami.

- A może takie butki sobie kupisz, kotku? - zaproponował Energiczny Czterdziestolatek, prezentując swojej towarzyszce jakieś balerinki.
- No ładne, ale RÓŻOWE?! - skrzywiła się towarzyszka.
- Kotku, one nie są różowe... Przecież to klasyczny łosoś!
- Ja bym powiedział, że raczej taki koral - wtrącił konfidencjonalnie przechodzący obok chłopak.

A mówią, że mężczyźni potrafią nazwać tylko 16 kolorów... On tak ma, ale jak widać, nie jest to cecha wspólna dla męskiego gatunku.

12 maja 2012

Rozmawianie z roślinami


Rozmawianie z roślinami

- Niesamowite, jak to pomelo ostatnio dobrze wygląda - powiedziałam, w zadumie ogarniając wzrokiem parapet w sypialni.
- Najbardziej niesamowite jest to, co się stało z begonią! Przecież wcale jej nie było, a teraz rośnie jak szalona.
- Jestem jak Crowley* z "Dobrego omenu", powiedziałam jej, że ma się wziąć za siebie, bo wyląduje na śmietniku. Szkoda, że moje groźby jakoś nie działają na pomelo... Ciekawe czemu. Ono pewnie wie, że ty je zawsze obronisz.
- Nie dlatego... Po prostu pomelo nie rozumie po polsku.

* "O rozmawianiu z roślinami dowiedział się [...] z programu radiowego i uznał to za znakomity pomysł. Chociaż rozmawianie nie jest być może właściwym słowem na określenie tego, co robił. To zaś, co robił, było uczeniem ich bojaźni bożej. Ściślej mówiąc - bojaźni Crowleya. W dodatku co kilka miesięcy Crowley wybierał roślinę rosnącą zbyt powoli albo ulegającą więdnięciu liści czy brązowieniu, albo też po prostu nie wyglądającą tak dobrze jak inne i obnosił ją wśród pozostałych.
— Pożegnajcie się z waszym przyjacielem - mawiał. - Po prostu nie potrafił dać sobie rady...
Następnie opuszczał mieszkanie z występną rośliną i wracał około godzinę później z wielką, pustą doniczką, którą ustawiał w widocznym miejscu. Rośliny były najprzepyszniejsze, najzieleńsze i najpiękniejsze w całym Londynie. A także najbardziej przerażone."
[Neil Gaiman & Terry Pratchett "Dobry Omen"]

11 maja 2012

Rowerzystka w obronie słuchawek


Rowerzystka w obronie słuchawek

musicProste zasady rowerowego savoir-vivre'u opublikowano na stronie I Bike Krakow, a w komentarzach prawie od razu pojawiły się ciekawe opinie na temat tzw. "słuchawkowiczów".

Ja dzwonka nie mam, wolę swój zwykły głos, szczególnie że spotyka się „słuchawkowiczów” którzy dzwonka nie usłyszą a głos raczej powinni - napisał pg, a Monika dodała: Czasami się zastanawiam, jak można po mieście jeździć, nie słysząc nadjeżdżających samochodów, dzwonków, klaksonów itp. Kierowcy mają ten luksus, że mają lusterka i widzą co dzieje się za ich plecami, rowerów z lusterkami próżno szukać, więc trzeba się zdać tylko na słuch.

A ja stanę w obronie "słuchawkowiczy". Dlaczego?


10 maja 2012

Backup


Backup

- Chyba zaniosę do pracy jeszcze któryś badyl - rzekłam, z namysłem przyglądając się naszej dżungli.
- Dlaczego? - zaoponował On. - Niech stoją, co ci przeszkadza?
- Bo wszystko rośnie jak wściekłe i niedługo w ogóle nie będziemy nic widzieć przez okna. Poza tym się powtarzają.
- Oj tam. Mamy tylko... dwa te, dwa te, dwa te i dwa tamte - wzruszył ramionami On, ogarniając wzrokiem szeflery, hoje i fikusy Benjamina w wersji gładkiej i pstrolistnej.
- No właśnie, mówię przecież, że się powtarzają.
- Nie powtarzają się. To po prostu kopie zapasowe.

9 maja 2012

Dwa wymiary


Dwa wymiary

- Znalazłem nowe wino. Trochę droższe niż to, co zawsze kupuję ci do risotto, ale może się je będzie dało pić - zakomunikował On. - No, da się - mruknął posmakowawszy.
- Daj spróbować - powiedziałam chlupnąwszy trochę do risotto. - No, jest ok. Trochę płaskie.
- Ale przynajmniej nie czuć siarki! - tonem obronnym zawołał On.
- W sumie wolę, żeby wino miało jeden wymiar i było płaskie niż żeby miało dwa, a drugim była siarka.

8 maja 2012

Prawo własności


Prawo własności

- Widział ktoś mój kubek? - zagadnęłam wchodząc do męskiego pokoju.
- Nie. A jak wyglądał? - mruknęli zapracowani panowie.
- Biały, z napisem "Akademia kobiet aktywnych".
- Z takiego to i tak bym nie wypił - prychnął nieco urażony Ch.

7 maja 2012

Definitywnie definicja


Definitywnie definicja

Wspomniany tutaj B. chciał, żebyśmy zrobili "coś prostego".

- Rozumiem, że chcecie coś spójnego z tym ostatnim? - drążył K.
- Przez "proste" rozumiem "kreatywne" - przytaknął B.

6 maja 2012

9 dni


9 dni

2 wycieczki rowerowe
1 posprzątana szafa
2 stare t-shirty przerobione na 2 opaski i 2 bransoletki
1 posprzątany balkon
7 opróżnionych paczek z nasionami
0 kiełkujących roślin
3 przeczytane książki
3 obejrzane filmy
(+ 1 seria serialu dla nastolatek)
1 wojna wydana cellulitowi
1/3 choreografii na początek czerwca

Ale odpoczęłam.
A co Wy robiliście?

5 maja 2012

Lokalny patriotyzm dziwnie pojmowany


Lokalny patriotyzm dziwnie pojmowany

PROSTE PYTANIE, NA KTÓRE NIE MA DOBREJ ODPOWIEDZI.

Pisałam kiedyś tutaj o tym, jak trudno mi odpowiedzieć na proste pytanie "skąd jesteś?". Obecnie dziewiąty rok mieszkam w Krakowie, ale to przecież nie zmienia mojego miejsca urodzenia. Nie jestem "stąd". Jestem, jak to pogardliwie mówią tutejsi, przyjezdna - a gdybym wróciła do rodzinnej miejscowości, na pewno słyszałabym równie pogardliwe określenie "gorolka".

Nowy rasizm

Mam wrażenie, że segregacja ze względu na miasto pochodzenia - zazwyczaj zerojedynkowa, bo albo jesteś stąd, albo nie stąd, przecież innej możliwości nie ma - stała się taką nową postacią segregacji rasowej. Przepisy zakazują jasno dyskryminacji ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną. Ciekawe, że miejsce urodzenia nie znalazło się w tej wyliczance.

Odciążyłam CV

Już dawno zaniechałam podawania w CV miejsca urodzenia. Powód był prosty: zrezygnowałam z niepotrzebnych informacji, kiedy zaczęłam mieć trudności ze zmieszczeniem się na jednej stronie A4. Ponadto podanie niektórych danych może być powodem odrzucenia kandydatury już na poziomie przeglądania dokumentów. Oczywiście nie musi - ale po co zwiększać prawdopodobieństwo, i to na własne życzenie? Dlatego nie podaję stanu cywilnego, wieku ani miejsca urodzenia. Zakładam, że jeśli komuś to potrzebne do procesu rekrutacji (nie wiem, po co miałoby, ale są ludzie i kaloryfery), to zapyta. I wiecie, że nigdy nie usłyszałam pytań o to? Najwyraźniej nikogo nie obchodzi.

Gringo, cepry i hanysy

Niechęć do obcych jest mechanizmem społecznym mającym korzenie w początkach ludzkości - m.in. chroniącym przed zbytnim zagęszczeniem na danym terenie, które mogłoby okazać się zabójcze dla wszystkich zamieszkujących go grup. Stąd te określenia, każde znaczące tyle co "obcy". Każdy chyba wie, że bez szufladkowania nie da się żyć. Stereotypy będą nam zawsze towarzyszyć. Sama się odnoszę czasami z ironią do tych utartych opinii, nawet ostatnio, przy okazji tekstu o wodzie pisałam o rzekomym skąpstwie krakowian i poznaniaków. Czuję, że w żartach wolno mi robić. Dlaczego? Bo w rzeczywistości, tak na serio, nie postrzegam ludzi przez pryzmat miejsca ich urodzenia czy zamieszkania. I sama nie chcę być tak postrzegana.

Bez przesady

Pochodzę ze Śląska, gdzie przecież wszyscy są górnikami i piją na umór, a trawa jest szara. Od lat mieszkam w Krakowie, gdzie przecież wszyscy są skąpi i liczą każdy grosz. Kiedyś powinnam nienawidzić mieszkańców Zagłębia, a teraz niby warszawiaków? Ależ, na litość, mamy XXI wiek! Ludzie przeprowadzają się za rodziną, pracą, mieszkaniem. Nie tkwimy w miejscu fizycznie, więc ruszmy też nasze skostniałe poglądy, animozje i święte wojny zostawiając kibicom sportowym. Doprawdy, mamy chyba ważniejsze problemy niż to, gdzie się ktoś urodził czy wychował.

4 maja 2012

Krótki test IQ


Krótki test IQ

- Co tam? - zadzwonił On z męskiej wyprawy. - Nudzisz się?
- Absolutnie! Przerabiam moje stare koszulki na różne fajne rzeczy - odparłam z entuzjazmem.
- To dobrze.
- Dobrze, że przerabiam..?
- Dobrze, że się nie nudzisz. To świadczy o tym, że jesteś inteligentna - zdiagnozował tonem odkrywcy On.
- I po 10 latach mówisz mi coś takiego? Jeśli po to wyjechałeś, to właściwie możesz już wracać.
- E, nie. Słyszałem, że im głupsza kobieta, tym łatwiej ją uwieść, więc z powrotem poczekam na to, aż trochę zgłupiejesz.

3 maja 2012

W łapę


W łapę

On przed wyjazdem daje mi ostatnie wskazówki.

- Zamykaj okna jak będziesz wychodzić... I drzwi, zanim się położysz... Podlewaj kwiaty... Ale to wiesz... A gdybyś potrzebowała, to tutaj są pieniądze.
- Po co miałabym potrzebować tych pieniędzy? - zaoponowałam. - Przecież mam własne.
- No, ale jak by co.
- Jak by CO? 
- Powódź albo apokalipsa zombie - wyłuszczył On.
- No, i teraz już wiem, na czym stoję! Jak zombiaczki będą się dobijać do drzwi, to dam im w łapę. Jak by co.

2 maja 2012

Wiek podeszły


Wiek podeszły

- Zjedz sobie ostatniego muffina na śniadanie - podpowiedziałam Mu.
- Wolałbym nie... On jest jakiś stary.
- Ta młodzież w dzisiejszych czasach. Żadnego szacunku dla starszych!
- Jeśli ten muffin ma emeryturę, to opłacałoby się, żebyśmy go utrzymywali przy życiu jak najdłużej i zabierali mu pieniądze... - z namysłem rzekł On.
- Pożegnaj się z marzeniami, muffin nigdy nie pracował, więc emerytura mu nie przysługuje. Zjedz go i już.

1 maja 2012

Zdobywca


Zdobywca

Bywają historyjki, które opisuję na blogu dopiero po pewnym czasie - bo dopiero wtedy okazuje się, że wszystkim się podobają, więc wolę je opisać tutaj i mieć z głowy opowiadanie po raz kolejny.
 
W drodze do pracy spotkałam dziewczynę z psem rasy Boston terrier. Szłam za tą parką dłuższą chwilę. Pies zauważył przywiązanego przed sklepem bulteriera - wiecie, jak wyglądają takie psy, prawda? Jak cukinia-albinos. I podobno są dość groźne, ale ten przyjaźnie merdał ogonem i wyraźnie chciał się zaznajomić bliżej z "bostonkiem". Ten podszedł do bulteriera i nie zważając na swoje mikre rozmiary (był o połowę mniejszy), zaczął na niego naskakiwać, szczerząc zęby. 

- No nie wygłupiaj się - dziewczyna pociągnęła za smycz. - On się chce tylko z tobą przywitać... Zachowujże się! Wilhelm! No co ty wyprawiasz, WILHELM!

Zawsze mnie szalenie śmieszą takie imiona nadawane psom. Zwłaszcza jeśli pies ma rozmiary kieszonkowe, a nosi imię jak zwalisty dog.