Krokodyl


- Jestem śpiąca - ziewnęłam stojąc przy kasie.
- Śpiąca?! - zdumiał się On. - Spałaś przecież prawie 10 godzin.
- Ale jest upał. Zwierzęta w upale stają się ospałe. To naturalne. Taki krokodyl na przykład...
- No, co krokodyl?
- ...w południe się zakopuje w mule i tam siedzi, i udaje, że go nie ma. Gdyby mógł, czytałby książkę pod wiatrakiem, a nie biegał do sklepu w pełnym słońcu. To jest niefizjologiczne, żeby się ruszać, jak jest gorąco.
-  Chyba mam w sobie coś z krokodyla - wyznała nieśmiało kasjerka przysłuchująca się naszej rozmowie.

Czytelniku, wyjmij z teczki  mózg elektronowy i nad losem mnie w autobusie podumaj przez chwilę. Albowiem nadwyrężyłam kolano podczas wycieczki rowerowej w sobotę i musiałam dziś skorzystać ze zbiorkomu.

29 kwietnia 2012

Obrączka


Obrączka

Miejsce akcji: dział spożywczy w sklepie odzieżowym brytyjskiej sieci. Czas akcji: 2 miesiące temu. Post odkopany.

ja: (podchodzę do kasy z ciastkami podwójnie czekoladowymi)
pan nr 1: Zapraszam do kasy!
pan nr 2: (nieco obrażony) Ja też zapraszałem do kasy.
pan nr 1: Widocznie byłeś mało przebojowy. Czy posiada pani kartę stałego klienta?
ja: Nie, nie posiadam.
pan nr 1: A czy chce sobie pani taką wyrobić? To zajmie dwie minuty.
ja: Nie, dziękuję. Nie jestem stąd, a w moim mieście nie ma waszego sklepu.
pan nr 1: Być nie może! A co to za miasto?
ja: Kraków. Nie ma was w Krakowie! Dlaczego?!
pan nr 2: Za miesiąc z kolegą mamy urlop, to będziemy.
ja: Doskonale. A przywieziecie mi ciastka podwójnie czekoladowe?
pan nr 2: (zamyślony, nie słucha) Ja w sumie nigdy nie byłem w Krakowie...
pan nr 1: Oczywiście, że przywieziemy! Warto, choćby dla takich pięknych kobiet...
pan nr 2: (zazdrośnie) No, no, a obrączkę zdjąłeś?


They made my day, dzisiaj i wtedy.

Zwijka


Zwijka

On zaczął zwijać kabel do ładowarki do mojego komputera.

- Daj, bo nie umiesz.
- No nie umiem - przytaknął podejrzanie potulnie On, oddając mi kabel.
- Ostatnio jak mi zwinąłeś, to w jeden taki supeł, a tu są dwa rzepy, więc powinno się zwijać w dwa węzełki.
- Bo ja mam swoje sposoby. Które nie uwzględniają jakichś głupich rzepów.
- Masz ZŁE sposoby - poprawiłam Go.
- A ty masz dobre, więc zwijasz. Dobrze zwijasz. To co prawda jedyna rzecz, którą dobrze robisz, ale przynajmniej do czegoś się przydajesz.

28 kwietnia 2012

Koło


Koło

- Czemu czyścisz szprycę?
- Bo jak jechałam na święta, to wzięłam końcówki do rękawa cukierniczego, i zapomniałam ich u rodziców.
- Aha. A czemu wtedy nie wzięłaś szprycy?
- Bo była w niej czekolada, którą właśnie wyjmuję - warknęłam walcząc z zastygniętą masą.
- Krótko mówiąc, walczysz z płodami własnego lenistwa - podsumował On.
- Tak jest. Koło się zamyka. Koło gospodyń wiejskich.
- Koło gospodyń miejskich. I LENIWYCH - poprawił mnie On.

27 kwietnia 2012

Kość niezgody


Kość niezgody

Ja od początku twierdzę, że w łazience mamy za ciemno, popiera mnie nawet Jego Mama, ale On trwa w oślim uporze - tylko dlatego, że nie dokonuje żmudnego procesu golenia w wannie, dwa metry od źródła światła, tylko pod samą lampą, nad umywalką.

- Moglibyśmy na jesieni kupić szynę z pięcioma reflektorkami zamiast tych trzech - mruknęłam po zamontowaniu ostatniej lampy. 
- To będzie nieproporcjonalnie wyglądało - zmarszczył nos On.
- Ale przynajmniej będzie JASNO! Wreszcie porządnie ogolę sobie nogi! W ogóle po co ja ciebie pytam. Wyjedziesz na weekend, to kupię lampę i poproszę sąsiada, żeby zamontował.
- Wkurzę się - ostrzegł On.
- 10 lat cię znam, skarbie. Poboczysz się na mnie parę dni, a ja wtedy obłaskawię cię moimi świeżo ogolonymi nogami i z miejsca ci minie.

Kult młodości


Kult młodości

- Wiesz, tak sobie myślę - naszło mnie na refleksję - że dobrze, że żyjemy sobie tak razem, dzień po dniu.
- Dobrze? - zdziwił się On.
- Tak, bo nie dostrzegasz, jak się marszczę.
- Pfff.
- Wybacz, ale nikt nie robi się młodszy - westchnęłam.
- Z wyjątkiem Krzysztofa Ibisza! - zaznaczył stanowczo On.
- Z wyjątkiem - zgodziłam się. - Ja wiem, że młodo wyglądam, ale z Ibiszem to mógłbyś mnie jednak nie mylić.

26 kwietnia 2012

Mieszkaniowa kropka nad i


Mieszkaniowa kropka nad i

Ostatni wpis do tej szufladki poczyniłam dwa lata temu - kawał czasu. Zdążyłam właściwie zapomnieć o remoncie (i cii, nie mówcie Mu, ale czasem myślę o kolejnym...). 

W sypialni nie brakuje nam już niczego. Ostatnio powierciliśmy trochę w ścianach, wkurzając sąsiadów, i powiesiliśmy wszystkie czekające od 3 lat obrazki i lustro. Mamy lampę wiszącą i dwa reflektorki do czytania (chętnie bym je wymieniła na coś bardziej nastrojowego, bo są białe), karnisze i coś na karnisze, komodę, łóżko i dwie szafy, a to wszystko na 10 m2.

W okienku


W okienku

Przeglądając teczkę z różnymi wycinkami - które zbierałam w latach 2001-2003, sądząc po datach czasopism - znalazłam świetne zdjęcie Jarmusha.

- Oprawiłabym sobie.
- No co ty, on jest taki szpetny, że chyba lepiej żebyś moje zdjęcie miała na ścianie - zaoponował On.
- Dobrze, to nie oprawię, tylko sobie odłożę. Obok Leonarda Cohena... i Cesarii Evory. Genialny kadr, swoją drogą.
- Zostaw sobie, będzie w sam raz jak umrze, powiesisz na oknie - zajadowicił On.

25 kwietnia 2012

Przypodobanie


Przypodobanie

Tramway signAutobusem jedzie młoda dziewczyna. Odmawia różaniec posługując się pierścionkiem na kciuku. W uszach kołyszą się jej krzyże Ankh. Na którymś przystanku wsiadła jej znajoma, przywitały się, zaczęły rozmowę.

- Wcześniej dzisiaj wracasz - stwierdziła koleżanka.
- Muszę być w domu jak najszybciej, bo będę piekła tort. Dla dziadka, ma urodziny - wyjaśniła "Ankh".
- O, to taka kura domowa jesteś! - zażartowała koleżanka.
- No jestem... Ale wiem, że to się podoba Jezusowi - przytaknęła tamta.

Nerka


Nerka

Jego Siostra opowiada o pierwszej imprezie szczeniaka beagle'a należącego do A.

- Niosłam wino w ręce i padał deszcz, i jak weszłam do domu, to mi jakoś tak ta butelka wypadła z ręki.
- No tak - pokiwaliśmy z Nim głowami. - Znamy to.
- I oczywiście się rozbiła, i trzysta litrów wina rozprysnęło się po przedpokoju, a zanim zdążyliśmy sprzątnąć, to pies podbiegł i trochę wypił. I potem chodził zygzakiem albo opierając się o ścianę jednym bokiem.
- Ja nadal nie mogę zrozumieć, czemu nie wzięłaś siatki na to wino - wtrącił A.
- Oj, bo miałam tylko wino, to po co brać siatkę? Poza tym miałam w ręce jeszcze inne rzeczy.
- Jakie rzeczy?
- Na pewno klucze... No i chyba miałam nerkę.
- Nerki to, słonko, miałaś i masz dwie. Rodzimy się z takim zestawem.
- Jedną miałam! 
- Dwie - powtórzył uparcie A.
- No dobra, miałam trzy, dwie normalnie i trzecią w ręce - skapitulowała Jego Siostra.

24 kwietnia 2012

Tik nerwowy


Tik nerwowy

On swego czasu stłukł talerz, który niósł i który "tak jakoś nagle mu wypadł z ręki". Od tego czasu wypominam Mu to, ostrzegając, że tak właśnie idę i zaraz mi coś jakoś tak nagle wypadnie z ręki.

- Nie śmiej się ze mnie - fuknął przeziębiony nieco On. - Tak się zaczyna wiele chorób.
- Na przykład?
- Oj, nie każ mi wymieniać.
- Hipochondria się tak zaczyna - podsunęłam. - Ale ja na to cierpię od dawna i mogę ci powiedzieć z całą pewnością, że to raczej brak magnezu.

23 kwietnia 2012

Obok i pod


Obok i pod

- Czemu taki powykręcany leżysz? Weź się odwróć po ludzku, bo się nie umiem przytulić - wytknęłam Mu wieczorem.
- Nie mogę - On nadal leżał w pozycji egipskiego paragrafu.
- Gdyż..?
- Gdyż mam krem pod kolanem - dodał On tonem cierpiętniczym.

Swoją drogą, coś Go ugryzło pod tym kolanem i samo ustalanie, cóż by to mogło być, nadawałoby się na osobny wpis.

22 kwietnia 2012

Wielkie nieszczęście


Wielkie nieszczęście

- Piłaś! - wytknął mi On otwierając barek.
- No tak, nalałam sobie w piątek jeden kieliszeczek - pokazałam między kciukiem a palcem wskazującym, jak był mały. 
- Nawet nie dokręciłaś! A wiesz, co się dzieje, jak się nie dokręci butelki?!
- Wiem... alkohol paruje, a reszta zostaje.
- WŁAŚNIE.
- Spowodowałam wielkie nieszczęście... Ale co z tego, skoro smakuje tak samo?

21 kwietnia 2012

Śniadanie na telefon


Śniadanie na telefon

Sobotnie poranki potrafią dać się we znaki, nawet jeśli się nie imprezuje w piątki. A kiedy się w taki sobotni poranek zajrzy do pojemnika na chleb i znajdzie tam wyłącznie powietrze i kilka smętnych okruszków, przyjemne rozpoczęcie weekendu staje pod znakiem zapytania.

- Nie ma pieczywa - oznajmiłam ponuro, wracając z kuchni i ładując się z powrotem do łóżka.
- Jnieide - mruknął On. 
- Pójdę - uspokoiłam Go. - Ale wiesz, pomyślałam sobie, że powinna istnieć firma, która dowozi śniadania na telefon. Mogłaby się nazywać "Śniadanie do łóżka" i mieć trzy opcje: śniadanie dla studenta, takie z parówkami, trochę droższe śniadanie dla rodziny, z musli i pancakes z owocami, i takie de luxe, dla snobistycznych singli - ze świeżo wyciskanym sokiem pomarańczowym, tostami francuskimi i jajkiem po wiedeńsku.
- Mmm - zaślinił się On. - Mmy zzałżyć. Tko ni traz - dodał uczciwie, obracając się na drugi bok.

Les Miserables


Les Miserables

Znacie takich mężczyzn, którzy na studiach noszą t-shirty kupione w podstawówce, ciągle mylą kosz na pranie z koszem na śmieci, zapełniając ten pierwszy rozsypującymi się ze starości ciuchami, a na dźwięk słów "tę koszulkę to chyba już trzeba wyrzucić" dostają gwałtownych drgawek, wysypki i nagłego ataku głuchoty? Tak? No to Go znacie.
 
- Wiesz, że śpisz ostatnio w łachmanach? - spytałam Go delikatnie, widząc jak zdejmuje z siebie coś, co przy dużej dozie dobrej woli można by nazwać ażurowym t-shirtem.
- ... - On pominął moją sugestię pełnym godności milczeniem, ostrożnie składając w kostkę swoje bawełniane dziury.
- Miałam dzisiaj rano wrażenie, że budzę kogoś z adaptacji scenicznej "Nędzarzy". 
- Zapatrzyłem się ostatnio w Romie - przytaknął On. - Ale ta koszulka pójdzie już dzisiaj na szmaty - dodał mimochodem.
 
A mnie w głowie zagrało "Alleluja" Haendla.

20 kwietnia 2012

Garść przyjemności 4


Garść przyjemności 4

Pierwsza garstka tutaj, druga tutaj, trzecia tu, a pomysłodawczyni cyklu tutaj. A dzisiaj będzie o moim ulubionym dniu tygodnia.
Zawsze najbardziej lubiłam poniedziałki i nie rozumiałam, dlaczego wszyscy na nie narzekają. Ale bywają takie tygodnie, kiedy z utęsknieniem czekam na piątkowy wieczór. Wiem, jak czuje się komputer, którego nikt nie wyłącza. W piątki mam zapchany RAM i potrzebuję krótkiego, ale skutecznego resetu.

13 kwietnia 2012

Rowerzysta na chodniku


Rowerzysta na chodniku

Bicycle Riders this Way 
Wiosna nadchodzi, a wraz z wiosną w niektórych budzi się chęć jeżdżenia na rowerze. Popieram ją całym sercem! Byle bezpiecznie.

Jako że czasem zdarza mi się z roweru zsiadać, to serce mi staje na widok wypowiedzi typu "nie potrzebuję lampki, bo będę jeździć tylko w dzień" albo "jest mało ścieżek rowerowych, a drogi są krzywe, więc będę jeździć po chodniku". 

Rowerzyści doświadczeni i świadomi istnienia czegoś takiego jak kodeks drogowy mogą przestać czytać w tym miejscu. Poniższy tekst jest dla rowerzystów miejskich początkujących.


12 kwietnia 2012

Przymusowa dieta


Przymusowa dieta

Przywieźli nam zamówione pierogi.

- Nareszcie! Jedzenie! Koniec diety! - zawołał entuzjastycznie Ch.
- A byłeś na diecie? - zdziwiła się Es.
- Na przymusowej. Przez ostatnie 20 minut.

11 kwietnia 2012

Dialog łóżkowy


Dialog łóżkowy

- Przesuń się o parę milimetrów w lewo... w moje lewo... bo zaraz spadnę - mruknęłam do Niego.
- Oesuuu - westchnął On i przesunął się o dobre pół metra. W moje lewo.
- Chyba musimy pojechać...
- ...do Ikei po nowe, większe łóżko? 
- Nie, do Sèvres, żebyś naprawił swoje wyobrażenie co do tego, jak wygląda milimetr.

Swoją drogą, ktoś kiedyś oszacował, że 1/10 obecnie żyjących Europejczyków została poczęta na łóżku firmy IKEA.

10 kwietnia 2012

Niezłe jaja


Niezłe jaja

Tramway signBusik na trasie Katowice - Kraków.

- Zmieszczę się jeszcze? - spytała energiczna blondynka.
- Pani tak, na stojonco albo do mnie na kolanka... - odparł filuternie kierowca. - Ale torba już ni!


9 kwietnia 2012

Wyniczek odejmowanka


Wyniczek odejmowanka

Przeglądam portal aukcyjny w poszukiwaniu czegoś, co nasza mama nazywa chomątem.

- Przecież nie wpiszę "chomąto"...
- Wpisz "kardigan".
- Nie, to na pewno nie to... O, mam. "Narzutka"!
- "Narzutka"? - zdziwiła się Siostra. - Narzutka to na łóżeczko...

7 kwietnia 2012

Na cztery głosy


Na cztery głosy

- Co ja jeszcze muszę upiec... a, mazurek - mruknęłam do siebie.
- Dąbrowskiego? - spytał Braciszek.
- Mazurek? - zdziwił się Tata. (U nas nigdy nie ma mazurków.)
- Nie, limonkowy - odpowiedziałam Braciszkowi.
- Aha, limonkowy - mruknął nieuważnie Tata, przeglądając listę kontaktów w telefonie. - Ktoś z Ukrainy...
- Co limonkowy? - zainteresowała się Mama.
- Ktoś z Ukrainy - wyjaśnił Braciszek.

Skąd się wziął zając wielkanocny?


Skąd się wziął zając wielkanocny?

Narodziła się nowa, świecka tradycja... Tylko czy na pewno jest nowa?

Współcześnie święta mają symbolikę dwojaką - religijną i świecką. I ta druga budzi kontrowersje. Niedawno czytałam pełen oburzenia tekst napisany przez głęboko wierzącą panią, którą oburzyło, że jej dzieci (zapewne wychowywane na równie głęboko wierzące) podczas Wielkiego Postu są "atakowane pogańską symboliką". Miała oczywiście na myśli wszechobecne kurczaczki i zajączki, które zapełniają półki w sklepach już od lutego.

6 kwietnia 2012

Ajerkoniak


Ajerkoniak

Tata przygotowuje ajerkoniak.

- A jak nie wyjdzie? - zmartwił się przeczytawszy instrukcję miksera.
- Oj, tato, jak się rozwarstwi, to zjemy osobno kogel-mogel i popijemy spirytusem. Też będzie dobre.

Polityka prorodzinna


Polityka prorodzinna

- Odkryłam, gdzie dokładnie znika internet w naszej sypialni! - powiadomiłam Go.
- No, gdzie?
- Na łóżku.
- Aha.
- Myślę, że internet chce nam coś przekazać. Na przykład "idźcie i rozmnażajcie się, albowiem zbyt niski jest przyrost naturalny, żeby siedzieć w sieci".

4 kwietnia 2012

Dobry zakup


Dobry zakup

Oglądamy serial, którego akcja toczy się w latach 60. Jedna z bohaterek właśnie spędziła pierwszą noc ze swoim chłopakiem.

- Jak się czujesz? - spytał chłopak. - Jakoś inaczej?
- Głupie pytania zadaje - oburzył się On.
- Wcale nie głupie. Myśli, że rozerwał na strzępy jej hymen, to się troszczy.
- Oj, może sobie kupić nowy na Allegro, sam widziałem, są oferty! - prychnął On.

Oryginalne imię


Oryginalne imię

- Wróciłam dzisiaj do domu, otworzyłam okno i usłyszałam, jak jakaś babka woła: "Kuśka! KUŚKA! Chodźże tu!"
- I co to było? - Jemu zaśmiały się oczy.
- W pierwszej chwili myślałam, że ja źle słyszę, że córkę Kasię woła. Ale nie. Wołała psa. I ten pies naprawdę miał na imię Kuśka!
- To właściwie nie takie złe... - zastanowił się On. - Najlepiej nazwać psa Kurna.
- Albo mieć dwa psy, jednego Kurna, drugiego Chodźże. I wołać je razem.

3 kwietnia 2012

Pomyłka


Pomyłka

- Fajne są te takie... 
- Skrzydełka? - zapytałam, trzepocząc moją bluzką z farfoclami na ramionach.
- Nie nazwałbym tego skrzydełkami. To jest raczej... no, takie coś. Jak kupa. Kupa szatana.
- Myślisz, że w ogóle istnieje coś takiego? Skoro szatan to pojęcie, to nie ma układu pokarmowego.
- Ale jest coś takiego jak kaka szatana - upierał się On.
- No to ma czarcią jamę w miejscu jamy ustnej, potem mroczne gardło, diabelski przełyk, siarkowy żołądek, piekielne jelito cienkie, 666-nicę w miejscu dwunastnicy, wreszcie ognisty żołądek, a na końcu demoniczny odbyt.
- Jesteś całkiem głupia - z niesmakiem stwierdził On.
- Pomyłka! Nie jestem głupia, tylko k r e a t y w n a.

2 kwietnia 2012

Wodę z mózgu


Wodę z mózgu

Pora wyjść z szafy: piję wodę z kranu.

Czy jesteście zszokowani moim wyznaniem?

Jeśli nie - możecie przestać czytać ten post i wznieść za mnie toast szklanką kranówki. Jeśli tak - czytajcie dalej.

1 kwietnia 2012

Sexy and I know it


Sexy and I know it

Włóczymy się po centrum handlowym, szukając butów dla Niego.

- Kochanie, chyba zawędrowaliśmy na dział damski... - On trącił mnie w ramię.
- Czyżby? A co tu jest damskiego? Ta marynarka? A może te spodnie z kantem?
- Te koszulki. I te szorty. I te... eee... to są buty?
- Espadryle - poprawiłam chłodno. - Bardzo wygodne. Powinieneś spróbować.
- Do większości ciuchów w tym sklepie...
- ...powinni dodawać tabliczkę do zawieszenia sobie na szyi: "I'm not gay even though I'm dressed like one". Tak, wiem.