Miejsce akcji: dział spożywczy w sklepie odzieżowym brytyjskiej sieci. Czas akcji: 2 miesiące temu. Post odkopany.
ja: (podchodzę do kasy z ciastkami podwójnie czekoladowymi)
pan nr 1: Zapraszam do kasy!
pan nr 2: (nieco obrażony) Ja też zapraszałem do kasy.
pan nr 1: Widocznie byłeś mało przebojowy. Czy posiada pani kartę stałego klienta?
ja: Nie, nie posiadam.
pan nr 1: A czy chce sobie pani taką wyrobić? To zajmie dwie minuty.
ja: Nie, dziękuję. Nie jestem stąd, a w moim mieście nie ma waszego sklepu.
pan nr 1: Być nie może! A co to za miasto?
ja: Kraków. Nie ma was w Krakowie! Dlaczego?!
pan nr 2: Za miesiąc z kolegą mamy urlop, to będziemy.
ja: Doskonale. A przywieziecie mi ciastka podwójnie czekoladowe?
pan nr 2: (zamyślony, nie słucha) Ja w sumie nigdy nie byłem w Krakowie...
pan nr 1: Oczywiście, że przywieziemy! Warto, choćby dla takich pięknych kobiet...
pan nr 2: (zazdrośnie) No, no, a obrączkę zdjąłeś?
They made my day, dzisiaj i wtedy.
Czytelniku, wyjmij z teczki mózg elektronowy i nad losem mnie w autobusie podumaj przez chwilę. Albowiem nadwyrężyłam kolano podczas wycieczki rowerowej w sobotę i musiałam dziś skorzystać ze zbiorkomu.
Obrączka
Zwijka
Koło
Kość niezgody
Kult młodości
Mieszkaniowa kropka nad i
W okienku
Przypodobanie
Autobusem jedzie młoda dziewczyna. Odmawia różaniec posługując się pierścionkiem na kciuku. W uszach kołyszą się jej krzyże Ankh. Na którymś przystanku wsiadła jej znajoma, przywitały się, zaczęły rozmowę.Nerka
Tik nerwowy
Obok i pod
Wielkie nieszczęście
Śniadanie na telefon
Les Miserables
Garść przyjemności 4
Rowerzysta na chodniku
Jako że czasem zdarza mi się z roweru zsiadać, to serce mi staje na widok wypowiedzi typu "nie potrzebuję lampki, bo będę jeździć tylko w dzień" albo "jest mało ścieżek rowerowych, a drogi są krzywe, więc będę jeździć po chodniku".
Przymusowa dieta
Przywieźli nam zamówione pierogi.
- Nareszcie! Jedzenie! Koniec diety! - zawołał entuzjastycznie Ch.
- A byłeś na diecie? - zdziwiła się Es.
- Na przymusowej. Przez ostatnie 20 minut.
Dialog łóżkowy
Wyniczek odejmowanka
Przeglądam portal aukcyjny w poszukiwaniu czegoś, co nasza mama nazywa chomątem.
- Przecież nie wpiszę "chomąto"...
- Wpisz "kardigan".
- Nie, to na pewno nie to... O, mam. "Narzutka"!
- "Narzutka"? - zdziwiła się Siostra. - Narzutka to na łóżeczko...
Na cztery głosy
- Co ja jeszcze muszę upiec... a, mazurek - mruknęłam do siebie.
- Dąbrowskiego? - spytał Braciszek.
- Mazurek? - zdziwił się Tata. (U nas nigdy nie ma mazurków.)
- Nie, limonkowy - odpowiedziałam Braciszkowi.
- Aha, limonkowy - mruknął nieuważnie Tata, przeglądając listę kontaktów w telefonie. - Ktoś z Ukrainy...
- Co limonkowy? - zainteresowała się Mama.
- Ktoś z Ukrainy - wyjaśnił Braciszek.
Skąd się wziął zając wielkanocny?
Narodziła się nowa, świecka tradycja... Tylko czy na pewno jest nowa?Współcześnie święta mają symbolikę dwojaką - religijną i świecką. I ta druga budzi kontrowersje. Niedawno czytałam pełen oburzenia tekst napisany przez głęboko wierzącą panią, którą oburzyło, że jej dzieci (zapewne wychowywane na równie głęboko wierzące) podczas Wielkiego Postu są "atakowane pogańską symboliką". Miała oczywiście na myśli wszechobecne kurczaczki i zajączki, które zapełniają półki w sklepach już od lutego.

